Nie jest źle

chat-dymki
10

Blisko jedna trzecia kandydatów na urzędy publiczne z PO, PiS a nawet LPR, to ludzie którzy niegdyś sympatyzowali z UPR. Stracili nadzieję i poszli w oportunizm. Liberalizm, mimo pozorów aktywności, traci od lat na znaczeniu i popularności. Czy Polska naprawdę odchodzi od – z takim trudem wywalczonej – wolności?

Zmęczenie materiału

W szeregach jedynej prorynkowej partii polskiej (UPR) rośnie zniecierpliwienie brakiem sukcesów. Nawet weterani, ludzie od lat oddani leseferyzmowi zmieniają barwy partyjne, przechodząc do partii dających choć złudzenie władzy. Nawet za cenę zaparcia się własnych poglądów. Za cenę kłamstwa i oportunizmu.
Zaprzyjaźnieni księgarze i wydawcy narzekają, że spada czytelnictwo pozycji literatury liberalnej i libertariańskiej, że nienajlepiej sprzedaje się sztandarowy periodyk ”Najwyższy czas”, a zainteresowanie ostatnimi „Dniami kapitalizmu” było minimalne, żeby nie powiedzieć, żadne. Z rozrzewnieniem wspomina się zapał i nadzieję towarzyszącą tworzeniu się ruchu wolnościowego w początkach lat 1990. Dawni bohaterowie są zmęczeni. Coraz częściej słyszy się z ich strony zarzuty, że „liberalizm jest niepraktyczny”; że Mises czy Rothbard to bajki dla grzecznych dzieci, bo liczy się wyłącznie siła, a tę zapewnia państwo, a nie sfrustrowani czy cyniczni biznesmeni. Zresztą gdyby nawet, to przecież sitwa, służby specjalne i lewacko zorientowane masy nie pozwolą na zmianę. Waldemar Łysiak oświadczył niedawno publicznie, że momentami ma już dość pisania w celu przekonywania przekonanych. Nie przekonanych od lat przekonać się nie udaje.
Inny popularny autor tekstów wolnościowych przyznaje, że obrzydło mu już bicie piany. Upada morale pionierów i liderów i tylko Janusz Korwin-Mikke trzyma się dzielnie, choć i jemu zapał siada.
Polska młodzież, która do niedawna była nadzieją wolnorynkowych przemian, staje w kolejce po bilety tanich linii lotniczych i to w jedną stronę. Spada ilość nowozakładanych firm. Zamykają się istniejące. Wyhamowuje tempo wzrostu gospodarczego, przyspiesza zaś fiskus, obciążając nas wyższymi stawkami VAT, czy odmawiając zwrotu tego podatku. Równocześnie rośnie tolerancja dla korupcji, byle jakości, oszustw i manipulacji. Oglądalność transmisji z posiedzeń „komisji śledczych” spadła o ponad 50 proc., zaś sympatię dla patologicznych rządów Gierka deklaruje blisko 60 proc. Polaków! Nasila się bandycki charakter związków zawodowych. Władza skapitulowała ostatnio przed górnikami, zmieniając pod ich groźbami prawo, na które łożyć będzie przez lata całe społeczeństwo.
Wzrasta ogólna niewiara w mechanizmy rynkowe, na rzecz interwencjonizmu i sprawiedliwości społecznej. Wprawdzie politycy toczą walkę o nowy, lepszy kształt podatku dochodowego, pomija się milczeniem chorobliwy system poboru podatku i kryminalizujące działalność gospodarczą nastawienie administracji podatkowej. Jeśli nawet w nadchodzących wyborach wygra PO i wprowadzony zostanie podatek liniowy na poziomie 15 proc., dokuczliwość fiskusa nie ustanie, tym bardziej, że wolumen przymusowej daniny przy niższej stopie podatkowej ma przecież wzrosnąć. Jest więc źle i nie zanosi się na rychłą poprawę.
Czy naprawdę grozi nam apatia, porównywalna do tej, jaka panuje w Niemczech czy w Skandynawii, gdzie ludzie godzą się chodzić w kieracie państwa bez słowa sprzeciwu? Czy 45 lat komuny nie nauczyły nas niczego? Co się stało z polskim duchem wolności, który wprawdzie nigdy nie pozyskał dla siebie mas, ale przecież 15 – 20 lat temu należeliśmy do wolnościowej czołówki Europy? Słowem…

czy naprawdę jest aż tak źle?

To zależy od perspektywy.
Dla każdego człowieka miłującego wolność i popierającego leseferyzm, to co powyżej napisałem, wywołać może przygnębienie, zniechęcenie, a nawet zwątpienie w paradygmat wolnego rynku. Kiedy się jednak przyjrzeć sytuacji z perspektywy ostatnich 25 lat czy doświadczeń europejskich, okazuje się, że nie jest tak źle. Że jednak Polskę, od reszty Europy, różni szereg pozytywnych tendencji. Co więcej, tendencje te mają konsekwentnie kierunek pro rynkowy. Przykładem może być chociażby wypowiedź Anny Radziwiłowicz, z Ministerstwa Edukacji Narodowej zapowiadająca wprowadzenia pełnej odpłatności za studia państwowe, co jest sygnałem niechybnego upadku edukacji państwowej; albo ustawa o zniesieniu monopolu korporacji prawniczej (adwokaci, radcowie prawni i notariusze). Co prawda, zamiana monopolu korporacyjnego na monopol państwowy poprawi niewiele, ale obcięcie przywilejów korporacji jest znamienne i wróży dalszą demonopolizację całego szeregu licencjonowanych urzędów. Optymizmem napawa utrzymanie, mimo wielu sprzeciwów, zasady nieograniczonych dochodów w odniesieniu do osób przebywających na rencie inwalidzkiej. Niespotykany gdzie indziej w Europie jest zakres szkolnictwa prywatnego, które obejmuje niemal każdy kierunek, przedmiot i rodzaj edukacji. Wprawdzie spada czytelnictwo prasy i wydawnictw liberalnych, ale jednocześnie „Wprost” czy „Gazeta Finansowa” piszą o Misesie, a książki Łysiaka, choć daleko im do anarchokapitalizmu, cieszą się statusem bestsellerów. Moim zdaniem spadek zainteresowania literaturą wolnościową jest chwilowy, tym bardziej, że na rynku ukazują się coraz trudniejsze, coraz bardziej fundamentalne prace i cieszą się zainteresowaniem.
To nie wszystko.
W Polsce nadal nie ma podatku katastralnego i zanosi się na to, że długo go nie będzie. To dla nas znaczna ulga. I wbrew pozorom nie dotyczy ona – tak jak na Zachodzie – wyłącznie przedstawicieli klasy średniej i wyższych. Jej beneficjantami są także ludzie ubodzy. Gros mieszkańców polskiej wsi, która przecież zasobna nie jest, mieszka we własny nieokatastrowanych domach.
Atutem leseferystów jest nieudolność władzy, słabe państwo, a w jego konsekwencji, duży zakres szarej strefy, której mogą nam pozazdrościć obywatele innych krajów. Pozytywnie należy też ocenić tendencję do ograniczania jej poprzez obniżanie podatku CIT i PIT. Jeśli zwycięży opcja proponowana przez PO, możemy się spodziewać podatku liniowego. Nie będzie to jednoznaczne z obniżką podatku w ogóle, ale samo obniżenie stóp podatkowych, to duży krok do przodu.
Zapowiada się zniesienie monopolu poczty, prywatyzacja PKP, PGNiG, LOT i paru innych molochów państwowych, obniżających nieprzyzwoicie koszty życia Polaków i ograniczających ich wolny wybór. Godne podkreślenia jest istnienie KRUS, ubezpieczenia finansowanego co prawda z kasy podatnika, jednakże utrzymywanie koncepcji minimalnych świadczeń socjalnych (bo tym właśnie jest KRUS) może w końcu doprowadzić do reformy ZUS. Jeśli ZUS nie skorzysta z doświadczeń (koncepcyjnych) KRUS, to wkrótce upadnie. I to też jest powód do radości. Tak jak i to, że rosnącym wpływom związków towarzyszy wzrost nastrojów antyzwiązkowych, a także zapowiedź wycofania się z obietnic udzielonych pod wpływem siły. Władza zaczyna się wstydzić swojej uległości. Co prawda, poza UPR nadal nie ma polityków, którzy zaufaliby obywatelowi i – zamiast samemu rządzić – pozostawili w jego rękach newralgiczne decyzje życiowe, w modzie zaczyna być mówienie i pisanie o wolności gospodarczej, o kosztach interwencjonizmu, o konieczności prywatyzacji, a także bankructwie państwa opiekuńczego.
Mimo lokalnych sukcesów niektórych ugrupowań ekstremalnych, ruch poprawności politycznej, walka o tolerancję i prawa mniejszości tracą na znaczeniu. Kraj jest przy tym niewielki, ziemi jest dużo i nie jest droga, klimat mamy łagodny, robociznę tanią, konkurencję w biznesie niewielką, a popyt na nowe inicjatywy duży – słowem: nie jest tak źle. A to, że liberałowie tracą nadzieję na realizację swoich marzeń, świadczy wyłącznie o spadku cierpliwości i wiary w siebie! Tylko o tym!

Jan M. Fijor
„Nczas” 2005-09-04

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Hubert Pietruszewski pisze:

    Trafne spostrzeżenia. Klimat na liberalizm jest. Działania UPR i Kolibra można porównać do zasiewania ziarna. Zaczyna ono kiełkować. Ja bardzo lubię Polaków i wiem, że to w dużej części ludzie pomysłowi, odważni i szaleni a liberalizm gospodarczy jest wręcz wymarzonym dla nich systemem.

  2. x pisze:

    I jeszcze dodajmy tania i przyzwoita
    sluzbe zdrowia (mysle o sieci prywatnych gabinetow), oraz produkty zywnosciowe najwyzszej jakosci. Ile razy mieszkajac w USA kupil Pan smietane 30% ? Orzechy laskowe w opakowaniach kilogramowych?
    Wiele ludzi spozywa zywnosc organiczna (np. z dzialek) i nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
    Chlopi sprzedaja mleko prosto od krowy,
    (ktora je trawe, a nie odpady bialkowe).
    W Stanach to by takiego Taserem i do paki, o czym Pan dobrze wie. W kazdej wiosce maja juz SWAT team, zeby sie ludziom zylo bezpieczniej.

    Unikniecie podatku katastralnego jest bardzo istotne. Nowy Londyn zaoferowal pani Kelo (i in.) ceny nizsze niz wartosc od ktorej naliczano podatek.
    Oszacowania wartosci domow i samochodow sa w duzej mierze wyssane z brudnego palca.
    Eksterminacja klasy sredniej jest najszybsza w USA i UK, choc i niepokornym leaderom sie dostaje dla przykladu (np. Marta Stewart z domu Kozyra).
    Teraz nie ma na to czasu, ale bedzie
    o czym pisac po wyborach, niezaleznie od wyniku.

    link do „Win at all costs”:
    http://www.post-gazette.com/win/

  3. Grzegorz Lepianka pisze:

    Nie całkiem zgadzam się z p. Fijorem. Źródło spodku zainteresowania konserwatywnym-liberalizmem leży po prostu w jego słabości. To nie kryzys to rezultat – powiedziałby Stefan Kisielewski.

  4. Adorin pisze:

    Do Carlita
    Jakie konkretnie słabości objawia k-l ?

  5. Grzegorz pisze:

    Czemu w Polsce tak mocna jest socjaldemokracja wszelkiej maści i konserwatywny liberalizm tak słaby? Czyżby sojalna demokracja tak bardzo do Polaków pasuje?

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Ja mysle, ze pod wzgledem nastrojow k-l jestesmy scisla czolowka swiatowa. To fakt, ze malo sie czyta literatury k-l, ale w Eiropie Zachodniej nie czyta sie jej w ogole. Mamy wiecej ludzi zorientowanych w problematyce k-l niz cala UE razem wzieta. To nie sa moje slowa, tak uwaza Hans Herman Hoppe, ktorego bestseller ujrzy swiatlo dzienne za ok. 2 miesiace. Jan M. Fijor

  7. Efgh pisze:

    Podatek katastralny od wartosci gruntów jest elementem zamieszczonego na stronie UPR programu gospodarczego. Osobiscie popieram taką konstrukcję. Tak naprawdę to nakłady poniesione przez gminę na budowe infrastruktury itp. podnoszą wartośc działek. Powstaje zatem pytanie dlaczego całe społeczeństwo w formie budżetowej dotacji do samorządów ma ponosić koszty, a Iksiński ma na tym korzystać?

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Zgadzam sie, ale nie dosc, ze nas drenuja dochpdowym i posrednimi, zeby jeszcze mieli nas raczyc katastralnym. Nawet najlepszy podatek jest lepszy od podatku, ktorego nie ma.

  9. Jan Bielicki pisze:

    Dzialajac w KoLibrze jestem zdania, ze liczy sie realizowanie programu a nie okreslona partia czy dzialacze. KoLibranci startuja w wyborach parlamentarnych w barwach: PiS, PO, LPR i PJKM i sa w awangardzie wolnosciowej tych partii.
    Moze jestem niepoprawnym optymista, ale cieszy mnie fakt, ze wszystkie partie z wyjatkiem tych najbardziej w lewo, mowia o sprzyjaniu przedsiebiorczosci. Jedne mowia o „sprzyjaniu drobnym, rodzimym przedsiebiorcom” jakby duzi byli klopotem, inni, jak PO, chca uproszczenia podatkow (odnosze wrazenie, ze kolosalna oszczednosc czasu i pieniedzy na uproszczonej ksiegowosci choc troche zrownowazy wzrost podatkow u niektorych) dla wszystkich. O koniecznosci utrzymania obecnego kursu mowia bez ogrodek tylko skrajni lewacy. Zachodzi oczywiscie ryzyko, ze nowa wladza urzadzi znane z czasow komuny „zielone swiatlo dla prywatnej inicjatywy”, ktore szybko zgasnie. Sadze, ze zadaniem wolnosciowcow jest pilnowanie politykow i patrzenie im na rece, zeby nie spoczeli na laurach.
    Pozdrawiam,
    Jan Bielicki.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    I to jest wlasnie sens i sitota naszego dzialania. Jan M. Fijor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *