Skąd się bierze bezrobocie?

chat-dymki
3

Jedna z prawd obiegowych głosi, że bezrobocie jest nieodłącznym produktem kapitalizmu i wynika z obiektywnego nadmiaru siły roboczej. Czasem uzupełnia się ją (prawdę obiegową) o pojęcie wyzysku, czyli jakiejś tajemniczej siły, która sprawia, że kapitalista rozkoszuje się w zwalnianiu ludzi, czego rezultatem jest właśnie bezrobocie. Pogląd taki podziela w Polsce wielu ekonomistów i większość polityków.

Wyzysk nie poplaca

Twierdzenie, jakoby bezrobocie było skutkiem działania mechanizmów kapitalizmu czy, tym bardziej, zmowy kapitalistów, stoi w jawnej sprzeczności z teorią wyzysku, która je wywołała. Jeśli bowiem kapitalista żyje z wyzysku robotnika, poprzez przywłaszczanie sobie, wytwarzanej przez niego, wartości dodatkowej, znaczy to, że każdy dodatkowy zatrudniony pracownik powinien być dla niego źródłem zysku. Zwalnianie ludzi z pracy prowadziłoby więc (najczęściej) do strat. Tym bardziej, że zwolniony robotnik mógłby zostać zatrudniony przez innego kapitalistę, chcącego mimo istnienia zmowy, zawłaszczyć wytworzoną przez robotnika wartość dodatkową. W szczególności mógłby nim zostać, walczący o rynek konkurent, a bogatszy konkurent, to duże zagrożenie.
Takie wyjaśnienie nie trzyma się jednak kupy, ponieważ zwalnianiu ludzi z pracy towarzyszy ich pauperyzacja, czyli osłabianie siły nabywczej, bez której kapitalista bankrutuje. Kapitalista staje więc przed wyborem wewnętrznie sprzecznym. O ile wysokie bezrobocie dostarcza dużej ilości siły roboczej (zwanej przez nie-marksistów: kapitałem ludzkim), co ma ogromny wpływ na koszty pracy, to znaczy obniża je, o tyle duże bezrobocie jest skutkiem stagnacji gospodarczej lub kryzysu, co ma z kolei negatywny wpływ na wyniki ekonomiczne tegoż kapitalisty. Produkuje tanio, to fakt, ale chętnych do nabycia jego tanich produktów (czy usług) jest stosunkowo niewielu.
Przykłady wysokorozwiniętych krajów kapitalistycznych dowodzą, że z obu sprzecznych ze sobą bodźców – „tania praca, ale mały rynek” oraz „droższa praca, ale duży rynek” – kapitaliści wolą jednak tę drugą kombinację. W efekcie, a nie są to ludzie głupi, wolą żeby bezrobocie było niskie, a siła nabywcza ludzi rosła. Stąd regułą jest, że im gospodarka kapitalistyczna bogatsza, tym mniejsze jest w niej bezrobocie. Jeśli nawet kapitalista nie lubi robotników, to – dla dobra własnego – musi tę swoją niechęć do nich skrzętnie ukrywać. Dlatego wyzyskiwanie robotników nie jest dzisiaj w modzie. W warunkach wolnego wyboru kapitalisty, bezrobocie się nie opłaca!
Co prawda, kapitalista w pewnym sensie istotnie przyczynia się do powstawania bezrobocia. Dzieje się tak poprzez systematyczną presję na wzrost wydajności pracy, czyli wyciskanie z pracownika więcej za te same pieniądze, albo przez zastępowanie droższej pracy ludzkiej pracą maszyn i technologiami. W ten sposób, przy mniejszej ilości pracowników można wyprodukować tę samą ilość wyrobów, albo tą samą ilością pracowników, wytworzyć większą ilość produktów. Problem w tym, że zyski pochodzące z tej oszczędności przejadane są głównie przez…konsumenta, który dzięki wyższej wydajności pracy ma tańsze wyroby. Można więc powiedzieć, że to konsument pośrednio wyzyskuje pracownika albo posyła go na bezrobocie. Jednakże wypadkową tego wyzysku jest spadek cen, co przy takiej samej ilości pieniądza na rynku, podnosi jego siłę nabywczą. Wyższa siła nabywcza sprawia, że ludzie za te same pieniądze kupują więcej, czyli przyczyniają się jednocześnie do zwiększenia produkcji, a tym samym do powstania presji na wzrost zatrudnienia. I to się pokrywa z potocznymi naszymi intuicjami; wzrostowi produkcji towarzyszy wzrost zatrudnienia. Jest to prawidłowość znana jako prawo Saya.

Cena pracy

Wszystko prawda, ale to przecież kapitaliści (pracodawcy) zwalniają ludzi z pracy, wysyłając ich na bezrobocie. Tak, ale jeśli to robią, robią w ostateczności i nie z własnej winy.
Praca, czy tego ktoś chce czy nie, jest takim samym towarem jak skarpetki czy chleb. Jeśli będzie za droga, to nikt jej nie kupi. Od biedy, skarpetki możemy sobie zrobić na drutach, a chleb upiec.
Co to znaczy za droga praca? To znaczy taka, która kosztuje więcej niż wynosi wartość powstałych z niej dóbr, które można sprzedać. Jeśli pracownik zarabia 12 zł na godzinę, a produkuje dóbr wartości 10 zł, to zatrudnianie go przynosi kapitaliście stratę 2 zł na godzinę. Musiałby być niespełna rozumu, by utrzymywać takiego człowieka w pracy. Może go albo zwolnić, albo zaproponować obniżkę płacy do, powiedzmy, 9,50 zł na godzinę. Wielu robotników poszłoby na taki kompromis, bo lepiej zarabiać 9,50 niż nic (nawet jeśli otrzyma się zasiłek dla bezrobotnych), ale nie mogą. Na przeszkodzie stoją…przepisy prawa pracy.
Ilustracją tego mechanizmu jest sytuacja Ludy, Ukrainki, która utrzymuje w czystości moje domostwo. Luda, raz w tygodniu, sprząta nasze mieszkanie, pierze, prasuje za co otrzymuje 70 zł. czyli mniej więcej 7 – 8 zł na godzinę. Pieniądze te dostaje „na rękę” czyli nielegalnie, bowiem nie płaci od nich podatku, ZUS, VAT etc. Gdyby płaciła, to (żeby jej zostało 70 zł), musiałaby zarabiać ok. 100 zł. Myślę, że tyle byłbym w stanie Ludej zapłacić, zwłaszcza, że jest uczciwa, pracowita i zżyliśmy się z nią. Jednakże 100 zł nie załatwia problemu legalności. Aby być w zgodzie z obowiązującym prawem (czytaj: przymusem narzuconym przez państwo) muszę zapewnić Ludej odzież ochronną, urlop, lwią część składki ZUS, fundusz socjalny i szereg innych „zdobyczy świata pracy”. Wyliczała mi to księgowa i wyszło jej, że za jedną sesję sprzątaniową musiałbym zapłacić, nie jak dotąd 70 zł, lecz ponad 150 zl. Za taką cenę opłaca mi się posprzątać samemu. Luda straci pracę, powiększy armię bezrobotnych.

Godziwa płaca

No dobrze, oburzy się dr Ryszard Bugaj, Piotr Ikonowicz i działacze związkowi ale przecież pozbawianie ludzi pracy przysługujących im przywilejów, abstrahując od wymogów prawa, jest nieludzkie, to wyzysk. Prawo zostało pomyślane tak, aby ludzie zarabiali godziwie i czuli się bezpiecznie.
Pamiętajmy jednak, że ja Ludy do niczego nie zmuszam. Obowiązujący układ jest dobrowolny. Ona jest zadowolona ze swoich pieniędzy, ja z tego, że nie płacę za jej pracę ponad dwukrotnie więcej. Pracuje ciężko, ale jej się to opłaca. W swoim rodzinnym Lwowie czy Kijowie tyle by nie zarobiła. Dlaczego zmieniać dobrowolną wymianę na przymus ze strony prawa? Dlatego – utrzymują „doktorzy Bugaje” – że ludziom należy się godziwa płaca. Pomijając to, że nie wiadomo, jaka praca jest godziwa, ludzie głupi nie są i wiedzą, co im się bardziej opłaca – zarobić mniej nielegalnie, czy nic – legalnie. Jeśli nawet Ludę wyzyskuję i płacę jej mniej niż wynosi wartość jej pracy, to ona ( i inny właściciel mieszkania) po jakimś czasie to odkryje i od nas odejdzie do lepszej pracy. Nie robi tak, bo lepszej oferty nie znalazła.
Wolność umowy między pracodawcą i pracobiorcą przynosi także korzyść całemu społeczeństwu. Place są co prawda niższe (niż gdyby stosować się do litery prawa), ale to równocześnie powoduje spadek kosztów produkcji. Nie dość, że ludzie mają pracę (a nic bardziej nie demoralizuje człowieka niż świadomość, że jest zbyteczny), to na dodatek spadają ceny czyli rośnie siła nabywcza ich pieniędzy. To co „stracili” na nielegalności swego zatrudnienia, zyskali dzięki niższym cenom. Traci jedynie urzędnik pośredniczący między pracodawcą, a pracobiorcą: kontroler skarbowy, działcz związkowy, pracownik ZUS, inspektor PIP i tysiące innych nieproduktywnych członków społeczeństwa, którzy swoją „pracą” tworzą bezrobocie.
Bezrobotni nie mają pracy, bo przy narzuconej na nią cenie nie ma chętnych do jej nabycia. To, oraz ogólna niechęć do pracy, jest przyczyną istnienia bezrobocia. Dlatego, w imę troski o bezrobotnych, należy zlikwidować jakiekolwiek działania powodujące wzrost ceny pracy. Proste? Nie bardzo. Nie ustaliliśmy jeszcze z czego będzie żyć armia pracowników i działaczy związkowych zajmujących się troską o bezrobotnych i pilnujących losu ludzi pracy!

Jan M. Fijor
www.fijor.com

P.S. Prawda obiegowa ma się tak do prawdy, jak demokracja socjalistyczna do demokracji czy sprawiedliwość społeczna do sprawiedliwości w ogóle.

Jan M. Fijor
„rozne” 2005-03-09

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Damian "Zielony" pisze:

    Powtarzając to często być może ze wieeeele lat osiągniemy efekt …
    Aly czy dożyjemy tej chwili ?

  2. czesiek pisze:

    Co to za anarchistyczne poglady? Nic nowego artykul nie odkrywa. Od zawsze, niezaleznie od ustroju politycznego byla klasa rzadzaca i klasa rzadzona. To siedzi w naszej mentalnosci. Obojetnie ile sie nakrzyczymy natury ludzkiej nie zmienimy. Anarchia to najgorszy z mozliwych ustrojow. Podjudzanie do buntow prosze zostawic Ojcowi Dyrektorowi 😉

  3. tonite pisze:

    Do „czesiek” – proponuję postudiowanie logiki klasycznej a potem ekonomistów szkoły austriackiej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *