Koniec epoki?

chat-dymki
1

Po dwóch latach starannych analiz, w południe, 24 października b.r. prezydent George W. Bush obwieścił światu jedną z najważniejszych decyzji w swej karierze. Nowym prezesem Federal Reserve Board został dotychczasowy szef jego zespołu doradców ekonomicznych, jeden z najbardziej wpływowych ludzi Ameryki, Ben S. Bernanke.

Wybór wydaje się być trafiony! Od prawie pół roku giełda nowojorska nie była tak ożywiona. Pozytywne reakcje napłynęły z Tokio, Londynu i Frankfurtu, z nominacji zadowoleni są nawet przeciwnicy prezydenta Busha. Czy to wystarczy do uratowania dolara i poruszenia gospodarki? Czy następca Alana Greenspana okaże się równie skuteczny, co Maestro?

Na wieść o nominacji Boba S. Bernanke na szefa Federal Reserve Board (Fed), rynek zareagował entuzjastycznie. Złośliwi twierdzą, że reakcja giełdy podyktowana była raczej zapowiedzią kontynuacji drogi rozpoczętej 18 lat temu przez legendarnego Alana Greenspana, niż zaletami nowego szefa amerykańskiego banku centralnego. Zresztą Bob Bernanke dobrze wiedział, czego Wall Street od niego oczekuje i dlatego w swoim pierwszym wystąpieniu zapewnił, że „zrobi wszystko, by ciągłość ery Greenspana utrzymać”. Nie będzie to łatwe. Za rządów Maestro, jak określano Greenspana, poprzeczka – mimo wszystkich potknięć – została ustawiona wysoko. Amerykańska gospodarka przeżyła najdłuższy w pokojowych dziejach tego kraju okres prosperity (1991 – 2001) i tylko dwie, dość łagodne recesje (1990/91 i 2001). Talentowi Greenspana zawdzięczać należy stosunkowo łagodne wyjście z dwóch poważnych kryzysów wewnętrznych, jednego zapoczątkowanego gwałtowną bessą w październiku 1987 roku, kiedy indeks Dow Jones Industrial, w ciągu zaledwie tygodnia, stracił ponad 25 proc. swojej wartości) i znacznie groźniejszego, 14 lat później, kiedy wartość kapitalizacyjna amerykańskiego rynku papierów wartościowych spadła o blisko 60 proc. Majstersztykiem odchodzącego przewodniczącego Fed był też bez wątpienia rozprawienie się z kryzysem meksykańskim w 1995, i w dwa lata później, z gwałtownym załamaniem się gospodarek azjatyckich. Nie łatwo będzie mu dorównać.

Zgoda na kontynuację linii Greenspana jest dla obserwatorów gospodarczych swego rodzaju zaskoczeniem. Obu panów, Greenspana i Bernanke dzieli fundamentalne podejście do polityki monetarnej. O ile Wielki Alan przez całe swoje życie deklarował wrogość wobec inflacji, będąc w konsekwencji przeciwnikiem ustanawiania jakiegokolwiek celu inflacyjnego, o tyle Bernanke dopatruje się w niej antidotum na trudności gospodarcze i kryzys. Jest pod tym względem podręcznikowym keynesistą. Różnica filozofii monetarnej ma swoje źródła wręcz genetyczne; Greenspan, który przez większość swego dorosłego życia był zwolennikiem przywrócenia standardu złota, to uczeń i duchowy spadkobierca szkoły obiektywistycznej, ustanowionej przez wielką amerykańską myślicielkę liberalną, Ayn Rand; Bernanke to adept socliberalnego, nastawionego antyrynkowo, żeby nie powiedzieć socjalistycznego, establishmentu harvardzkiego. Ten, wybitny skądinąd, absolwent Harvard University, z 1975 roku, a już cztery lata później doktor innej socliberalnej uczelni Bostonu, Massachusetts Institute of Technology, człowiek pracowity i erudyta, jest zdania, że „ekonomia sama w sobie to nauka tak trudną”, iż pozbawienie jej ingerencji człowieka (w domyśle: banku centralnego) grozić może katastrofą. Mimo iż Alan Greenspan przez blisko 20 lat trząsł finansami świata, nigdy by sobie na taką zarozumiałość nie pozwolił. I chociaż ten ostatni nie ustrzegł się zarzutu dyspozycyjności wobec prezydentów, którym (aż czterem!) przecież lojalnie służył, pozostał wierny rynkowi i wolności gospodarowania, uważając je za najskuteczniejsze lekarstwo na recesje i kryzysy. W okresie prezydentury Ronalda Reagana, czyniono mu z powodu tej konsekwencji zarzut, oskarżając, że nie dość energicznie „ożywia” gospodarkę, życie jednak pokazało że miał rację, co podkreślił prezydent Ronald Reagan, mianując Greenspana na druga kadencję „za wierność pryncypiom rynku i wolności”.

Wprawdzie Bernanke był od dwóch lat wymieniany w gronie najbardziej prawdopodobnych nominatów, w miarę narastania deficytu budżetowego, presji inflacyjnej, a zwłaszcza coraz bardziej powściągliwej polityki monetarnej Mistrza, gwiazda mianowanego właśnie Następcy jaśniała. Jest to bez wątpienia dla prezydenta George’a W. Busha kandydat wymarzony, o czym świadczy chociażby mianowanie go w czerwcu tego roku, na szefa prezydenckiego teamu doradców ekonomicznych. Przy całym uznaniu dla odchodzącego przewodniczącego, Greenspan ma już przecież „osiemdziesiątkę”. George W. Bush, liczy że jednak łatwiej będzie mu się porozumieć z, młodszym od siebie o siedem lat, Bernanke. Chodzi nie tylko o wiek, znaczenie ma także bardziej dynamiczny (czytaj: mniej pryncypialny) sposób patrzenia na gospodarkę. Biały Dom liczy na to, że dzięki temu, Bernanke będzie wobec deficytu budżetowego bardziej tolerancyjny i spolegliwy. Niewątpliwą zaletą „młodego cara” jest łaskawsze spojrzenie na inflację, której Bernanke nie dostrzega, oraz na politykę podatkową George’a W. Busha, którą Bernanke popiera. Tymczasem, Alan Greenspan od ponad roku przestrzega przed niekontrolowanym wybuchem inflacji, a poza tym nawet nie ukrywa swojej rezerwy wobec cięć podatkowych. Czy duet Bush – Bernanke uchroni Amerykę od przepowiadanej coraz głośniej inflacji, a nawet recesji? Zobaczymy już nie długo. Silnym atutem obu panów B. jest duża zgodność pragnień i poglądów. Osaczony politycznie przez wrogów wojny irackiej, Bush, i spragniony sukcesu Bernanke, zrobią wszystko, aby ich sympatycznie kojarzono. Kiedyś taki duet stanowili: Reagan i Greenspan, ale kiedyś to były inne czasy.

Jan M. Fijor
„Wprost” 2005-11-01

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Wolski pisze:

    Sama funkcja prezesa FRS jest wplywowa. Natomiast osoba ktora ja sprawuje nie. Greenspan wczesniej byl zwolennikiem oparcia $ na zlocie, tak jak Reagan. Zmienili zdanie gdy stali sie urzednikami panstwowymi(skad my to znamy). Budget Reagana podwoil sie, deficyt takze. Greenspan z kolei podwoil podatek na emerytury (social security). Zadaniem prezesa jest walka z inflacja-wieksza inflacja, trudo popadac w zachwyt. Definicja gieldy to-iluzja dobrobytu.Ile wart bedzie $ za 30-lat?, co zyskujemy ubezpieczajac sie na przyszlosc placac dzisiejsza cena?.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *