Komórka dla lewiatana

chat-dymki
1

Mamy jedną z najdroższych w świecie telefonii komórkowych. Drożyzna jest rezultatem polityki podatkowej państwa, która umożliwia operatorom komórkowym grabienie abonentów w majestacie prawa. Jeśli nie uwolni się telefonów spod regulacji rządu, nawet wprowadzenie „czwartego” operatora niewiele zmieni.

W epokowym dziele Adama Smitha, „Bogactwo narodów”, będącym bądź co bądź fundamentem kapitalizmu, nie ma ani jednego zdania, w którym autor wyrażałby się dobrze o biznesmenach. Przestrzega przed ich zachłannością, zwracając uwagę, że są to ludzie, którzy nie zawahają się sięgnąć po sojusz z diabłem, aby tylko uzyskać przewagę na konkurentem czy konsumentem. O słuszności spostrzeżeń Smitha świadczą kulisy odbywającego się właśnie przetargu na czwartego operatora telefonii komórkowej.
Przypominam o tym w kontekście zaskoczenia, jakie wywołał protest Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan, domagającej się uznania przetargu za niekonstytucyjny. Zdaniem PKPP Lewiatan, warunki przetargu nie gwarantują wyboru operatora w oparciu o kryteria obiektywne, a co gorsza, dyskryminują obecnych operatorów telefonii komórkowej.
Dla kogoś, kto przeczytał dzieło Smitha, reakcja PKPP nie jest zaskoczeniem. Instytucja ta reprezentuje przecież pracodawców, w szczególności: PTC, Polkomtel i Centertel, których prezesi wchodzą w skład władz Konfederacji. Wprawdzie dziwić może krótkowzroczność PKPP, bo dbałość o jednych pracodawców prowadzi do zaniedbywania innych, ale widocznie członkowie PKPP to akceptują, skoro masowo z Konfederacji nie występują. Potwierdzałoby to plotkę, że gros członków to pracodawcy „duży”, a takich wysokie ceny telefonii nie specjalnie bolą; PZU, bank PKO czy Orlen płacą za połączenia komórkowe o ponad połowę mniej niż abonenci indywidualni. A także, że w skład gremium kierowanego przez p. Henrykę Bochniarz, wchodzą tak „prywatne” firmy, jak: TPSA, Orlen, nie mówiąc o telefonii komórkowej, która przynajmniej w 40 proc. jest własnością państwa, niekoniecznie polskiego. Na jakiej podstawie przyjęło się uważać Konfederację za „siłę sprzyjającą rozwojowi gospodarczemu”, walczącą z „państwem” o prawo do wolności gospodarczej i sojusznika konsumentów, pozostanie słodką tajemnicą mediów.

Mantra komórkowa

Od lat krąży po Polsce mantra: „dla czwartego nie ma miejsca”. Nikomu jednak nie przyszło do głowy, by prawdziwość tej tezy sprawdzić. A jeśli nawet przyszło, to mu Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty postawił tamę, blokując nowe częstotliwości. Trudno się więc dziwić, że polski użytkownik telefonu cyfrowego zarabiający statystycznie jedną piątą tego, co zarabia abonent amerykański, płaci za rozmowy pięć, sześć razy więcej niż ten ostatni. Na straży konkurencji, a obronie wysokich cen stoi od lat wszechmocne państwo!
Ale to nie jedyny powód dla którego płacimy za połączenia o 33 proc. więcej niż Słowacja, połowę więcej niż Czechy, dwa razy więcej niż Brytyjczycy i pięciokrotnie więcej niż Amerykanie. Powodów drożyzny jest kilka: zaniedbana infrastruktura telefoniczna, kosztowny monopol TPSA, z której łącz telefonia ta musi korzystać, głównie jednak absurdalnie wysokie koszty uzyskania koncesji państwowej (trzech polskich operatorów zapłaciło dotąd łącznie prawie 3 mld euro) i konsekwencje jej istnienia.
Zdaniem zastępcy dyrektora generalnego Polskiej Telefonii Cyfrowej (Era), Macieja Rogalskiego koszty uzyskania koncesji, to blisko dwie trzecie (sic!) nakładów na budowę sieci. Wysokie koszty „wejścia”, silne regulacje prawne plus silne powiązania Centertelu, Polkomtelu i PTC ze Skarbem Państwa (tej ostatniej ze skarbem państwa niemieckiego) zniechęcały skutecznie przed pojawieniem się na rynku znaczącej konkurencji, co miało wpływ na wysokość opłat za rozmowy. Biznes zwykle liczy za swoje produkty i usługi tyle, ile może. A w sytuacji ograniczonej (drogimi koncesjami) konkurencji może liczyć dużo. Zwłaszcza, że musi sobie odbić koszty koncesji.
Media i konsumenci bezpodstawnie szukali sprawcy takiego stanu rzeczy, dopatrując się wysokich cen telefonów w zmowie operatorów. I mieli częściowo rację, jednakże głównym winowajcą drożyzny jest regulator państwowy URTiP. Najlepszy dowód, że kiedy, mniej więcej 5 lat temu, pojawiła się nowa, wielokrotnie szybsza od tradycyjnej (GSM) technologia przesyłania informacji, znana jako UMTS, koncesja na usługi UMTS, wymuszona przez Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty, kosztowała (w grudniu 2000 roku) każdego z polskich operatorów po 650 mln euro. Nota bene w przetargu na koncesje UMTS brało udział 19 operatorów, w tym najpotężniejsze firmy świata m.in. Hutchinson (HGT) z Hong Kongu i Telefonica z Hiszpanii. Po analizie warunków koncesyjnych, na placu boju pozostali…trzej operatorzy krajowi. Innym bowiem wejście na polski rynek nie opłacało się. I to jest główny powód, dla którego od blisko 10 lat – bo tyle mniej więcej istnieje w Polsce telefonia cyfrowa – nie pojawił się tu jakiś znaczący „czwarty operator”.
Obecnie jednak dyrektywy unijne narzucają ograniczenia wysokości opłat koncesyjnych do kilkuset tysięcy euro.
N.b. niektóre kraje, nawet przed pojawieniem się dyrektyw nie liczyły swoim operatorom (czytaj: abonentom ich połączeń) za koncesję. Należą do nich m.in. Finlandia, Szwecja, a także Francja.
Od 1 stycznia 2001 roku, a więc w 2 tygodnie po tym jak rząd zainkasował od operatorów haracz w wysokości 1,95 mld euro, koncesja stała się nagle tania. Konfederacja ma więc dużo racji, uważając że ogłaszając w lutym 2005 roku przetargu na „czwartego”, URTiP robi trójce istniejących operatorów krzywdę.
Za to, za co „czwarty operator” (najpoważniejszymi kandydatami są tu: Netia Mobile wspierana przez potentata islandzkiego, Thora Bjorgolfssona oraz Qiana Investments, za którą stoi największy na świecie operator komórkowy, Hutchinson Whampoa z Hong Kongu), zapłaci „tylko” kilkaset tysięcy euro, PTC, Centertel i Polkomtel zapłaciły miliardy euro. Wprawdzie ten „czwarty” będzie musiał wydać kilka miliardy złotych na budowę sieci, na marketing, na stworzenie „marki”, lecz nie płacąc za koncesję, będzie w sytuacji uprzywilejowanej.
Stąd właśnie protest PKPP. Jeśli zostanie on uwzględniony, możliwe są dwa scenariusze; albo państwo wyrówna szanse i ukarze czwartego operatora wielomiliardowym podatkiem koncesyjnym, albo odda trzem istniejącym operatorom to, co od nich – w postaci koncesji – zabrało. Oba scenariusze wydają się mało prawdopodobne. Pierwszy stoi w sprzeczności z dyrektywami Komisji Europejskiej, drugi uniemożliwia pusta kasa państwa. Przetarg może więc zostać unieważniony, albo URTiP stanie przed sądem w Strasburgu.

Kompromis

W obu wypadkach, konsekwencje odbiją się na najważniejszej zmiennej tego równania: konsument.
Z jego punktu widzenia, z dawna wyczekiwana konkurencja, jest korzystna. Pojawia się bowiem szansa na obniżenia cen rozmów, które są skandalicznie (sic!) drogie. Reakcją wyprzedzającą jest np. wprowadzona przed rokiem przez ERA, znacznie tańsza taryfa „Heyah”. Z drugiej strony, kierownictwo PTC czy Centertelu nie ukrywa, że uprzywilejowanie nowych operatorów wchodzących na rynek „niemal za darmo” może istniejące firmy rozłożyć. Oto do czego prowadzi nadmiar regulacji, które mają rzekomo pilnować porządku na rynku. Czy jednak jest to zmartwienie konsumentów? Szantażowanie nas upadłością operatora jest nie tylko nie fair, ale wręcz absurdalne. W gospodarce rynkowej chodzi właśnie o to, aby usługodawcy, którzy sobie nie radzą, odpadli. Jeśli odpadnie Idea czy Era – ich problem. Na to miejsce pojawią się inne firmy. Czy któryś z trójki dotychczasowych quasi monopolistycznych operatorów zastanawiał się nad zagrożeniem upadłością swoich klientów czy biznesów spowodowaną wysokimi kosztami rozmów telefonicznych? Znam kilka osób, które zwinęły interesy, bo nie były w stanie zarobić na horrendalnie wysokie rachunki telefoniczne. Dlaczego nagle los operatorów ma być zmartwieniem konsumentów? Tym bardziej, że pojawienie się konkurencji nie oznacza wcale dramatu czy utraty opłacalności.
Pomysł rozwiązania pochodzi ze szwajcarskiej firmy Comfone, która rok temu uruchomiła w…Iraku serwis zwany „roamingiem wewnętrznym”. Polega on na stworzeniu wspólnej sieci połączeń, z której korzystać może każdy operator na rynku. W Iraku sieć tworzona jest od nowa, w przypadku Polski może ona zostać powstać z zasobów istniejących. Trójka istniejących operatorów odsprzeda (wydzierżawi) „brokerowi” prawo korzystania z części własnych sieci, które ten ostatni sprzeda zainteresowanym operatorom za określoną opłatą. Rozwiązanie to umożliwi pojawienie się na rynku większej ilości operatorów, bez konieczności inwestowania przez każdego z nich w kosztowną infrastrukturę. Co więcej, właścicielom sieci zwróci się zainwestowany przez nich kapitał.
„Takie rozwiązanie – powiedziała, Geraldine Philippe, wiceprezes Comfone – może być skuteczne pod warunkiem maksymalnego uwolnienia branży „komórkowej” z krępujących ją regulacji prawnych”. Innymi słowy chodzi o to, by „roaming broker” pojawił się w sposób wolny, nie wymuszony przez państwo, gdyż rynek radzi sobie z problemem znacznie lepiej niż urzędnicy; będzie wreszcie lepiej i taniej. Aż dziw, że tego PKPP nie dostrzega.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2005-04-27

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Ewa pisze:

    PKPP dostrzega.
    Sama ciekawa jestem jak to sie wszystko skonczy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *