Teatr antykapitalistyczny

chat-dymki
0

Miałem niedawno okazję oglądać w stołecznym Teatrze Dramatycznym, przedstawienie sztuki rosyjskiego dramaturga, Michaiła Ugarowa, zatytułowanej „Obłom-off”.

Mógłbym właściwie pominąć tytuł sztuki, a nawet nazwisko autora, gdyż sprawy, o których piszę są uniwersalne i można wymienić kilkadziesiąt innych tytułów, które równie dobrze mogłyby służyć jako ilustracja mojej tezy, jednakże reżyserem spektaklu jest mój dobry znajomy, więc jest okazja aby mu się przysłużyć („przysłużyć”?).

Sztuka jest o życiu. Bohater to człowiek zagubiony w rzeczywistości, nie przystający do czasów, w których się znalazł. Człowiek, miotający się między pragnieniem akceptacji przez otoczenie, a niezależnością, rozumianą przez niego jako tzw. pełnia życia. Jednym z ludzi z tego otoczenia, jest niejaki Sztolc, człowiek biznesu, przedstawiony przez autora jako bezduszny kapitalista, co to świata poza pieniędzmi nie widzi. Przez jakiś czas nasz bohater, właśnie tytułowy Obłamow, pozostaje pod jego urokiem, starając się nagiąć do systemu wartości Sztolca, ale w końcu poddaje się i wraca do pełni życia, będącej zaprzeczeniem biznesu, pieniędzy i innych tego typu wypaczeń gatunku ludzkiego, goniącego za sukcesem, majątkiem i uznaniem.
I to jest jakby przesłanie tej sztuki, a chyba także „manifest” jej autora, który nie szczędzi kpin kapitaliście Sztolcowi, wyśmiewając energię, z jaką działa on w interesach. Przeciwnikiem wyścigu szczurów i i kapitalizmu jest także reżyser Obłamowa, do czego mi się przyznał po spektaklu. Żadne zaskoczenie. Ludzi takich jak oni jest więcej. Świat sztuki, kultury i nauki, to zadeklarowani wrogowie kapitalizmu i przedsiębiorczości. Uważają, że szkoda życia ludzkiego na tak prozaiczną, żeby nie powiedzieć, prymitywną działalność, jak biznes. Większość tych pięknoduchów drażni celebrowanie bogactwa, pochwała przedsiębiorczości i innych zachowań z arsenału ludzi biznesu. Swego własnego bogactwa rzecz jasna nie potępiają. Uważają nawet, że dzieje się niesprawiedliwość, kiedy aktor dramatyczny, malarz czy kompozytor cierpią biedę, w czasie, gdy fabrykant lub właściciel sklepu taplają się w dostatku. Mają pretensje do świata, że nie kupuje ich dzieł, wskutek czego są właśnie biedni. A dlaczego nie kupuje? Bo ludzie są tępi – odpowiadają – i wolą „jelenia na rykowisku” od wyrafinowanej „abstrakcji”, albo Ich troje od „kantaty na obój i tubę”. W ogóle uważają, że świat w swej pogoni za dobrami materialnymi, podąża w złym kierunku, a winę za to ponosi kapitalizm. System nastawiony na zysk i pieniądze.

Jako zdecydowany liberał uważam, że każdemu wolno wyznawać dowolny system wartości, jednakże z tego samego (liberalnego) powodu protestuję, przeciwko zmuszaniu mnie do jego akceptowania. No, bo do czego sprowadzają się postulaty Obłamowa-Ugarowa? Do tego, żeby świat odstąpił od zwykłego działania, a zajął się raczej przeżywaniem i twórczością formalną – pisaniem, malowaniem i wąchaniem kwiatów. Problem w tym, że aby pisać czy komponować, trzeba mieć pióro, buty czy przynajmniej miejsce, w którym się tworzy. Część ludzi musi więc zrezygnować z delektowania się formą i .życiem, i zajęcia się produkowaniem na potrzeby kasty twórców: piór, cegieł, butów czy budowaniem dla nich domów. Nawet najwznioślejszy artysta długo nie pożyje bez żywności. Ktoś musi ją wytworzyć. Nurzanie się w gnoju i błocie nie jest na pewno działaniem wzniosłym, jeśli nie artysta, to ktoś inny musi to robić.

Autor i reżyser krytykują nadaktywność Sztolca, który w sekundzie podejmuje decyzje o kupnie tysięcy metrów czy ton tego czy innego produktu, zapominają jednak, że czas to pieniądz. Jeśli Sztolc – kapitalista nie skorzysta z okazji i nie kupi szybko, wówczas surowce, z których produkuje on swe buty czy żywność, kupi kto inny, a on będzie musiał za nie zapłacić więcej. Produkowane przez niego buty będą droższe. Tym bardziej, że pięknoduchy w byle jakich butach chodzić nie chcą. Samą formą, nawet artysta nie zdoła się wyżywić czy napoić. Potrzebna jest produkcja czyli treść. Zwłaszcza, że obaj bohaterowie spektaklu, jego autor i reżyser, żyją z dotacji budżetowych. Mówią, że nie ich wina. Że taka jest dziś pozycja klasycznego teatru; nie jest w stanie na siebie zarobić. Niech im będzie. Pamiętajmy jednak, że aby otrzymać dotację, ktoś ją musi zapłacić. Utrzymywanie, że robi to budżet czy ministerstwo kultury jest dowodem ciężkiej ignorancji. Ministerstwo jedynie przekazuje artystom pieniądze zabrane Sztolcom – czyli kapitalistom. To ci ostatni płacą pod przymusem podatki, za które utrzymywane są teatry, galerie malarstwa czy inne salony wystawiające dzieła pięknoduchów. Domaganie się uznania dla roli pięknoduchów, popularyzowanie życia dla samej jego pełni jest równoznaczne z nowymi podatkami. Obecne z trudem im starczają.
Można mieć pretensje, że świat nie docenia dzieł, które stworzyliśmy, ale przecież twórczość jest synonimem wolności. Jeśli artysta chce mieć wolność, niech sobie ją ma, ale na swoją odpowiedzialność. Niech nie odbiera wolności mnie, podatnikowi i nie zmusza do podziwiania czegoś, na czym mi nie zależy pod pozorem nadania sensu memu życiu, poprzez oderwanie go od działań materialnych, biznesu i kapitalizmu. Znam wielkich artystów, dla których pieniądze są solą życia i biznesmenów, którzy je rozdają biednym. Istnieją wybitni artyści, którzy żyją w ubóstwie, ale też tacy, którzy żyją w dostatku. Znaczy to, że ludzie doceniają wartość sztuki, tyle że nie każdej. Chciwość czy uwielbienie dla rzeczy nie mają nic wspólnego z pochwałą dla kapitalizmu czy pogardą dla sztuki. Są one pochodną wyznawanego systemu wartości moralnych. A ekonomia nie jest nauką o moralności. Ona dowodzi jedynie, że bez pracy nie ma kołaczy, a pogarda dla prozy życia bywa często jedynie przykrywką dla lenistwa, próżności, głupoty a częściej jeszcze zawiści – że jedni potrafią coś dobrze robić, a innym nie wychodzi. Pokazuje też, że wśród kapitalistów więcej jest konsumentów sztuki niż wśród marzących o pełni życia ubogich i pogubionych nieudacznikach uważających siebie za mentorów.

P.S. A swoją drogą, czy to wypada, by adresaci pomocy, dostarczenej w pocie czoła przez przedsiębiorców, krytykowali tych ostatnich za to, że ciężko pracują?

Jan M. Fijor
„rozne” 2005-03-09

Udostępnij mądry artykuł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *