Nie niszczyć przedsiębiorcy!

chat-dymki
6

Źródłem polskich trudności gospodarczych, bezrobocia i biedy nie jest ani droga benzyna, silna złotówka, tania konkurencja z Chin czy nawet brak kapitału i wysokie podatki. Jest nim natomiast powszechne nastawienie antybiznesowe. Jeśli nie przestaniemy na ludzi przedsiębiorczych patrzeć jak na przestępców, i nie zaczniemy dostrzegać w nich dobroczyńców, nigdy nie zaznamy prawdziwego dostatku.

Myślenie antykapitalistyczne

Po 1944 r., poczynając od nacjonalizacji przemysłu, reformy rolnej i walki z kułakami rozpoczęto systematyczne niszczenie własności prywatnej i ludzi przedsiębiorczych. Brak konkurencji, monopol upaństwowionej gospodarki, brak poszanowania dla własności prywatnej, która była uparcie niszczona spychał ludzi przedsiębiorczych na margines, określając ich pogardliwie: prywaciarz, badylarz, kułak itp. PRL upadł, ale ta mentalność pozostała. Jednym z jej współczesnych przejawów jest trudny do zrozumienia i gospodarczo szkodliwy respekt dla warstwy próżniaczej t.j. urzędników i funkcjonariuszy państwowych oraz masowa pogarda czy niekiedy wręcz nienawiść wobec ludzi biznesu. W takim antykapitalistycznym myśleniu utwierdzają Polaków intelektualiści i media. Asystuje im w tym Kościół katolicki ze swą przypowiednią o bogaczu, wielbłądzie i uchu igielnym. I choć znikły określenia w rodzaju: „prywaciarz”, „badylarz” itp. to sam syndrom tych epitetów żyje nadal w społeczeństwie. Powoduje on, że kolejni politycy tworzą ustawy poddające polskie życie gospodarcze totalnej, wszechobecnej i opresyjnej kontroli, która niszczy wiele inicjatyw ludzi przedsiębiorczych. Tad Witkowicz, którego amerykańska firma Adlex ma swoją polską filię w Gdańsku, w ciągu 23 lat działalności w biznesie miał w USA jedną kontrolę skarbową. W ciągu 13 lat działalności w Polsce, miał ich aż 40. Ilość kontroli jest u nas przeciętnie dziesięciokrotnie większa niż np. w USA. Konsekwencją takiego stylu myślenia są coraz potężniejsze policje skarbowe, organy ścigania, urzędy prokuratorskie i setki, o ile nie tysiące, komórek kontroli, nadzoru, czuwania i innych działań hamujących wzrost gospodarczy. Po 1995 roku ilość urzędników i funkcjonariuszy wzrosła w Polsce o ponad 180 tys. etatów. Ludzie ci, podobnie jak w PRL, skutecznie duszą polską gospodarkę i ludzką przedsiębiorczość, tłumacząc nieświadomemu społeczeństwu, że to jedyny sposób na pohamowanie „chciwości i pazerności” biznesu.
Regułą jest, że wielu polskich biznesmenów więcej czasu poświęca na zaspokajanie wymogów kontrolno-sprawozdawczych niż na produkcję czy zaspokajanie potrzeb swojej klienteli. Kontrole zabierają czas i kosztują majątek. Odbija się to na cenach produktów. Mimo stosunkowo niskich płac i wysokiej wydajności pracy, polskie produkty są droższe od konkurencyjnych, zagranicznych.

Mściwy urzędnik

Przekonanie o tym, że przedsiębiorca to cwaniak, kombinator i złodziej dominuje też wśród ludu, zwłaszcza wśród bezrobotnych, najliczniejszej rzeszy ofiar takiej polityki. Tymczasem istniejąca sytuacja nie jest skutkiem lenistwa biznesmenów, lecz wyłącznie efektem polityki niszczenia przedsiębiorczości przez państwo. Dla dobra tych ludzi i całej polskiej gospodarki należałoby zwolnić przynajmniej połowę urzędników i funkcjonariuszy, tworzących ograniczający gospodarkę gorset, uruchamiając równocześnie powszechną edukację ekonomiczną narodu. Trzeba uzmysłowić ludziom, że – choć nie jest to wygodne i przyjemne – powinni brać życie we własne ręce. Tak jest w sumie najkorzystniej i najtaniej. Liczenie na pozorne bezpieczeństwo ze strony państwa, to kosztowna iluzja.
Tylko ludzie przedsiębiorczy, właściciele małych i średnich przedsiębiorstw, godząc się na ryzyko, na ciężką pracę, nie licząc przepracowanych godzin i dni roboczych budują majątek narodowy. Z badań przeprowadzonych w latach 1990. przez amerykański Wall Street Journal wynika, że stanowią oni zaledwie od 1 do 2 proc. populacji, przy potrzebach dwu, a nawet trzykrotnie wyższych. Urzędników rodzi się wielokrotnie więcej i dlatego łatwo im tę pożyteczną mniejszość niszczyć czy maltretować. Gospodarka zamiast rosnąć, wyhamowuje. Tym bardziej, że wskutek niechęci do prywatyzacji, nie kierują nią doświadczeni przedsiębiorcy czy finansiści, lecz aparatczycy o mentalności skażonej uprzedzeniami i brakiem wiedzy. Ci ludzie nigdy niczego nie stworzyli. Noszą w sobie nienawiść do jednostek przedsiębiorczych i wykorzystują każdą okazję, aby się na nich odegrać i pokazać swoją przewagę. Czynnikiem sprzyjającym ich aktywności jest system prawny, odwracający uwagę od rzeczywistego sprawcy biedy – państwa i polityków – kierujący go na przedsiębiorcę.

Podejrzany

Dążenie do wykrywania „afer” gospodarczych za wszelką cenę sprawia, że coraz częściej stawia się przedsiębiorcom zarzuty dęte i wyimaginowane. Jest to tym groźniejsze, że organy wymiaru sprawiedliwości nie ponoszą za nie żadnej odpowiedzialności. Prokuratorom, którzy bezpodstawnie aresztowali Romana Kluskę, Krzysztofa Habicha czy kierownictwo spółki JTT za przestępstwa, których nie było, włos z głowy nie spadł.
W tym procesie wyniszczania przedsiębiorczości znaczną rolę odgrywa zwyczajna zazdrość. Prokurator, urzędnik kontroli skarbowej nie mogą sobie bowiem poradzić z przejawami dobrobytu – wystawnymi rezydencjami czy luksusowymi samochodami – jakich się przedsiębiorcy swoją pracą dorobili. Nie dochodzi do nich, że dobrobyt, dostatek są niejako nagrodą za to, że producent czy usługodawca należycie służy swojej klienteli, czyli społeczeństwu. Wbrew logice, wbrew rozsądkowi podejrzewają go o „wyzysk”. Tak, jakby przedsiębiorca prywatny mógł zmusić swoich klientów, by wbrew własnej woli dali się wyzyskać.
Ignorancja, niechęć klasowa i zwykłe ludzkie słabości tworzą bardzo niebezpieczną mieszankę, której rezultatem jest patologia polskiego systemu gospodarczego. Zamiast patologię tę eliminować, wzmacnia się ją, tworząc coraz to nowe regulacje i ograniczenia. Nawet szerokość drzwi garażowych, kształt ogórka czy procedura wymiany oleju w samochodzie są w Polsce ustalane ustawowo. Urzędnik, który nie ma pojęcia o budowie garażu czy hodowli ogórków dyktuje inżynierowi czy rolnikowi, jak mają pracować. Przy czym z produkcji majątek narodowy rośnie, a z biurokracji maleje.

Casus Kaczyńskiego

W systemie nadmiernych kontroli i nieustannej podejrzliwości nie trudno popaść w kłopoty. Tym bardziej, że w Polsce nie ma odpowiednika Wielkiej Ławy Przysięgłych (Federal Grand Jury), która w Stanach Zjednoczonych kwalifikuje przedstawiony przez prokuratora akt oskarżenia. W przypadku stwierdzenia, że oskarżenie nie nadaje się do sądu, ląduje ono w koszu. O konieczności powołania podobnego organu u nas niech świadczy ilość spraw umorzonych czy uniewinnień. Zwłaszcza, że zanim sąd oczyści przedsiębiorców z zarzutów, ludzie ci siedzą w więzieniach, ponoszą straty materialne, czy tracą zdrowie.
Wielu polskich posłów, którzy do takiej sytuacji doprowadziło, uchwalając chore ustawy, o istnieniu tej patologii nie wie. Takim wysoce szkodliwym przykładem jest rozporządzenie Lecha Kaczyńskiego, w czasie gdy był ministrem sprawiedliwości, wedle którego sądy nie są w stanie odrzucić wniosku prokuratury o areszt. Aby wniosek ten został odrzucony, sędzia musi szczegółowo swoje postanowienie (o odrzuceniu) uzasadnić. Zamiast uzasadniać konieczność aresztowania, trzeba uzasadniać odstąpienie od aresztowania! Sędziom najczęściej czegoś takiego robić się nie chce. Uzasadnienie takie, szczególnie w sprawach gospodarczych wymaga przestudiowania obszernej dokumentacji, a poza tym obciążone jest psychologicznym ryzykiem: „a nuż prokurator ma rację?!”. Sądy Rejonowe, decydujące o pierwszym aresztowaniu, zdając sobie sprawę z tej praktyki, powierzają rozpatrywanie wniosków o aresztowanie młodym, niedoświadczonym asesorom „dyżurnym”. Czy trudno zrozumieć, dlaczego większość takich wniosków rozpatrywanych jest „pozytywnie”?
Negatywnie ocenić trzeba orzeczenia sądów okręgowych i apelacyjnych, które w składzie trzech sędziów zawodowych, również najczęściej „przyklepują” prokuratorskie wnioski. Szczególnie niebezpieczne jest rozpatrywanie wniosków przez sądy apelacyjne, w powołanej również przez p. Kaczyńskiego, tzw. instancji poziomej, polegające na tym, że wniosek rozpatrywany jest przez tych samych sędziów – raz działających jako sędziowie pierwszej instancji, drugi raz, jako sędziowie instancji odwoławczej. Zażalenia rozpatrywane są więc przez ludzi, w których są wymierzone.
W ten oto sposób, dzięki Lechowi Kaczyńskiemu, który, o, zgrozo, przewodzi w rankingach popularności kandydatów na prezydenta RP, więzienia polskie zapełnione są przedsiębiorcami i biznesmenami, a prawdziwi przestępcy spacerują wolno po ulicach, chronieni fałszywymi zwolnieniami lekarskimi lub ustawą o ochronie danych osobistych.
To fatalne w skutkach rozporządzenie Lecha Kaczyńskiego spowodowało powrót do samowoli prokuratorów na skalę znaną od czasów komuny. Dla dobra nas wszystkich, należy z tym jak najszybciej skończyć, przywracając ludziom godność, a sądom niezawisłość w sprawach aresztowania.

Alternatywa

Ludzie zastanawiają się, dlaczego – bez względu na układ polityczny, lewicowy czy prawicowy – każdy kolejny rząd popada w te same kłopoty. Odpowiedź jest prosta; ponieważ między polską prawicą a lewicą różnica jest niewielka i ogranicza się zwykle do stosunku do religii i teczek z IPN. Polskich polityków, bez względu na barwy partyjne łączy pragnienie ograniczania przedsiębiorczości i wolności gospodarowania, w imię rzekomo słusznej walki z chciwością i zachłannością. Ale właśnie ta chciwość jest budująca. Ludzie chcący się bogacić, wyprują z siebie żyły, odejmą sobie od ust, żeby zarobić pieniądze, a tym samym stworzyć nowe produkty, nowe usługi, nowe miejsca pracy. Co w tym złego, że chcą żyć lepiej, dostatniej jeśli korzyści z tego odnosi całe społeczeństwo?
Dlatego – dla dobra na wszystkich – pozwólmy ludziom być chciwymi, niech się bogacą, oni tą swoją chciwością i tak podzielą się z innymi; dadzą im pracę i produkty, których potrzebują. Przekonujmy polityków, że utrudnianie życia przedsiębiorcom doprowadzi do tego, że zamiast rozwijać swoją inicjatywę, przyczyniać się do budowy naszego majątku narodowe, dawać pracę rodakom, z niesmakiem porzucą działalność gospodarczą i wyjadą za granicę, albo zasilą armię bezrobotnych czy rencistów. Zresztą już się tak dzieje! Aby trend ten zmienić należy przestać karać ludzi za przedsiębiorczość i nagradzać za nieróbstwo. Należy obłożyć urzędników i kontrolerów osobistą odpowiedzialnością materialną za to co robią. A przede wszystkim należy wziąć życie w swoje ręce, przestać liczyć na państwo czy na obietnice polityków. Przestańmy wreszcie winą za własne błędy obciążać innych, przestańmy zazdrościć. Zamiast marnować energię na dokuczanie lepszym od nas, zużyjmy ją na poprawę własnego bytu.

Jan M. Fijor
„Dziennik Baltycki” 2005-06-30

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. radek pisze:

    Kosciol Katolicki zbyt czesto zdaje sie mowic, ze to pieniadz jest zly, natomist Biblia mowi jasno, ze zla jest MILOSC do PIENIADZA i pokladanie w nim ufnosci,

    duzo „bohaterow wiary” szczegolnie w ST (ale nie tylko) byli to ludzie zamorzni ale ufajacy Bogu

    cala Biblia nawoluje do pracy, postepu, przedsiebiorczosci a potepia lenistwo

  2. Eugeniusz Skubacz pisze:

    Jestem raczej zaangażowanym katolikiem, ale kiedy czytam to co na temat gospodarki ma do powiedzenia kler mojego Koscioła to dostaję szału.
    1.Pierwsi „komuniści” czyli chrześcijanie w Jerozolimie zbankrutowali, musiał ich ratować św.Paweł,autor maksymy „kto nie pracuje ten niech nie je”.
    2. Chrystus Pan i Apostołowie byli tak zaradni, że potrzebowali „księgowego” był nim Judasz Iszkariota („trzymał trzos”)

    3. Pierwsza Agencja Rynku Rolnego czyli Józef, urzędnik egipski doprowadziała do zniewolenia rolników w Egipcie. Mechanizm działania ten sam jak obecnie.
    (przeczytałem to u p.Stanisława Michalkiewicza).
    Być może wynika to z tego, iż większość księży w Polsce ma po prostu robotniczo-chłopskie pochodzenie ?

  3. Stach pisze:

    Wielka ława przysięgłych nic by nie pomogła, bo ogół ludzi jest przeciwko biznesowi.

  4. Kazek pisze:

    Panie Janie widze ze panski artykul nie dostrzega sedna sprawy a takze powiela wiele stereotypow ktore tylko utrwalaja w ludziach przekonanie ze to brak pro -kapitalistycznego myslenia jest przyczyna tego co sie obecnie dzieje w Polsce . Ale to jest skutek patologicznego kapitalizmu uprawianego przez ludzi z obozu bylej postkomuny i cwaniakow ktorzy wykorzystuja to co robi ta banda czerwonych zlodzieji i banda urzednikow . Aby to zmienic trzeba przedewszystkim wyeliminowac patologie w administracji i caly czerwony biznes a dopiero pozniej mowic o nauczaniu kosciola, ktory wcale ni krytykuje uczciwego biznesu ale raczej go popiera . Ludzie wbrew temu co Pan pisze nie sa przeciwko tym co maja wielkie majatki ale widzac ze tacy jak Kluska sa niszczeni nie dlatego ze sa bogaci ale dlatego ze swoimi majatkami nie dziela sie z tymi ktorzy sa u wladzy czyli czerwono urzednicza elita ,usiluja ich zniszczysc .

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Nie ma nieuczciwego kapitalizmu. To, z czym mamy w Polsce do czynienia to socjalizm czystej wody, nazywany wilczym kapitalizmem. Panska diagnoza jest bledna. Glownym motywem spojrzenie na kapitalizm jest w Polsce zazdrosc i ignorancja. Dlatego wlasnie ludzie pozwolili czerwonym i innym oszustom na groam dzenie majatku, co bylo mozliwe tylko w warunkach socjaoizmu, czyli spolecznego przyzwolenia na zajecie sie gospodarka przez politykow, przez panstwo. To ze w Polsce, od ekipy do ekipy panuje zlodziejstwo jest li tylko wynikiem spolecznej aprobaty dla swzechwladzy panstwa, co ma byc przeciwwaga dla „bezdusznego” ustroju opartego na poszanowaniu wlasnosci prywatnej, ciezkiej pracy, odpowiedzialnosci osobistej etc. Polacy daruja szwindle Kwasniewskiemu czy Milelrowi, byle utrudnili oni dorabianie sie ich sasiadowi z tej samej klatki w bloku, czy z sasiedniej wioski. Kluska i inni sa niszczeni, bo spoleczenstwo sie na to zgadza! Wiecej, chce tego. W sprawie Kluski rozlegly sie protesty, bo tluszcza szukajaca sprawiedliwosci spoelcznejcdowiedziala sie, ze p. Roman dal duzo kasy na budowe sanktuarium w Lagiewnikach. Inni, ktorzy nie dali, siedza i pies z kulawa noga sie o nich nie upomni.

  6. Dariusz Zaniewski pisze:

    Nie chcesz chyba powiedzieć Janie, że podstawą, na której opiera się gospodarka kapitalistyczna jest ludzka chciwość czy pazerność!?! Coś mi mówi, że ten kto w taki sposób postępuje niezadługo utrzyma sie na rynku….albo, wcześniej czy później, ale zawsze dogada się z urzędnikiem, np. w celu „wyrżniecia” konkurencji.
    Moim zdaniem podstawą kapitalizmu jest ryzyko oraz altruizm człowieka przdsiebiorczego. To właśnie oni, ci odważni ludzie, a nie konsument, kształtują rynek!! Bo skąd niby konsumenci mogą wiedzieć dzisiaj co im będzie jutro potrzebne? Nie wiedzieli przecież o takich produktach jak lodówka, odkurzacz, samochód, telefon, o tych wszystkich rzeczach i usługach, dzięki którym łatwiej, prościej i taniej się żyje. Nie wiedział o tym i przedsiębiorca!! Ale to on zaryzykował… i teraz ma!!! Czy można nazwać to chciwością?
    Wpadłeś (he, he) Janie w pułapkę: w kształtowane przez dziesiątki lat myslenie antykapitalistyczne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *