Jak się robi dzieci?

chat-dymki
12

Jednym z pierwszych działań nowego rządu, jak zapisano w dokumentach PiS, będzie uruchomienie programu intensywnej polityki pronatalnej, co ma zapobiec kryzysowi Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, przed którym stoi widmo bankructwa, spowodowane spadkiem liczby urodzin.

Przy istniejącym modelu fundowania emerytur, pokolenia pracujące dzisiaj, opłacają fundusz emerytalny tym, którzy łożyli nań wczoraj. A ponieważ wyż demograficzny – to jest urodzeni w latach 1945 – 1960 – zbliża się do wieku emerytalnego, potrzebna będzie liczna armia młodych, którzy go będą w stanie utrzymać. PiS chce cel ten osiągnąć poprzez polityką aktywnego wspierania rodziny: zasiłki z tytułu urodzenia dziecka, urlopy macierzyńskie, nowe przedszkola, żłobki oraz podobne działania budżetowe,
dopingujące ludzi do posiadania dzieci.
Nie trzeba być demografem, ekonomistą czy statystykiem (aktuariuszem), żeby wiedzieć, iż najwięcej dzieci rodzi się w rodzinach najuboższych. Co więcej, dobra sytuacja bytowa rodziny – przynajmniej w XX i XXI wieku, w Europie – prowadzi raczej do spadku urodzeń. Najbardziej zamożne społeczeństwa: Niemcy, Duńczycy, Norwegowie mają poważne problemy z przyrostem naturalnym i gdyby nie cudzoziemcy i gastarbeiterzy, już dawno zaczęłyby wymierać. Podniesienie stopy życiowej w Rosji spowodowało dalszy, głęboki spadek liczby posiadanych dzieci. Liczba ludności Stanów Zjednoczonych, jednego z najbardziej energicznych – pod względem prokreacyjnym – społeczeństw świata rozwiniętego rośnie głównie w sektorze murzyńskim i latynoskim, a jak wiadomo, obydwa one należą do najuboższych pod względem materialnym.
Obawiam się, że Polacy nie są tu wyjątkiem i wkrótce się przekonamy, że pronatalna polityka nowego rządu nie tylko nie zwiększy populacji kraju, ale wręcz doprowadzi do jej spadku. Jedyną korzyść odniosą politycy czuwający nad programem rozrodczym narodu, ale ci radzą sobie dobrze bez względu na program czy wielkość populacji. Jeśli więc chcemy mieć więcej dzieci, to raczej powinniśmy zubożyć rodziny, a nie podnosić ich stopy życiowej. Bogatsi rodzice wręcz nie chcą mieć dzieci. Brzmi to zapewne absurdalnie, ale tak właśnie jest.

Od czego to zależy?

Czy istnieje związek między sytuacją bytową rodziny, a jej dzietnością? Tak, ale opiera się on na innych założeniach, niż wymyślili politycy PiS.
Żeby to zrozumieć, trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego ludzie mają dużo dzieci? Czy tylko dlatego, że nie stać ich na wykarmienie potomstwa? Że są słabo wykształceni i nie widzą związku między seksem a poczęciem? A może z przyczyn religijnych? Czy może dlatego, że nie stać ich na środki antykoncepcyjne? Po części pewnie z powodu każdej z tych przyczyn, jednakże głównym motywem, dla którego mają dużo dzieci jest ich własny, racjonalny wybór. Ludzie chcą mieć dużo dzieci ze względów ekonomicznych. Dzieci są dla nich gwarancją przeżycia; stanowią dla rodziców majątek, inwestycję, która pomoże im przetrwać. Raz, że można je dość wcześnie posłać do pracy, dwa, że są zabezpieczeniem na stare lata, kiedy „starzy” są już zniedołężniali.
Ludzie więc posiadają dzieci wtedy, gdy im się to opłaca (w sensie nie tylko materialnym). I nie posiadają ich, wtedy gdy im się to nie opłaca.
Ta naturalna prawidłowość odnosi się zarówno w odniesieniu do biednych, jak i bogatszych. Bez względu na szerokość geograficzną, istniejący system polityczny, rasę, kolor skóry, religię etc.
W bogatej Danii czy Niemczech ludzie nie chcą mieć dzieci, bo im się to nie opłaca. W biednym Jemenie czy Bangladesz chcą mieć dzieci, bo im się to opłaca. Duńczyk, którego na stare lata utrzymuje socjal, nie potrzebuje dzieci. Jemeńczyk, którego synowie i córki potrafią żebrać już w wieku 3-4 lat, potrzebuje ich. Co więcej, Duńczykom dzieci nie tylko nie są potrzebne, oni ich wręcz nie chcą, bo w istniejącym w Danii systemie politycznym, dzieci są z jednej strony obowiązkiem, z drugiej zaś nie czują wdzięczności za to, że zostały wychowane przez rodziców biologicznych, uważając raczej, że wychowało je państwo opiekuńcze. Brak wdzięczności dzieci, to brak ich więzi z rodzicami.

Co więc robić?

System społeczno – polityczny gwarantujący bezpieczeństwo socjalne zerwał naturalne nici interesu między rodzicami i dziećmi, doprowadzając do spadku urodzin. I to trzeba zmienić! Jak? Zostawić ludzi samych sobie. Zlikwidować zasiłki socjalne, zmusić ludzi, żeby wzięli życie w swoje własne ręce, przywrócić naturalny związek między rodzicami a dziećmi. W takich Chinach, gdzie prawie nie ma emerytur państwowych, rozrodczość ludzką trzeba poskramiać.
Z chwilą gdy dzieci staną się gwarantem bytu rodziców – a jednocześnie czuć będą, że to ich własny rodzic (a nie abstrakcyjny urzędnik socjalu) je wychował, wykarmił, wykształcił – same zechcą tych pierwszych utrzymać, a jeśli z jakiegoś powodu tego nie uczynią, spotkają się z potępieniem ze strony społeczeństwa.
Ten sposób ma taki plus, że wraz z jego wprowadzenie zniknie problem niewypłacalności ZUS. Emerytury państwowe będą bowiem zbędne, jako że ludzie – chociażby, dzięki zatrzymaniu we własnej kieszeni składek ZUS – sami zadbają o swoją przyszłość. Pomoże im w tym liczne potomstwo płodzone z chęcią i z rozkoszą, służące silnej, licznej rodzinie, stanowiącej fundament silnych społeczeństw.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2005-10-10

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Piotr Rafałowski pisze:

    „W takich Chinach,(…) rozrodczość ludzką trzeba poskramiać.” – zdanie niegodne wolnościowca

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Ale fakt!

  3. Jerzy Chrzanowski pisze:

    Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ilekroć ktoś (AWS, PiS itp.) uruchamia politykę pronatalną, to czuję się, jkaby mi ktoś dał w pysk. Czy my jesteśmy bydłem zarodowym? „Róbcie dzieci, bo ZUS zbankrutuje (nie będzie z kogo zdzierać składek)” – żenujące… A najlepszą polityką prorodzinną jest polityka niskich podatków. Pozdrawiam,

  4. radek pisze:

    „Liczba ludności Stanów Zjednoczonych, rośnie głównie w sektorze murzyńskim i latynoskim”
    hmm, znam duzo chrzescijanskich rodzin w USA (nie murzyni i nie latynosi) w wiekoszsc z nich ma minimum 5 dzieci a i nie sa to biedne rodziny, i czesc z nich posyla dzieci do dobrych szkol a reszta prowadzi edukacje domowa

  5. Paweł Chojecki pisze:

    Może jestem za głupi, by to zrozumieć, ale widzę sprzeczność pomiędzy tymi stwierdzeniami:

    „Jeśli więc chcemy mieć więcej dzieci, to raczej powinniśmy zubożyć rodziny, a nie podnosić ich stopy życiowej.” Bogatsi rodzice wręcz nie chcą mieć dzieci. Brzmi to zapewne absurdalnie, ale tak właśnie jest.”

    „Emerytury państwowe będą bowiem zbędne, jako że ludzie – chociażby, dzięki zatrzymaniu we własnej kieszeni składek ZUS – sami zadbają o swoją przyszłość.”

    Przecież w wyniku słusznego skąd inąd postulatu Autora o zniesienie ZUS, ludzie będą bogatsi…

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Ale za to zbedne beda programy pronatalne.

  7. upierdliwy pisze:

    Jak rozniez panie janeczku, zbedni beda nikodemowo-dyzmowi publicysci piszacy wyssane z palca teorie pod publiczke.

  8. Jaheniek pisze:

    Pod rozwagę naga prawda – Matkę, co wychowała dziesięcioro dzieci, dzisiaj, nie może utrzymać pięcioro. I właśnie teraz o tym należy mówić częściej.

  9. gaia pisze:

    Panie Fijor, jest Pan satyrykiem? Jeśli tak, to zapewne stać Pana na lżejszy dowcip.

  10. Waler pisze:

    Lubię się ruchać to jest dla mnie przyjemnosć kocham dziwki itp. dobrze że są kondony bo bym miał z 111000000 dzieci:P

  11. Jan M. Fijor pisze:

    Tylko pozazdroscic! jmf

  12. arturek pisze:

    ciekawy artykuł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *