Co z tą ropą?

chat-dymki
3

Czy naprawdę grozi nam podwojenie ceny benzyny, do 7-8 zł za litr? Czy wysokie ceny rozwiążą problem dostaw ropy? Czy ropy dla wszystkich wystarczy? Oto pytania, jakie coraz częściej zadawać sobie będą ekonomiści i eksperci od paliw płynnych.

Bezpośrednim ich powodem są ostatnie prognozy amerykańskiego giganta finansowego, firmy Goldman Sachs, który przewiduje, że już wkrótce cena ropy naftowej powoi się do poziomu 105 dol. za baryłkę. W ślad za prognozą, 4 kwietnia b.r. notowania „czarnego złota” osiągnęły najwyższą w dziejach cenę – 57,85 dol. za baryłkę. I końca tego wzrostu nie widać.
Przez światowe media toczy się więc lawina spekulacji, do czego ten gwałtowny wzrost cen energii doprowadzi. Najgorsze jest to, że nadal brak jest rzetelnej odpowiedzi na pytanie: jaka jest prawdziwa przyczyna rosnących cen ropy? No bo przecież nie są nią na pewno, podawane w doniesieniach agencyjnych najczęściej: spadek rezerw paliwowych w USA, ograniczenia wydajności rafinerii amerykańskich, niepokoje wśród związkowców nigeryjskich czy zamknięcie największej rafinerii wenezuelskiej w Paraguana.

Wojna

Bezpośrednim i jedynym istotnym powodem ostatniego wzrostu cen ropy naftowej – o czym się mówi dość niechętnie – jest tocząca się wojna w Iraku. Brzmi to ironicznie, gdyż Stany Zjednoczone zajęły Irak właśnie dlatego, żeby „zabezpieczyć” dostawy ropy z Mezopotamii zagrożone dyktatorskimi poczynaniami Husajna. Faktem jednak jest, że gdyby nie wojna, ropa byłaby tańsza i byłoby jej więcej, chociażby o te 3-4 mln baryłek dziennie, czyli tyle ile w warunkach pokojowych, bez embargo, mogłoby wynosić wydobycie pochodzące z Iraku.
Wszelkie inne czynniki mają charakter marginalny lub pochodny.
Do grupy czynników pochodnych należy m.in., wywołany głównie ogromnymi wydatkami wojennymi, znaczny deficyt budżetowy u największego konsumenta ropy, Stanów Zjednoczonych, sięgający już 6,5 proc. PKB. Deficyt wywołał gwałtowną (w stosunku do euro aż o ok. 60 proc.) deprecjację dolara, waluty, w której następują rozliczenia na petro rynku. Dolar stracił na wartości, a więc za jednostkę ropy naftowej (baryłkę) trzeba zapłacić więcej dolarów. To chyba jasne. Tym bardziej, że deficytowi budżetowemu w USA towarzyszą rosnące niepokoje inflacyjne, wywołane nadmierną podażą pieniądza i „luźną” polityką monetarną amerykańskiego banku centralnego, Federal Reserve Board (FED).
Wprawdzie winą za ostatni wzrost cen ropy (i energii w ogóle) obarcza się także kartel jej eksporterów, OPEC, jest to tylko część prawdy. OPEC, ale także Meksyk i Rosja, korzystają z istniejącej sytuacji, lecz jej nie stworzyli. Doświadczenie kryzysów początku i końca lat 1970. uczy, że eksporterom najbardziej opłaca się umiarkowana cena ropy (25-30 dol. za baryłkę). Gospodarki krajów specjalizujących się w eksporcie ropy naftowej (Meksyk, Arabia Saudyjska, Wenezuela, Rosja) oparte są na wymianie surowca, ropy, na wyroby wysoko przetworzone. Gros kosztów droższej energii przenoszonych jest na dużo szybszy wzrost cen produktów gotowych, importowanych przez eksporterów ropy. Zresztą udział eksporterów z OPEC w całości obrotów ropą, wynoszący w rekordowym okresie (pod koniec lat 1990.) niewiele ponad 55 proc., od lat systematycznie spada. Dla porównania kartel producentów boksytu (IBA) kontroluje 85 proc. rynku rudy aluminium, kartel producentów cyny (ITA) prawie 86 proc. rynku cyny, zaś kartel producentów kawy (ICO) aż 90 proc. jej rynku.

Histeria magistra vitae

Popularna, zwłaszcza w środowisku ekologów teza, jakoby wzrost cen ropy wywołany został ubywaniem jej zapasów jest też co najmniej ryzykowna. Mimo katastrofalnych przepowiedni, zasoby ropy naftowej, począwszy od lat 1960. kiedy to niejaki Paul Ehrlich ostrzegał świat przed wyczerpaniem się w ciągu 13 lat jej złóż, te ostatnie nie tylko nie maleją, lecz nieustannie rosną. „Wielkość zidentyfikowanych zasobów ropy naftowej – pisze amerykański ekonomista, Thomas Sowell – była w 1999 roku dwukrotnie wyższa od zasobów z końca lat 1960.” Przy czym w ciągu tego okresu trzydziestu lat zużyto ropy niemal tyle, ile w całych dotychczasowych dziejach ludzkości. Równie marginalnym czynnikiem jest przyspieszenie gospodarcze w Chinach. Mimo znacznego wzrostu konsumpcji paliw ropopochodnych w Państwie Środka, udokumentowane zasoby chińskiej ropy nie maleją. O ile przy konsumpcji 2,8 mln baryłek dziennie w roku 1995 wynosiły niespełna 2,3 mld t, o tyle dzisiaj, przy zużyciu zbliżającym się do 5 mln baryłek dziennie, przekroczyły 5 mld t. (za CIA World FactBook) Nietrafiony, żeby nie powiedzieć: histeryczny jest argument o marnotrawstwie i niefrasobliwości człowieka, który zamiast poruszać się pojazdami energooszczędnymi, np. napędzanymi na akumulatory słoneczne, rozsiada się w kilkutonowych landcruiserach, patrolach czy innych samochodach terenowych. Jeśli chodzi o ścisłość, piszą autorzy raportu amerykańskiego Departamentu Spraw Wewnętrznych, do spadku produkcji (a więc wyższych cen surowca) doprowadzają raczej protesty ekologów, wymuszających wprowadzanie zakazów wydobycia ropy naftowej z dna morskiego czy terenów polarnych (Alaska), a także narzucających na paliwa nierealistycznie restrykcyjne parametry technologiczne, co widać chociażby w Kalifornii, gdzie wymagania co do czystości spalin odnoszą się już do czwartego miejsca po przecinku. Nietrudno zrozumieć, dlaczego cena benzyny jest tam o ok. 20 proc. wyższa niż w innych regionach USA.

Prawdziwa groźba

Zdaniem ekspertów Banku Światowego, dalszy wzrost cen paliw może niewątpliwie doprowadzić do kryzysu ekonomicznego w skali globu. W najlepszym przypadku spowolni on, i tak już anemiczny w naszej części świata, wzrost gospodarczy.
Jednakże prawdziwym powodem do obaw nie są wysokie ceny ropy naftowej, leczy wysoka cena sprzedaży produktów z niej wytwarzanych. Zasadniczym zagrożeniem panującym na rynku paliw i energii w ogóle są…podatki, które w przypadku Unii Europejskiej stanowią ponad połowę ceny benzyny. W Stanach Zjednoczonych są o połowę niższe, dlatego litr benzyna (mimo rekordowych cen) kosztuje tam ekwiwalent niespełna 2 zł.
To nie wszystko.
O ile sam wzrost cen benzyny nie jest bezpośrednim źródłem inflacji, o tyle wysokie podatki są. Inflacja podnosi koszt kredytu, z którego finansowana jest większość prac poszukiwawczych. Mniej poszukiwań, to mniejsza podaż paliw, co może doprowadzić do jeszcze większego wzrostu cen. Rodzi to pokusę interwencji rządu, co – jak uczy doświadczenie I (1973-74) i II (1978-79) kryzysu energetycznego – sprowadza się do kontroli cen. Nie dość, że będą one wysokie, to na dodatek paliw zacznie brakować. Pocieszające może być tylko to, że wysokie ceny ropy naftowej doprowadzą wreszcie do uruchomienia programów poszukiwania nowych, tańszych źródeł energii. Jeśli jednak politycy nie przestaną karać ludzi za to, że korzystają z życia, te nowe źródła już wkrótce, także zostaną dotkliwie opodatkowane. Odczuli to chociażby polscy użytkownicy pojazdów napędzanych gazem, który z powodu dotkliwej akcyzy, tylko w niespełna rok, podrożał o blisko 80 proc.

Jan M. Fijor
„Nesweek” 2005-04-15

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Krzywolap pisze:

    Niedawno czytałem że od 10 lat nie wykryto nowego złoża ropy, stąd pesymizm. Ponadto rosną koszty wydobycia – ropa może gdzieś tam być, ale trzeba ją pompować z coraz większej głębokości – więc możę jej być duzo, ale będzie drożej, bo głębiej.
    Możę jak faktycznie baryłka przekroczy 100$ to sięzainteresują alternatywnymi zródłami energii.

  2. Zygi pisze:

    Ropa właśnie przekroczyła cenę 110 USD. Wielu ekonomistów i ludzi przez nich oszukiwanych błędnie sądzi, że ekonomia jest napedzana pieniędźmi, podczas, kiedy ekonomia zależy od zasobów energii i zastosowanej technologii. Na ok 80 krajów wydobywających rope naftową juz prawie 60 zanotowało STAŁY spadek wydobycia. Najprawdopodobniej po roku 2020 rope wydobywać się będzie jeszcze w Rosji, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Teraz z perspektywy trzech lat widać, jak bardzo się pan Jan myli. Na poszukiwanie nowych źródeł energii nie ma czasu (40-50 lat) ani pieniędzy (główne technologie były ZAWSZE opracowywane za publiczne pieniądze, najczęściej dla wojska). Kryzys niewątpliwie nas czeka, bo era taniej i łatwopozyskiwalnej energii własnie się skończyła.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    W miare drozenia ropy zasobow przybywa, a nie ubywa. Produkcja spada, bo OPEC manipuluje wydobyciem. W czym ja sie myle? W tym, ze napisalem, iz ropa bedzie po 100 dol. a jest po 110 dol.? No a bedzie po 150 dol. chyba ze sie wojna na Srodkowym Wschodzie skończy, wtedy ceny spadna do 60 dol. Po 10 dol. ropy juz nie bedzie. Chyba, ze dolar bedzie oparty o standard zlota. Uklony Jan M Fijor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *