Kwestia zbedności

chat-dymki
34

Nowa pani minister finansów, Teresa Lubińska wyznała w wywiadzie dla Financial Times (5 listopada 2005), że hipermarkety „są przykładem swego rodzaju nieproduktywnej inwestycji, która nie jest Polsce potrzebna”. Jest mi wstyd za panią minister, bo w końcu taka ignorancja idzie w świat.

Za podobne stwierdzenie, student I roku ekonomii nie otrzymałby zaliczenia. Z elementarza ekonomii wiadomo bowiem, że jeśli hipermarkety istnieją, jeśli powstały z kapitału prywatnego, jeśli chodzą do nich ludzie, wydają tam swoje ciężko zarobione pieniądze, i to wydają w sposób dobrowolny, mając do wyboru szereg innych alternatyw (małe sklepiki osiedlowe, magazyny, hurtownie, sprzedaż wysyłkową, Internet, bezpośrednią etc.) to znaczy, że hipermarkety mają głęboki sens ekonomiczny! Chyba, że znajdują się one na granicy upadłości, ale w takiej sytuacji rozważanie sensu czy bezsensu ich istnienia jest bezsensem. Same upadną! Z informacji prasowych (Rzeczpospolitej z 2 listopada) wynika jednak, że hipermarkety nie tylko mają się dobrze, ale wręcz „grozi” nam kolejna fala budowy nowych centrów handlowych na skalę dotychczas niespotykaną.

Albo albo

Załóżmy jednak, że pani minister ma rację, innymi słowy, że decyzje poszczególnych konsumentów pani minister nie przekonują. Uważa ona bowiem, że o ile jako wyborcy Polacy głosujący na PiS podjęli właściwą decyzję, o tyle głosując na hipermarkety w roli konsumentów sobie nie radzą, czyli wybierają nie te sklepy, które są z ekonomicznego punktu widzenia dla gospodarki najkorzystniejsze. W takiej sytuacji, pani minister także powinna sięgnąć do fundamentów ekonomii, z których wynika, że żyjemy w świecie ciągłych niedoborów, w którym ponadto każde dobro może zostać wykorzystane alternatywnie. Gdyby wszystkiego było w bród, bralibyśmy sobie dowolną ilość nie bacząc na innych. Tak się np. dzieje z powietrzem i dlatego powietrze nie kosztuje. Za wszystko inne trzeba płacić. Kto nie zapłaci, ten nie otrzyma. Taki jest wolnorynkowy mechanizm dystrybucji zasobów, których nam brakuje. Jego alternatywą są kartki, sklepy za żółtymi firankami, czarny rynek, ewentualnie losowanie komu dane dobro ma przypaść w udziale. Wszystkie one, jak dowiodło chociażby 45 lat prl, są gorsze od mechanizmu rynkowego.
Skoro wszystkiego – surowców, czasu, energii, pracy ludzkiej – brakuje czyli jest ich za mało, to dla dobra społecznego musimy szczególnie uważać na to, co z tymi – znajdującymi się w niedoborze – zasobami uczynimy. Musimy bowiem wiedzieć, że mleko zużyte do produkcji kefiru nie może być wykorzystane do produkcji lodów, i odwrotnie. Drewno przerobione na meble nie może być surowcem do produkcji skrzypiec, i odwrotnie. Pomyłka, na przykład, wyprodukowanie zbyt dużej ilości kefiru, a zbyt małej lodów, może doprowadzić ich producentów do bankructwa. Stratę poniesie również społeczeństwo, które nie otrzyma tego, czego by chciało najbardziej.
Jak już wspomniałem, mechanizmem ustalającym sposób wykorzystania zasobów na wolnym rynku są ceny. W oparciu o nie zasoby wędrują z miejsca w którym wykorzystywane są gorzej do miejsca, w którym wykorzystuje się je w sposób najlepszy. Innymi słowy, producent, który za mleko zapłaci najwięcej (co oznacza, że wyżej od innych je sobie ceni), zabierze surowiec producentom lodów czy jogurtu, którzy cenią go sobie mniej. Ze społecznego punktu widzenia znaczy to, że z mleka powstanie produkt, którego konsumenci potrzebują najbardziej. A skoro tak, zapłacą zań wystarczająco dużo, by pokryć wyższą cenę surowca.
Może się jednak zdarzyć, ludzie są tylko ludźmi, że producent, który za mleko zapłacił najwięcej przeliczy się. W takiej sytuacji poniesie stratę. Jeśli podobny błąd popełni zbyt często, zbankrutuje. Bankructwo jest w tym przypadku sygnałem ze strony rynku czyli społeczeństwa, że nie życzy ono sobie takiego rozrzutnego (marnotrawnego) producenta. Bankructwo jest reakcją odrzucającą na marnowanie zasobów, których mamy za mało. To bardzo pożyteczne zjawisko. Społeczeństwo chce popierać tylko takich producentów, którzy zasobami gospodarują należycie. Poparcie to przejawia się – jak to pisał Ludwig von Mises – w nieustannym głosowaniu nań przy użyciu własnych pieniędzy. Jeśli ja kupuję buty firmy X, a nie Y, to znaczy, że moim zdaniem firma X robi lepsze buty niż firma Y, lub że robi je taniej, a najczęściej że wartość wyprodukowanych przez nią butów w przeliczeniu na jednostkę ceny jest najwyższa. Całkowity popyt na buty firmy X lub Y jest wypadkową decyzji jednostkowych wielu ludzi.

Podobnie jest ze sklepami

Jeśli, mając do wyboru setkę sklepów, wybieram Besco a nie Desco, to znaczy, że wyżej cenię sobie Besco, a cenię je sobie wyżej z powodu: lepszej obsługi, wygody, ceny, smaku czy innych czynników wpływających na wartość oferowanych usług i towarów. Co więcej, żeby zasłużyć na moją preferencję Besco musi się o to postarać. Staranie to polega na lepszym od innych dysponowaniu zasobami. Nie dość, że w ten sposób konsumenci Besco są bardziej zadowoleni, to na dodatek Besco lepiej gospodaruje zasobami znajdującymi się w niedoborze. Jest to ważne ze społecznego (właśnie ekonomicznego punktu widzenia).
Ekonomia – przypomnę pani minister – to nauka o sposobach dysponowania zasobami. Uczy ona m.in. ze decyzje wolnych konkurentów na wolnym rynku dowodzą optymalnego wykorzystania zasobów. Wszelkie próby ingerencji politycznej, bo do tego sprowadza się wypowiedź pani Lubińskiej, to zakwestionowanie decyzji rynku, sprowadzające się zwykle do psucia gospodarki.
Politycy, np. w imię ochrony małego handlu, niszczą supermarkety, wskutek czego społeczeństwo musi za towar płacić więcej i kupować go tam, gdzie produkowany (sprzedawany) jest gorzej, drożej i mniej wygodnie. Gdyby było inaczej, ludzie poszliby tam bez interwencji politycznej, która de facto sprowadza się do przymusowego transferu pieniędzy od producentów czy sklepów preferowanych przez rynek, do tych, których z jakichś tajemniczych względów preferuje pani minister Lubińska. Zamiast, żeby ludzie wydali pieniądze tam, gdzie sami chcą, politycy zmuszą ich do wydania gdzie indziej. W ten sposób pani minister spowoduje, że jej faworyci zarobią więcej kosztem tych, których woli społeczeństwo. Stąd już tylko krok do korupcji, z którą partia pani Lubińskiej tak zażarcie chce walczyć.
A swoją drogą, wypowiedzią n.t. zbędności hipermarketów pani minister finansów dowiodła raczej własnej zbędności. Prędzej czy później wszyscy to zrozumieją.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2005-11-09

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Gwarek pisze:

    Niby ma Pan teoretycznie racje. Ale jednak supermarkety nie tworza tylu miejsc pracy ile straci rynek naokolo przy tworzonych marketach. Uwazam jednak ze przy obecnych spolecznych tendencjach – markety musza powstawac, sam kupuje w sredniej wielkosci typu Lidl. Ale uwazam , ze błąd systemowy powstał przy pozwalaniu wchodzeniu ich na rynek polski. Na Litwie – rynek był za mały dla duzych sieci i… weszly one do Polski, a Litwa miała czas na stworzenie swoich własnych sieci (dużo bardziej przyjazne klientowi, z lodowiskami etc). Wiem, ze przemiawia przeze mnie teraz nacjonalizm (trudno).
    Jest inny minus supermarketów: producenci mniejsi maja czesto przystawiany nóż do gardła (wiem, że to ich wina, że są za słabi…) ale przy tworzacych się supermarketach i czesto kurczonym sie rynku mają trudności ze sprzedaniem swoich towarów.
    Nie ma stanów idealnych. Pozdrawiam

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Ten wariant ju cwiczylismy w prl; przy pracy wymagajacej 2 ludzi zatrudnionych bylo 20. Jesli sobie male sklepy nie radza (co nie jest prawda, bo wciaz rosnie ich udzial w handlu ogolem), to niech sie zajma czyms pozyteczniejszym. Chce pan kupwoac dsrogo, niech pan kupuje, ale ja chce tanio. Za roznice miedzy cena w malym sklepie i w supermarkecie moge subie kupic ksiazke albo buty; zarabia wydawca i szewc. JMF

  3. chrisko pisze:

    To co pisze Gwarek już było. Nazywało się luddyzm. To ci wszyscy przeciwnicy maszyn i nowoczesności.

  4. Jan Bielicki pisze:

    Jeśli się ingeruje w gospodarkę ograniczając działalność „wielkich” na rzecz „dużych”, to wprowadzenie totalizmu regulującego każdą sferę życia (jesteśmy już blisko) pozostaje tylko kwestią czasu. Nie można być trochę wolnym. Albo ma się wolność – głosu, słowa, wyboru, wydawania własnych pieniędzy, pracy – albo jest się niewolnikiem.

    Jeśli p. Lubińska miała coś mówić o ograniczeniach, lepiej by powiedziała o preferencyjnych i jednolitych warunkach dla wszystkich firm zatrudniających poniżej 10 mln pracowników i o obrocie poniżej 1 kwadryliona złotych (wg kursu z dn. 10 XI 2005) rocznie ;-).

  5. Psycho pisze:

    co do artykułu 100 procent racji. A pani minister tak mówi , gdyż ją obchodzi na czym PAŃSTWO korzysta, ludzie jej nie obchodzą.A Hipermarkety obrywają , bo się rozliczają w bardziej przyjaznym środowisku podatkowym (czytaj: nie u nas). Cóż nie ma ciągle w świadomości pracodawców faktu że państwa też konkurują na ryknu ekonomicznym. Te przyjazne mają klientów, a inne tylko tych których siłą zatrzymają. Luddyzm, co empirycznie udowodnione, nie działa- patrz „przygody Januszka Naiwnego” chociażby-> http://hilda.thevalkyrie.com/~jaceks6/jonatan.htm

  6. Psycho pisze:

    miało być „w świadomości prawodawców” pracodawcy to wiedzą.[przeprosiny]

  7. Logik pisze:

    Do Gwarka:
    Na L I T O Ś Ć B O S K Ą !!!!!!
    Kto cię takich BZDUR nauczył !!!!
    Hipermarkety nie „niszczą” miejsc pracy !!!
    Jeżeli dzięki hipermarketom udało się zmniejszyć (twoim zdaniem „zniszczyć” hehehe !) ilośc osób niezbędnych do wykonania jakiegoś zadania (dystrybucja dóbr) – to to jest DOBRZE a nie ŹLE !!!! Jasne !?

    A gdzie ci zwolnieni ludzie znajdą sobie miejsce ???
    Odpowiedzi są dwie:
    1. A g..no mnie to obchodzi – przecież każdy neich decyduje SAM co chce ze sobą robić !!!
    2. Klienci zaoszczędzone dzięki hipermarketom pieniądze zaczną wydawać na inne dobra lub usługi (np. na sport i rekreację) i to te NOWO POWSTAJĄCE sektory wchłoną nadmiar ludzi !
    Dokładnie tak się stało wraz z powstaniem motoryzacji – gdzie się podziali stangreci, kołodzieje itp. ??? Wyzdychali !!??

    Gwarek – przestańcie bełkotać !!!

  8. Lukasz pisze:

    Panie Fijor jak wynika z panskiego artykulu,jest Pan goracym obronca dotychczasowego pachtu.Wielkie supermarkety maja dalej zbijac Polskiego Producenta i Handlowca.Otoz Panie Fijor Pani Minister daje do zrozumienia dawny pacht sie konczy.Tasco,Besco,Sresko;musza placic podatki.
    Pozdrawiam

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Zawsze placily, ale z powodu ogromnych kosztow, mialy prawo do amortyzacji, ktora mialy prawo odpisywac od dochodu do opodatkowania. Nic sie w tym wzgledzie nie zmienilo. Poza tym, niech pan to wreszcie zrozumie, podatki placi konsument, czyli Polacy, a nie Desco, Besco czy Sresco. Biznes przenosi swoje koszty na konsumentow. Dlaczego tak panu zalezy, zeby pani minister miala wiecej naszych pieniedzy? Czy nie rozumie pan tego, ze pieniadze w rekach pansta to marnotrawstwo, korupcja, przemoc? Polecam lekture Sowella Ekonomia dla kazdego i Ekonomia stosowana. Z powazaniem Jan M. Fijor

  10. Lukasz Radkowski pisze:

    Panie Fijor,tak mi sie wydaje, ze Pan celowo nie rozumie slowa >pacht

  11. niefijor pisze:

    Panie Fijor! O tych wszystkich mechanizmach rynkowych mozemy mowic wtedy,kiedy to ma miejsce w normalnym, rozwinietym ekonomicznie kraju.Czy do takich zalicza pan nasz kraj?Mieszka pan tutaj to chyba widzi,ze daleko nam jeszcze…Dziekuje za pania minister Lubinska i takich jej podobnych za probe wstrzymania procesu gdzie polacy we wlasnym kraju nie posiadaja zadnych srodkow produkcji.Sa sprowadzani do roli taniej sily roboczej…..To nie bedzie stabilne panstwo z ludzmi bogatymi i reszta.Potrzeba silnych ludzi w rzadzie,ktorzy beda popierac rozwoj swojego,rodzimego biznesu,obniza kurs zlotowki aby rodzime towary byly konkurencyjne na rynkach.Dac ludziom godziwa prace za godziwa zaplate.Pomoc w powstaniu silnej klasy sredniej.Wtedy dopiero mozemy mowic o dopuszczeniu chociazby supermarkietow na polski rynek.Jaka szkoda,ze te ostatnie nascie lat zostalo zmarnowane.Watpie,czy pan to zrozumie.Przypominaja mi sie slowa Walesy jak obiecywal,ze zbuduje druga Japonie.Bylem w Japonii.Japonczyk nie kupi towaru zagranicznego.Dzieki takiej mentalnosci Japonia jest potega ekonomiczna.Na kazdym kroku widzi sie „know how”.Kraj bez bogactw naturalnych zupelnie dobrze sobie radzi.Moze troche takiej japonsczyzny przydalo by sie i u nas?Duzo jeszcze musialoby sie zmienic w naszej mentalnosci aby tak myslec jak japonczycy.Moze kiedys dojdzie do tego,ze Polak nie kupi bubla zagranicznego.Mam nadzeje,ze tak sie stanie.Potrzeba jednak do tego normalnych ,polskich srodkow masowego przekazu,nie propagandy.Moze pan jako znany felietonista zacznie pierwszy?

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Mechanizmy rynkowe funkcjionuja wszedzie i bez wzgledu na to, czy poziom rozwoju jest`wysoki czy niski. Manipulujac rynkiem pogarszamy tylko sytuacje ludzi (konsumentow) kosztem sklepikarzy, ktorzy maja sie znakomicie. Prosze sprawdzic, czy w ktoryms z malych sklepow pacuje wlasciciel. To rzadkosc! Ja sprawdzilem w Warszawie 38 sklepow i tylk ow jednym wlasciciel sam pracowal na miejscu, a w dwudziestu siedmiu przypadkach mial wiecej niz jeden sklep. Siedmiu mialo cztery i wiecej sklepow. To tylko przyklad. Uklony JMF

  13. Uljanow pisze:

    Nic nie rozumiem z tej ekonomii. Widze to tak. Ja robie zakupy w sredniej wielkosci sklepie, do ktorego mam blizej niz pan z parkingu przed hipermarketem do samego hipermarketu. Jesli postawia hipermarket na drodze do dzielnicy obok, to w moim sklepie obroty spadna bo przeciez nie utrzyma sie z tego ze ja tam kupuje. Sklep padnie. Wtedy ja bede musial za miasto zasuwac do supermarketu i wydawac na benzyne i tracic czas. Czy przyszlo komukolwiek do glowy ze ludzi nie kupuja w hipermarketach dlatego ze wola ale dlatego ze nie maja wyboru. W ostatecznym rachunku zakupy w hipermarkecie moga sa drozsze dla wszystkich razem czyli spoleczenstwa jak sie policzy wszystkie koszta, w tym i wiekszy podatek w celu wyplacenia zasilku dla bezrobotnej zalogi mojego osiedlowego sklepu, o kosztach benzyny, budowy drog, wypadkach nie wspomne. Choc mozliwe ze dla wybranej grupy beda tansze. Na przyklad tej co jezdzi tam sluzbowym samochodem w godzinach pracy.
    Nie moge pojac na czym ma polegac postep za trace coraz wiecej czasu i pieniedzy na zakupy, i moje zycie jest coraz mniej komfortowe, ale ekonomia kapitalizmu to nie moja silna strona.

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Jesli postawia supermarket na drodze do panskiego sklepu, to bedzie mial pan tam blisko i nie bedzie pan musial jezdzic za miasto na zakupy. Kupujemy tam, gdzie nam sie to najbardziej oplaca; cena to tylko jeden z elementow oplacalnosci, inne to: bliskosc, wygoda, oszczednosc czasu, jakosc, usmiech, sympatia, smak etc. JMF

  15. hudriwudri pisze:

    Chodzi tu w tym wszystkim o kreatywna ksiegowosc duzych sieci, ktore transferujac zyski (kup drogo u mamuski za granica = transfer zyskow) nie placa w kraju podatkow (bo nie wykazuja zyskow), kupuja bezposrednio u Chinczykow (no bo taniocha) i przy okazji niszcza miejsca pracy w handlu drobnym (drozszy dla klientow, ale nie tak kreatywny dla panstwa no i zaopatruje sie przewaznie lokalnie), przynoszacym w sumie wiecej panstwu.

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Liczy sie efekt; w supermarketacfh kupujemy taniej, dlatego tam chodzimy, a zaoszczedzzone pieniadze wydajemy na kupno innych dobr i uslug, ktorych` doistarczycielem moga zostac firmy, ktorym supermarkety zabraly biznes. Prosze pamietac, ze jesli ktos nie lubi supermarketow, to nie musi w nich kupowac. Jedyna isntytucja, ktora moze nas do czegos zmusic jest panstwo. I chce to robic. Bedziemy przymuszeni wiec do kupowania w sklepach drozszych i gorszych. Jakim prawem ktos ma mnie zmuszac do takich dzialan? Jest wolny rynek, czy nie ma? Jest wolnosc czy nie ma? Ludzie maja miec wolny wybor, a nie dostosowywac sie do widzimiesie politykow. Uklony Jan M. Fijor

  17. X11 pisze:

    „Z elementarza ekonomii wiadomo bowiem, że jeśli hipermarkety istnieją, jeśli powstały z kapitału prywatnego, jeśli chodzą do nich ludzie, wydają tam swoje ciężko zarobione pieniądze, i to wydają w sposób dobrowolny,” Z elementarza to może i wiadomo ale w rzeczywistości wydatki państwa wynoszą prawie 50% PKB a ponadto ogromna część gospodarki działa w ramach systemu reglamentacji pozwoleń także nie jestem pewien czy hipermarkety nie są przypadkiem ubocznym produktem tej całej redystrybucji. Nie może więc Pan twierdzić że jest na 100% pełny „spontan” z tym łażeniem do hipermarketów i w warunkach gdy wydatki państwa wynosiłyby np 20% PKB hipermarkety również by istniały jako przejaw działania wolnego rynku. Może by istniały a może i nie. Równie dobrze można by twierdzić że wszystkie działania zwierząt w ZOO to na 100% przejaw działania dzikiej nieskrępowanej przyrody i w dżungli zwierzaki robią to samo. Oczywiście te moje podejrzenia odnośnie powstawania hipermarketów nie mogą być pretekstem do ich zamykania. Tutaj raczej należało by zrobić coś z domniemanymi przyczynami niezależnie od tego czy powodują powstanie hipermarketów czy może raczej zmianę kształtu muszli klozetowych. A tak na marginesie to zmiany w strukturze i wielkości firm są podobno skorelowane z wielkością rządu. I byli ludzie którzy o tym pisali zanim to nastąpiło. Schumpeter pisał o powolnej kolektywizacji gospodarki i upodabnianiu się firm prywatnych do struktur państwa (demokratyzacja gospodarki; zbiorowe formy własności), Rothbard zdaje się pisał coś o zwiększającej sie ilości fuzji jako odpowiedzi na zwiększenie udziału państwa w gospodarce (zwiększanie wielkości firmy ponad tą wynikającą z czystej efektywności ekonomicznej i nadrobienie powstałych w ten sposób strat poprzez zwiększoną efektywność polityczną – uzyskiwanie dotacji i przywilejów). Ciekawe tylko czy o tym myślała nasza pani minister? Może kobitka chce zmienić po prostu kierunek strumienia przywilejów.

  18. Nie fijor pisze:

    Zgadzam sie z panem,ze mechanizmy ekonomiczne sa podobne.Natomiast kazda dzialalnosc gospodarcza jest regulowana chociazby poprzez zezwolenia,zakazy(np.antymonopolowe) rozne oprocentowanie od zyskow,czy jego brak,dostep do latwych kredytow czy gwarancja takowych itp.itd.Nie o tym chcialbym jednak pisac.
    Przyjrzyjmy sie pobieznie co dzieje sie ze zlotowka puszczona w obieg. W jakims tam danym czasie zmieni ona wlasciciela iles tam razy.Kazdorazowe przejscie z rak do innych rak przyczynia sie do wzrostu ekonomicznego.Przy okazji tej wymiany Rzady roznych szczebli biora jakis tam udzial dla siebe(podatki,zezwolenia itp.) .Im dluzej zlotowka pozostaje w obiegu tym wiecej wszyscy korzystaja.Chociazby rzadowa koldra staje sie troszke dluzsza,moze gdzies powstanie etat itd.
    Nawet zlotowka wlozona do banku w postaci oszczednosci,czy splate zadluzenia nie jest wycofana z obiegu.
    Co sie stane jesli te zlotowke wydam w hypermarkiecie kupujac np.gwozdzie?
    W tym momencie zostaje ona wycofana z obiegu w kraju i najczesciej w postaci
    innej waluty zostaje wywieziona.
    Koldra staje sie krotsza,nowe miejsce pracy nie powstanie,bilans handlowy pogarsza sie,zadluzenie zagraniczne rosnie. Ktos za granica cieszy sie ,ze ma prace,moze nawet upomni sie o podwyzke,a mnie nawet nie podziekuje.
    No tak,ale przeciez te hypermarkiety juz tu sa i czy lubimy,czy nie-pozostana.
    I tu glebokie uklony dla pani minister Lubinskiej. Z gospodarczego punktu widzenia te hypermarkiety nie daja nam nic.Te 130tys.stanowisk to kropla w morzu szkod jakie do tej pory nam wyrzadzily i wyrzadzaja.Jest to przyklad
    jednej z najgorszych eksploatacji ekonomicznej jaka sie odbywa na naszych oczach.
    Niech mi pan wierzy,ze Rady Nadzorcze tychze hypermarkietow bacznie obserw
    uja reakcje rynkow a szczegolnie kiedy wchodza na nowe rynki.Jesli reakcja jest
    z gruntu nieprzychylna,to swoja oferte beda probowac oslodzic.Moga to np.zrobic
    zastepujac przyslowiowe gwozdzie, powiedzmy niemieckie
    -polskimi.
    Problem jest ten,ze jezeli glos pani Minister bedzie wolaniem na puszczy
    i za sladem tego glosu nie odezwa sie media na tak, z pelnym poparciem dla
    pani minister to moze pani minister
    nie osiagnac 100% sukcesu w walce z nimi.wszyscy na tym stracimy.
    Nawiazujac do wlascicieli kilku sklepow,
    ktorzy sami w nich nie pracuja to ja osobiscie nie widze w tym nic zlego.
    Prawdopodobnie zaczynali od jednego, stopniowo otwierajac inne co na pewno pomoglo im obnizyc koszty.Moze nie musza
    korzystac z hurtowni,eliminujac posrednika-nie wiem.Operujac kilkoma sklepami czas musza poswiecac na zarzadzaniem nimi.Widze w tym normalny proces.Chcialbym zwrocic uwage ,ze doszlo do tego,ze jesli ktokolwiek teraz
    chce zaczac jakas dzialalnosc gospodarcza to musi praktycznie zaczynac od zera.Bazy,ktore jeszcze niedawno byly
    a na ktorych w wielu przypadkach stosunkowo niewielkimi nakladami inwestycyjnymi mozna by bylo cos zbudowac juz nie ma.Zostaly sprzedane za marne grosze,ukradzione,przekrecone. Ilez to dochodowych zakladow konkurencja zagraniczna wykupila i zamenila na hurtownie swoich towarow.Czy nasze media
    zajmuja sie tym?Szukaja winnego rozkradania majatku narodowego?wskazuja winnego wyprzedazy,zapadu ekonomicznego?
    Niechcacy odeszlem od tematu,ale to wszystko tak jakos zazebia sie.Moze kiedys sprowokuje mnie pan jakims felietonem na temat mediow.Nie moge sie jednak oprzec zeby nie opisac jednego wyskoku.Krotko po wyborach wszyskie(prawie)media podawaly,ze rosjanie i niemcy sa bardzo zaniepokojeni wynikiem wyborow.Miala to byc informacja na nie.Ja ja odebralem odwrotnie.Jesli niency i rosjanie sa naprawde zaniepokojeni naszymi wyborami to znaczy,ze dokonalismy wlasciwego,zarazem dobrego wyboru.Moge spac spokojnie(nie mylic z zasypianiem)
    wzajemne uklony

  19. Jan M. Fijor pisze:

    Zeby zlotowke wywiezc, trzeba najpierw przywiezc towar za te zlotowke. Zlotowka musi byc wymieniona na walute kraju, do ktorego jest `wywozona, w przeciwnym razie nic nie warta. Uklony Jan M. Fijor

  20. Toudi pisze:

    Pozwolę sobie zauważyć tylko jedną rzecz. Żeby powstał supermarket, jest potrzebna odpowiednio duża działka ziemi. Takimi działkami dysponują z reguły samorządy, nie właściciele prywatni (w obecnych polskich realiach). Decyzja, czy sprzedać działkę supermarketowi (jeśli tak, to któremu?), czy też może podzielić na mniejsze działki i sprzedać drobnym kupcom, albo przeznaczyć na inny cel – jest decyzją czysto arbitralną władz samorządowych i ma niewiele wspólnego z wolnym rynkiem. Żeby odpowiednio „wspomóc” drobnych kupców, można – samorząd to może – odpowiednio zmieniać plany zagospodarowania przestrzennego, strefy płatnego parkowania, organizować ruch uliczny itp.

    Pytanie: dlaczego samorządy ZAWSZE wolą supermarkety?

  21. Jan M. Fijor pisze:

    Bo supermarkety placa wiecej i dlatego potem nie placa podatkow, amortyzujac sobie ogromny wydatek na dzialke. Uklony JM Fijor P.S. Pytanie zasadnicze jest inne: skad samorzady maja te ziemie? Zrabowaly ja prywatnym osobom i to jest znacznie bardziej grozne!

  22. Gwarek pisze:

    Chyba tak nie do konca sie jasno wyrazilem. To ze supermarkety sa tansze – jasne, to ze mniej zatrudniaja na kwote zostawiona przez klienta – racja, to ze nie ma przed nimi odwrotu – wiadomo i sam w nich kupuje. Ale mi chodzi o rodzaj inwestycji zagranicznej. W latach 90-tych gdy wpuszczano supermarkety, mozna bylo przewidziec ze handel detaliczny bedzie taki sam jak w innych krajach. I albo wpuscic jedna siec i uczyc sie na niej, albo tak jak zrobili litwini – sami otworzyc siec. Tu nikt nie porusza tematu wlasnosci kapitalu. Tj jezeli na nadwyzce – zysku z handlu zarobi Kowalski to te pieniadze znowu zainwestuje z RP (pewnosc w 80%). Tesco inwestuje tam gdzie chce. I mi chodzi o tę nadwyżkę z handlu i gdzie ta nadwyzka bedzie potem reinwestowana. Mi zalezy zeby byla reinwestowana tu – bo tworza sie nowe miejsca pracy i gospodarka TA sie lepiej kreci.

    Aha – przeciez napisalem ze nie jestem przeciwnikiem supermarketów, sam w nich kupuje. Ale dziekuje za wymiane pogladów.

    ps: nie wiem jednak czy nasi biznesmeni byli chetni i wstanie pobudowac takie sieci jak zostaly pobudowane przez sieci zachodnie.

  23. Jan M. Fijor pisze:

    Jakie znaczenie ma narodowosc biznesu? Czy nie lepiej, zeby biznes byl dobry, a nie np. tylko polski? Przciez Polacy moga byc marni w handlu, a dobrzy w kartoflach, po co ich zmuszac (sterowac) do czegos, czego sami nie chca robic. Spojrzmy jakie sa rezultaty wspierania produkcj rolnej w Niemczech. Po prostu rzygac sie tam chce. Nawet wody sodowej nie potrafia zrobic. Oni sa od mechaniki, a nie od zywnosci. My odwrotnie i pewnie od paru innych rzeczy, ktorych nie mozemy rozwinac, bo nasze panstwo pilnuje, aby wszystko bylo polskie. Uklony Jan M. Fijor

  24. Gwarek pisze:

    Racja i racja. Jednak w momencie transformacji, mozna bylo wiecej ugrac i miec inna pozycje konkurencyjna. Potem absolutnie sie zgadzam – wolna amerykanka. Na Litwe rynek tak zdecydował, sieci zachodnie były zainteresowane polskim rynkiem, bo litewski był za mały. I w tym czasie wytworzyły się sieci (siec) litweska. Teraz sobie radzi.
    Z innej branzy: Podoba mi się postulat Ministra Religi (prywatyzacja Zdrowia), który chce utworzenia 2-3 narodowych funduszy (z NFZ) a dopiero po 2-3 latach calkowite otwarcie rynku na konkurencje innych funduszy (zachodnich). Czy jestem socjalistą transformacyjnym? Dziekuje za odpowiedzi.

  25. Jan M. Fijor pisze:

    Najgorsza rzecza w socjalizmie jest to, ze panstwo, ktore zaczyna rzadzic gospodarka nie ma konkurencji. Wyzszosc gospodarki prywatnej nad socjalistyczna polega na tym, ze ta pierwsza jest konkurencjyna. Chociaz, UE zaczyna rodzic konkurencje miedzy panstwami, taka jaka byly niegdys w USA stany. Golym okiem juz dzis widac, ze ponad 200 tys. Polakow przeszlo do konkurencji; wniosek, panstwo polskie nie dostanie od nich podatku. Jesli polski rzad nie zacznie reform, ten proces bedzie sie poglebiac, i chwala Bogu! JMF

  26. Gawrylo pisze:

    Pani minister mowila o inwestycjach w produkcje sensu strice, a nie np. w handel i tyle. Hipermarkety są przykładem swego rodzaju nieproduktywnej inwestycji, która nie jest Polsce potrzebna lub tez malo potrzeba. W naszym przypadku chyba lepiej inwestowac w przedsiewziecia ktore produkuja cos, niz handluja.

  27. Jan M. Fijor pisze:

    Handel jest produkcja uslug. Jesli ludzie czegos potrzebuja i placa za to, to to jest dobra inwestycja. Produkwoanie czegos, czego ludzie nie chca nie jest dobra inwestycja. W USA 80 proc. GDP pochodzi z usług. W Rosji tylko 15 proc. gdzie jest lepiej? JMF

  28. Gawrylo pisze:

    Handel to wymiana dobr, a produkcja to tworzenie dobr (w pierwszym znaczeniu – materialnych). Szukajac w tych slowach dalszych znaczen gubi sie intencje i sens przekazu. Jest to minister finansow RP a nie UE i jej slowa odczytalem ze w RP lepiej popierac inwestycje w produkcje niz inwestycje w handel dotowana w UE produkcja, niezaleznie od tego ze ludzie potrzebuja i zaplaca za to, co potrzebuja…

  29. mareg pisze:

    Lubię czytać Pana artykuły ale teraz muszę podzielić się wątpliwościami. Pana wywody ekonomiczne/z tego artykułu/są słuszne i tak należy wykładać ją stuedentom.Ale skrytykował Pan polską minister za to,że broni interesu polskiego państwa /może wreszcie tym zajmie się rząd ,przecież od tego jest/.Myślę,że użyła argumentów jakimi teraz się szermuje w „nowoczesnej europie” i skutecznych bo hałas który się zrobił o tym świadczy. Ja tą wypowiedż traktuję jako sygnał,że skończyły się ulgi dla supermarketów i że państwo przestanie do nich „dopłacać” tak jak dopłaca do np. fabryk samochodów /też w/g mnie głupota albo bandytyzm/.Jeśli sądzi Pan,że w Polsce biznes zachodni konkuruje z polskim na równych zasadach to znaczy,że za krótko Pan tu funkcjonuje jako przedsiębiorca albo,że korzysta Pan /słusznie/ z „aureoli światowca” /inne opcje odrzucam/.Żeby być dobrze zrozumianym powiem,że „banki” zupełnie inaczej traktują/wały/ Polaków składających wnioski o kredyty inwestycyjne /nie mylić z kredytami konsumpcyjnymi,które dają nad wyraz chętnie nawet bankrutom-jak to się im opłaca?-/ niż podmioty zagraniczne; te drugie lepiej bo np. jest „światowcem”/ zwykły kompleks polskiego urzędnika?/ albo najzwyczajniej jego państwo wspomaga mu inwestowanie za granicą.Inna jeszcze banalniejsza sprawa to lepsze traktowanie inwestorów zagranicznych przez centralne i lokalne władze /o wiele bezpieczniej i moralniej jest „pomóc obcemu niż swojemu”-jak burmistrz gminy weżmie w łapę od swojaka to wszyscy wiedzą i mają go za szmatę,jak zrobi to z obcym to tylko splendor i szacunek-to jest takie proste i prymitywne,że nawet nie wypada na takim forum /ale podobno tylko prawda jest ciekawa/.
    2.Świetnie Pan rozumie,że uzyskiwanie przez gminy olbrzymich sum za działki przynosi im szybki dochód na papierze /zwykle dokładają drugie tyle budując dojazdy i wykupując tereny od spekulujących „właścicieli” – proszę nie mylić z „dotychczasowymi właścicielami”,którzy dawno je sprzedali jako nieużytki lub strefy ochronne-za grosze/ natomiast dla budżetu państwa nie ma to znaczenia bo sobie to i tak odliczą od podatku. Nie ma Pan racji twierdząc,że te firmy uciekają z podatkiem do tańszych państw.Odprowadzają podatek do tych państw które udzieliły im wsparcia w uzyskaniu preferencji na polskim rynku np. do Francji.Mógłbym w nieskończoność podawać przykłady /z własego doświadczenia/ na to jak czysta ekonomia przegrywa i jest ośmieszana przez układy ale nie lubię stukania npo klawiaturze,a i tak nikt by tego nie wytrzymał; mam tylko pytanie – czy chce Pan sobie tylko pogadać i powymądrzać, czy pomóc znależć dobre rozwiązanie i opowiedzieć się po właściwej stronie skupiając przy sobie ludzi podobnie myślących.Wierzę,że Pana wiedza, doświadczenie i dobre pióro może pomóc Polsce ale same wywody czysto akademickie dają argumenty przeciwnikom /pożyteczny idiota/ i zniechęcają prawdziwych sojuszników, którzy na codzień walczą z prymitywnym i bezwzględnym /?/. Prawdę trzeba głosić ale to musi być CAŁA prawda. Będę zaszcycony jeśli Pan cokolwiek odpowie,ale proszę jeszcze raz przeczytać zanim poda Pan kolejną formułkę ekonomiczną. Z poważaniem /serio/:
    mareg

  30. Jan M. Fijor pisze:

    Prosze mi wyjasnic, co to jest interes panstwa? Czy jest to interes jego obywateli, a moze wladzy? Jesli obywateli, to ktorych? Bo obywatele maja sprzczne interesy. Jako producenci chcemy sprzedawac drogo, a jako konsumenci kupowac tanio. Wladza zreszta tez am sprzeczne interesy, stad walka o wladze. Nie istnieje cos takiego jak interes panstwa! Pani minister broni wlasnego interesu, ewentualnie interesu nielicznej grupy, do ktorej nalezy. W takiej sytuacji ja sie pod jej argumentacja nie pdopisuje, chyba ze pan woli jej interes od swojego wlasnego. Uklony Jan M. Fijor

  31. Frost pisze:

    Mam znajomego, który pracuje w jednym z
    budowlanych marketów. Oni tam modlą się
    do Boga aby w miesiącu zatonął chociaż jeden płynący do nich statek z chińskim
    badziewiem tak mają dość ciągłych reklamacji. Ostatnio nawet specjalnie
    na zapleczu spalili całą partię chińskich wiertarek udarowych (bez problemu wystarczyło włączyć i spróbować cokolwiek wywiercić) aby odesłać to wszystko do producenta.
    Ludzi którzy kupują to badziewie w ogóle się nie zastanawiają (co może być warta wiertarka udarowa za 40 złoty – 40 złoty dzisiaj =nic kupiona za nie wiertarka=?)
    Autorowi tekstu polecam zapoznanie się z
    kulisami powstawania pewnych hipermarketów w Łodzi (czas rządów pana Czekalskiego= średnio ok 300000 zł łapówki za lokalizację marketu w centrum miasta);były wyroki więzienia-nie odzyskano oczywiści nawet jednej złotówki
    Kolejny argument:
    -Przedsiębiorca prowadzący działalność musi zapłacić podatek, zus, vat
    Markety nie płacą podatków od zysku, często też miasto zwalnia ich od płacenia innych podatków gruntowego od nieruchomości
    -Zusik zapłaci urząd pracy bo market łaskawie zatrudnił 100-200 osób(3/4 etatu 540 na rękę praca na 1,5 etatu)
    Przyroda nie znosi próżni, więc państwo oby powetować sobie straty zysku od nie płacących sklepów wielkopowierzchniowych
    musi obciążyć zwykłych podatników więc tak naprawdę podatki za markety płaci
    pan Jan M. Fijor+,_______________(tu wpisz swoje imię i nazwisko)
    Nie dotyczy to oczywiście wszystkich marketów, są takie, które swoim pracownikom płacą uczciwie i traktują ich dobrze.

  32. Jan M. Fijor pisze:

    Woiertarka za 40 zl nie moze byc szczytem niezawodnosci. Jesli ktos chce dobra wiertarke, to kupuje ja za 300 zl. Poza tym, ja bardziej ufam robotnikom chinskim, niz polskim na zapleczu sklepow OBI. Prodsze mi wybaczyc, ale zyje juz na tym swiecie ponad 50 lat. Spokojnych Swiat! Jan M. Fijor

  33. Frost pisze:

    Markety wcale nie są specjalnie tańszym
    źródłem zaopatrywania się w towary.
    Też pracuję w handlu i określony towar
    którym handluje (a mam na nim naprawdę przyzwoitą marżę) w hipermarkecie
    CIASTORAMA 🙂 jest średnio droższy o ok 30-35%. Ostatnio liczyłem cenę zakupu klientowi, który załacił w markecie za ten sam towar 250 zł, u mnie to samo kosztowałoby go 204 zł. Facet w żaden sposób nie mógł zrozumieć jak to jest możliwe, trzy osoby musiały mu tłumaczyć, że przecież w handlu każda firma sama decyduje o marży narzucanej na towary.

  34. Jan M. Fijor pisze:

    Proszę pana nikt nie kupuje w supermarkecie, bo wierzy, że jest on tańszy, lecz dlatego, że jest tańszy (lepszy). Gdyby supermarkety nie były tańsze (lepsze), to by już dawno poszły z torbami. Chyba, że uważa pan Polaków za ciemniaków, którzy nie wiedza co robią. Uklony Jan M. Fijor P.S. Jeśli klient nie wie, gdzie jest taniej, to nie jest jego wina, lecz dostawcy usług czy produktów. Gdyby pan informował świat o swoich niskich cenach, to koszty tej informacji mogłyby pana pozbawić konkurencyjności. Reklama to też uzasadniony i racjonalny koszt! Ukłony Jan M. FIjor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *