Zbędna zmiana

chat-dymki
10

Z trudnych do zrozumienia powodów, jakby w naszym kraju nie było już nic innego do poprawiania, posłowie PiS wystąpili w propozycją zlikwidowania „możliwości rozliczania przez zakłady ubezpieczeń szkód komunikacyjnych na podstawie kosztorysów”.

Ma to być część pakietu zmian w ustawie o ubezpieczeniach obowiązkowych i o działalności ubezpieczeniowej. Aż strach pomyśleć, jak wygląda cały pakiet.
Przypomnę tylko, że kilka lat temu zakłady ubezpieczeń wprowadziły możliwość uzyskania przez poszkodowanych, równowartości odszkodowania, bez konieczności przedkładania rachunków za wykonane naprawy pojazdu. Odbywa się to na podstawie dobrowolnego porozumienia i indywidualnej decyzji klienta. Ułatwia poszkodowanym dokonanie naprawy w sposób przez nich określony, w wybranym przez nich warsztacie, w uzgodnionym terminie i za wynegocjowaną cenę. System ten skraca czas oczekiwania na wypłatę odszkodowania, pomija bowiem szereg uciążliwych procedur biurokratycznych. Jest więc praktyczny, tańszy i prostszy.
Firmy ubezpieczeniowe, to firmy prywatne, mają prawo robić ze swoimi pieniędzmi co im się żywnie podoba, o ile tylko zaakceptują to ich klienci. Okazuje się jednak, że u nas kontrakt między usługodawcą a usługobiorcą nie tylko nie wystarczy, w ogóle nie jest brany pod uwagę bez imprimatur tego czy innego posła.

Kiedy nie wiadomo dlaczego coś się dzieje, to wiadomo że dzieje się tak z powodu pieniędzy. Czyich pieniędzy? Nie trudno zgadnąć. Swoboda wyboru formy naprawy uderzyła w licencjonowane zakłady naprawy pojazdów oraz dealerów. Bez opieki państwa, które ma im siłą napędzić biznes, nie są w stanie konkurować z innymi, bardziej energicznymi, tańszymi i lepiej działającymi podmiotami. I to był powód, dla którego zwróciły się do posłów o pomoc. Zamiast więc chronić konsumentów, społeczeństwo, posłowie stają na straży prywatnego biznesu. Pretekstem są rzekome miejsca pracy. A że ich ochrona odbywa się kosztem ograniczenia swobody wyboru konsumentów, co jest sprzeczne nie tylko z obowiązującym porządkiem gospodarczo-prawnym, ale wręcz z konstytucją, kogo to obchodzi.
Posłowie nie w ciemię bici. Dobrze wiedzą, że nie mogą ujawnić swojej słabości do autoryzowanych stacji i delaerów. Podobnie więc, jak w przypadku ograniczenia indywidualnego importu samochodów z zagranicy, co ma służyć ratowaniu dealerów nowych samochodów, wmyślono pretekst formalny. O ile import zahamowano ze względu na ochronę środowiska (recykling), zagrożonego starymi samochodami z Unii, o tyle w tym przypadku chodzi o walkę ze złodziejami części zamiennych, a także zapewnienie bezpieczeństwa użytkowników pojazdów. Sprytni delaerzy wmówili posłom, że niekontrolowane naprawy grożą wypadkami drogowymi, i co gorsza, odbywają się przy użyciu kradzionych części samochodowych. Tak jakby dealerzy sami z takich części nie korzystali, a po naprawach dokonywanych w ASO każdy klient był w niebiańskiej euforii. Gdyby jakość pracy autoryzowanych stacji i delearów była aż tak wysoka i zapewniała kierowcom pełne bezpieczeństwo, nie potrzebna byłaby jakakolwiek poprawka w ustawie. Każdy w ciemno udawałby się do stacji autoryzowanej, nie ryzykując wypadku czy konfliktu z prawem u przygodnego mechanika. Ludzie głupi nie są i wiedzą co robią, zwłaszcza gdy od tego czegoś zależy ich życie, zdrowie czy portfel. Mimo to w majestacie prawa ustalono, że posłowie mają obowiązek chronić posiadaczy samochodów. Przed kim? Przed samymi sobą! Nie dość, że mają nas za przygłupów, które nie wiedzą co robią, to na dodatek każą nam płacić rachunek za tę „ochronę”. Dokładnie tak jak to robi Cosa Nostra.
Gdyby chodziło wyłącznie o pieniądze dla dealerów, posłowie nie byliby tacy skorzy. Oni dobrze wiedzą, że do wzięcia jest także kasa dla nich Tą kasą są podatki. Ślepy i chciwy fiskus, nie baczy na to, iż mechanik, który sobie dorabia poza licencją, może wprawdzie nie zapłacić podatku, ale dzięki możliwości dokonywania napraw, jest w stanie zarobić na siebie i nie być ciężarem dla socjalnego państwa.

Stawianie jednej grupy zawodowej przed drugą jest nie tylko sprzeczne z konstytucją. To zwykły rabunek. Państwo ma chronić przedsiębiorczość i przedsiębiorców, a nie biznes. Tym bardziej, jeśli odbywa się to kosztem konsumentów czyli ogółu obywateli. Gdyż w ten sposób pieniądze z jednej kieszeni transferowane są siłą do innej. Co gorsza, dzieje się tak bez związku z czyjąś użytecznością czy zasługami. Jedynym powodem preferencji są znajomości, układy czy, najczęściej, korupcja.
Żyjemy w świecie ograniczonych zasobów, wszystkiego nam brakuje, dlatego musimy tak dysponować zasobami, aby je wykorzystać jak najlepiej. O tym, czy to wykorzystanie jest optymalne decyduje rynek, czyli konsumenci. Jeśli biorą się za to politycy, rezultat jest z reguły opłakany i daleki od sprawiedliwego. Tym bardziej, że właśnie dzięki rynkowi i towarzyszącej mu wolności wyboru, podniosła się nie tylko jakość usług samochodowych, spadła również ilość kradzieży. Spadła m.in. z powodu wzrostu importu pojazdów używanych. Część z nich nie znajdując nabywców w całości, została rozebrana na części i sprzedana przez prawowitych właścicieli. Legalnie!
Nie trzyma się także kupy argument o bezpieczeństwie, gdyż ostatecznym autorytetem oceniającym je są (licencjonowane przez państwo) stacje kontroli pojazdów, które weryfikują ich stan, wystawiając na to świadectwo jakości. Ocena SKP nie zależy przecież od miejsca wykonania naprawy. Tym bardziej, że jakość działania ASO też pozostawia wiele do życzenia.

Skutkiem wprowadzenia proponowanych zmian będzie więc wzrost kosztów ubezpieczenia, a tym samym podniesienie wysokości składki ubezpieczeniowej płaconej przez posiadaczy pojazdów. Podwyższenie kwot odszkodowań nastąpi chociażby z powodu konieczności płacenia podatku VAT od robocizny i części zamiennych, którego w obecnych kosztorysach na ogół się nie uwzględnia. Co gorsza, regulacja biorąca w ochronę potężnych dealerów i ASO uczyni je jeszcze potężniejszymi, co odbije się na nas dalszym wzrostem cen usług tych placówek. Tak się dzieje ilekroć państwa tamuje wolną konkurencję. Nie ma też wątpliwości, że dopiero w ten sposób stworzy się czarny rynek części zamiennych i szarą strefę usług. W zamian za wziątek, autoryzowani i dealerzy będą odtąd udzielać swego błogosławieństwa kolegom bez licencji,. Tak się już dzieje w wielu innych dziedzinach. Motoryzacja nie jest wyjątkiem. Politycy psują gospodarkę, psują państwo, psują nam krew. Może by wreszcie naród przyszedł po rozum do głowy i zabronił im tego. Taka zmiana wyszła by wszystkim na korzyść.

Jan M. Fijor
„rózne” 2006-04-27

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Stefan Pieczenik pisze:

    Prosze Pana. Nasz narod gotowy bedzie na transfuzje i wymiane krwi zepsutej na troche lepsza, ale nigdy nie pojdzie po rozum do glowy. Moze nawet zabroni tego lub owego demokratycznie wiekszoscia glosow, a z drugiej znow strony tez wiekszoscia demokratyczna zaglosuje na najglupsze nonsensy. Na tym prosze pana polegaja uroki demokracj: „kupa mosci panowie, demokratyczna kupa”. Nasz narod nie jest w stanie zrozumiec na czym polega prawdziwa wolnosc i dlatego spodziewaj sie Pan innych naciskow na poslow-oslow, manipulowanych przez grupy, ktorzy maja w tym interes. A moze posly nie takie osly, bo tyz im z tego cos skapnie do kesieni w formie dobrze placonego stanowiska pracy dla syna, czy corki,ktorzy ukonczyli uczelnie i sie Walesaja. Ja tam sie z tego wszystkiego smieje. Smieje sie bo jak bylem powazny to wychodzilem jak Zablocki na mydle. Tera cala moja ta dzialalnosc gospodarcza w podziemiu. Nie dostana darmozjady ani grosza ode mnie. Moze to sie wydawac ludziom niemoralne, ze nie odprowadzam pieniedzy do kasy panstwa. W ten wlasnie sposob, samodzielnie ograniczam, a nawet i eleminuje interwencje rzadu do moich dochodow. Udaje przecientniaka, a nawet i chodze i w podartej kapocie, starym gratem jezdze, a pieniadz ktory bylby zmarnowany, gdy opodatkowany, robi mi ladna kase. Dla mnie nie pisma, nie mowy moralne, ale praktyczne nie dawanie sie ocyganiac.

  2. Poziomka pisze:

    Nie, żebym był złośliwy, ale z całego serca życzę Panu, aby ktoś wjechał panu w kuper (samochodu oczywiście) i żeby ubezpieczyciel rozliczył Pana na podstawie kosztorysu. Nie sądzę, aby w inny sposób mógł sie Pan przekonać o wyjściu ubezpieczyciela „twarzą do klienta”. Oczywiście o tym jak warsztat płacący podatki ma konkurować z zakładem nie płacącym podatków nie wspomnę.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Jesli mnie ubezpieczycie oszuka, to mam wyjscie: istnieje konkurencja. Jesli jednak oszuka mnie panstwo, nie mam wyjscia. Panstwo to monopol. Nie chce monopolow na drodze mego zycia. Poradze sobie bez panstwa. Uklony Jan M. Fijor

  4. parakalein pisze:

    Witam,
    Jeśli ustawa będzie mówiła o ASO to nikt nie zabroni „cywilnym” warsztatom uzyskać odpowiednie certyfikacje. Ja odbieram to raczej jako faktyczne dbanie o obywateli a nie ochronę grupy biznesowej. Gdyby chodziło o interesy to ASO, myśląc biznesowo, nie udały by się na wojnę z np. PZU. PZU bowiem będzie miało teraz określonego „wroga” z którym będzie walczyć o pieniądze przy negocjowaniu stawek za naprawy. Wcześniej nie mogli walczyć z „partyzantką” ukrytą po garażach.
    Co do samych napraw…. widziałem i wiem jak wyglądały niektóre naprawy z wypłaconych pieniędzy. Sztukowano drutami i spawanymi półosiami auta „do jazdy” a zaoszczędzone pieniądze zawsze się przydawały.
    Samochody tak „naprawione” to zagrożenie dla innych.
    Tak więc gotów jestem zapłacić odrobiną wolności za mniej komunikatów „kierowca stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w ….”

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Dlaczego dorosly czlowiek nie moze robic ze swym samochodem czego chce? To jest jego prtoblem i wlasnosc. ASO zatwierdzaja stan techniczny, weic niech biora odpowiedzialnosc za to, za co kaza sobie placic. JMF

  6. Parakalein pisze:

    „Jan M. Fijor odpowiedział:
    Dlaczego dorosly czlowiek nie moze robic ze swym samochodem czego chce? To jest jego prtoblem i wlasnosc. ASO zatwierdzaja stan techniczny, weic niech biora odpowiedzialnosc za to, za co kaza sobie placic. JMF”

    Może dlatego, że auto waży średnio 1,5 tony a przy prędkości 50 km/h troszkę więcej, może też dlatego, że ma średni 4 miejsca dla postronnych, mogących nie mieć bladego pojęcia o stanie pojazdu do jakiego wsiadają itd.

    czy jak już dorosły człowiek zdecydował się na jazdę wrakiem to pojedzie po pieczątkę do ASO? raczy Pan żartować. Przecież to jego auto i jego problem.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Nie rozumiem. Jesli ktos, kto ma niesprawny samochod laduje do niego swoje dzieci lub bliskich, to jest albo ciezko chory, albo bliskich nie kocha. Poza tym, jesli ja wsiadam do samochodu (czy samolotu), to musze byc przekonany o tym, ze warto to uczynic. I dlatego w Afryce nie latam awionetkami, a w USA latam. Pozdrawiam i nadal wierze w rozum czlowieka. A pan nie. Pan uwaza, ze wiecej rozumu ma ciec ze stacji obslugi? Jan M Fijor

  8. Parakalein pisze:

    „Jan M. Fijor odpowiedział:
    Nie rozumiem. Jesli ktos, kto ma niesprawny samochod laduje do niego swoje dzieci lub bliskich, to jest albo ciezko chory, albo bliskich nie kocha. Poza tym, jesli ja wsiadam do samochodu (czy samolotu), to musze byc przekonany o tym, ze warto to uczynic. I dlatego w Afryce nie latam awionetkami, a w USA latam. Pozdrawiam i nadal wierze w rozum czlowieka. A pan nie. Pan uwaza, ze wiecej rozumu ma ciec ze stacji obslugi? Jan M Fijor”

    Może nie kochać lub być chory – ja bym wolał nie testować tego na innych. Idealista z Pana. Ludzie nie sprawdzają do czego wsiadają i proszę nie porównywać awionetek do samochodów. Każdy sprawdzi coś co unosi się kilkaset metrów nad ziemią i każdy ma wrodzony „lęk” który to powoduje. To, że Pan sprawdza nie znaczy, że każdy powinien lub będzie tak czynił. a tak na marginesie – dlaczego nie lata Pan w Afryce awionetkami? Nie wierzy Pan w rozum pilota???

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Jesli ludzie nie beda dbac o swoje sprawy, w tym o wlasne zycie, ktore jest dla nich chyba najcenniejsze, to nie ma rady. Musi zginac. Nikt mu w tym nie przeszkodzi, nawet ministerstwo zdrowia, szczescia i pomyslnosci. Ja i tak uwazam, ze zaden, najmardzejszy urzednik nie zadba o interes ciecia lepiej niz on sam. taka jest natura czlowieka, ze jest egoista. To nie idealizm, to pragmatyzm czystej wody. P.S. w rozum pilota moze i wierze, ale nie wierze w personel naziemny.

  10. Parakalein pisze:

    Jan M. Fijor odpowiedział:
    Jesli ludzie nie beda dbac o swoje sprawy, w tym o wlasne zycie, ktore jest dla nich chyba najcenniejsze, to nie ma rady. Musi zginac. Nikt mu w tym nie przeszkodzi, nawet ministerstwo zdrowia, szczescia i pomyslnosci. Ja i tak uwazam, ze zaden, najmardzejszy urzednik nie zadba o interes ciecia lepiej niz on sam. taka jest natura czlowieka, ze jest egoista. To nie idealizm, to pragmatyzm czystej wody. P.S. w rozum pilota moze i wierze, ale nie wierze w personel naziemny.

    MA Pan rację – życie jest dla ludzi najcenniejsze – tyle, że zazwyczaj własne. Żaden „lewy” mechanik nie będzie miał oporów przed „drutowaniem” czy spawaniem osi innego kierowcy. W tym wypadku Państwo chciało położyć nacisk na „życie” – ja tak to odbieram. Po prostu wiadomo jest, choć Pan tego nie zauważa, że nikt nigdy nie kontroluje wszystkiego co go dotyczy.Ludzie zakładają pewne rzeczy z góry. Np to, że żaden mechanik nie chce ich zabić. Trochę mi Pan przypomna człowieka który poprosił Boga o pełną kontrolę nad własnym ciałem. Jego zamiarem było maksymalne wykorzystanie swojego potencjału. Dostał to o co prosił i po dwóch dniach prosił Boga o „stary model” panowania nad ciałem. Po prostu nie spał pilnując oddychania, bicia serca itd. Nie da się wszystkiego sprawdzać.
    a pilotowi nie mógł Pan ufać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *