Tracą wszyscy

chat-dymki
7

Gdyby ustalenie płacy minimum było rozwiązaniem, wystarczyłoby nakazać płacić każdemu co najmniej 100 dol. godzinę i biedy by nie było. Zwracam na to uwagę w kontekście zapowiedzianego właśnie przez polski Sejm, podniesienia płacy minimalnej, z 849 zł do 889 zł, co na pierwszy rzut oka wydaje się czynem szlachetnym. Oto, ktoś się wreszcie zatroszczył o ludzi najmniej zarabiających. Jeśli nawet uczynił tak dla jakichś swoich prywatnych interesów, np. żeby wygrać nadchodzące wybory, uczynił coś pożytecznego i chociażby za to należałoby go wybrać. I to jest to co widać.

Reakcja pracodawcy

Aby komuś dać wyższą płacę, trzeba znaleźć kogoś, kto będzie gotów za nią więcej zapłacić. I to jest to, czego nie widać.
Płaca jest miarą przydatności pracownika. Jeśli Kowalski zarabia 3 tys. zł miesięcznie, to znaczy, że dla jego pracodawcy wartość jego pracy musi być wyższa niż 3000 zł, powiększone o opłaty na ZUS, na fundusz socjalny, urlopowy, biurko, światło, komputer, papier i cały szereg innych kosztów, jakie pociąga zatrudnienie mnie. Zakładając, że wynoszą one „drugie tyle”, pracodawca zatrudni Kowalskiego tylko wtedy, gdy wartość jego wysiłku włożonego w pracę przekroczy 6 tys. zł. W przeciwnym razie musiałby dokładać do zatrudnienia go z własnej kieszeni, co najprawdopodobniej skończyłoby się bankructwem.
Ten sam, a może nawet jeszcze bardziej niż ten sam mechanizm istnieje w odniesieniu do ludzi najmniej zarabiających.
Jeśli rząd ustawowo podniesie cenę pracy, pracodawca ma dwa wyjścia: albo musi sprostać wymaganiom i podnieść Kowalskiemu pensję, bo w przeciwnym razie zostanie ukarany, albo musi go zwolnić z pracy. Tak powstaje bezrobocie, pogłębiane tym, że część ludzi – z braku doświadczenia zawodowego czy z jakichś innych względów – nie będzie w stanie wyprodukować swoją pracą majątku przewyższającego wartość płacy minimalnej i dlatego nie będą mogli być zatrudnieni w ogóle.
Załóżmy optymistycznie, że mimo ustawowej podwyżki minimum, Kowalski nie zostanie z pracy zwolniony. Zgoda pracodawcy na podniesienie mu pensji będzie oznaczać – najprawdopodobniej – że cena jego pracy jest wciąż niższa od jej wartości, czyli że on na niej nadal zarabia. Gdyby nie zarabiał, to by go zwolnił. Nie wszyscy pracodawcy (i ich pracownicy) będą w tak komfortowej sytuacji. Część z nich nie sprosta podwyżce i albo zamknie interes, albo zwolni pracownika. Oba rozwiązania są gospodarczo niekorzystne. Zamknięcie interesu oznacza, że albo pracodawca nie potrafi być konkurencyjny, albo że jego zarobki w stosunku do wydatkowanego wysiłku, ryzyka, pracy, kosztów kapitału etc. są niewspółmiernie małe.

Reakcja rynku

Jeśli nawet podwyżka nie doprowadzi do zwolnienia pracownika czy likwidacji produkcji, to na pewno doprowadzi do podniesienia kosztów produkcji, a skoro tak, produkowane przez pracodawcę wyroby czy usługi staną się droższe. Jeśli tak, to ich producent (a nasz pracodawca) ma dwa wyjścia. Albo podniesie cenę, albo obniży rentowność. Nie ulega wątpliwości, że te same buty, tego samego producenta kupujemy chętniej, gdy kosztują 100 zł, niż gdyby kosztowały 110 zł. Na pewno znajdzie się ktoś, kto z powodu tych 10 zł różnicy wybierze buty wyprodukowane przez konkurenta, albo zrezygnuje z ich kupienia. Popyt na buty spadnie.
Jeśli natomiast producent nie podniesie ceny, to spadnie jego zysk. To prawda – ludzie biznesu zarabiają niekiedy bardzo dużo i te kilka procent dodatkowych kosztów ich nie zuboży, pamiętajmy jednak, że wskutek istnienia konkurencji międzynarodowej, stopa zysku systematycznie obniża się. Dzisiaj dobry, światowy, konkurencyjny biznes nie zarabia więcej niż 8 proc. wartości kapitału, który posiada. Obniżka rentowności to nie tylko spadek dochodów kapitalisty, to także mniej pieniędzy na maszyny, remonty, badania i inne inwestycje, bez których firma nie może się utrzymać na rynku. Spadek zysków kapitalisty może doprowadzić do zaniechania części lub całości produkcji; jeden z moich przyjaciół zlikwidował w Argentynie fabrykę zabawek po tym, jak dowiedział się, że obligacje wenezuelskie przyniosą mu więcej zysku bez pracy, niż prowadzenie produkcji zabawek i użeranie się z konsumentami czy inspektorami skarbowymi. Pamiętajmy wreszcie, że nie wszystkie kraje decydują się na ustawodawstwo o minimum płacowym. W niektórych częściach świata politycy zachowali rozsądek i wiarę w obywateli i pozwalają im samym decydować o cenie pracy. Kraje te mają dzięki temu tańszą pracę, a tym samym niższe koszty i tańsze wyroby.

Przymus, czyli tracą wszyscy

Zresztą wysokość płacy nie ma tu żadnego znaczenia. Znaczenie ma siła nabywcza pieniądza, którym nam za tę pracę płacą. Dzisiaj lodówka kosztuje ekwiwalent 300 dol., w prl kosztowała ekwiwalent 100 dol. Ale dzisiaj mimo wszystko jest ona tańsza, bo te 300 dol. zarabiamy w ciągu 2 tygodni, podczas gdy w prl wymagało to kilku miesięcy.
Jeśli nawet wszyscy mało zarabiają, to w wolnej gospodarce produkty sa tanie. Wysokie płace wiążą się z wysokimi cenami. Jeśli coś jest tanie, to łatwiej to sprzedać. To że coś można sprzedać łatwiej znaczy, że można też sprzedać tego więcej. O to właśnie chodzi. Mniejszy zysk jednostkowy przy dużym wolumenie, to duży zysk. Henry Ford stał się miliarderem, kiedy obniżył ceny samochodów, a nie podwyższył. Dlatego zostawmy decyzje o wysokości płac dobrowolnej umowie między tymi, którzy pracę dają, a tymi, którzy ją wykonują. Każdy wolny pracodawca płaci ludziom tyle, ile zapłacić może albo musi. Jeśli tego nie zrobi – straci! Dopóki nikt nikogo do pracy nie przymusza, dopóty krzywdy nie ma.
Krzywda w znaczeniu gospodarczym zaczyna się z chwilą powstania jakiegokolwiek przymusu. Tylko człowiek wolny produkuje dobrze, wydajnie, chętnie. Przymusem jest odgórny nakaz, w tym przypadku, nakaz płacenia płacy minimalnej. Taki przymus rodzi wyłącznie konsekwencje negatywne, tym bardziej, że największe straty ponoszą ci, którym podwyżka miała de facto służyć. W tym przypadku sa to ludzie z grupy najmniej zarabiających. Oni albo pracę tracą, albo nie mogą jej znaleźć. To jest recepta na bezrobocie. Każda podwyżka płacy minimalnej, to wzrost bezrobocia!
Tracą także pracodawcy, bo muszą więcej płacić. Traci społeczeństwo, które albo musi utrzymywać bezrobotnych, albo kupować drożej. Jedynym beneficjantem przymusu jest państwo, a ściślej, kilkuset polityków. Czy dla tak niewielkiej grupki warto narażać na straty całe 38 mln Polaków?

o płacy minimum
Jan M. Fijor
„różne” 2005-07-03

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. bili pisze:

    Z drugiej strony pracownik otrzyma o 30 zl wicej za co bedzie mógl kupic wiecej towarów przez co wzrosnie konsumpcja popyt na towary,przdsibiorcy zwieksza produkcje. Po drugie w Polsce, mimo poprawy wyników finansowych niewiele firm decydyje sie na inwestycje, chyba ze w obligacje skarbu panstwa

  2. E.Skubacz pisze:

    BILI zapomniał o czasie i jego cenie. Po jakim czasie (i czy przedsiębiorca tego doczeka) powrócą te pieniądze do przedsiębiorcy ?

  3. realista pisze:

    jeśli prosty robol dostanie 30 zł więcej, w efekcie przepije 30 zł więcej

  4. liberty pisze:

    BILL-pytanie:
    DLACZEGO przedsiębiorcy inwestują w obligacje, a nie w rozwój popdstawowej działalności? Opili się szaleju, czy co? Odpowiedź jak myślę jest jednoznaczna, i zawarta m.in. w tekście p. Fijora. We fragmencie o znajomym, który zamknął fabrykę zabawek, a kupił obligacje. U nas wcale nie jest inaczej. Zaś odbieranie (pod przymusem) „opitym robotniczą krwią” kapitalistom środków inwestycyjnych i przeznaczanie ich na wspomożenie pracowniczej konsumpcji nie jest niczym innym, jak nieefektywną allokacją zasobów. Która to błędna allokacja doprowadziła kiedyś do zawału pseudo-gospodarki „obozu socjalistycznego”, i dzisiaj ostrzy sobie pazurki na eurosklerotyczne „państwa dobrobytu”. Nikt poza tym nikomu nie zabrania (z wyjątkiem urzędniczej mafii, „prawa”, regulacji, koncesji itp. „ułatwień”) zamiany etatu pracobiorcy na znacznie lepszą posadę pracodawcy…Trzeba mieć tylko trochę oleju w głowie i porzucić roszczeniowe mrzonki

  5. Marian Wojtasik pisze:

    Jeżeli na podwyżce płacy minimalnej korzysta kilkuset polityków, to dlaczego tych polityków nie wyrzucić z rządu?

  6. Jan M. Fijor pisze:

    To jest dobre pytanie. Powiem wiecej, bardzo dobre! Odpowiedz jest nastepujac: gdybysmy ich wyrzucili, to bysmy nie mieli rzadu. Wiekszosc ludzie nie potrafi sobie wyobrazic zycia bez rzadu. Ja sobie potrafie. Poczytajcie „Rynek i wolnosc” Tannehillow.

  7. Pitek pisze:

    Bili a gdyby tak rząd zamiast o 30 podniósł płacę o 300 zł to by dopiero zwiększył się popyt i produkcja co? Oczywiście nie tędy droga. Jedynym sposobem by rosła produkcja oraz płaca jest wzrost krańcowej produkcyjności pracy. Mozna to uczynić na wiele sposobów np. przez wzrost akumulacji kapitału.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *