Bardzo dobra książka

„Jak uzdro­wić służbę zdro­wia”, to bar­dzo dobra książka. Cel­nie iden­ty­fi­kuje główne zarzuty, jakie są zwy­kle sta­wiane ame­ry­kań­skiej służ­bie zdro­wia i prze­ko­ny­wu­jąco się z nimi roz­pra­wia np. zarzut o nie­wiel­kich efek­tach opieki zdro­wot­nej w USA mie­rzo­nych nie­któ­rymi wskaź­ni­kami zdro­wot­nymi lub o pozo­sta­wa­niu znacz­nej czę­ści oby­wa­teli USA poza ubez­pie­cze­niem zdro­wot­nym, co rze­komo ska­zuje ich na „śmierć pod płotem”.

Zasko­cze­niem dla mnie było (cho­ciaż prze­cież nie powinno być), że podobne przy­czyny: publiczne finan­so­wa­nie opieki zdro­wot­nej — rodzą podobne skutki: limi­to­wa­nie świad­czeń zdro­wot­nych, kolejki do lecze­nia, ogra­ni­czona dostęp­ność wielu zabie­gów i badań dia­gno­stycz­nych, w tak róż­nych kra­jach jak np. bogata Kanada i – sto­sun­kowo – uboga Pol­ska.
Z satys­fak­cją zauwa­ży­łem, że auto­rzy książki, cho­ciaż obser­wują opiekę zdro­wotną z innej pozy­cji niż ja i na innym kon­ty­nen­cie, dostrze­gają te same zja­wi­ska, np. takie, że w pań­stwach, gdzie lecz­nic­two finan­so­wane jest (pra­wie) wyłącz­nie ze środ­ków publicz­nych, wydatki na opiekę zdro­wotną trak­to­wane są jako coś złego, jako nie­po­trzebny i nie­uza­sad­niony koszt, obcią­ża­jący spo­łe­czeń­stwo, czego należy się raczej wsty­dzić, a już np. wydatki na samo­chody, domy czy gene­ral­nie na kon­sump­cję finan­so­waną ze środ­ków pry­wat­nych w tych samych kra­jach odczy­ty­wane jest jako rzecz dobra, oznaka dobro­bytu oby­wa­teli i nowo­cze­sno­ści pań­stwa. To dowo­dzi, że publiczna opieka zdro­wotna nie jest nasta­wiona na usa­tys­fak­cjo­no­wa­nie „klienta” któ­rym jest – w tym przy­padku – pacjent, nie jest też trak­to­wana – przez poli­ty­ków — jako gałąź gospo­darki, przy­no­szący dochód tym, któ­rzy w niej pra­cują, ale „kula u nogi” dla pań­stwa. To źle wróży i pacjen­tom i pra­cow­ni­kom publicz­nej służby zdro­wia. . Pole­cam tę książkę tym, któ­rzy chcą się dowie­dzieć jaka jest naprawdę ame­ry­kań­ska służba zdro­wia i jakie korzy­ści daje pacjen­towi. Pole­cam ją też tym, któ­rzy oba­wiają się ryn­ko­wych roz­wią­zań w ochro­nie zdro­wia – aby prze­ko­nali się, czy fak­tycz­nie ich obawy są uza­sad­nione. Na końcu pole­cam ją tym, któ­rzy „pod­skór­nie” czują, że opiece zdro­wot­nej potrzeba rynku, ale oba­wiają się gło­śno przy­znać do tego, przy­tło­czeni obo­wią­zu­jącą popraw­no­ścią poli­tyczną w tym wzglę­dzie, która każ­dego, kto nie jest za bez­płat­no­ścią lecze­nia uznaje za czło­wieka bez­względ­nego, bez serca i nie­omal zdziczałego.

Krzysz­tof Bukiel, prze­wod­ni­czący ZK OZZL, 14 kwiet­nia 2008, Star­gard Szczeciński.

Dr Krzysz­tof Bukiel
„różne” 2008-04-14

Podziel się:
  • Blip
  • Flaker
  • Twitter
  • Facebook
  • Posterous
  • del.icio.us
  • Wykop
  • Print
  • email

Brak komentarzy

Zostaw swój komentarz

Komentarz

*

Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts Contacts