Nie darować Afryce!

chat-dymki
5

Dobre intencje organizatorów serii koncertów Live 8 („Pomoc dla Afryki”), a teraz jeszcze szczodry gest uczestników gospodarczego spotkania na szczycie G-8, którzy postanowili darować krajom afrykańskim 2 mld dol. długów, to tylko z pozoru czyny szlachetne. Spektakularne gesty pogłębią biedę Czarnych, psując przy okazji klimat polityczny dla prawdziwej pomocy.

Pomoc, która szkodzi

Jeden z najwybitniejszych ekonomistów XX wieku, a zarazem znawca problemów Trzeciego Świata, profesor London School of Economics, Peter Bauer powtarzał, że jedną z największych tragedii Czarnego Lądu jest udzielana mu pomoc zagraniczna. „Bardziej prawdopodobne jest – przestrzegał Bauer – że pomoc ta przyczyni się do zahamowania wzrostu gospodarczego niż do jego uruchomienia”. Mimo to biały człowiek uznał, że pomaganie Afryce jest jego obowiązkiem. Uspokaja w ten sposób swe sumienie, pogrążając z każdym wydanym dolarem, funtem czy euro kontynent w coraz większej biedzie.
Termin: pomoc zagraniczna implikuje przeświadczenie o tym, że z kasy bogatych krajów Zachodu transferowane są pieniądze do kasy biednych krajów Afryki, dzięki czemu dojdzie w tych ostatnich do poprawy sytuacji gospodarczej. Gdyby tak było, pomoc ta z czasem by malała. W rzeczywistości wraz ze wzrostem pomocy, dziura w worku potrzeb jest coraz większa. W praktyce bowiem, pomoc ta nie trafia do jej adresatów, czyli biednych ludzi Afryki, lecz raczej do kieszeni prezydentów, premierów i innych kacyków znajdujących się u władzy. Nie dość, że duża część pieniędzy znika w czeluściach wystawnych pałaców rządowych czy na prywatnych kontach w bankach w bankach szwajcarskich, to na dodatek, korumpuje ona tych, którzy lokalnej władzy służą. W najlepszym przypadku buduje się za nią infrastrukturę państwową np. lotniska czy autostrady, służące garstce wybrańców. Przy okazji, instytucje przekazujące pomoc, takie jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy stają się w obdarowywanych krajach ośrodkami władzy, wspierającymi ofiarodawców lub związane z nimi grupy interesów. Jeśli nawet intencje tych instytucji są szlachetne, ich wiedza szczegółowa na temat problemów lokalnych jest znikoma i opiera się na kontaktach z przedstawicielami władzy.
Obszar afrykańskiej nędzy poszerza się.

Szlachetni hipokryci

I oto po raz kolejny, szlachetni przywódcy G8 – Bush, Blair, Schroeder i inni – pod wpływem równie szlachetnego Boba Geldofa, inicjatora koncertów „pomocowych” – wpadli na kolejny szlachetny pomysł – darują Afryce długi, czyli kredyt stanie się darowizną. Oni wszyscy poczują się lepiej; Geldoff zostanie pewnie posłem do parlamentu, a popularność Busha czy Blaira w środowisku kolorowych imigrantów wzrośnie do rekordowych poziomów. Ponieważ jednak większość długów udzielana jest przez konkretne i prywatne banki, ktoś im będzie musiał tę stratę zrekompensować. Jak wiadomo, gwarantem pożyczek dla Trzeciego Świata są rządy Zachodu, za które rachunek płaci podatnik. Niezbyt zamożny mechanik brytyjski, kierowca z Dakoty, włoski rybak czy nauczycielka z Irlandii zapłacą bogatym bankom za ich beztroskę, brak nadzoru czy rozrzutność w wydawaniu publicznych pieniędzy. To nie jest fair, stąd każdym kolejnym wyborom towarzyszą coraz głośniejsze protesty wobec pomocy udzielanej biednym krajom. Tym bardziej, że podatnik holenderski, brytyjski czy niemiecki dowiaduje się z mediów, że oto kolejny dyktator afrykański, salwując się ucieczką przeciwko rebeliantom, wywozi ze swego kraju wielusetmilionowe fortuny, a jego następcy wprowadzają się do pałaców i luksusowych rezydencji. Nawet ignoranci wiedzą, ze powstały one z pieniędzy pomocowych.
Jakim prawem – pyta się Russel Greenwood, urzędnik jednej z brytyjskich firm medycznych – zmusza się mnie do utrzymywania z mojej pensji afrykańskich kacyków?
Takie głosy rodzą ksenofobię, a ksenofobia to dalsza izolacja Afryki. Towarzyszą jej akcje protestacyjne związków zawodowych, domagających się ochrony rynku rolnego krajów Unii przed zalewem tanich produktów z Afryki.
Hipokryzja białych i bogatych jest przerażająca. Francja, Niemcy czy nawet Stany Zjednoczone, równocześnie z udzielaną pomocą, utrudniają Afryce wejście na swe własne rynki. Wbrew umowom, najpierw GATT a potem WTO, towary afrykańskie, głównie żywność, która jest podstawowym produktem eksportowym kontynentu, podlegają kwotom importowym, obłożone są wysokimi cłami i innymi utrudnieniami handlowymi. Tunezja nie może sprzedawać do Unii taniej oliwy z oliwek, chyba że za pośrednictwem wybranych firm, przeważnie włoskich. Dostęp tanich afrykańskich bananów do Unii Europejskiej blokowany jest przez firmy hiszpańskie i portugalskie. Nawet Kenia, Zambia czy Tanzania – kraje członkowskie Wspólnoty Brytyjskiej – mają problemy ze zbytem swoich płodów rolnych w Wielkiej Brytanii. Tej restrykcyjnej polityce eksportowej towarzyszą ograniczenia w dostępie do kapitału, który jest inwestowany głównie poprzez kanały polityczne, zapewniające ochronę monopolu inwestora. Przykładowo, bogate w żyzne pola uprawne Kongo, importuje jaja, kurczęta i soję z Europy i to niemal wyłącznie przez kilka firm belgijskich. Importerzy, dzięki układom w ośrodkach władzy, cieszą się ochroną ze strony rządu, który skutecznie utrudnia stworzenie im konkurencji na terenie Kongo. Jest to co prawda winą samych Kongijczyków, którzy sami wybrali ten rząd, ale w tym miejscu wracamy do korzeni, czyli pomocy międzynarodowej, uzależnionej bardzo często od czynienia faworów wybranym grupom interesów.

Prawdziwa pomoc

Inicjatorzy pomocy gospodarczej dla Afryki zamierzają obdarować Czarny Ląd w ciągu najbliższych 7 lat sumą 25 mld dol. Ekonomista amerykański, Walter Williams szacuje, że samo zniesienie utrudnień celnych i otwarcie rynków dla produktów afrykańskich przyniosłoby Afryce pięciokrotnie więcej. W ten sposób Afrykanie sami zapracowaliby na swój lepszy los. Tym bardziej, że pomoc zagraniczna, jeśli nawet trafia do właściwych adresatów, rzadko kiedy działa motywująco; raczej odbiera inicjatywę i demoralizuje. Thomas Sowell, ekonomista ze Stanford University, autor głośnej „Ekonomii dla każdego” podaje przykład wzięcia pod skrzydła przez Amerykanów, mieszkańców Mikronezji. „W rejon ten wpompowano tyle pieniędzy, że wielu Mikronezyjczyków postanowiło zaniechać działalności gospodarczej, z jakiej utrzymywali się niegdyś, to jest rybołówstwa i uprawy ziemi. (…) Nie ma pewności, czy gdyby Amerykanie zdecydowali się kiedyś pomoc dla Mikronezji zakończyć, to miejscowa ludność byłaby w stanie odtworzyć swoje dawne umiejętności i utrzymać się na własną rękę.”
W czasie wspomnianego koncertu Live 8 pokazano kilka reportaży świadczących o tym, że pomoc jednak odniosła sukces. Problem w tym, że filmów o przykładach pomocy, która zakończyła się fiaskiem, nie pokazano. Nie ujawniono też, ile taka pomoc kosztuje i czy nie byłoby mimo wszystko taniej, pozwolić Afryce stanąć na nogi samej. Wstrzymanie pomocy i ułatwienie dostępu do światowych rynków eksportowych i kapitału nie tylko wyrwałoby Afrykę z nędzy, dałoby jej także siłę do zerwania z zależnością kolonialną i możliwość włączenia się w światowy system podziału pracy. I to jest prawdziwa pomoc!

Jan M. Fijor
„różne” 2005-07-11

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Psychopath pisze:

    Zgadzam sięz Panem całkowicie. W ostatnim czasie trafiłem na kilka forów dotyczących sytuacji w somalii -> m.in. http://anti-state.com/forum/index.php?board=23 … obraz jest jasny- ludzie otrzymujący pomoc uzależniają się od niej, tracąc naturalne umiejętności. Ale Nie fakty są dla większości są ważne. Ważna jest „sprawiedliwość społeczna”

  2. moshe zweigenbaum pisze:

    zgadzam się z powyższym alepragnę podkreślić że słyszałem jak schreder mówił o otwieraniu rynku

  3. 1789 pisze:

    Prawdziwy konserwatwysta najchętniej by zapomniał o niewolnictwie, podbojach, kolonializmie, rasizmie, dyskryminacji, pracach przymusowych, wojnach z tubylcami i terrorze na pokonanych.

    w Kongu Belgijskim od 1885 do 1960 zginęło na skutek kolonializmu 8 milionów ludzi – to efekt karnych ekspedycji, terroru, głodu i chorób.

    Kraje afrykańskie od samego początku borykały się z wieloma problemami przede wszystkim rozbiciem etnicznym i plemiennym. Państwa powstałe w latach 60-tych były tworami słabymi i mocno podzielonymi co prowadziło do puczów, wojen, separatyzmów podsycanych przez zainteresowane strony. Zimna wojna tylko poglębiła chaos i zahamowała rozwój. Neoliberalizm obecnie wykańcza te kraje całkowicie. Afryka dla silnych i bogatych służy wyłacznie jako niewyczerpany rezerwuar surowców naturalnych, źródło taniej siły roboczej i rynek zbytu…

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Skad ten neoliberalizm w Afryce? Co pan rozumie pod „neo”? Doradzam lekture Thomasa Sowella Ekonomia dla kazdego i Ekonomia stosowna. Sowell jest Murzynem. Uklony Jan M Fijor

  5. 1789 pisze:

    Neoliberalizm czyli neoliberalna globalizacja. Afryka niestety jest najmniej odporna na tą anglosaską zarazę zwaną niekiedy „konsensem waszyngtońskim”. Ten konsens doprowadził do załamania ekonomicznego w Ameryce Łacińskiej z końcem lat 90-tych a jego główni orędownicy to m.in. skompromitowani prezydenci Fujimori w Peru i Menem w Argentynie.
    Najwięcej na działaniu tej doktryny korzytają ponadnarodowe korporacje i bogate wąskie elity natomiast najwięcej tracą zwykli, przeciętni ludzie – w Afryce to oznacza nędzę i głód. Bezwzględna grabież bogactw naturalnych w latach 90-tych na kontynecie afrykańskim przybrała w niektórych miejscach postać wojen domowych tak było w Liberii, Sierra Leone i Kongu-Kinszasa (dawny Zair)
    Znów jak kiedyś czarni walczyli z czarnymi a biały nabijał sobie kieszeń…Afryka świetny rejon do robienia interesów.
    Od 2003 świetnym miejscem do robienia interesów stał się okupowany przez USA i Wlk. Brytanię Irak.
    Irak po obaleniu Saddama to kraj totalnej wolności ekonomicznej w którym grupa cwaniaków do tej pory ukradła 20 mld $ z 23 mld $ przeznaczonych na odbudowę tego kraju…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *