Czy Biedronka wyzyskuje?

chat-dymki
7

Biedronka, FritoLays i inne czarne charaktery „kapitalizmu” znalazły się ostatnio pod obstrzałem mediów i opinii publicznej. Stały się również celem nalotów ekip Państwowej Inspekcji Pracy. Odżył temat wyzysku. Czy rzeczywiście dzieje się źle i czy po przeczesaniu terenu przez PIP będzie lepiej?

Tak, dzieje się źle. Jeśli ktoś traktuje swojego pracownika jak maszynę, nie dotrzymuje umów, zachowuje się po chamsku, to dzieje się źle. Nie powinniśmy zbywać takich faktów pogardliwymi i powierzchownymi uwagami w rodzaju: „Skoro pracownik na to się godził, to znaczy, że było mu jeszcze za dobrze”. Z drugiej strony nie powinniśmy bezkrytycznie przyjmować do wiadomości każdego oskarżenia rzuconego przez byłego albo obecnego pracownika pod adresem pracodawcy. Wiadomo, że na oskarżeniach można też nieźle zarobić. Zwolennik wolnego rynku powinien w takich sytuacjach bronić zasad i kultury, bo bez nich wolny rynek byłby niemożliwy. Nie byłoby przymiotnika „wolny”, gdybyśmy godzili się na niewolnictwo oraz gdybyśmy nie wierzyli w wolną wolę i nie szanowali prawa jednostek do własnych wyborów. Nie byłoby mowy o „rynku”, gdybyśmy nie mieli choćby ograniczonego zaufania do dłużników, gdyby sprzedawca nie wierzył, że klient mu zapłaci, a nie zdzieli maczugą itd. Obrona tych zasad jest obroną wolnego rynku i choćby z tego względu nie powinniśmy jej zaniedbywać.
Nie powinniśmy jej zaniedbywać z innego jeszcze powodu. Przeciwstawienie wyzyskujących i wyzyskiwanych jest bardzo poręcznym chwytem propagandowym przeciwników wolnego rynku. Podział na pracodawców i pracobiorców jest fundamentem, na którym władza demokratycznego państwa może realizować zasadę „dziel i rządź”, jest elementem, którego znaczenie wyolbrzymia się nie bez powodu już od pierwszych klas państwowej szkoły podstawowej.

Kto kogo wyzyskuje?

A sprawa wcale nie jest taka jednoznaczna nawet z teoretycznego punktu widzenia. Otóż – jak pisze Wladimir Kraus w świetnym artykule Kto kogo wyzyskuje – „pierwotną formą pozyskiwania dochodu jest zysk, a nie płaca”. Najpierw jest właściciel stadka owiec, które sam wypasa na stokach Elbrusu albo Jaworzyny, a potem są jego przezornie zaoszczędzone środki, dzięki którym może ewentualnie zatrudnić pasterza i powiększyć stado. „Jako odrębna klasa ekonomiczna pracownicy najemni pojawiają się i istnieją tylko dzięki temu, że istnieją przedsiębiorcy-kapitaliści, którzy chcą im wypłacać wynagrodzenie z zaoszczędzonych środków” – pisze Kraus. Pasterz pracownik przyczynia się oczywiście do zwiększenia produktywności całej hodowli, ale to nie znaczy, że jest wyzyskiwany. Przeciwnie: gdyby w jego życiu nie pojawił się kapitalista właściciel owiec-, byłby nadal bezdomnym biedakiem. To pomysłowość i oszczędność kapitalisty przyczyniła się do podniesienia poziomu życia pasterza. Jeśli więc ktoś kogoś wyzyskuje, to raczej pracownik kapitalistę! To pracownik uszczupla oszczędności, które właściciel owiec mógłby przecież przeznaczyć „na pyszne owoce dla swojej żony”. Wówczas niedoszły pasterz „pozostałby bezrobotny, a ludzie mieliby mniej owiec do zjedzenia”. Jak więc widać, pojęcie „wyzysku” w ustach socjalisty jest tylko propagandowym straszakiem, jeszcze jednym epitetem, który ma zdemaskować bogaczy żyjących kosztem biedaków. Tymczasem analiza wskazuje na to, że wyzysk – jeśli w ogóle taki termin ma sens w odniesieniu do zjawisk gospodarczych – jest pierwotnie atrybutem pracobiorcy. W ustach socjalisty bardziej świadomego, czyli etatysty, wyzysk staje się kategorią tak wygodną jak „pomoc najbiedniejszym”, „sprawiedliwość społeczna”, „opieka zdrowotna”, „darmowa edukacja” itd. Dzięki istnieniu „wyzysku” można bronić „wyzyskiwanych”, a jednocześnie brać pieniądze na kampanię wyborczą od „wyzyskiwaczy”. Mechanizm jest prosty i od dziesięcioleci działa niezawodnie.

A kto wyzyskuje naprawdę?

Co mogłoby zagrozić działaniu tego perpetuum mobile? Prawdziwie wolny rynek, czyli niskie podatki i wolność podejmowania działalności gospodarczej. Jakie są podatki – każdy widzi i nie trzeba uzasadniać, że są za wysokie. Mniejsze podatki to nie tylko mniej marnotrawstwa i więcej szczęścia w rodzinie; to także miliony ludzi, którzy nagle zyskaliby szansę poczynienia jakichkolwiek oszczędności, a więc podjęcia działalności gospodarczej. Możliwość rozpoczęcia pracy „na własny rachunek” jest teraz ograniczona nie tylko przez złodziejski fiskalizm, ale także przez tysiące regulacji i koncesji bezpośrednio i pośrednio utrudniających bądź uniemożliwiających powstawanie małych podmiotów gospodarczych. Oprócz utrudnień dobrze znanych i oczywistych (jak mitręga biurokratyczna, wielokrotnie wyższe podatki od nieruchomości dla prowadzących własną działalność itp.) są też mniej oczywiste, jak choćby obowiązek wypełniania PITów pracowniczych, który dla podmiotów małych jest obciążeniem znacznie większym niż dla molochów.
Dopóki nie będzie pełnej wolności wyboru, czy chce się być pracownikiem, czy samozatrudniającym się przedsiębiorcą, nie można mówić, że pracownik ma pełną wolność decydowania o tym, czy chce akceptować warunki proponowane przez pracodawcę (lub łamanie tych warunków). Prawdziwie wolny rynek zaczyna się nie wtedy, gdy możemy wybierać między piętnastoma rodzajami cukierków, ale wtedy, gdy możemy wybierać między cukierkami, ciastkami, pomarańczami itd. Ponieważ w Polsce mamy z jednej strony władzę przydzielającą koncesje na produkowanie różnych cukierków, a z drugiej konsumentów cukierków, którzy praktycznie nie mogą zmienić swojego statusu na producentów na przykład ciastek, to mamy 20% bezrobocie i eskalację chamstwa, a nie żaden wolny rynek.

Wolnorynkowiec – obrońca pracownika

Zwolennik wolnego rynku powinien więc koncentrować się raczej na obronie prawa pracownika do odejścia z Biedronki i założenia Biedronki bis niż na obronie Biedronki, która i tak pewnie sobie poradzi i która być może nie zawsze na tę obronę zasługuje. Powinien nie tyle bronić pracodawców przed oskarżeniami o wyzyskiwanie pracowników, co wskazywać na to, że głównym wyzyskiwaczem przeciętnego obywatela jest państwo. Stając bezkrytycznie po stronie wielkich korporacji, lejemy wodę na młyn etatystycznej propagandy dzielącej świat na klasę wyzyskiwaczy i wyzyskiwanych, a niekoniecznie bronimy wolnego rynku. Stawiamy się w pozycji polemizującego z PIP, zamiast dążyć do tego, żeby PIP nie miała żadnej racji bytu.

Witold Falkowski
„rozne” 2005-02-28

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. szlomo.szmajsner pisze:

    Wszystko ładnie ale…. Wiadomo, że wolny rynek nie pozwala na to aby oferenci na rynku dyktowali ceny. Ale należy zwrócić uwagę, że jeśli ktoś zakłada firmę w dzisiejszej rzeczywistości to defacto zgadza sięz regółami gry jakie panująna rynku. To nie jest więc tak, że ludzie ci godzili się na warunki jakie dyktowała biedronka. Chciałbym również zwrócić uwagę, że Adam Smith ani razu nie wyraził się dobrzeo przedsiębiorcach. Jeśli będą mieli okazję zarobić więcej to zarobią więcej kosztem pracownika.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Problem polega na istnieniu wyboru. A wiec czy ludzie sie na cos zgadzaja, czy sa do takiej zgody zmuszeni? Generalnie ma pan racje, ze wiedzieli, zanim podjeli sie dzialalnosci, ale staja nagle przed wyborem; zastosowac sie do regul gry i upasc, czy moze nie stosowac, i przetrwac…wraz z personelem? Pozdrawiam

  3. wuska pisze:

    pana praca jest bardzo ciekawa i zgadzam się z tym że paracownicy są traktowani jak są ale cóź zrobić

  4. paradoks pisze:

    tak, tylko nie kazdy mysli w tak oczywisty sposob i nie potrafi sie przestawic ze schematycznego myslenia jakie serwuja nam wszyscy dookola. Ostatnio bedac na policji w sprawie’czy biedronka wykorzystuje’ ludzi czulam sie jak zwykly przestepca- zamiast dobrac sie prezesom i glownym stworcom tego systemu to zwykli pracownicy sa ciagani po przesluchaniach- to ma niby sluzyc zebraniu materialow dowodowych przeciwko biedronie- lecz nie oszukujmy sie -na nic sie to zda… Panstwo i system jest glownie odpowiedzialne za to ze pozwolilo aby takie rzeczy sie dzialy- a nagle ktos sie przebudzil i proboje cos naprawic. Panie Ziobro i inni gdzie byliscie jak pare lat temu gdy biedronka i inne tego typu sieci weszly na rynek i naprawde wtedy zle sie tam ludziom dzialo…Teraz jest o wiele lepiej , ale celowo zostala rozdmuchana sprawa pojedynczych epizodow biedronkowych w mediach, zeby cos udowodnic- ale co….???Przeciez takie sytuacje dzieja sie w polowie polskich firm i przedsiebiorstw panstwowych i prywatnych. Skala mobingu jest ogromna, pracownicy sa ponizani a zarobki to pozal sie Boze nedzne ochlapy od dobrych kapitalistow(tak ciesz sie ze w ogole masz prace!!!!:)-:/)O zgrozo!!! A ostatnia sytuacja -Koreanczycy w stoczni- niebywale w kolebce Polskiej solidarnosci- no coment….Polska to bardzo piekny kraj;/

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Znowu ten mobbing. Jesli uwazam, ze ktos mnie poniza, odbieram mu taka mozliwosc – zrywam z nim wszelkie wiezi. Jesli godze sie na mobbing, uwazam, ze nie mam lepszej alternatywy. Mobbing jest mozliwy tylko ze strony panstwa, od ktorego uciec nie sposob, bo jest monoopolem dzialajacym pod przymusem. Jan M Fijor

  6. Witold Frenkiel pisze:

    Przeczytalem tekst zasadniczy i wypowiedzi roznych osob. Nic dodac nic ujac, i „tekst” i „wypowiedzi” pozostawiaja wiele do zyczenia. Po pierwsze, poruszony jest problem bardzo szeroki, przedstawiony w sposob skrotowy, nie nazwe go lapidarnym, bo sugerowalbym iz nie zawiera on przeklaman, a jedynie trafne, zwiezle potraktowanie tematu. Tak nie jest, w tekscie dostrzegam celowa manipulacje, pozorne uproszczenia rozumowania lub przemilczenia problemow staja sie posrednio „narzedziem” dowodowym dla udowodnienia slusznosci swej opinii. To jest robienie wody z mozgow odbiorcom, na tak postawione pytania, o tak szerokim zakresie, odpowiedziec kilkoma zdaniami, to znaczy nie traktowac odbiorcy swej wypowiedzi powaznie. Czyli: – albo nalezy zmienic pytanie, albo odpowiedz.
    Posluze sie jednak tu narzedziem piszacego ten tekst, wypowiem zbyt malo slow aby wypowiedz mozna uznac za prawdziwa badz falszywa, zabraknie na to dowodow. Takie traktowanie „wolnosci” „wolnego rynku” itp to wzorzec nie wolnosci a anarchii, nigdzie nie dostrzeglem najmniejszego wspomnienia o mechanizmach regulacyjnych, czyzby to byla Polska recepta na wolnosc. Na swiecie jest wiecej panstw gdzie jest wolnosc i wolny rynek, ale sa tu mechanizmy regulacyjne a grubszy koniec kija dzierzy panstwo, panujace nad owa „wolnoscia”. Prosze o odlozenie do lamusa w powaznej dyskusji hasel, znamy to juz, juz to przerabialismy w historii pare razy. Nie wartosci absolutnych, jest wolnosc ale ……….., jest wybor ale…. Prosze tez nie wprowadzac do tekstow prezentowanych publicznie, „wartosci mistycznych”, pod postacia okreslen „wolna wola”. Po przeczytaniu tego okreslenia poczulem, ze brak mi w jego towarzystwie „aniola stroza” i jeszcze paru innych silnych argumentow.
    Z wyrazami szacunku
    Witold Frenkiel
    P.S. Ale z wieloma aspektami potraktowania tematu sie zgadzam, tylko propsze, nie tak……, prosze o powaznych sprawach powaznie i odpowiedzialnie.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Prosze pana, kazda regulacja jest zaprzeczeniem wolnosci. Albo wolnosc, wolny rynek, albo regulacje. Regulcje to przymus, ktory wyklucza konkurencje, ludzka przyzwoitosc, moralnosci, inteligencje. Uwlacza godnosci czlowieka, ktory najlepiej wie, co dla niego dobre, a co zle. Tak sie rpzy okazji sklada, ze dla ludzi dobre jest to, co jest dobre dla spoleczenstwa. Miedzy nami, nie wiem o co panu chodzi? O to, ze nie uszanowalem urzednikow i myslicieli, ktory ustalaja dlugosc urlopu, ksztalt banana i inne absurdy. Ignorowanie takiego porzadku okresla pan anarchia, ale co złego widzi pan w anarchii? Jest bardzo dobra ksiazka na ten temat, polecam, „Rynek i wolnosc” piora Tennehillow. Z powazaniem Jan M Fijor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *