Cena benzyny

chat-dymki
6

Czy apele premiera o obniżkę marży rafinerii pomogą obniżyć cenę detaliczną paliw ropopochodnych? Bardzo mało prawdopodobne. Może być wręcz odwrotnie; państwowa kontrola cen powoduje najczęściej ich wzrost.

1.

Na wolnym rynku, cena każdego produktu, w tym także paliw ropopochodnych, wyznaczana jest równowagą popytu i podaży. Przy rosnącej podaży cena ta spada, przy rosnącym popycie rośnie. Przy obecnym poziomie zapotrzebowania na ropę naftową, jej wolnorynkowa cena ustaliłaby się gdzieś pomiędzy ceną surowca, która wynosi ok. 60 dol. za baryłkę, a ceną obowiązującą w krajach o gospodarce sterowanej (takich jak np. kraje Unii Europejskiej), czyli mniej więcej 120 – 140 dol. za baryłkę. Przeliczając to na cenę benzyny można założyć, że wyniosłaby ona ok. 3,30 zł., to jest ok. 70 proc. więcej niż wynosi cena surowca szacowana na poziomie ok. 1,90 zł.. To, że benzyna jest znacznie droższa zawdzięczamy podatkom.
Czy gdyby podatki całkowicie wyeliminować, cena benzyny spadłaby do poziomu 1,90 zł? Na pewno nie. W związku z rosnącym popytem, przy malejącej podaży wywołanej konfliktem w Iraku i na Bliskim Wschodzie, cena osiągnęłaby najprawdopodobniej, właśnie wysokość nieco poniżej 3,30 zł za litr. Tę różnicę, między ceną surowca, a ceną detaliczną – pod nieobecność fiskusa – przejąłby sektor prywatny, w tym przypadku producenci paliw.
Czy w takiej sytuacji warto likwidować podatek od paliw, czyli akcyzę? Dlaczego ma nam zależeć na popieraniu potężnych producentów ropy, a nie państwa, które rzekomo dba o nas wszystkich? Czyż nie lepiej, żeby to państwo przejęło tę różnicę, a nie rynek czyli biznes? Otóż, nie lepiej!
Już Adam Smith zauważył 230 lat temu, że wraz ze wzrostem zysków przedsiębiorców, rośnie zachęta do wzrostu produkcji. W branży, która cieszy się wzięciem konsumentów, pojawia się coraz więcej chętnych do zarobienia dużych pieniędzy. Konkurując między sobą „strzelają sobie w stopy”; zwiększając bowiem podaż obniżają cenę, czyli także stopę zysku.
Wzrost podaży, w przypadku ropy naftowej może się odbywać albo poprzez zachętę do wzrostu wydobycia, albo do poszukiwania substytutów ropy naftowej np. paliw czy źródeł alternatywnych, ograniczających zużycie ropy. Oba te procesy wpływają na obniżenie ceny. W przypadku zawłaszczenia sobie dużej części dochodów przez państwo, takiej zależności nie ma, a jeśli nawet jest, to szczątkowa. Zarzucanie więc rafineriom, że nie obniżają ceny do poziomu oczekiwanego przez rząd jest formą kontroli cenowej. Najgorszym rozwiązaniem problemu niedoborów czy wysokich cen. Te ostatnie można zmniejszyć tylko przy pomocy wyższej podaży, a do tej kontrola państwa zniechęca!

2.

Jedynym rozsądnym sposobem obniżki cen paliw jest zezwolenie na wolne ceny, czyli na nieskrępowaną konkurencję. Tymczasem ustawodawstwo polskie, na czele z tzw. polityką energetyczną państwa przeciwdziała wolnorynkowemu kształtowaniu się cen. Po pierwsze, państwo polskie nie jest zainteresowane konkurencją na rynku energetycznym, gdyż tak czy owak swoją działkę (akcyzę) dostanie, a ściślej…weźmie. Wysoka akcyza uniemożliwia wolną grę cen, a tym samym paraliżuje potencjalny wzrost podaży ropy (albo jej substytutów). Po drugie, państwo jest dużym właścicielem największej polskiej firmy energetycznej, PKN Orlen. Państwo i ustawodawstwo chronią tę firmę, udzielając jej wręcz statusu monopolisty. Wzmacniany jest on ustawowym wymogiem tworzenia ogromnych rezerw paliwowych, które dodatkowo eliminują konkurencję dla PKN Orlen. Ograniczeniem konkurencji jest także wyjątkowo restrykcyjna polityka importowa w zakresie ropy naftowej i jej pochodnych. Mało kto wie, że spośród kilkunastu wielkich koncernów zagranicznych działających w Polsce, tylko bodajże jedna firma zagraniczna (Neste) importuje paliwo. Reszta, kupuje je w zasadzie w PKN Orlen. Trudno w takiej sytuacji mówić o wolnym rynku, a tym bardziej o samoistnym obniżaniu się cen.

3.

Narzekanie na to, że systematycznemu wzrostowi cen towarzyszy wzrost zysków przedsiębiorstw paliwowych jest ponadto dowodem ignorancji. Pamiętajmy bowiem, że przy rosnącej cenie surowca, rafinerie muszą za surowiec płacić coraz więcej. Rosną ich obroty i zyski, ale też rośnie koszt odtworzenia zapasów i nowej produkcji. Jeśli w pewnym momencie nastąpi załamanie rynku i cena ropy naftowej zacznie spadać np. do poziomu 30 dol., to rafinerie nie tylko przestaną zarabiać, ale wręcz zaczną tracić. Droższy surowiec (zakupiony przy wyższych cenach – 60 dol. za baryłkę) będą musiały sprzedawać taniej (np. 30 dol. za baryłkę), gdy ceny surowca spadną. To prawda, że firmy naftowe należą do czołówki najlepiej zarabiających firm świata, ale prawdą jest też, że bez tej zachęty jaką stanowią wysokie zyski byłoby niewielu chętnych do prucia syberyjskiej zmarzliny, zmagania się z wichrami Karaibów czy chłodem mórz polarnych. Jeśli jednak firmy te zażądają od nas zbyt wiele, wówczas stracą biznes na rzecz rozwiązań alternatywnych, które w pewnym momencie zaczną się wreszcie opłacać. Gwarancją bezpieczeństwa energetycznego i racjonalnych cen paliw jest więc wolna konkurencja; wolna od ingerencji państwa, czyli od podatków i troski o naszą kieszeń.

Jan M. Fijor
„Życie Warszawy” 2005-11-21

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Rafał Borkowski pisze:

    Witam.

    Miałem kiedyś przyjemność wymienić z Panem kilka listów, na któryś ze starszych Pańskich adresów. Bodaj w sprawie wczesnego Busza (i Gora). Teraz trafiłem na tę stronę i się cieszę.

    A w samej sprawie. Oczywiście – my wiemy, że socjalizm niedobry. A ja widzę, że nie opuszcza Pan żadnej okazji, żeby mu dołożyć. W porządku. Tyle że sprawa nie dotyczy wtrącania się rządu w wolny rynek paliw – bo go nie ma, tylko straszenia monopolistów kontrolowanych przez państwo, że jak będą przesadzać i przywłaszczać sobie całą korzyść z obniżki akcyzy, to im się obniżkę cofnie. Takie słowa – nie decyzja cofnięcia obniżki – mogą odnieść skutek. I dlatego sądzę, że gadanina premiera może być nawet dobroczynna. Pod warunkiem, wszakże, że nie wpadnie na pomysł spełnienia pogróżki.

    Na dłuższą metę, oczywiście, trzeba robić co innego.

    pozdrawiam,
    Rafał Borkowski,
    r-borkowski@go2.pl

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Oczywiscie, pamietam pana. Co do premiera, to jego pogrozki – podobnie jak cala polityka energetyczna – opieraja sie na monopolu i tego nie lubie. Bez znaczenia jest juz czy premier straszy, czy sie lasi. Pozdrawiam JMF

  3. ciekawski pisze:

    Pisze Pan:
    Na wolnym rynku, cena każdego produktu, w tym także paliw ropopochodnych, wyznaczana jest równowagą popytu i podaży. Przy rosnącej podaży cena ta spada, przy rosnącym popycie rośnie.
    A czy zauwazyl Pan w USA ze Coca-Cola w lecie jest tansza niz w zimie? Dlaczego?

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Po pierwsze, nie wiem czy tak jest na pewno. To równie dobrze może być złudzenie. Jeśli jednak jest tak, jak pan pisze, znaczy to jedno: w lecie ludzie więcej piją, większa jest też podaż napojów chlodzacych, stąd niższa cena. Ukłony JM Fijor

  5. Alfredo pisze:

    A jednak cena benzyny spadła! Co Pan na to?

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Ciesze sie; cena ogolnie spadla, poza tym firmy sie boja rzadu i razem dalo to spadek cen. Podtrzymuje swoje stanowisko; regulacja cen na dluzsza mete do niczego dobrego nie doprowadzi. Uklony Jan M. Fijor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *