Ile kosztuje „uśmiech babci”?

chat-dymki
3

Wszystko można kupić za pieniądze, prócz uśmiechu babci – głosi slogan reklamowy kart kredytowych Master Card. Czy aby naprawdę uśmiech babci nie kosztuje?

Koszty przejazdu

Ktoś, kto wspomina uśmiech babci (lub za nim tęskni) ma go przeważnie przed oczyma, można więc założyć, że albo jego babcia wciąż żyje, lecz z jakichś powodów trudno mu się z nią zobaczyć, lub po prostu nie tak dawno zmarła.
Jeśli nasza babcia wciąż żyje, lecz jest dla nas trudno dostępna, to tęsknota za jej uśmiechem może być spowodowana trzema przyczynami (zakładam rzecz jasna, że babcia nie przestaje się uśmiechać):

1. albo nie mamy wystarczającej ilości czasu, żeby się z babcią zobaczyć;
2. albo nie stać nas na bilet, by babcię odwiedzić;
3. albo (i tak jest najczęściej) i jedno, i drugie.

We wszystkich tych przypadkach sprawa rozbija się o…pieniądze.
Brak czasu to też przeważnie brak pieniędzy. Wszak czas to pieniądz. Co prawda, Bill Gates ma kupę pieniędzy, lecz czasu mu brakuje, częściej jednak się zdarza, że stajemy przed wyborem alternatywy – odwiedzić babcię i zrezygnować z urlopu ewentualnie z pracy, lub jej nie odwiedzać i na urlop jednak pojechać (albo pracować). Pisząc o pracy mam na myśli pracę zarobkową, a ściślej płacę jaką za nią otrzymujemy. W obu powyższych przypadkach rozchodzi się o pieniądze.
Zakładam rzecz jasna, że ten uśmiech babci naprawdę chcemy obejrzeć, i nie jest to z naszej strony jakaś kokieteria czy próba sprawienia wrażenia, że oto jesteśmy wrażliwi na uśmiech babci.
Jeśli więc babci nie odwiedzamy, musimy mieć ku temu naprawdę ważne powody. Przecież, gdybyśmy mogli sobie na takie odwiedziny pozwolić, czyli gdyby nas było na nie stać, to w dowolnym momencie „zatęsknienia” rezygnowalibyśmy z pracy czy z urlopu i odwiedzali babcię akurat wtedy, kiedy zapragnęliśmy. W takiej sytuacji – najprawdopodobniej – nie tęsknilibyśmy za jej uśmiechem w ogóle; po prostu mielibyśmy go w bród. To, że nie mamy, że babci nie odwiedzamy wtedy, kiedy chcemy, podyktowane jest naszą sytuacją materialną; odwiedziny babci – co tu ukrywać – są dla nas zbyt kosztowne.
Podobnie ma się rzecz z kosztami biletu lotniczego (czy na jakiś inny środek transportu). To, że za uśmiechem babci tęsknimy wiązać się może z brakiem pieniędzy na bilet, albo brakiem wystarczającej ilości pieniędzy na wystarczającą – dla ugaszenia tęsknoty – ilość biletów.
A zatem znowu rozchodzi się pieniądze…

System leczenia

Załóżmy teraz najgorsze, że babcia jednak zmarła przed paroma miesiącami. Jej wspomnienie jest w nas żywe, tęsknimy za nią, za jej uśmiechem. Niestety w tej sytuacji jesteśmy bezradni. Śmierć jest kresem każdego ludzkiego żywota. Nie znaczy to jednak, że śmierć babci nie była przedwczesna. Może jednak dało się jej jakoś zapobiec? A skoro tak, to przecież nadal moglibyśmy się cieszyć uśmiechem babci?
Znajomy lekarz twierdzi, że gros przedwczesnych zgonów wynika z zaniedbania zdrowia ze strony zmarłego, lub – i tak jest znacznie częściej – z winy służby zdrowia. Tygodnik Wprost oszacował niedawno, że w ten drugi sposób ginie aż 34 tys. osób rocznie. Czy z taką samą (proporcjonalnie do populacji) ilością niepotrzebnych czy przedwczesnych zgonów mają do czynienia Amerykanie? Myślę, że nie. Tamtejszy system ochrony zdrowia jest znacznie bardziej wydajny, a przez to skuteczniejszy. Znając osiągnięcia amerykańskiej służby zdrowia można z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, że gdyby babcia leczona była w Marylandzie czy Oregonie, jej uśmiech można by oglądać na żywo nadal. Zabił ją pewnie nasz, niesprawny, uspołeczniony system opieki zdrowotnej, cierpiący na nieustanne braki funduszy i brak konkurencji.
Lepszy, bardziej konkurencyjny i wydajniejszy system opieki zdrowotnej, wymaga większych nakładów na służbę zdrowia. Większa ilość pieniędzy przekłada się na zdrowsze, a najprawdopodobniej także dłuższe życie. Średnia długość życia w Stanach Zjednoczonych powiększyła się w ciągu ostatnich 15 lat aż o 3,4 proc. Gdyby babcia żyła i leczyła się w USA, żyłaby przypuszczalnie o 2-3 lata dłużej niż żyła w Polsce. Przez te 2-3 lata moglibyśmy oglądać jej uśmiech, który zgasł w niewydolnym systemie Narodowego Funduszu Zdrowia.

A jednak!

Uśmiech babci, choć na pozór należy do kategorii „zjawisk”, których na pieniądze przeliczyć nie sposób, mimo wszystko kosztuje. Co prawda nie w takim sensie, w jakim kupujemy buty czy naukę w szkole, ale nie ulega kwestii, że większa ilość pieniędzy oznacza więcej uśmiechu babci, a na pewno więcej okazji do oglądania śmiejącej się babci. Ten symboliczny „uśmiech babci” ma swoją wymierną cenę. Zwracam na to uwagę zwłaszcza tym, którzy twierdzą, że nie można wszystkiego rozpatrywać w kategoriach ekonomicznych. Jak z powyższego widać, ilość „uśmiechu babci” zależy od jej, i naszej zamożności. Lepszy, sprawniejszy, bardziej wydajny system ekonomiczny przyczynia się nie tylko do budowy większej ilości dróg, koszul, mostów, samochodów, mięsa czy książek, wpływa ponadto na tak niewymierne kategorie, jak uśmiech, miłość czy życie ludzkie. Już choćby z tego powodu należy zabiegać o poprawę stanu gospodarki, odrzucając idiotyczne teorie o tym, że miłości czy uśmiechu za pieniądze kupić nie można.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2005-12-10

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Wolski pisze:

    Mozna tez z bacia mieszkac (zaoszczedzona emerytura), albo kupic jej telefon komorkowy (wydatek),nagrac jej video.

  2. JMF pisze:

    Ktoś, kto mieszka z babcią, ma jej uśmiechu najprawdopodobniej pod dostatkiem i trudno przypuszczać, że za nim tęskni.

  3. Jerzy pisze:

    Zeby mieszkac razem z babcia trzeba miec gdzie i za co. Usmiech babci mieszkajacej z nami tez kosztuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *