W co wchodzić?

chat-dymki
11

Nie ma w co inwestować! – żalą się inwestorzy i ekonomiści. Światowym finansom brak jest dziś jasnej dyrektywy! Rynek staje się zbyt skomplikowany! Potwierdzają zarówno drobni ciułacze, jak i specjaliści od odkrywania okazji – George Soros, Peter Lynch, czy Carl Icahn. Od ponad pół wieku robienie pieniędzy nie było takie trudne i zdradliwe, przyznają analitycy Greylock, znanej firmy specjalizującej się w venture capital. I chociaż jeden z najsłynniejszych funduszy inwestycyjnych świata, zarządzany przez samego Warrena Buffetta, Berkshire Hathaway zarobił w ciągu ostatniego roku ponad 54 proc., jego wielki twórca i zarazem menadżer przyznał ostatnio, że ma coraz więcej kłopotów z wyborem odpowiedniego wehikułu inwestycyjnego.

Bez pieniędzy

Buffett nawiązywał najprawdopodobniej do swego niefortunnego pociągnięcia, jakim była wymiana ok. 5 mld dol. na euro, której dokonał w połowie 2005 roku. Podobnej zamiany dokonali, Bill Gates i George Soros. Tymczasem od tamtego momentu, dolar, o dziwo, poszybował i kilka procent w górę. Jak na razie, najbogatsi ludzie na Ziemi stracili na tym po kilkaset mln dol. Dla nich jest to strata stosunkowo niewielka, jednakże dla Buffetta i Sorosa to plama na prestiżu giełdowego guru. Co prawda, dolar nadal traci swą siłę nabywczą, jednakże euro też nie spełnia nadziei. Liczono na euroizację rynku ropy naftowej, do czego od lat nawołują Rosjanie, Francuzi, a ostatnio też Irańczycy i Arabia Saudyjska, jednakże po danych makro za ostatni rok, rynek pozostał przy dolarze. I chyba słusznie, bo z tych dwu walut raczej dolar ma szansę zwyżkować; gospodarka amerykańska jest w dużo lepszej formie niż europejska, szczególnie że równocześnie rośnie sprzeciw wobec wojny w Iraku i w Afganistanie. Wojna, kosztująca Amerykę dotąd ponad 2 bln dol. jest – o, ironio! – „rezerwą” waluty amerykańskiej. Jej zakończenie zahamuje spadek wartości dolara i oddali groźbę detronizacji waluty amerykańskiej. Jeśli i to nie pomoże, zwraca uwagę senator Ron Paul, z Teksasu, „konieczne będzie zakończenie trwającego już 35 lat eksperymentu z pieniądzem papierowym i przywrócenie standardu złota”. Ameryka wydaje się być i na to gotowa.
Euro nie ma przed sobą tak dobrej przyszłości. Przy słabej kondycji gospodarczej Europy i ogromnym deficycie budżetowym wywołanym wydatkami na socjal, może co najwyżej liczyć na decyzje monetarne, to jest na podniesienie przez ECB (bank centralny) stóp procentowych. Wyższa stopa dyskontowa, to dla waluty wzrost wartości, dla gospodarki jednak oznacza zahamowanie, i tak już mizernego, tempa wzrostu gospodarczego w Europie. Świadczyć też może o zagrożeniu inflacyjnym, które w Unii Europejskiej jest coraz bardziej realne.
Teraz japoński yen.
Stopa dyskontowa Bank of Japan wynosi dziś 0,10 proc., a przez długi czas znajdowała się na najniższym możliwym poziomie…zera procent. Nie gwarantuje to jednak ani wysokiego tempa wzrostu gospodarczego, ani silnego pieniądza. Gospodarka Nipponu jest nadal dość efemeryczna, system bankowy miota się po kryzysie na rynku nieruchomości już od ponad 10 lat, zaś podstawowy indeks giełdy tokijskiej, Nikkei, obrazujący stan japońskiego rynku papierów wartościowych nie osiągnął nawet połowy swojej wartości z końca lat 1980.
Chociaż walucie szwajcarskiej, podobnie jak i gospodarce tego kraju daleko do świetności sprzed 30 lat, kiedy szwajcarskim system bankowy był schronem gotówkowym dla wielkich tego świata i źródłem finansowania długów krajów rozwijających się. Na razie frank szwajcarski wydaje się być lokatą walutową pewniejszą niż dolar czy euro, jest to jednak przewaga względna i na krótką metę. Z powyższego wynika więc, że trzymanie pieniędzy w którejkolwiek z tzw. silnych walut jest mimo wszystko ryzykowne. Doskonale zapowiadała się złotówka i czeska korona, jednakże ostatnie tendencje nacjonalizacyjne w naszej gospodarce plus kryzys węgierskiego forinta popsuły polskiemu pieniądzowi pozycję, a przy okazji dotknęły także i koronę. Na jak długo zależeć będzie niestety od polityków.

Papierowe papiery

Już JP Morgan mówił, że w banku trzymają pieniądze tylko ci, którzy nie wiedzą co z nimi począć. Ci, którzy to wiedzą gnają na giełdę. Problem w tym, że papiery wartościowe, to podobnie jak lokaty w pieniądz papierowy są wehikułem ryzykownym. Jedynym pewnym typem wydaje się być sektor energetyczny. Nawet high tech stracił swój czar. Indeksy giełdy amerykańskiej. NASDAQ, jak i S&P 500, mimo trzech lat nieprzerwanego wzrostu nadal znajdują się ok. 60 proc. poniżej rekordowego poziomu z marca/kwietnia 2000. Lepiej zachowuje się co prawda wskaźnik Dow Jones „przemysłowy”, który sięgnął poziomu sprzed krachu, ale zdaniem Boba Brinkera, jedynego znanego finansisty amerykańskiego, który sześć lat temu przewidział i wykorzystał kryzys „bąbelkowy”, akcje są nadal przewartościowany, co inwestorom niczego dobrego nie wróży. Wprawdzie ostatnie tygodnie owocowały w fuzje i akwizycje na nie notowaną dotąd skalę (tylko w pierwszym tygodniu marca było ich na ponad 23 mld dol.), nie jest to zjawisko jednoznacznie pozytywne, świadczy bowiem o słabnącym tempie wzrostu organicznego. Coraz słabiej, na dłuższą metę, wypadają też fundusze inwestycyjne (mutual funds), w latach 1990. „cudowne dziecko” rynku papierów wartościowych. Tyle Ameryka. Podobnie zachowują się rynki europejskie. Londyński FTSE czy niemiecki DAX podwoiły swoje wartości w ciągu ostatnich trzech lat, ale zbliżają się dopiero do poziomu z wiosny 2001. Rekordy nie są jednak zasługą wzrostu gospodarczego, lecz raczej braku alternatywy dla inwestowanych pieniędzy. A także inflacji, tak, inflacji, przed którą – zwłaszcza w odniesieniu do rynku obligacji – przestrzegają eksperci Instytutu Misesa z Alabamy. Nie lepiej dzieje się w Japonii. Mimo iż indeksowi Nikkei na poziomie niewiele powyżej 16,000 daleko do rekordu sprzed 18 lat, kiedy to wskaźnik ten przekroczył 38000 punktów, co mogłoby sugerować okazję i „zlecenia kupna”, chętnych do aktywnego lokowania w akcje japońskie wciąż zbyt wielu nie ma. Spętana interwencjonizmem gospodarka ma ograniczone możliwości rozwoju.
Atrakcyjnie wyglądają giełdy „nowych rynków”, w tym Polski, Czech, Indii, Brazylii czy Meksyku, gdzie od paru lat wzrosty są duże, nawet i dwucyfrowe, nie ma jednak pewności czy nieoczekiwana zmiana polityczna nie zdestabilizuje tam rynku, tak jak to się stało np. po wyborze radykalnego pułkownika Hugo Chaveza w Wenezueli, ekstrawaganckiego, Nestora Kirchnera w Argentynie, czy „aferze bankowej” w Polsce, ciągnącej WIG 20 i polski pieniądz w dół. Wschodzące rynki bywają intratne, towarzyszy im jednak duże ryzyko nieprzewidywalności.

Niepewny lider

Tradycyjną lokatą są nieruchomości. Co z tego, skoro ceny domów w Wielkiej Brytanii, Włoszech, Hiszpanii, w Stanach Zjednoczonych, a zwłaszcza w Hong Kongu rosną w tempie 30- 50 proc. rocznie i końca nie widać. Polska nie pozostaje w tyle. Ceny mieszkań w Krakowie, Warszawie i Zakopanem, w ciągu ostatnich dwóch lat rosły w tempie ponad 45 proc. rocznie. Silny, dwucyfrowy wzrost ma miejsce w Poznaniu, Gdańsku, Zielonej Górze, a także po latach względnej stagnacji, na Śląsku.
Globalnym liderem w branży nieruchomości jest rynek amerykański. Królowie amerykańskich nieruchomości, Donald Trump i Ted Turner (założyciel CNN) namawiają do kupowania „drugiego domu”. W ciągu ostatnich 30 miesięcy średnia cena domu wzrosła 70 proc., a w Kalifornii, Newadzie i w większych miastach nawet grubo powyżej 120 proc. Ostatnio drożeć zaczęła też ziemia rolna. Średnia cena 1 akra gruntów (mniej więcej 0,4 ha), która w Stanach Zjednoczonych wynosiła 8 lat temu ekwiwalent niespełna 900 zł, dzisiaj dochodzi do 3600 zł. Rosną ceny gruntów w Brazylii, w Meksyku, w Rosji i na Ukrainie. Silne wzrosty cen zanotowano ostatnio w Indiach, Korei Pd., na Kubie i w Ameryce Środkowej. W Argentynie, gdzie do niedawna podaż ziemi przekraczała popyt na nią, inwestują Ted Turner, Sylvester Stallone, a także duże spółki światowe – Benetton, Kraft, Bosch, Boeing i kilka innych.
Silne wzrosty cen gruntów mają miejsce w Europie, zwłaszcza w Polsce, gdzie średnia cena hektara gruntów średniej klasy (III) w 2004 roku wynosiła ok. 4700 zł, pod koniec 2005 – 5900 zł, a dzisiaj grubo powyżej 6500 zł. Grunty dobrej jakości dochodzą niekiedy do ponad 30 tys. zł za hektar, dużo, chociaż to wciąż tylko ok. ¼ ceny gruntów w Holandii czy RFN.

Grunt to złoto

Banki centralne USA, Unii Europejskiej dokonują akrobacji formalnych aby wykazać, że inflacji nie ma. Z koszyka dóbr służącego porównywaniu cen (a więc obliczania wartości pieniądza) wyjmuje się a to koszty energii, a to ceny nieruchomości, czy żywność. Byle tylko nie pokazać spadku siły nabywczej pieniądza. Publika się na to nabiera, stąd po gwałtownym wzroście cen złota, które pod koniec 2005 roku osiągnęły 570 dol. za uncję, żółty metal ostatnio tanieje. W połowie marca jego cena wynosi ok. 535 dol. Mimo to eksperci Chicago Mercantile Exchange prognozują, że złoto już wkrótce osiągnie 1000 dol. za uncję! Wielkim zwolennikiem i promotorem metali szlachetnych stał się w ostatnich tygodniach guru od „poradnictwa finansowego”, Robert Kiyosaki, którego zdaniem rentowność inwestycji w złoto, srebro oraz platynę może przekroczyć w ciągu nadchodzących 5-6 lat nawet 20 proc. rocznie. I to jest chyba właściwy sygnał dla ewentualnych inwestorów. Tym bardziej, że już dzisiaj po sztabkę tych metali – nawet w USA – trzeba czekać w bankach i biurach maklerskich w kolejce. Dlatego złoto, obok papierów wartościowych związanych z ropą naftową i jej pochodnymi, chyba jednak także nieruchomości stanowić będą najlepsze wehikuły inwestycyjne najbliższych pięciu, a może nawet więcej lat. Zdaniem Warrena Buffetta, powodzeniem cieszyć się będą – w przeciwieństwie do tego, co dominowało na rynku lat 1990. – papiery wartościowe firm mocnych, stabilnych, ale nie technologicznych. Ten trend zaczął się już rok temu i jego skutki widać chociażby po znacznym spadku notowań Google’a, Oracle, IBM i innych sztandarowych firm sektora IT. I dlatego Bufett, Soros czy Icahn chętniej inwestuje w McDonald’sa, Campbell Soup, Time Warner i BMW, niż w yahoo, Microsoft, czy nawet Dell. Przezorni inwestorzy już dziś uciekają od obligacji, które czekać będzie poważne spadki.
Z walorów krajowych, popytem cieszyć się powinny nadal nieruchomości, zwłaszcza w okolicach dużych miast, których populacja, w związku ze zmianami demograficznymi na wsi, w najbliższym czasie znacznie wzrośnie. Czynnikiem napędzającym popyt na nieruchomości będzie proponowana po 2010 rok podwyżka podatku VAT od mieszkań. Na wsi nastąpi koncentracja areału, co wpłynie na dalszy wzrost cen ziemi. Ziemia i nieruchomości są zresztą uważane za schron przed inflacją. Jeśli bowiem deficyt budżetowy nie zostanie zmniejszony, a system finansów publicznych nie zreformowany, to nie pomoże nawet zatrzymanie Balcerowicza na stanowisku szefa NBP przez następne 20 lat. Polskę, tak jak USA i UE czekać będzie wysoka inflacja, a wraz z nią wzrost zainteresowania lokatami w kamienie szlachetne, złoto i platynę. Kolejki do punktów sprzedaży sztabek złota czy platyny w Warszawie ustawiają się już przed świtem.
A zatem, lokaty bankowe, akcje technologiczne, obligacje – nie. Złoto, nieruchomości, ropa naftowa, ziemia rolna – tak. Pamiętajmy też, żeby nie trzymać wszystkich swoich jaj w jednym koszyku – dywersyfikacja zasobów jest nie mniej ważna co ich dobór.

Jan M. Fijor
www.fijor.com

Zdaniem ekspertów:

1. banki:

1000 zł zdeponowane na kontach w banku japońskim podwoi się w ciągu 200 lat;
1000 zł zdeponowane na polskich kontach a vista podwoi się w ciągu 150 lat;
1000 zł zdeponowane na polskich lokatach terminowych podwoi się w ciągu 25 – 30 lat;
1000 zł zdeponowane w bankach zachodnioeuropejskich Unii Europejskiej podwoi się w ciągu 22 – 25 lat;
1000 zł zdeponowane w banku szwajcarskim podwoi się w ciągu 20 lat;
1000 zł zdeponowane w banku amerykańskim podwoi się w ciągu 14 – 16 lat.

2. ziemia i mieszkania:

1000 zł zainwestowane w nieruchomości amerykańskie, brytyjskie lub włoskie podwoi się w ciągu 5 – 6 lat;
1000 zł zainwestowane w mieszkanie w Polsce podwoi się w ciągu od 5 – 8 lat;
1000 zł zainwestowane w mieszkanie w Warszawie, Zakopanem lub Krakowie podwoi się w ciągu 3-5 lat;
1000 zł zainwestowane w ziemię rolną) w Unii Europejskiej podwoi się w ciągu 20 lat;
1000 zł zainwestowane w ziemię rolna w Polsce podwoi się w ciągu 3-5 lat;
1000 zł zainwestowane w ziemię na Ukrainie podwoi siew ciągu 2-3 lat;
1000 zł zainwestowane w ziemię rolna w Stanach Zjednoczonych podwoi się w ciągu 5-6 lat.

3. rynek papierów wartościowych:

1000 zł zainwestowane w akcje firm poszukujących złóż gazu ziemnego i ropy naftowej podwoją się w ciągu 2-3 lat;
1000 zł zainwestowane w akcje amerykańskich firm technologicznych – podwoi się w ciągu 8-10 lat;
1000 zł zainwestowanie w amerykańskie akcje firm tradycyjnych – 6-9 lat;
1000 zł zainwestowane w akcje firm zachodnioeuropejskich podwoi się w ciągu 10 – 12 lat;
1000 zł zainwestowane w akcje „rynków wschodzących”, w tym polskie – podwoi się w ciągu 5-6 lat, w tym;
1000 zł zainwestowane w akcje przedsiębiorstw meksykańskich i indyjskich podwaja się w ciągu 2 lat;
1000 zł zainwestowane w obligacje skarbu Stanów Zjednoczonych podwoi się w ciągu ok. 15 lat;
1000 zł zainwestowane w obligacje polskie podwoi się w ciągu ok. 16 lat;
1000 zł zainwestowane w obligacje europejskie podwoi się w ciągu 20 – 30 lat.
1000 zł zainwestowane w polskie fundusze inwestycyjne podwoi się w ciągu 4-6 lat;

3. złoto, srebro, platyna:

1000 zł zainwestowane w złoto podwoi się w ciągu ok. 5 lat;
1000 zł zainwestowane w srebro podwoi się w ciągu 4-5 lat;
1000 zł zainwestowane w fundusze inwestujące w kopalnie metali szlachetnych podwoją się w ciągu 4 lat;
1000 zł zainwestowane w platynę powoi się w ciągu 4-5 lat;
1000 zł zainwestowane w fundusze inwestujące w kruszce podwoi się w ciągu 6- 10 lat.

Jan M. Fijor
„różne” 2006-03-22

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Jan Serwatko pisze:

    Panie Fijor. Jest Pan dziennikarskim geniuszem.

  2. Geo pisze:

    Pamietam, pamietam, te czasy jak sie Soros, Buffet i Gates bratali z Europejska Unia, uwazajac ja politycznie i ekonomicznie za bastion rozwoju gospodarczego. Ta trojca przenajswiedsza skazywala wtedy Ameryke na brutalna i dewastacyjna ruine gospodarcza. Po tym, w nadwiadomosciach ich chorych wybrazni, zdecydowali sie wysprzedawac dolary a kupowac Euro. Juz wtedy sie z nich nasmiewalem przewidujac, ze umocza posladki. Bylo to na ktoryms z forumow. Jak odnajde to skopiuje tutaj. Nawet i Pan Fijor, spodziewajac sie upadku gospodarczego USA,(no bo przecie z glupim Buszem) podzielal trojcy owej mistyczne przewidywania. Trojca owa, jakkolwiek zdolna dotad w przewidywaniach gieldowych, czy Bil Gates, ktory jest niezwykle wydajnym producentem – ideowo jest o orientacji socjaldemokratycznej, gdzie przewazyla nad rzeczywistoscia ich chora Nadswiadomosc. Bez wzgledu, jako byznesmenow, napewno to czegos nauczy – pragmatyzm, czy pobozne zyczenia potrafia byc dewastujace. Tak nam dopomoz Bog.

  3. Klek pisze:

    Swietny tekst, szkoda ze go pan nie poslal do Wprostu albo Newsweeka. Przekonal mnie pan, jutro skladam oferte na dzialke rolna.

  4. Jan Serwatko pisze:

    Panie Klek. Nie kupuj Pan byle jakiej dzialki rolnej bo na zyski bedzie moglo dopiero liczyc pana dzieci po ewentualnej sprzedazy. Przy zakupie nieruchomosci prosze wziac pod uwage trzy najwazniejsze pryncypia:
    1) Lokacja
    2) Lokacja
    3) Lokacja

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Dlaczego dopiero dzieci? Ziemia rosnie w cenie gwaltownie. Zwrot na iwnestycji w ciagu ostatnich 10 lat, to ok. 25 proc. rocznie. Lokalizacja ma niewielki wplyw na grunty. Raczej ich jakosc i ewentualna przydatnosc. Uklony Jan M. Fijor

  6. Grzegorz Rossa pisze:

    1000 zł zainwestowane w
    http://www.ulp.pl/
    podwoi się w czasie krótszym od minuty (w okresie najbardziej dynamicznego wzrostu).

  7. Jan M Fijor pisze:

    Bardzo bym chcial wiedziec na czym polega biznes oglaszany na http://www.ulp.pl bo z opisu podanego na tej stronie nic nie wynika. Co wiecej, ten plan ma znamiona przewalu. Nie chcialbym aby na mojej stronie takie rzeczy sie oglaszalo. Czekam wiec pana Rosse na wyjasnienia.
    Z powazaniem
    Jan M Fijor

  8. dana kost pisze:

    pan Fijor pszy wszystkich swoich rozwazaniach zupelnie zapomnial o Chinach, ajak sobie pszypomni i pomysli to napewno juz bedzie napewno wiedzial co jesti bedzie dalej powodem katastrofy gospodarcsej na swiecie.Tu wpisz swój komentarz

  9. Jan M. Fijor pisze:

    To znaczy, co będzie powodem według pani dany? Bo ja uważam, że socjalizm lub/i interwencjonizm, czyli politycy. Jeśli pani uważa, że Chińczycy, to się pani bardzo myli. Ukłony Jan M Fijor

  10. prezes21 pisze:

    Panie Fijor jestem studentem finansów i rachunkowości. Przeczytałem Pana artykuł i jestem pod wrażeniem. Super tekst. Gdzie można zobaczyć inne teksty lub podobne, gdyż chciałbym się dowiedzieć jak najlepiej inwestować na dzisiejszym niepewnym rynku.

  11. Jan M. Fijor pisze:

    Proszę szukać tekstów na http://www.fijor.com albo sięgnąc po książkę: Jak zostałem milionerem (której jestem autorem). Sukcesów Jan M Fijor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *