Oscypek

chat-dymki
12

W ostatnich dniach stycznia, byłem w Zakopanem świadkiem akcji kontrolerów żywnościowych, którzy po raz kolejny wydali wojnę góralom sprzedającym oscypki, karząc ich wysokimi mandatami. Bezpośrednim powodem kontroli był powszechny brak, wymaganych przez prawo świadectw zdrowotnych, które – jak mi wyjaśnił jeden z kontrolerów – „chronią zdrowie i życie konsumentów”.

Państwo

Załóżmy, że państwo ma dobry tytuł do tego, by nas strzec przed chorobami. W systemie powszechnej, państwowej i przymusowej ochrony zdrowia, w jakim żyjemy, jest to działalność całkowicie racjonalna. No, bo skoro państwo pokrywa koszty mego leczenia, to ma także prawo chronić mnie przed chorobami. Inspektorzy strzegą w ten sposób kasy Narodowego Funduszu Zdrowia. Problem w tym, że wiedza na temat tego, co jest szkodliwe, a co nie, nie pozwala jednoznacznie stwierdzić, co człowiekowi szkodzi niewątpliwie. Od lat toczą się na przykład spory o to, czy zdrowsze jest masło, czy margaryna; czy sól kuchenna szkodzi; czy należy pić wino, albo jeść owoce morza itd. W wegetariańskich Indiach czy Tajlandii średnia długość życia jest znacznie krótsza niż w mięsożernych, Argentynie i USA. Zdania na tematy szkodliwości czy pożyteczności tego lub innego produktu są podzielone i to nawet w czołowych środowiskach naukowych, a przecież dobrze wiemy, że polskie do takich nie należą.
Gdyby nawet niewątpliwie wiedziano, że coś – np. alkohol, tytoń czy boczek wieprzowy – jest z gruntu szkodliwe, to przecież nie ma możliwości powstrzymania człowieka przed ich konsumpcją, ani tym bardziej kontrolowania jej. Jeśli nawet zakaże się produkcji tych „trucizn”, to człowiek, krnąbrny z natury, sam je sobie wyprodukuje. Dlatego, jak na razie, nikt nie wpadł na pomysł zakazujący produkcji papierosów, wódki czy innych ewidentnie szkodliwych wyrobów. Co więcej, coś co jednemu szkodzi, dla drugiego może być zbawienne. Znam ludzi, którzy się ciężko rozchorowali na nerwy z chwilą, gdy przestali palić, znam też takich, którzy piją alkohol codziennie i są zdrowi. Nie ma jasnych kryteriów zdrowia, dlatego większość z nas – jak pisał poeta – docenia je dopiero z chwilą „gdy się zepsuje”. Lekarze amerykańscy twierdzą, że prawie 50 proc. osób zaprzestających palenia papierosów, robi to ze strachu, a nie z rozsądku. Słowem, ludzie nie tylko nie wiedzą co im naprawę szkodzi, ale wielu z nas uważa, że samo zdrowie nie jest warunkiem szczęścia, a brak troski o zdrowie powodem nieszczęścia. Sam wolę soczystą golonkę z chrzanem i grochem, niż owsiankę i kiełki soji.
Zły stan zdrowia obywatela nie jest sam w sobie społecznie szkodliwy, a przynajmniej, nie jest najbardziej szkodliwy. Znamy ludzi zdrowych, którzy przynoszą temu narodowi znacznie więcej strat, niż niejeden chuderlak lub nawet inwalida. Istnieją bowiem dolegliwości (głupota, nepotyzm, lenistwo etc.), znacznie dla skarbu państwa kosztowniejsze, których nawet nikt nie ściga. Wreszcie, posiadanie zezwolenia czy świadectwa jakości samo w sobie nie gwarantuje wcale, że skonsumowanie certyfikowanego produktu będzie całkowicie bezpieczne. Dowodzi tego codzienna praktyka. Ostatni głośny przypadek, to odświeżanie stęchłych wędlin przez firmę Constar, posiadającą wszystkie możliwe licencje, zezwolenia i promesy. I przeciwnie, jem nielicencjonowane oscypki już prawie pół wieku i nigdy z ich powodu nic złego mnie nie spotkało. I chociaż można mieć zastrzeżenia co do higieny niejednej owczarni, nie słyszałem jeszcze, żeby ktokolwiek się groźnie zatruł góralską żętycą albo owczym serem!

Rynek

Większości powyższych zagrożeń i kosztów można by uniknąć stosując rozwiązanie, nazwijmy je: rynkowe. Na przykład, pozostawiając decyzję o tym co jeść, a czego nie konsumentowi. Nie tylko decyzję, także koszty jej podjęcia. Jeśli ktoś jest nieroztropny i lekce sobie waży możliwość zatrucia, będzie musiał za swoją niefrasobliwość zapłacić. Wiedząc o tym, konsument, który kocha sery ma dwa wyjścia: albo zrezygnuje z niebezpiecznych dla zdrowia oscypków na rzecz serów, które posiadają lepszą reputację, albo zaryzykuje, licząc na to, że się nie zatruje, a w przypadku zatrucia, weźmie producenta (sprzedawcę) do sądu, narażając go na wysokie koszty odszkodowania. Góral, który raz zapłacił odszkodowanie, albo przynajmniej wie, że zapłacił je jakiś jego stryk czy krzesny, pięć razy się zastanowi zanim złą jakością swych wyrobów narazi konsumentów na szwank. W ten sposób rynek budował reputację biznesów zanim powstały sanepidy czy inne komisje kontroli żywności. W czasach kiedy powstała margaryna, Coca Cola, guma do żucia, czy inne tego typu „podejrzane” substancje, nie było ani sanepidów, ani inspekcji, a mimo to ludzi nie wytruto. Rynek daje sobie doskonale radę z nierzetelnymi producentami. Jeśli nie wyeliminują ich z niego sami konsumenci, zrobi to za nich konkurencja. Państwo jest zbytecznym pośrednikiem, co więcej hamuje konkurencję, zwalniając ludzi z odpowiedzialności za własne życie. Aby taki mechanizm odpowiedzialności osobistej działał skutecznie, potrzebne są jednak sprawne i sprawiedliwe sądy. Wymiar sprawiedliwości, wymierzając surowe kary na rzecz poszkodowanych, a nie państwa, strzegłby nasze zdrowie, a równocześnie kasę Narodowego Funduszu Zdrowia, oszczędzając przy okazji na kosztach działania instytucji, które za pieniądze podatnika kontrolują dziś stragany z oscypkami.

Socjalizm

Dlaczego państwo mimo wszystko nie wierzy w człowieka? Dlaczego wyręcza rynek? Czy urzędnikom naprawdę chodzi o zdrowie narodu? Skądże znowu! Oni dobrze wiedzą, że nikt tak nie zadba o nasze zdrowie jak my sami. Człowiek instynktownie strzeże swego interesu znacznie lepiej niż robi to najbardziej opiekuńcze państwo. Nie dość, że my bylibyśmy zdrowsi, to na dodatek państwo nie musiałoby ponosić zbytecznych kosztów całej tej inspekcyjnej hucpy. Wiadomo poza tym, że zepchnięcie legalnej działalności serowarskiej do podziemia, bo tym może się zakończyć wojna z oscypkami, doprowadzi do pogorszenia się ich jakości, może nawet kosztem naszego zdrowia. Państwa to jednak nie wzrusza, bo państwu i urzędnikom chodzi o władzę. Oni z władzy żyją. Oni żyją władzą. Mają pensje i satysfakcję z tego, że mogą nami rządzić. Uchwalają coraz to nowe przepisy, przy pomocy których uświadamiają nam, jacy jesteśmy marni, źli, głupi i beznadziejni. Poniżają nas, upokarzają, a jednocześnie oduczają samodzielności. Tym, co w państwie opiekuńczym (czytaj: socjalistycznym) drażni i szkodzi najbardziej nie jest ani centralne planowanie, ani redystrybucja dochodu, ani nawet szeroki monopol państwa, lecz pogarda, z jaką to państwo traktuje obywateli. Zastanawiająca jest przy tym niekonsekwencja tego establishmentu. Z jednej strony zabrania mi się jeść tego, co akurat lubię, z drugiej zaś pozwala wybierać przedstawicieli władzy, którzy rzekomo w moim imieniu strzegą mnie przed moją głupotą. Niekonsekwencja władzy jest więc rażąca, no bo skoro zezwala mi się na wybór człowieka, który ma mną rządzić, to przecież kwestionowanie mojej zdolności wyboru w przypadku produktów kulinarnych jest aberracją. Skoro nie potrafię wybrać sobie jedzenia, to w jeszcze mniejszym stopniu jestem w stanie dokonać wyboru człowieka, zwłaszcza, że wybór sera czy innego produktu żywnościowego obarczony jest znacznie mniejszym ryzykiem niż wybór człowieka z jego skomplikowaną osobowością, skłonnościami czy innymi przywarami.
Dla Czytelników „Nczasu” są to pewnie sprawy jasne, jednakże większość Polaków uważa, że tak ma być. Nawet za cenę rezygnacji z oscypków. Jednakże górale – naród dumny i wolność miłujący – tak łatwo się nie poddadzą. W duchu więc na nich liczę…

Jan M. Fijor
„Nczas” 2006-02-13

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Adi pisze:

    To jest wszystko po to żeby państwo mogło zarobić. Rząd bardzo nie lubi kiedy obraca się jego pieniędzmi w szarej strefie, bez wiedzy gdzie, kiedy i na co idą. Na oscypkach nie można zarobić w budżecie i bardzo ciężko zmusić ludzi żeby płacili podatek od tych rzeczy. Ostatnio rozbrzmiało po mediach, że pozwali do sądu nawet jakąś babcie w Augustowie za nielegalny handel jajami na targu. Zapewne gdyby pokazała, że ma zarejestrowaną działalność i odprowadza podatek to by się odczepili i nie zwracali uwagi, że to czy tamto jest „nie zdrowe”. Dowodzi to, że rządowi nie chodzi o nasze zdrowie tylko o kasę.
    Rzucili się na oscypki góralskie tylko, dlatego, że na ogół były właśnie sprzedawane bez pozwolenia rządu i numerów identyfikacyjnych tz. ze sa „nie leganie”.
    Podobnie było, kiedy chcieli, żeby górale zamontowali kasy fiskalne na saniach, które wożą turystów po górach. Tez absurd

  2. Duo pisze:

    Leczenie skutkow to dobre dla dziennikarzy, aby pisac o oscypkach i innych nonsensach przez cale pokolenia. Jednak na pokazanie gdzie lezy przyczyna tych absurdow, niestac zadnego z nich. Nie stac bo do tego potrzebne jest glebsze myslenie, glebsza i inna edukacja i inne wartosci w narodzie jak i okreslenie roli prawdziwie wolnego panstwa. No tak, ale kto wyjasni na czym polega wolnosc? Wszyscy mysla, ze prawdziwa wolnosc i demokracja to wolne wybory, wolnosc glosowania na wybranego przez siebie kandydata. No i wybiora demokratyczna kupa wiekszoscia glosow takich kandydatow jak Leper, Hamas, Kaczynski, czy innych bardziej prawicowych obywateli. A po kazdych wyborach orgia regulacji i wydawania pieniedzy podatnika,samodestrukcja i dyktatura w mniejszym lub w wiekszym stopniu. A gdzie pryncypia wolnosci w oparciu o Indywidualne Prawa do zycia, do wolnosci i do dazenia do szczescia, chociazby w postaci produkcji oscypkow, czy babci sprzedajacej jaja na rynku? Jezeli sie takich podstawowych zasad nie bedzie wyjasnialo, nie bedzie edukowalo, to kraj bedzie posiadal „tlusta” i niekonczaca sie prase o oscypkach, o kasach fiskalnych na goralskich saniach i o babcinych jajach w Augustowie.

  3. DominoS pisze:

    zupelnie przypadkiem przeczytalem komentarz pana/i Duo. Zupelnie bezzasadne wydaje mi sie twierdzenie ze to „prawicowi” obywatele odpowiedzialni sa za brak wolnosci.
    Zabraklo spostrzezenia, ze to nie „prawicowi” Lepper, czy Kaczynscy to wymyslili… a „wolnosciowi” dzialacze post-PZPR, KLD, UW, AWS i inni tacy… po prostu nie zadna prawica ale socjalisci. Wystarczy zobaczyc jakie partie aktywnie wspieraly akcesje do zwiazku socjalistycznych republik europejskich…

    Bylbym tez ostrozny z potepianiem dyktatury… zycie pokazuje, ze w niejednej „dyktaturze” ludzie ciesza sie znacznie wieksza wolnoscia niz wielu demokracjach.

  4. Iwo pisze:

    W Pana argumentacji znalazłem pewną nieścisłość.
    Powołuje się Pan na logiczną sprzeczność między tym że człowiek ma prawo wybrać polityka, lecz nie to co będzie jadł. Otóż to nie jest prawda! Polityka wybiera nie konkretny obywatel, lecz większość. Ja od lat głosowałem na Janusza Korwin Mikke i UPR, a większość wybierała mi zupełnie innych władców. Czy dobrze na tym wyszedłem?

    Można założyć że większość stała się większością ponieważ lepiej się odżywia i mnoży od indywidualistów. Z drugiej strony większość wcale nie odżywiała się tak jak każą nam jej przedstawiciele. Wyrosła ona jedząc jaja od własnych kurek oraz mięso ze świnki wychowanej we własnym chlewiku !

    Rolnicy dobrze wiedzą że mleko wyprodukowane zgodnie z obowiązującymi standardami (silne środki dezynfekcyjne oraz szybkie wychłodzenie zapobiegające wstępnemu przetworzeniu mleka przez zawarte w nim naturalne enzymy) jest ciężkostrawne. Sami takiego mleka najczęściej prawie nie piją (uwaga – dzisiaj rolnicy to już nie większość).

    Większość oczywiście nie rządzi lecz jest wodzona za nos przez mniejszość która potrafi oszukać ją za pomocą reklamy. Czy mistrzowie od reklamy oraz PR wiedzą najlepiej co należy jeść? O ile wiem spożywają oni duże ilości kawioru i szampana ale nie słyszałem aby propagowali taką dietę. Mistrzowie od reklamy do decydowania o tym co mamy jeść zawsze wybierają mistrzów z innych dziedzin, byle tylko należeli do ich ekipy!

    Pozdrawiam i życzę końskiego zdrowia aby dobrze znosić to co nam od lat pichcą.

    Iwo Grzegorzewski

    P.S.
    Jeżeli piszę o reklamie to dodam trochę reklamy.
    Moje strony internetowe to:
    http://www.eco.strony.pl
    http://www.zakrzewo.strony.pl

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Nie chodzi o efekt, lecz o postawe. No bo skoro wolno mi wybierac politykow, to dlaczego nie wolno mi wybierac pokarmu? Wiekszosc jest obarczona takim samym bledem czy ryzykiem, co jednostka. Uklony Jan M. Fijor

  6. Duo pisze:

    Panie Domino S. Z wpisu Pana wnioskuje, iz jest Pan czlowiekiem pragmatycznym, a nie czlowiekiem pryncypialnym w podejsciu do polityki, a przeto i do gospodarki, bo jaka polityka taka i gospodarka, chociaz Pan tego nie wypowiada. Powiedzialbym nawet, ze jaka filozofia w narodzie swiadoma, czy podswiadoma, taka bedzie i polityka. Panska swiadoma filozofia taka jak Rurarza, ktory lubi poslugiwac sie wyswiechtanym sloganem „nie wazne czy kot jest czarny czy bialy, byleby myszy lapal”. Niewazne czy dyktatura czy wolnosc, wazne byleby w nich byloby nam dobrze. Z takim percepcyjnym podejsciem do rzeczywistosci nie tylko system polityczny, ale i osobiste zycie zawali sie wczesniej czy pozniej falami Domina. Nie znaczy to wcale, iz jest Pan zlym czlowiekiem. Jest Pan jedynie niepraktycznym. Czas z percepcyjnych na koncepcyjne poziomy sie wznosic. Czas na nawigowanie z kompasem i mapa, a nie na oslep, na wyczucie, sercem i duchem, co nas prowadzi z jednej mielizny na druga. Czas na nawigowanie z przyzadami, a wtedy szanse na odkrycie Ameryki. Oscypkami i jajami mozem odkryc jedynie nowy labirynt plytkiego folkloru. Tak nam dopomoz Bog

  7. Duo pisze:

    A mnie sie wydaje, ze caly ten Najwyzszy Czas sie reorganizuje, idealizuje, filozofuje, kapitalizuje, zmienia metafizyke zaswiatow na ziemska, juz sie nie konserwuje tzn. nie kisi sie jak coroczny ogorek czy kapusta i sie nie hedonizuje, o co padaly podejrzenia glownie na Sz.P. Korwina, ktory tez sie i nie umartwia, jak swiety nawiedzony,jak matka T. czyli prowadzi zycie zdrowo stapajacego po gruncie i naladowanego testosteronem, bytu i stad cala ta polityczna zazdrosc, cynizm i nihilizm dialektycznych \”logikow\” hi hi hi… Nczas sie nie humianitaryzuje, bo od zaran byl ludzki. Nczas glowkuje jak przystalo na epistemologow, nie freuduje, jak przystalo na kognitywnikow, nie pije nie pali i dlatego nie ma lewicowych robali. No moze sobie i pije i pali ale z naleznym umiarem. I chyba Szanowny Pan Rumian mial racje jezeli chodzi o autora P. Fijora, ktorego po stylu pisania i temperamencie mozna podejrzewac, iz zazywa pszczele mleczko – ze \” pobzykac to on sobie pobzyka, ale zadelka to on juz nie zapusci\”. Niech wiec szanowny autor i publicysta zaspiewa sobie: Pojde na Stare Miasto, nie bylem tam od wczoraj, nie moglbym w nocy zasnac, gdybym nie poszedl tam i nie zjadl sobie oscypka do butelki portera u Fukera. Ze tez mnie tutaj przynioslo na ten Foksal. Z Pozdrowieniami i szczerymi Zyczeniami, aby Wasze wasy piastowsko-walesowskie nigdy nie dosiegaly talerzy tlustych zup. Niech sie wasy zlepiaja goracym patriotyzmem, a nie nieorganicznym i skazonym pestycydami tluszczem. Gdzie te czasy kiedy Natura dawala nam wszystko; jedzenie, picie, odzienie, plodzenie, kadzenie, bekanie piardniecie i zycie az po dluga i siwa brode do samej ziemi w wieku dokonania zywota az trzydziestu lat. Ogorka tak dlugo nie zakonserwujesz, jak zywota. Tak nam dopomoz Bog. Duo

  8. Marek pisze:

    Coz ja tutaj milego widze. Fryderyk Bastiat, ktorego tom ja na wlasna reke odkryl juz jakie 25 lat temu, w starym antykwariacie na N. Swiecie. Konkretny i praktyczny ekonomista wolnorynkowiec- leseferzysta (nie mylic z Leperem aferzysta). Takich edukatorow nam trzeba, taka wlasnie lekture tak w liceach jak i na studiach. Szkoda, ze w tak mlodym wieku zmarl, bo moglby nam ostawic jeszcze wieksza spuscizne jak kierowac ekonomia. Ale aby kierowac zdrowa ekonomia to trza miec odpowiednia polityke. Ale z czego sie bierze tak wlasciwie dobra polityka, czy dobrzy politycy? Ano bierze sie taka, czy tacy z woli narodu. Jednak jak narod ma mieszane wartosci, mieszane moralne przeslanki, to wychodzi z tego jak tera widac wyraznie, maslo maslane.
    Ale jak sie narod dowartowosciuje, zmadrzeje, zrozumie, ze bez myslenia i pracy szmalu nie bedzie, jak rowniez szmalu nie przybedzie gdy go urzad finansowy podatkami za du….pe wezmie, taryfami sie obywatela oblozy czy inflacja – to wtedy i Bastiat moze bedzie mial bardziej zaszczytne miejsce w narodowej narodowej literaturze, albo ta Rand od Atlasu Zbuntowanego i Zrodla. Wtedy myslenie sercem nie bedzie gloryfikowane, jak tylko szkielko medrca, rozumem nazwane. Serce, a i owszem i na nie je miejsce, jednak nie zastapi rozumu, bo naturalnego porzadku swiata nie da sie zmienic, nie da sie przyczyne skutkiem zamienic, bo takich cudow nigdy nie bylo i nigdy nie bedzie, chyba ze jeno w chorej wyobrazni, jak u czerwonego jenerala. Tak nam dopomoz Bog – tworca owego, Naturalnego Porzadku swiata i wszechswiata.

  9. Hubert Pietruszewski pisze:

    A ja bym jednak wlepił góralom te mandaty. Nie za higienę, oczywiście, ale za to, że je robią z krowiego mleka. Kiedyś w przypływie dobrego humoru pozwę jakąź gaździnę za oszustwo.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Oj, niesprawiedliwie. Primo, owczego mleka nie ma caly rok. Secundo, xawsze szczsrze mowia, ze jest to oscypel krowi, albo owczo-krowi. Gorale sa OK. Pozdrawiam z Zakopanego Jan M. Fijor

  11. x pisze:

    I sad to udowodni, ze gorale to inny rodzaj Polaka, bo uczciwi, prawdomowni, szczerze przestrzegajacy 10 cioro przykazan. Nie posiadaja dubeltowych standartow moralnych jak reszta Polakow. Ojciec Hejno nie pochodzil z gor, co mu sie przypisuje.

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Pod wieloma względami radzą sobie z życiem i sobą lepiej niż inne regiony kraju. Na obyczyźnie tym bardziej. Jan Slota (Cleveland)- nie goral

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *