Monthly Archives: Luty 2009

Do góry nogami (V)

Nie mam zamiaru nikogo prze­ko­ny­wać do tego, że nie­ustanne zmiany daty, czy – czę­ściej — stref cza­so­wych bar­dzo mnie tutaj męczą, bo tak nie jest. W rejo­nie Połu­dnio­wego Pacy­fiku – już sama ta nazwa wywo­łuje dresz­cze pod­nie­ce­nia, zachę­ca­jąc do bło­giego, słod­kiego leni­stwa – czas odgrywa sto­sun­kowo małą rolę, a bywają dni, w cza­sie któ­rych trudno nawet zauwa­żyć róż­nicę mię­dzy dniem i nocą....

II)" rel="bookmark">Do gory nogami (II)

Chłodno, mokro i daleko od domu – tak można by dziś (15 lutego 2009) w Austra­lii spa­ra­fra­zo­wać wes­tchnie­nie rosyj­skich wygnań­ców na Sybe­rię, zwłasz­cza gdy ktoś, jak ja, wie­rząc w pro­gnozy mete­oro­lo­gów spod znaku weather.com wybrał się na anty­pody w krót­kich spoden­kach z pół tuzi­nem T-shirtów. Od tygo­dnia tem­pe­ra­tura nie prze­kra­cza 18 stopni, spa­da­jąc w nocy do 10 i poni­żej....

III)" rel="bookmark">Do góry nogami (III)

Na pro­mie z Auc­kland na wyspę Waiheke, która zara­zem pełni rolę jed­nego z bar­dziej wzię­tych przed­mieść naj­więk­szej metro­po­lii Nowej Zelan­dii (milion miesz­kań­ców, czyli 25 pro­cent popu­la­cji kraju), a także swo­istą atrak­cję tury­styczną mia­sta (win­nice, plaże i żeglar­stwo) poznaję sym­pa­tycz­nego Anglika, o poczu­ciu humoru jakby żyw­cem wyję­tego z kaba­retu Mon­thy Pyton. Wyróż­niał się z tłumu tury­stów, któ­rzy w mil­cze­niu – na...

Do góry nogami (I)

Jeśli komuś z czy­ta­ją­cych tekst tego kawałka wyświe­tli się do góry nogami, pro­szę nie regu­lo­wać kom­pu­tera. Otóż, piszę te słowa z dru­giej pół­kuli, z Austra­lii, czyli jak wia­domo, po dru­giej stro­nie ziemi, co nie­jed­nemu może się wydać „do góry nogami” czy jak kto woli na głowie....

To Rosati się myli, nie Tusk

To nie przy­pa­dek, że żaden pakiet anty­kry­zy­sowy, włącz­nie z pro­gra­mem rato­wa­nia gospo­darki USA zwa­nym New Deal, nie działa. One po pro­stu dzia­łać nie mogą. Uzdra­wia­nie kry­zy­sów gospo­dar­czych pro­wa­dzone przez rządy odbywa się kosz­tem sek­tora pry­wat­nego, i to tej jego czę­ści, która odpo­wiada za wzrost gospo­dar­czy. Nie­stety, więk­szość pol­skich eko­no­mi­stów, włącz­nie z pro­fe­so­rami uni­wer­sy­te­tów...