Miedź albo nie mieć

chat-dymki
3

Kilkadziesiąt milionów dolarów, jakie straciło KGHM Polska Miedź S.A. osiem lat temu w Kongo, to drobiazg w porównaniu z setkami milionów dolarów, za jakie władze kombinatu zamierzają podbić złoża miedzi w Peru, ścieląc sobie w ten sposób wygodną przyszłość na wypadek politycznej zmiany warty w spółce.

Konkwistadorzy z Lubina

Co kilka lat przychodzi na KGHM taki czas, że swoją przyszłość firma ta dostrzega wyłącznie w dywersyfikacji złóż. Pod tym uczonym terminem mieści się pragnienie wyjścia (poza złoża polskiej miedzi) w wielki świat. Czas dywersyfikacji nachodzi władze firmy zwykle w przededniu wyborów parlamentarnych. Nieudane inwestycje w Kongo, które kosztowały polskiego podatnika ok. 130 mln zł rozpoczęły się na przełomie 1996 i 1997 roku, równie nieprzemyślany, zakończony fiaskiem – na szczęście bez wielkich ofiar – pomysł wykupienia miedzi w Zambii powstał w umysłach Zarządu w przeddzień wyborów 2001 roku, a podbój miedzi w Peru, z rekordowym budżetem 800 mln dol., akurat teraz. „Peruwiańska” spółka córka pozwoliłaby przetrwać burze polityczne i utrzymać w dostatku trzon kierownictwa kombinatu, być może nawet do emerytury. Rzecznik KGHM, Dariusz Wyborski, nie ukrywa, że zanim podjęto decyzję o kolejnej dywersyfikacji, czyli wejściu za 800 mln dol. do Peru, gdzie kombinat zamierza przejąć złoża Rio Blanco należące obecnie do brytyjskiej firmy na poły spekulacyjnej, Monterrico Metals plc, nie przeprowadzono nawet tzw. pre-feasibility study, co w przypadku takich przedsięwzięć jest wręcz elementarzem. Co więcej, nikt z lubińskiej firmy tam nawet nie zaglądnął. A szkoda, bo może gdyby dostał się do któregoś z pól złoża Rio Blanco (północne Peru, przy granicy z Ekwadorem), to zmieniłby zdanie. Carlos Sotomayor, ekspert ds. transportu w jednej z firm peruwiańskich, która w latach 2000-2001 prowadziła dokumentację złóż twierdzi, że nie ma możliwości dostania się tam nawet helikopterem. Dolecieć można jedynie do któregoś z portów rzecznych, a następnie trzeba płynąć łodzią. Co prawda złoża miedzi rzadko kiedy występują w pobliżu bezkolizyjnych autostrad, ale to miejsce jest szczególnie niedostępne. Stąd zdziwienie władz peruwiańskich, że „jakaś mało znana firma” chce tam wejść. Zdziwienie tym większe, że Polacy liczą na to, że rząd peruwiański im wybuduje drogę do złoża.
Dostęp do Rio Blanco to jedynie wierzchołek góry lodowej trudności, jakie się przed ewentualnymi inwestorami piętrzą. O tym, że nie jest łatwo niech świadczy fakt, że choć złoża te zostały jako tako zdokumentowane już 5 lata temu, nikt jak dotąd nie odważył się nawet na próbną ich eksploatację. Właściciele się zmieniają, inwestorzy i oferenci rezygnują. Mimo iż od trzech lat na rynkach światowych panuje boom surowcowy, a miedź stoi w rekordowo wysokiej cenie.
Jednakże, prawdziwe problemy mogą się zacząć dopiero po pokonaniu niegościnnego terenu – bagna, tropikalnej dżungli rosnącej na wysokości od 2000 do 3000 m – i przygotowaniu dostępu do złoża. Chodzi zwłaszcza o opory ze strony miejscowych Indian, których interesu pilnie strzegą międzynarodowe, głównie amerykańskie organizacje humanitarne i ekologiczne. Samo Monterrico nie jest zaludnione, ale otaczające je tereny, przez które trzeba będzie prowadzić drogi czy chociażby taśmociągi, to królestwo Indian, których przekonać nie będzie łatwo i…tanio.

Skarb Inków

Zresztą każde z utrudnień przekłada się na pieniądze. Urzędnik w Ministerio de Energia y Minas, odpowiedzialnego za energię i eksploatację peruwiańskich kopalń każe sobie dwa razy powtarzać wartość polskiej inwestycji. W końcu mówi:
– Za te pieniądze nie sposób zbudować infrastruktury złoża, kopalni, rurociągu do hydrotransportu i jeszcze zakładu przeróbki i wzbogacania.
Powtarzam tę uwagę w KGHM:
– To nic, właśnie w czerwcu udaje się do Peru ekipa ekspertów Centrum Badawczo – Projektowego Miedzi Cuprum i wszystko na miejscu zbada i wyliczy – mówi rzecznik spółki.
Długie kosztowne podróże służbowe, to specjalność KGHM. Wie o tym szczególnie dobrze Walenty Kosmatka, były główny inżynier kombinatu ds. kontroli gospodarczych, którego w 2003 roku zwolniono z hukiem po 25 latach pracy w firmie za to, że naraził prezesa Zarządu, Wiktora Błądka na stres pytając, po co główny energetyk kopalni „Rudna” pojechał w delegację do Japonii na 46 dni, będąc równocześnie gościem japońskich związków zawodowych? Albo, kto pozwolił na całomiesięczne kursy językowe dla dyrekcji kombinatu na Malcie, w Wielkiej Brytanii czy siedemnastodniową delegację służbową czterech „dygnitarzy” kombinatu do Australii? Takich perełek Kosmatka ma całą listę. Umieścił ją pod adresem www.eldoradokghm.com.pl, „żeby podatnik wiedział co się dzieje z jego pieniędzmi”. Na razie pies z kulawą nogą się tym nie interesuje.
Wiedza inwestorów z Lubina, na temat peruwiańskich złóż w rejonie Rio Blanco, ogranicza się właściwie do zawartości strony internetowej jej właściciela, czyli Monterrico Metals plc (symbol na giełdzie londyńskiej MNA.L), która nosi się z zamiarem pilnej ich sprzedaży. Liczby umieszczone na stronie www.monterrico.co.uk dobrane są jednak tak, żeby „posiadłość” wyglądała atrakcyjnie. I tak koszt złoża wynosi „tylko” 320 mln dol., a nakłady kapitałowe, które mają się zwrócić po 3 – 12 lat eksploatacji, nie przekraczają 200 mln dol. Skoro można mieć Monterrico za 520 mln dol., to po co KGHM aż 800 mln dol.? Czyżby w Lubinie wiedzieli to, co wiedzą specjaliści z australijskiej firmy konsultacyjnej, GRD Minproc, która prowadziła badania dwóch z ośmiu, należących do Monterrico i objętych koncesją rządu peruwiańskiego, pól? Że te 800 mln dol. na uruchomienie opłacalnej eksploatacji i wydobycia 200 tys. t miedzi rocznie, na co liczy KGHM, nie wystarczy? Że na samą analizę wstępną pozostałych siedmiu części złoża (przebadano tylko jedną) trzeba wydać ponad 30 mln dolarów? Że Anglicy „uatrakcyjnili” dane i księgi firmy, by szybciej znaleźć chętnego (czytaj: naiwnego)? O tym, że im się spieszy świadczą notowania akcji o symbolu MNA.L, które po gwałtownym wzroście w latach 2001 – 2003, zaczynają dość mocno spadać.

Kompleks górnika

Dave Wescott, specjalista z chicagowskiej giełdy towarowej (Chicago Mercantile Exchange) jest zdania, że miedź swój boom i rekordowe ceny z początków kwietnia 2005, kiedy za tonę metalu płacono w Londynie ponad 3315 dol., ma już za sobą. Spowolnienie gospodarcze w Chinach, największym światowym konsumencie miedzi, słabe tempo wzrostu gospodarczego w UE, mocniejszy dolar, a zwłaszcza ostatnie deregulacje w FCC (amerykańskiej agencji kontrolującej telekomunikację) wpłynęły na pojawienie się dłuższego trendu spadkowego na miedź. Potrwa on przypuszczalnie przez najbliższe 2-3 lata. I chociaż pozycja miedzi wydaje się wciąż mocna, powstaje groźna dla niej technologia, FTTH, która niewątpliwie wyprze „czerwony metal” z telekomunikacji, i to już wkrótce. Już dziś wiodący producenci miedzi, firmy amerykańskie, chilijskie, belgijskie wychodzą z XX wieku, przestawiając się na kable z włókien, na technologie przyszłości. Dlaczego my mamy tkwić tam, skąd ucieka rozwinięty świat? Przecież poza, charakterystycznym dla krajów Trzeciego Świata, rozwijaniem kopalnictwa surowców, o czym świadczy chociażby zainteresowanie miedzią z Rio Blanco, KGHM Polska Miedź S.A. nie ma żadnej rozsądnej koncepcji rozwoju. Szukamy więc zajęcia dla andyjskich górników, pozostawiając kompletnie niewykorzystanych, dziesiątki tysięcy dobrze wyszkolonych, polskich specjalistów od telekomunikacji i IT. To ogromne marnotrawstwo!
Jeśli KGHM ma pieniądze, a ma, bo sam tylko fundusz inwestycyjny na 2005 rok wynosi ok. 634 mln zł, niechże tworzy miejsca pracy u siebie, a nie w Peru, gdzie bezrobocie jest o połowę niższe niż w Polsce. Tym bardziej, że tych zamorskich inwestycji zupełnie nie przemyślano, a wyprowadzać kapitał tylko po to, by zapewnić dostatnie przetrwanie gromadzie wysokich urzędników quasi państwowych, to nie jest dość opłacalne przedsięwzięcie.

Jan M. Fijor
„Nczas, Newsweek” 2005-05-16

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. ryszek pisze:

    Brak odniesienia do głębokich nieruszonych jeszcze pokładów miedzi w kombinacie. Ogólnie trudno sie nie zgodzić z treścią.

  2. tpieron pisze:

    mamy koniec lipca miedz bije nowe rekordy. prognozy o trendzie spadkowym na miedz na razie trzeba odlozyc na polke. Wezmy budowlanke, elektryka tam jest tylko miedz. W tym roku 2mld zysku netto. minusem polityka

  3. xxx pisze:

    Nic nowego cały czes w KGHM szuka się sposobów jak zwiększyć mozliwość pozyskania dodatkowych pieniędzy dla najwyzszych urzędników tej firmy:
    1.Dodatkowe premie
    2.Dodatkowe listy płac w wynalazczości
    3.Dywersyfikacja złóż
    4.Wyjazdy służbowe
    5.Szkolenia
    6.Ogromne wynagrodzenia kadr KGHM
    7.Zatrudnianie swoich ludzi na stanowiskach
    8.Przekupywanie kierowników kontroli
    9.Utrudnienie dostępu do biur KGHM aby postronni nie dowiedzieli co się tam dzieje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *