Precz z biedą!

chat-dymki
10

Za kilka dni święta Bożego Narodzenia, Sylwester, Nowy Rok. Ludzie się weselą, radują, kochają, na ulicach i w centrach handlowych gwar, pachną choinki, pod nogami skrzypi śnieg, migocą światełka na choinkach, tylko w mediach ponuro.

Zwłaszcza w telewizji, która właśnie w tym okresie powszechnej radości, życzliwości i prosperity urządza nam każdego roku

Festiwal biedy.

Prym w tym wiedzie najbardziej poprawna politycznie stacja, TVN. W „Faktach” reportaż o pozbawionym wrażliwości naczelniku stacji kolejowej na jakimś zadupiu, który postanowił zakazać dorocznego zwyczaju urządzania wigilii dla bezdomnych na tymże dworcu. „PKP nie jest od urządzania życia bezdomnym” – tłumaczy naczelnik, ale reporterki to nie przekonuje. W komentarzu od siebie mówi coś o nieczułych biurokratach. Ciekawe dlaczego TVN i p. Walter sami nie urządzą bezdomnym świąt? O ileż łatwiej jest poruszyć serca telewidzów, nie wyciągając z własnej kieszeni ani centa.
Od opowieści o ludziach, którym się nie udało roją się także inne programy. Nie tylko zresztą TVN. Biedny rolnik, bezrobotny górnik, człowiek zagubionych w matni współczesnego, nieczułego świata – to zawsze wdzięczny temat. Zwłaszcza przed świętami. Porusza serca i umysły znacznie mocniej niż reportaż o kimś komu się udało. Radio dołączyło do tego świątecznego festiwalu nędzy; w odstępach kwadransowych nadaje dramatyczne apele o pomoc dla tysięcy polskich dzieci żyjących w rodzinach, w których dochód na jednego członka wynosi „od 66 groszy do niespełna 3 zł.” dziennie. Mniej niż w Mali czy na Haiti. Beznadziejna, potworna nędza, ani słowa o świątecznej radości, o wesołości, choinkach, o wigilijnych zakupach, o dostatku, prezentach, a jeśli już, to tylko po to, by nam przypomnieć, jacy jesteśmy marni i bez serca. W myśl zasady, że „good news is no news”.
Ponura, straszliwa nędza, to w podtekście tych reportaży, felietonów czy spotów informacyjnych zarzut wobec nas, którym „jakimś dziwnym trafem losu”, udało się nie zostać bezdomnymi nędzarzami, których dzieci są uśmiechnięte, odżywione, chodzą do szkół, mają sanki, narty, łyżwy. To ty, najedzony, chciwy, bezmyślny miłośniku konsumpcji, otaczający się zbędnymi rzeczami jesteś winien biedy tych ludzi. Opamiętaj się! Podziel się z innymi!

Trująca papka

Jeszcze nigdy w dziejach Polski nie było Polakom tak dobrze, jak teraz. W ciągu kilkunastu minionych lat kupiliśmy kilkanaście milionów lodówek i pralek, kilka milionów samochodów, wybudowaliśmy miliony mieszkań, miliony Polaków zwiedza świat, każdego roku kończy płatne studia więcej młodych ludzi, niż kończyło darmowe w ciągu dekady w prl, rosną jak grzyby po deszczu biurowce, wieżowce, luksusowe hotele, teatry, kina, półki supermarketów uginają się od produktów, nie ma już kolejek po karpia czy szynkę, i gdyby nie Poczta Polska, zapomnielibyśmy jak one (kolejki)wyglądają, ludzie są barwnie i elegancko ubrani, są zdrowi, pełni optymizmu, ale w mediach na próżno szukać tych obrazów. Jest za to płacz i zgrzytanie zębów. Merdiom dzielnie sekundują politycy, tak prawicy jak i lewicy, i niestety, Kościół katolicki. Zamiast pokazać ludziom przyczynę biedy, zastanowić się, w jakim stopniu jest ona zjawiskiem obiektywnym, a w jakim wyborem człowieka, zamiast podpowiedzieć tym nędzarzom, co powinni zrobić, żeby wyrwać się z zaklętego kręgu niemocy i ubóstwa, usiłuje się wzbudzić poczucie winy w tych, którzy nie zważając na trudności, niewygodę, na własne lenistwo, brak snu, zakasali rękawów i wzięli się do roboty, która owocuje właśnie tą wspaniałą atmosferą świąteczną i poczuciem satysfakcji z pokonania własnych słabości.
Karmienie ludzi papką złożoną z klęsk, nieszczęść i zwątpienia jest nie tylko niesprawiedliwe, ale wręcz niezdrowe z psychologicznego punktu widzenia. Człowiek pozbawiony optymizmu, zatruty świadomością otaczającego go zła i przygnębiającymi wiadomościami traci wiarę w siebie, motywację do działania, słowem, marnieje. Nie bez powodu Amerykanie stosują filozofię „pozytywnego myślenia”. Programowy optymizm jest najprawdopodobniej źródłem większości sukcesów gospodarczych, kulturalnych i cywilizacyjnych Ameryki, bo przecież tam także nie brakuje trudności, pieniędzy, lenistwa, słabości i innych czynników stojących na drodze do prosperity. Polacy mieliby znacznie mniej powodów do narzekań, gdyby transformację ustrojową prowadzono pod hasłami optymizmu i walki ze słabościami, zamiast mantry o ratowaniu biednych i pomaganiu najsłabszych. Zresztą jedno drugiemu nie przeczy. Amerykanie są jednocześnie najbardziej filantropijnym społeczeństwem na globie. Ci, którym się powiodło (czytaj: wzięli się do roboty, uwierzyli w siebie, zaryzykowali) dzielą się swoją prosperitą z innymi, mniej szczęśliwymi. Ktoś, kto sam jest w biedzie rzadko kiedy może pomóc drugiemu.

Skąd ta bieda?

Mam rodzinę na wsi. Mniej więcej 25 lat temu wichura zwaliła drzewo na ich stodołę. Leży tam do dzisiaj. Czekają aż zbutwieje; „to już niedługo – wujku – rok, dwa”. A to, że razem z pniem gnije stodoła, że marnuje się przechowywane w niej zboże i zwierzęta, to im umyka. Powtarzają tylko że są okropnie biedni i proszą rodzinę o wsparcie.
Jeśli chcemy zwalczać biedę, musimy poznać jej przyczyny. A te, są od wieków znane: lenistwo, niechęć do nauki, nadużywanie alkoholu, hazard, niemoralne prowadzenie się, nieuczciwość, brak szacunku dla bliskich, a także zwyczajny, niczym nie zawiniony pech. Ludzi biednych, którzy są zdrowi na ciele i umyśle, którzy potrafią rozpoznawać czyny, są pracowici, lubią się uczyć, są przy tym ambitni i chcą żyć przyzwoicie praktycznie nie ma. Ludzi, którzy są chorzy, nie potrafią się uczyć, pracować, mają trudności z rozpoznawaniem czynów jest naprawdę niewielu. Nawet najcięższy inwalidzi mogą i chcą pracować. Jan Kałuża, nieżyjący już mój kolega z Łeby, mimo amputacji nogi z powodu raka kości, nie złożył nawet podania o rentę inwalidzką. Hodował kozy i żył z tego. Robił wspaniałe twarogi, pasjonował się hodowlą kóz i walorami kozich serów. Walczył z chorobą, i choć przegrał, nigdy się nie poddał. W tej samej niewielkiej Łebie i okolicy alkoholików na rencie inwalidzkiej są setki. Wszyscy oczywiście są bardzo biedni i potrzebujący – wdzięczny materiał… do reportaży TVN.

Demoralizacja

Z badań brytyjskich i amerykańskich wynika, że ofiarność społeczna maleje proporcjonalnie do wzrostu zakresu pomocy państwa. Albert J. Nock zwraca uwagę na to, że pomoc państwa skutecznie oducza obywateli filantropii. Po co ja mam łożyć na biednych i chorych, skoro robi to za mnie państwo. Państwo mnie wyręcza, bo zdaniem urzędników jestem do niczego. Tymczasem, przez dwa tysiąclecia lat jakie minęły od narodzin Chrystusa, syna Bożego i człowieka, który uświadomił ludzkości znaczenie miłosierdzia, nauczyliśmy się pomagać biednym i chorym. Stworzyliśmy masę instytucji i organizacji, które docierają do potrzebujących znacznie wcześniej, skuteczniej i taniej niż robi to państwo. Prywatny filantrop da temu, kto potrzebuje naprawdę. Skorumpowany polityk da każdemu, bo raz, że dzięki dużej ilości adresatów pomocy działka dla „pośrednika” jest duża, a dwa, że liczna rzesza wdzięcznych „biedaków”, to wierny elektorat. Z pięknej idei ludzkiej solidarności, życzliwości i miłości państwo uczyniło zbójecki proceder. Nie wystarczy im okradanie podatników, potrzebującym też zabierają.
Dla jednego, może dwóch procent populacji – bo na tyle szacuje się udział pechowców, jednostek naprawdę niezdolnych do otrzymania się (a jeszcze mniej takich, którym nie ma kto pomoc) – tworzy się machinę okradającą tych, którzy pracują i demoralizującą tych, którym pracować się nie chce. Ci ostatni, wyłudzając pomoc od ciężko pracujących, wpędzają w biedę coraz więcej ludzi. Pseudorenciści, kloszardzi, bezwolni alkoholicy i narkomani, lumpenproletariat marnotrawiący wysiłek milionów obywateli po to tylko, by garstka polityków, nadużywających sloganów i symboli, wzbudzająca w odpowiedzialnych obywatelach poczucie winy miała pretekst do łupienia nas.
A co z potrzebującymi naprawdę? Pozostawmy ich ludzkiemu, a nie państwowemu miłosierdziu. Ono jest naprawdę wielkie. I naprawę tępi biedę, w przeciwieństwie do państwa, które ją szerzy. Od lat kieruję się zasadą mego Dziadka, żeby raz dziennie dać jałmużnę. Wychodzę z egoistycznego założenia, że jeśli sam znajdę się w opałach, a każdy będzie taką zasadę wyznawać, to przeżyję. Politycy na tym stracą, ale za to biednych ubędzie. Obowiązkowo! Wesołych Świąt!

Jan M. Fijor
„Nczas” 2005-12-22

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. liberty pisze:

    Dobre ! przesłać to wszystkim „sprawiedliwym spółecznie”…

  2. Andbler pisze:

    W TV oglądam tylko Majewskiego + Teraz MY!/Co z tą POLSKĄ? + film raz na tydzień. Doszedłem do wniosku, że wszystkie dzienniki i programy w stylu „Uwaga” to strata czasu.

  3. Andrzej Pilipiuk pisze:

    do Andblera – ja już ładne parę lat temu uznałem całą telewizję za stratę czasu…

  4. Mateusz Nieznański pisze:

    Bardzo dobre! Oby pojęcie interesu społecznego, interesu narodu oraz sprawiedliwości społecznej zostało wymazane wraz z Nowym Rokiem, HEJ! 🙂

  5. Tomasz Cukiernik pisze:

    Ja nie oglądam telewizji od 4 lat i całkiem mi z tym dobrze.

  6. Antoni Kopff pisze:

    To jest jeden z niewielu madrych tekstów,jakie czytałem w okresie świąt.Szkoda tylko,że ci ,którzy podobnie myślą, są milcząca większością.
    Co do oceny TVN- u i innych podobnych mediów -ma Pan 100% racji. Dorzuciłbym jeszcze hipokrytkę Jaworowicz i parę nazwisk tych, którzy na eksponowaniu ludzkich nieszczęść budują tzw. oglądalność oraz własny dobrobyt.Najlepszego!

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Nie bede sie z panem zgadzal, bo jeszcze mnie okzykna germanofilem. Just kidding! Pomyslnosci! Jan M. Fijor

  8. Radosław Kieryłowicz pisze:

    po Świętach do roboty i pierwszą informację którą słyszę jest to, że mam sobie dowwód wymienić do końca tego roku, bo inaczej, toć ja będę w III RP nielegalny… Nie słyszałem, zeby w USA ktoś zmuszał ludzi, aby co dziesięć lat na własny koszt wymieniali sobie dowody osobiste….

    Muszę zlikwidować firmę, bo wtedy, gdy już ją prowadziłem weszła ustawa nakładająca na podmioty gospodarcze obowiązek podwyższenia kapitału z 5000 do 50000 zł. w ciągu pięciu lat, to znaczy w warunkach recesji wypracowania zysku rzędu 1000% i podwyższeniu nim kapitału. Sądzę że w USA jednak nikt się nie miesza do wysokości kapitału zainwestowanego w firmę, jesli ta nie stara się o jakieś super ważne przetragi, tylko egzystuje na uboczu głównego nurtu biznesowego….

    Co i raz dowiaduję się, ze ministerstwo finansów obkłada koniecznością instalowania kas fiskalnych podmioty, które tylko co przekroczyły sprzedaż rzedu 10 tys. dolarów, podczas gdy kasa fiskalna kosztuje 1200$ i ponoć nie mozna jej odpisać od przychodu.

    Co i raz dowiaduję się, że wybuchają kolejne skandale o naliczenie podatku za kilka lat przez urzedy skarbowe, bo w międzyczasie zmieniła się ineterpretacja przepisów podatkowych przez urzedników. Natomiast cyrkularza – czyli ogólnej interpretacji przepisów ustawy o wysokości podatków i szczególnych ich zastosowaniach do poszczegółnych grup towarów i usług, obowiązujacych na terenie całego kraju nie mozna się doprosić. To powinno być głównym zadaniem ministerstwa finansów, a nie potem interpretacje tych przepisów – każdego z urzędów osobno, co prowadzi do wytworzenia się państwa dzielnicowego, o czym już pisałem w artykule http://prawica.net/index.php?q=node/2004 Oczywiście urzędy skarbowe odpowiadają majątkiem państwa – czyli podatkami, a poszkodowani majątekiem własnym, czyli dochodami, ale to już jest inna sprawa.

    Nie słyszałem w końcu, aby w USA media wyciągały co i raz przypadki pazerności prywaciarzy i supergospodarności instytucji państwowych. W 1990 r. 70% osób opowiadało się za założeniem własnego biznesu jako pomysłu na życie obecnie ok. 25%, a główną przyczyną jest: brak kapitału początkowego, brak miejsca prowadzenia działalności (wysokie opłaty lokalne), nadmierna biurokracja, zmienność przepisów i niejednoznaczna ich interpretacja…. Czy W USA, w ciągu roku kiedykolwiek zmieniły się przepisy podatkowe 14 razy, z czego 3 razy z egzekucją obowiązującą wstecz? Bo w Polsce takie przypadki to norma! To nie są żale nieudacznego biznesmena tylko wiadomości od księgowych!

    Czy w USA – w stolicy państwa Waszyngtonie – większosć gruntów nalezy do nieprawnie przejętych przez państwo, a te przez 60 lat właściwie nie zostały oddane en masse, lub nie zrobiono nic, aby tę sytuację naprawić. A Burmistrz Waszyngtonu nie mówi otwartym tekstem, że jest on zwolennikiem podatku spadkowego rujnującego sieroty… Co więcej burmistrz ten rozdaje grunty do niego nienależące różnym filutom i totumfackim, tak, że jego biuro prawne blokuje to rozdawnictwo w większej częsci. Czy burmistrz Waszyngtonu, nieruchomości oddawane prawowitym wyrokiem sądu blokuje ich przejmowanie przez włascicieli narażając miasto na wielosettysięczne odszkodowania z tytułu bezczynności? Czy w końcu burmistrz Waszyngtonu zabiera kilkutysiącom właścicieli ich domy, lub wpisuje ich na wieczystą dzierżawę, każąc sobie słono płacić, dlatego, że ludzie Ci zachowali jeszcze resztki swojej własności w stolicy. cvzy wreszcie partia Burmistrza Waszyngtonu, którą on ząłożył móiw jednym głosem, że resytutucja własności nie jest najważniejsza sprawą w państywei prawa… Ja myślę, że po takich wystąpieniach Burmistrz Waszyngtonu skończyłby się jako polityk… U nas nie, bo jego konkurencja to albo więksi złodzieje, albo fantaści, albo ujeżdżacze słoni.

    Czy w USA jest polityk – minister, sekretarz stanu, czy jak mu tam, który nie wytłumaczy się z romansu z porno-gwiazdką (a pisze bajeczki dla dzieci), ale zarzeka się, że nigdy nie prowadził żadnej działałnosci gospodarczej, bo… „nie miał układów potrzebnych do takowej…” i jest on szefem policji i administracji czyli resortów najbardziej podatnych na korupcję!?

    Inna sprawa, niemniej bulwersująca: Kościół coraz częsciej wyciąga łapę o dotacje z UE, a niektórzy biskupi wręcz z entuzjazmem zapatrują się na otwarcie stałego biura brukseli przy episkopacie Polski… Czy jakikolwiek biskup w USA, katolicki, protestancki, czy imam muzułmański cieszyłby się, gdyby urząd federalny zaglądałby mu w papiery???

    Więc Panie Fijor… O biedzie w Polsce i spadku entuzjazmu do życia możnabyłoby mówić, gdyby ci biedacy nie byli niszczeni przez własne państwo. Ale są i to na każdym kroku, a końca nie widać

    Radek

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Każda władza ma tyle uprawnień ile jej naród udzieli. Na tyle nas łupie na ile jej pozwalamy. JMF

  10. Hubert Pietruszewski pisze:

    Oto kilka moich obserwacji z okresu świątecznego, które potwierdzają, że artykuł jest trafiony.
    1. Tuż przed wigilią w niewielkiej wiosce zabrałem do samochodu małżeństwo w średnim wieku. Aby w samochodzie nie było niezręcznie, zapytałem: „Państwo jadą na zakupy, do pracy, czy już na święta”? Kobieta odpowiedziała: „Nie, jedziemy do miasta, żeby uzgodnić sposób zapłaty za naprawę komputera. Teraz takie czasy, że nie mamy pieniędzy, żeby zapłacić za całość, więc chcemy uzyskać zgodę na spłatę w ratach”. Pomyślałem: „Teraz takie czasy, że komputer na wsi nie wzbudza sensacji”.
    2. W małej popegeerowskiej wiosce w województwie zachodniopomorskim naliczyłem pięć nowych domów i wiele odnowionich a co czwarty budynek cały był obwieszony lampkami.
    3. Na święta miałem okazję na chwilę refleksji o sytuacji życiowej dzieci mojej babci. Każde z nich jest wykształcone w prostych zawodach. Jest murarz, rzeźnik, spawacz, kierowca, sklepikarz, stolarz, rolnik, kucharka i kelnerka. Rodzina każdego z nich ma inną sytuację materialną, a tak się składa, że zależną od tego, jak traktowany jest w niej alkohol. Ci, u których gości sporadycznie, mieszkają w jednorodzinnych, przestronnych domach i mają własny samochód. Ci (są na szczęście w mniejszości), dla których był codziennością, cisną się w biedzie.
    Moi na przykład rodzice według Leppera i jemu podobnych powinni co miesiąc ustawiać się w kolejce po zasiłek. Tato bowiem uprawia małe pole, a mama jest kucharką. A tu okazuje się, że nie będąc nigdy na zasiłku ani nie wyjeżdżając za granicę posiadają duży dom, sporą działkę, samochód, nowoczesne AGD, telewizor i DVD.

    W świetle tego zasmucił mnie bardzo, czytany w Nowy Rok list biskupów, który winą za złą kondycję materialną i duchową rodziny obarczył samozatrudnienie, pracę w niedzielę, dbałość o zysk, zamiast wskazać na lenistwo, pijaństwo i rozwiązłość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *