Tym razem spekulant

chat-dymki
14

Ledwie ucichły echa ataków pod adresem ministra Ludwika Dorna, któremu doprawdy cudem udało się wykręcić z oskarżeń Rzeczpospolitej o „bycie przedsiębiorcą”, a mamy nową aferę. Ta sama Rzeczpospolita (ciekawe skąd ten Bertold K. ma tak precyzyjne informacje? I takie imię?), tym razem oskarżyła ministra skarbu, Andrzeja Mikosza, o spekulacje.

Do tego giełdowe.
Bezpośrednim powodem oskarżeń była pożyczka w wysokości 300 tys. dol. udzielona przez panią ministrową, Andrzejową Mikoszową, matce Witolda W. – człowieka zaprzyjaźnionego z rodziną Mikoszów.
Pożyczki bywają zdradliwe, z tym że w przeciwieństwie do Włodzimierza Cimoszewicza, który jaskrawo naruszył był prawo pożyczkowe, pożyczka Mikoszów miała wszelkie cechy legalności – pochodziła z zasobów własnych Państwa Mikoszów, była jawna, towarzyszyła jej pisemna umowa, a także dowód opłaty podatku „od czynności cywilno – prawnych”. O co więc cały rwetes?
Otóż, Rzeczpospolita dopatrzyła się w akcie pożyczania uchybień. Zdaniem gazety, matka Witolda W. przekazała pożyczone pieniądze synowi, który „ma problemy z wymiarem sprawiedliwości”. Nie dość, że Witold W. „jest podejrzany” o oszustwa giełdowe, pranie brudnych pieniędzy, to na dodatek jest „graczem giełdowym”, w domyśle: spekulantem. W takiej sytuacji, premier, Kazimierz Macinkiewicz, musiał być bezkompromisowy. Zażądał dymisji ministra Mikosza i ją otrzymał. Dymisja – jak tłumaczy premier – jest spójna z programem „solidaryzmu społecznego”, „transparentności” i „uczciwości” nowego rządu. O ile „przedsiębiorczość” można było członkowi gabinetu wybaczyć, o tyle korzystanie z usług „gracza giełdowego”, a na dodatek, spekulanta zasługuje – zdaniem ekipy PiS – na najwyższe potępienie.

Zamieszany w kradzieże rowerów

W polskim systemie wymiaru sprawiedliwości, dystans dzielący sprawcę przestępstw gospodarczych od ich ofiary jest bardzo niewielki. Człowiek „zamieszany w kradzieże rowerów” równie dobrze może być złodziejem, co cyklistą, któremu skradziono pojazd. Wyjaśnieniem tej subtelnej różnicy zajmują się prokuratorzy, wsadzając na wszelki wypadek obu – sprawcę i ofiarę – do aresztu. Trwa to niekiedy rok czy dwa, po czym i tak rzadko kiedy jest pewność, który z aresztantów był właściwy. W przypadku przestępstw giełdowych, okres wyjaśniania, ze względu na stopień skomplikowania spraw jest znacznie dłuższy. Tym chyba należy tłumaczyć, że choć – od popełnienia rzekomego przestępstwa przez Witolda W. upłynęły trzy czy cztery lata – nie udało się go dotąd skazać prawomocnym wyrokiem. A skoro tak, to przecież podejrzenia Rzeczpospolitej są bezpodstawne. Równie dobrze może się okazać, że Witold W. jest Bogu ducha winien i choć jego niewinność może nie być „niewątpliwa”, zostanie od oskarżeń oczyszczony. Tym bardziej, że znakomita część oskarżeń o pranie pieniędzy i „manipulowaniu giełdą” to imaginacje niedouczonych prokuratorów, spragnionych spektakularnego sukcesu za wszelką cenę.
O ile jednak trudno wymagać od prokuratora czy redaktora K. znajomości prawideł rynku papierów wartościowych i ekonomii, o tyle premier powinien mieć je w jednym palcu. A skoro tak, powinien wiedzieć, że żaden człowiek, żaden „gracz giełdowy”, czy nawet spekulant nie jest w stanie manipulować rynkiem. Co więcej, każdy z nich, podobnie jak i przedsiębiorca, to ludzie ze wszech miar pożyteczni. I to bez względu na to czy interesują się nimi organa ścigania, czy nie interesują.

Gracz

No, bo czymże zajmuje się gracz giełdowy? Kupowaniem i sprzedawaniem papierów wartościowych. Jest to działalność całkowicie w Polsce legalna i na pewno bardziej pożądana, niż równie legalne palenie papierosów czy jazda na rowerze. Kupując akcje czy obligacje, gracz giełdowy zaspokaja potrzeby tych wszystkich, którzy albo chcą się tych „papierów” pozbyć, albo rzucając je na rynek chcą zdobyć kapitał potrzebny do uruchomienia czy prowadzenia działalności gospodarczej. Bez ryzyka błędu można powiedzieć, że wszystkie akcje na giełdzie prędzej czy później zasilają portfel kapitałowy przedsiębiorców.
Spółka ABC wchodząc na giełdę (IPO) sprzedaje na niej część swojej własności (czyli właśnie akcje), a za uzyskane pieniądze kupuje maszyny, budynki, surowce, ludzką pracę. Możliwość sprzedaży akcji to dla niej szansa. Zwłaszcza w Polsce, gdzie uzyskanie kredytu – dzięki nadopiekuńczości państwa wobec sektora bankowego – graniczy z cudem. Pozyskanie kapitału poprzez giełdę to popularny i zwykle bardzo korzystny dla wszystkich proces gospodarczy. Kto te akcje kupi, jeśli nie będzie graczy giełdowych? Kto dostarczy spółkom kapitału, dzięki któremu powstaną nowe produkty, usługi, tworzony będzie majątek narodowy, miejsca pracy, jeśli zabronimy tego robić Witoldom W?
Jeśli nawet matka Witolda W. przekazała pożyczone od Mikoszów pieniądze synowi, to przecież nic w tym złego. To były już jej pieniądze, z którymi (święte prawo własności) mogła robić co jej się żywnie podoba. Podobnie, nie jest niczym złym dobrowolne przekazanie „graczowi giełdowemu” własnej gotówki do zarządzania. Tak właśnie powstały fundusze powiernicze i inwestycyjne. Nie ma znaczenie kto inwestuje, ważne jest czyje pieniądze inwestuje i jak je inwestuje. Tym bardziej, że cały proces jest jawny! Przy obecnym poziomie regulacji, inwestowanie na giełdzie (a poza nią akcji nie sposób kupić) poza systemem kontroli państwa jest niemożliwe. Każda transakcja, każdy grosik, cent są zidentyfikowane, policzone i skrzętnie opodatkowane. Graczami giełdowymi interesują się organa ścigania, a nawet redaktor Bertold K.

Ignorant!

W czym spekulant jest gorszy od gracza giełdowego? Spekulant to też gracz giełdowy, który w odróżnieniu od tego drugiego ima się transakcji bardziej ryzykownych. Kupuje na przykład, bardzo ryzykowne opcje walutowe, dzięki czemu importer płacący za importowane dobra (przeważnie) w dewizach zmniejsza ryzyko fiaska swoich kalkulacji. Spekulant kupujący kontrakty terminowe na dostawę skóry chroni interesy szewców, którzy z tej skóry szyć będą buty czy torebki. Gdyby nie było spekulantów, gros inwestycji lokowano by na rynkach bezpiecznych, a te jak wiadomo zdarzają się niemal wyłącznie w krajach zamożnych. Dzięki spekulantom, w państwach uchodzących jeszcze do niedawna za obszary wysokiego ryzyka, takich jak Polska, Peru czy Indonezja, zbudowano miliony miejsc pracy. To właśnie spekulanci wzięli na siebie ryzyko, którego nikt innych wziąć nie chciał, a jeśli nawet chciał, to oni za nie policzyli najtaniej.
Wysokie dochody spekulantów są sygnałem, że gospodarka działa wadliwie. To oni ujawniają, że waluta jest przeszacowana, oprocentowanie odbiega od poziomu rynkowego, albo podaż pieniądza zagraża jego sile nabywczej. Spekulant to rodzaj ubezpieczenia, dzięki któremu rolnik, producent czy eksporter śpią spokojniej.
Gdyby premier Marcinkiewicz o tym wiedział, to by ministra Mikosza awansował, a nie dymisjonował. Chyba, że za ignorancję. Kto jak kto, ale minister powinien przecież wiedzieć, że nie należy inwestować w gospodarkę kierowaną przez ludzi, dla których gracz giełdowy czy spekulant to wciąż straszydła, jak z poprzedniej epoki. A w ogóle, mam takie dziwne wrażenie, że budowę IV Rzeczpospolitej rozpoczęto od przywracania fundamentów PRL.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2006-01-05

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Stanisław K. pisze:

    Jasiu!
    Odwołanie przez premiera Marcinkiewicza pana Mikosza , jest związane z przesadnym rozumieniem czystości w PiS i rządzie. Komuchy były skazane, podejrzane o przestępstwo ( Kalisz , p. Ungier ) a dalej rządziły . SLD bronio wszystkich do końca a nawet dłużej.
    To szybkie odwołanie świadczy bardzo dobrze o PiS i rządzie Marcinkiewicza.
    Liberalne media oraz opozycja SLD-PO, tylko czekają na tanie, bzdurne sensacje , żeby maksymalnie upokorzyć partię z woli narodu rządzącą.
    Twoja krytyka powinna dotyczyć właśnie ich a nie pana Marcinkiewicza.
    Podzielam w całości Twoje zdanie o „biedocie intelektualnej” ludzi wypowiadających się na tematy związane z rynkiem, spekulacjami i prawem ludzi do ponoszenia ryzyka.
    300.000 dolarów to dla jednych dużo a dla drugich bardzo mało.
    Liczby, które tu nie powinny mieć żadnego znaczenia , są używane jako argumenty uczciwości tzn. pożyczka do 50 zł ( w naszym prowincjonalnym myśleniu) dobrze świadczy o człowieku bo jest litościwy , natomiast pożyczka 300.000 dolarów to geszef burżujów, hien kapitalistycznych (2% pobiera urząd skarbowy)spekuantów itp.
    Takie iformacje wypowiadane przez liberalne media robią wrażenie i chcą pokazać , że w przypadku wygranej PO było by inaczej , lepiej , sprawiedliwiej.
    Jasiu. Jak ja rozumiem , to chodziło premierowi Marcinkiewiczowi bardziej o to, żeby niechętnie do niego nastawione media , nie miały argumentu ,że oto jego minister był zaangażowany w podejrzaną sprawę a premier nic w tym kierunku nie robi, czy wręcz chroni przestępcę.
    W moim mniemaniu pan Mikosz jest dobrym ministrem . Podjął się wyjątkowo trudnego zadania i jest dla wielu ” spekulantów” w krajowym sensie znaczenia tego słowa, osobą nieodpowiednią.
    Pozdrawiam i życzę owocnej pracy.
    Stanisław k.

  2. Kowal pisze:

    Problem jednak polega na tym, iż osoby którym Mikosz pożyczył pieniądze nie są po prostu spekulantami giełdowymi. Jest to środowisko, z którym Jan Fijor od zawsze walczył. Jego członkowie mają tyle wspólnego z wolnością gospodarczą, co – zachowując proporcje – obece elity władzy w Rosji.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Ja tego nie wiem. Nie znam tych ludzi. Wiem natomiast, ze oskarza sie ich o granie na gieldzie i spekulacje. Moim zdaniem, ani jedno, ani drugie nie jest przestepstwem. Uklony Jan M. Fijor

  4. Stanisław K. pisze:

    Pożyczam komu chce i ile chce. Ja ponosze ryzyko.
    Osoby trzecie to nie powinno wogóle obchodzić !!!!!!!!!!
    Stanisław K.

  5. Dariusz Zaniewski pisze:

    Panie Janie !
    Kapitalny i b. pozyteczny tekst. Czy moge go ,… hmm.. „rozpowszechnić”? Pozdrawiam

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Panie Darku, prosze brac i rozpowszechniac! Pozdrawiam Jan M. Fijor

  7. jan-tawan@lycos.com pisze:

    i ja uwazam, ze przyjecie dymisji bylo przedwczesne, wystarczylo ja bowiem odnotowac, i zapowiedziec, ze do czasu wyjasnienia sprawy przez prokurature(?), czy postawienia zarzutow, minister pozostaje w funkcji, lecz jest do dyspozycji premiera. jednak zwyciezyla racja medialna; bertold (?) z rzepy zadbal o nieskazitelnosc prawdziwa, a zwlaszcza mniemana, rzadu i opinii o jego czlonkach. I w ten sposob pozycja rzadu sie raczej utwierdzila w opinii publicznej – powiedzmy, nienajwiekszym kosztem. Czy to dobrze – czy to zle? Pewnie ani ani; dobrze ze skonczyly sie czasy, gdy publiczne funkcje zajmowali ludzie gotowi przykuc sie do stanowisk, az kryminal ich sila porwie, broniac sie immunitetami itp – mamy tego jednak dosc. Dobrze rowniez dlatego, ze pan W moze nie tylko byl graczem/”graczem?” – ale moze raczej mial cos wiecej na sumieniu, takie wrazenie pamietam z czytanych wiadomosci – czy tak bylo, kto to wie, alepo co obarczac rzad dociekaniem takich spraw. Zle, bo to nie ulatwia dzialania rzadu, choc nie wierze, zeby nie byl rzad w stanie spozytkowac wiedzy i kompetencji ustepujacego ministra rowniez poza ta jednak dosc naswietlona pozycja.

  8. Marek pisze:

    Wielu, od Warren Buffeta’a po Georga Sorosa a nawet i Pan Fijor przewidywali ponure prognozy dla amerykanskiego dolara w 2005. Jednak zamiast tego to dolar zakonczyl trzyletni spadek wartosci a jego cena gieldowa wzrosla o 8%, chociaz jak podpowiadaja sobie i upewniaja sie pesymisci, faktor ktory powodowal wzrost dolara zanika i obawiaja sie, ze brak rownowagi w handlu jak i deficyt budzetowy spowoduje upadek zielonego…… Z drugiej znow strony slaby dolar bedzie ograniczal import do USA, ktory bedzie zbyt drogi. Byloby to z korzyscia dla amerykanskich firm eksportujacych, rowniez zagraniczny handel i profity bylyby wieksze w sferze dolara…… W miedzyczasie takie wylaniajace sie potegi ekonomiczne jak Chiny i Indie dadza wyzwanie dolarowi, dzieki duzym nadwyzkom handlowym. Widza one duzy naplyw kapitalu, chociaz niewielu chcialoby widziec slabnacego dolara, ktory grozilby ich eksportowi do USA…… Senior economist, Brad Stser przy RGE Monitor, wskazuje, ze miliardy dolarow w ropie naftowej — takze byly i sa zrodlem sily tej waluty. (Kirk Shinkle – Investor’s Business Daily Friday January 13 2006)

  9. Elemel pisze:

    taa – jakby nie zdymisjonowal to wtedy bylby jazgot. Jak sie ma przeciwko sobie skrejnie niechetne media – trzeba byc niestety przewrażliwionym i nie ma co PiSu (a w szczegolnosci premiera Marcinkiewicza) obszczekiwac. A tak na marginesie to wcale ten minister nie był taki udany – juz pierwsza transakcja prywatyzacyjna mogla sie skonczyc zle dla rządu – prywatyzacja zespolu Elektrowni Dolna Odra. W trakcie wyceny zapomniano, ze Elektrownia dysponuje nadwyżkami praw do emisji – rocznie wartych ok. 200 mln zl.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Skoro nie był udany, to po jaką cholerę mianowano go na ministra? Pozdrawiam JMF

  11. Elemel pisze:

    A w mojej opinii to, żadnej pożyczki nie było. Wyglada na to, że była to tylko papierowa pozyczka, której celem było uratowanie skóry „gracza giełdowego”, który w ten sposób znalazł kwit do US na sfinansowanie transakcji giełdowych. I po to wszystko było robione w pełni legalnie – łącznie z rejestrowaniem umów w US i opłaceniem podatku od czynności cywilno-prawnych.
    Kto w Polsce pozycza kase znajomemu i zglasza to do US???

  12. Elemel pisze:

    Tak jak w firmie czasami zatrudnia się niewłaściwego dyrketora. Wazne aby go szybko i sprawnie zwolnic. I tak zrobiono z P. Mikoszem. Pretekst, że miał nieczystą historię był bardzo wygodny dla premiera Marcinkiewicza.

  13. Jan M. Fijor pisze:

    Zatrudnienie niewlasciwego dyrektora swiadczy zle o kryteriach zatrudniania. Nie wiem czy pan wie, ale headhunters za dyrektora biora od 50 do 150 tys. dol. Prywatny biznes nie moze sobie pozwolic na takie straty, ale dla premiera co za problem; wdowy i sieroty zaplaca. Pani minister finansow tez blad. Kto jeszcze? Kto nastepny? Jan M. Fijor

  14. RSA pisze:

    Bez przesady.

    Nie sądzę, żeby tyle staranności przykładano do wyboru ministra, co do dyrektora w prywatnej firmie. A już na pewno nikt headhunterom nie płacił…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *