Rynek pijanych kierowców

chat-dymki
20

Rośnie ilość pijanych kierowców zatrzymanych przez policję. Rośnie też liczba wypadków drogowych spowodowanych jazdą pod wpływem alkoholu. W długi weekend maja zginęło na drogach ponad 100 osób, rannych było prawie 2000. Światowy rekord.

Zanik instynktu?

Każdego tygodnia rozgrywa się na polskich drogach dramat, porównywalny z zawaleniem się dachu na katowickiej hali wystawowej. Co najmniej połowa ofiar wypadków drogowych, to skutek nadużywaniem alkoholu. Kontrole policyjne dwoją się i troją. Nic nie pomaga. Co bardziej zatroskani obywatele domagają się zdecydowanej reakcji i wyższych kar. Jedni chcą wyroków więzienia, inni konfiskaty samochodu, jako narzędzia zbrodni, są też tacy, jak np. red. Tomasz Somer, którzy uważają, że nie ma o czym mówić, bo problem pijanych kierowców jest rozdmuchany przez media, co więcej, jest przykładem nadużywania prawa ze strony policji i zbytniej ingerencji w życie polskich kierowców. Bez względu na to, kto ma rację, jedno jest pewne: w kierowcach jeżdżących po wypiciu alkoholu zanika nie tylko poczucie przyzwoitości, ale wręcz instynkt samozachowawczy. Co by o tym zjawisku nie myśleć, ktoś kto prowadzi pojazd pod wpływem alkoholu jest zagrożeniem dla innych i trzeba go z drogi wyeliminować. Jak to uczynić, skoro, nie jest w stanie zapanować nad nim natura, rozsądek a nawet policja? Odpowiedź, jak w większości podobnych problemów jest prosta. Dopóki problemem będzie zajmować się państwo, dopóty na polskich drogach będzie lać się krew. Jedynym naprawdę skutecznym antidotum na zagrożenie ze strony pijanych kierowców jest…rynek. Kara w postaci mocnego uderzenie po kieszeni, równie skutecznie jak śmierć w wypadku, jest w stanie wyleczyć z jazdy po pijanemu każdego.
Przy czym ma to być kara, a nie zemsta.

Marzenie

Mam przyjaciela, który kocha ostrą jazdę. Od lat marzył o porsche carera 911. W końcu zdobył duży kontrakt i postanowił marzenie zrealizować. Kupił sobie tego porsche, a dokładniej, wziął samochód w leasing. Pierwsze co zrobił po wyjeździe od dealera to odwiedził przyjaciół. Któż nie chce się pochwalić takim nabytkiem. Nie obyło się bez lekkich trunków. W drodze powrotnej miał pecha, zatrzymał go policjant. W Stanach Zjednoczonych, bo tam się rzecz działa, policja jest nieubłagana. Mimo iż według polskiej miary zawartość alkoholu w jego krwi nie przekraczała 0,8 promila, został brutalnie zakuty w kajdany i aresztowany. Kilka godzin później, po uiszczeniu dość wysokiej (40 tys. dol.) kaucji, bo to był już jego drugi DUI (Driving Under Influence – czyli jazda pod wpływem) został zwolniony. Kilka tygodni później odbyła się rozprawa sądowa. Wyrokiem sądu, zawieszono mu prawo jazdy na trzy lata, zezwalając jedynie na dojazd do pracy i z powrotem, wymierzając dodatkowo karę grzywny 1500 dol. Nieco więcej, bo 7 tys. dol., kosztował go adwokat.
Amerykańskie sądy, podobnie jak i w Polsce, są wobec kierowców jeżdżących „pod wpływem” stosunkowo łagodne. Gorzej z firmami ubezpieczeniowymi. Jeszcze skazany dobrze nie zebrał myśli po rozprawie sądowej, gdy otrzymał list od ubezpieczyciela, w którym go informowano, że w związku z drastycznym naruszeniem kontraktu ubezpieczeniowego (a nie przepisów drogowych – przyp. JMF) jego dotychczasowa polisa przestaje od nowego miesiąca obowiązywać. Jeśli nadal chce być w firmie ubezpieczony, to oni chętnie się tego podejmą, tyle że w ramach „kategorii wysokiego ryzyka”. O ile wykupiona przed dwoma miesiącami polisa standardowa kosztowała 1700 dol. rocznie, o tyle polisa „wyższego ryzyka” miała kosztować, bagatela, 33 tys. dol. rocznie. Żeby zapłacić 33 tys. dol. rocznie, trzeba zarobić ok. 52 tys. dol., a to dość przyzwoita pensja.
Na szczęście – pomyślał przyjaciel – na rynku działa więcej firm ubezpieczeniowych, rozpoczynając poszukiwanie korzystniejszej oferty u konkurencji. Mimo intensywnych starań tańszej polisy nie znalazł. Miał więc do wyboru, albo zapłacić 33 tys. dol., albo zrezygnować z jazdy porsche, tym bardziej, że do kosztów składki dochodziło miesięcznie 1300 dol. z tytułu „leasingu”. Na tyle to go stać nie było. Zdecydował, że odda porsche właścicielowi. Pozbycie się samochodu zwalniało go z obowiązku posiadania ubezpieczenia. Przy tych opłatach taniej wychodziło korzystanie z taksówki. Jednakże oddanie samochodu wziętego w leasing nie odbywa się, ot, tak sobie. Można go co prawda oddać, ale nie zwalnia to z obowiązku płacenia rat. Trzeba samochód wykupić, a to by oznaczało aż 96 tys. dol. gotówką. Na tyle pieniędzy nie było go stać. Z drugiej strony, do końca umowy pozostało 44 raty, łącznie blisko 53 tys. dol. wyrzucone w błoto; przecież po zakończeniu leasingu samochód nadal nie było jego. Aby go mieć na własność musiałby wyłożyć ekstra 50 tys. dol. Prawnik poradził mu, by porsche sprzedał. I tak się ostatecznie stało. Po czterech miesiącach (dodatkowo 4800 dol.) udało mu się namówić przyjaciela, który za 60 tys. dol. kupił od niego to marzenie. Mimo iż do ceny wykupy, bez czego by nie mógł samochodu sprzedać, dopłacił ponad 30 tys. dol., było to rozwiązanie najtańsze. Łącznie, wliczając w to koszty swego transportu przez trzy lata, uciążliwych opłat za szkolenia dla kierowców nadużywających alkoholu, czasu, zdrowia, wstydu i innych upokorzeń ta jedna jazda kosztowała go ponad 100 tys. dol.
Prawdopodobieństwo, że kiedykolwiek zdecyduje się na podobne ryzyko jest stosunkowo niewielkie.

Bariery

Kierowca jadący w Polsce pod wpływem alkoholu ma przed sobą znacznie łagodniejszą perspektywę. Polskie sądy są wyrozumiałe, a rynku do głosu się nie dopuszcza. Kilka miesięcy temu Rzeczpospolita donosiła, że kobieta, która w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę straciła rękę, otrzymała od sprawcy w procesie cywilnym odszkodowanie w wysokości 12 tys. czyli mniej więcej tyle, ile z własnej kieszeni wydała na swoje leczenie. Podobno sąd uwzględnił skruchę sprawcy, a zwłaszcza to, że na więcej nie było go stać! Społeczeństwo, a nie sprawca zapłaciło za jej akcję policji, za pogotowie ratunkowe, za leczenie, operacje chirurgiczne, zasiłki chorobowe, a potem rentę inwalidzką. Można powiedzieć, że sąd stanął w tej sprawie po stronie sprawcy i ofiary, przeciw reszcie społeczeństwu. I tak się zwykle dzieje. Na szczęście sprawca otrzymał wyrok w zawieszeniu. W przeciwnym razie rachunek wystawiony podatnikowi byłby jeszcze wyższy.
Czy taka postawa może kogoś do jazdy po pijanemu zniechęcić? Tym bardziej, że spora część pijanych kierowców wykupuje się policji na miejscu zatrzymania za kilka tysięcy lub mniej, to jest znacznie poniżej wartości rynkowej przestępstwa, zaś firmy ubezpieczeniowe, w obawie przed posądzeniem o „praktyki monopolowe”, czy „dyskryminację”, właściwie nie podnoszą wysokości składek ubezpieczeniowych sprawcom takich wypadków. Odebranie prawa jazdy nie jest żadnym rozwiązaniem. Raz, że można je stosunkowo łatwo odzyskać, dwa że i tak blisko 40 proc. osób z zatrzymanymi prawami jazdy jeździ nadal, tyle że bez prawa jazdy.
Rynek byłby znacznie skuteczniejszym rozwiązaniem. Bo rynek jest obiektywny i reprezentuje prawdziwą ofiarę i jej interesy. Wynagrodzi więc krzywdy tym wszystkim, którzy ponieśli stratę: ofierze wypadku, jej rodzinie, pracodawcy, firmie ubezpieczeniowej etc. A co ważne, przekupić się nie da. Czy sędzia skazujący bandytę na symboliczną karę utożsamia się z interesem jego ofiary? Oczywiście, że nie. Albo, jaką korzyść ma policjant z ukarania pijanego kierowcy? Dużo lepie wychodzi na tym, jeśli go uwolni za wziątek. Wystarczy więc, jak piszą w Rynek i wolność, Linda i Morris Tannehillowie, by zamiast zemsty państwa w stosunku do osób dopuszczających się agresji wobec innych ludzi zastosować przymus wypłaty odszkodowania ofiarom. Wolny rynek, jak wskazuje chociażby przykład posiadacza porsche, wypracowałby system wypłaty takich odszkodowań, nie tylko inny, ale i lepszy od obowiązującego dziś systemu państwowego.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2006-05-17

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. m4x pisze:

    Gratuluję panu Fijorowi cierpliwości do pisania tych felietonów. Ja po niezbyt długim (2 lata) pobycie za granicą, po tym jak zobaczyłem jak władza może funkcjonowac „normalnie” i jak „normalni ” nie tresowani od małego ludzie reagują na głupie pomysły rządzących – nie wyobrażam sobie po raz setny powtarzania mieszkańcom Polski spraw oczywistych. Ale ciesze się że są jeszcze ludzie którym się chce. Może kiedyś moje pra,pra… wnuki będą mogły wrócić do normalnego kraju.

  2. zrezygnowany pisze:

    rodakom w Polsce szybkie samochody sa potrzebne jak rybie rower – rodacy w polsce sa w stadium pre-industrialnego kapitalizmu gadzetowo-materialnego, ktory cywilizowane kraje maja juz za soba. Rodacy w Polsce kompleksy lecza ciagle gadzetami, jak to odizolowana nacja skazana na zawsze na imitatorstwo (muzyka, po-kultura, wszystko). Auto w Polandzie madal leczy kompleksy wszelakie niedowalonego rodactwa. Polska jest przed faza kapitalizmu, z ktorej USA sie juz wyrywa w nowa faze kapitalizmu – post-industrialnego, czyli kapitalizmu potrzeb wyzszych niz materialne. No trudno. Zgadzam sie taka obserwacja, ktora gdzies przeczytalem i staralem sie tu strescic – ale zgadza mi sie wszystko.

  3. m4x pisze:

    zrezygnowany: nowy gadżet poprawia nastrój w ten sam sposób i mieszkańcowi Konga i Polakowi i komukolwiek z USA. Taka juz jest ludzka natura i z przed-po industrializmem ma to niewiele wspólnego.

  4. Mateusz Nieznański pisze:

    Bardzo fajny artykuł szkoda jedynie, że Ci inteligenci na rządowych posadkach nie przyjmują do wiadomości prostych i skutecznych rozwiązań rynkowych w sprawie pijanych kierowców. Powinno zostać obowiązkowo zmuszeni do przeczytania Tannehillów! 🙂

    P.S. Czytałem raport sporządzony dla Instytutu, gratuluję Janie bardzo dobry 😉

  5. MojPrzyjacielZdrajca pisze:

    Wiecej nonsensow w ukochanej ojczyznie, niz kiedys w zaadoptowanej ojczyznie. Zaadaptowana ojczyzna na upadlosc skazana, a ukochana rozwijac sie miala. Jezeli takie przepowiednie autora, to w co tu u niego wierzyc? A moze oderwac sie od czci i wiary i kierowac sie wlasnym Rozumem.

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Rozum zawsze w cenie. Polecam uzywanie, a swoja droga o co MOjemu Przyjacielowi Zdrajcy chodzi? Moze tak bardziej konkretnie! JMF

  7. NurkowskaPoufne pisze:

    Pomijac temat, czy autor zmienil zdanie o Pulkowniku Ryszardzie Kuklinskim, czy wciaz tkwi w prl-owskim marazmie, ze On to „pierd….olony zdrajca”, tak jak kolezka Walesa?

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Autor nigdy nie mial takiego zdania, zarowno o pulkowniku, jak i Walesie. Autor ma dobre zdanie o obu panach Pozdrawiam JM Fijor

  9. Waldemar Wartalski pisze:

    Pan opisał perypetie przyjaciela z USA, który z powodu kilku głębszych stracił ponad 100 tys. dolarów.To była dla niego nauczka. Pewnie tak. Nawet w USA to bardzo dużo.Czy Pana przyjaciel już nigdy nie usiądzie za kółkiem w DUI ? Wątpię. A teraz krótko. Miejsce – Polska. Pojazd – Fiat 125p z 1978 roku. Ofiara – kobieta 39 lat , wózek inwalidzki,koszty leczenia niepoliczalne. Kierowca Fiata – 1,2 promila,nie pracujący,status bezrobotnego bez prawa do zasiłku,samochód bez polisy, wyrok 3,5 lat na podatnika chlebie.
    Wracając do kolegi z Ameryki.Może być i tak : kupi sobie Forda Gradanę z 1986 roku i uznając że powtórne złapanie Go na DUI jest znikomo małe a koszty można jeszcze zminimalizować, będzie czasami wracał z zakrapianych kolacji do domu samochodem. I nagle buch….. ofiara to młody chłopak, złamanie kręgosłupa. Co wtedy zrobić z Pana przyjacielem. Puścić w skarpetkach. Zamknąć w izolatce.A może przymusowo uczyć zasad wolnego rynku, których On nie zgłębił dostatecznie. A co powiedzieć ofierze. Że niewidzialna ręka rynku niezadziałała w jego przypadku ale los jego kata będzie dla innych przestrogą.
    Wnioski:
    1.Wyeliminowanie DUI na amerykańskich i polskich drogach jest niewykonalne zarówno metodami rynku jak i metodami łagrów.
    2.Zmniejszenie liczby wypadków, kończących się śmiercią lub kalectwem jest możliwe.
    3.Realizacja p.2 jest możliwa tylko wtedy, kiedy zostaną spełnione podstawowe waruneki:
    Polska będzie wolnym krajem.
    Polski Rząd oraz Parlament będą uwolnione od jakichkolwiek nacisków zewnętrznych.
    Polityka rozwoju kraju oraz bezpieczeństwa Narodu będzie tworzona w Polsce.
    Polski premier będzie podejmował decyzje zgodne z polską racją stanu, bez względu na to,czy to się będzie komukolwiek z UE podobało, czy też nie.
    Czy po spełnieniu tych warunków od razu będzie lepiej. Nie. Ale bez ich spełnienia możemy sobie tylko pogadać.
    wartalski32@wp.pl

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Zmusic do pracy na rzecz ofiary. Znakomicie opisuja to Tannehillowie w ksiazce Rynek i wolnosc, patrz http://www.fijor.com Pozdrawiam Jm Fijor P.S. Swoja droga kto wsiada dosamochodu z pijanym kierowca?

  11. owen pisze:

    Panie Janie tak naprawdę to nie ma wyjścia
    jeżdzą bez praw jazdy i bez obowiązkowego OC. Oczywiście jestem za tym aby karany był czyn a nie potencjalna możliwość jego popełnienia.
    Kiedyś prowadziłem samochód z gorączką 39 st C i powiem szczerze, że dużo sprawniej by mi to wychodziło po jednym głębszym niż w tym stanie. No ale jakoś na takie zakazy nasi przedstawiciele jeszcze nie wpadli.
    Życzę dużo wytrwałości w krzewieniu myśli wolnościowych i pozdrawiam.

  12. Stanisław pisze:

    Witaj Jasiu!
    Przyznaję Ci rację co do tego, że należy maksymalnie ograniczyć możliwość pijanym kierowcą siadania za kierownicą. Kierowca złapany na jeździe pod wpływem alkoholu powinien ponieść odpowiednią karę. Kara ta powinna być adekwatna do zagrożenia jakie stworzył jak również co do przewinienia jakie popełnił uczestnicząc w wypadku.
    Kara, zwykle finansowa , która to może być bardzo dotkliwa powinna być w dużej mierze przeznaczona dla osoby poszkodowanej, względnie dla instytucji ( choć się przed tym wzdrygam z powodów biurokratycznych i innych) , która wspomaga rodziny pokrzywdzone z powodu wypadku jakiemu ulegli ich członkowie.
    W USA towarzystwo adwokatów (a fuj ! jak ja ich nie lubię) oraz firm ubezpieczeniowych ( oni sami prawo to sobie stworzyli) podpieło się pod te pieniądze i ogromnym stopniu to oni na tym korzystają a nie poszkodowani w wypadkach. Jest to przekręt zrobiony w białych rękawiczkach. Od początku do końca siedzą przy żyle złota i kasują społeczeństwo od początku do końca czyli od reprezentowania w sądzie , gdzie mówią o swoich znajomościach z sędzią , poprzez wzrost składki ubezpieczeniowej płaconej przez minimum trzy lata (myślę że może to być na rekordzie przez 7 lat ) oraz dodatkowe surcharge ( opłaty Motor Vehicle).
    Ja , dzięki Bogu nie miałem takich historii ale mam wielu znajomych, którzy przez to przechodzili. Pamiętam czasy początku lat osiemdziesiątych jak i czasy po roku 2000.
    Robi się państwo policyjne , nie z korzyścią dla większości obywateli lecz dla pewnej grupy.
    Dzięki za ciekawy artykuł. Pisz więcej i częściej .Pozdrawiam Stanisław

  13. Marek G. pisze:

    Gdy czytałem Pana artykuł w NCz po raz pierwszy od razu wszystko mi w nim nie pasowało. Teza że jest coraz gorzej i w ogóle kanał została postawiona a potem tylko naciągane fakty i błędne wnioski. Brak czasu nie pozwolił mi na odpowiedź ale dziś natnąłem się na Pana stronie ponownie i zweryfikowałem ze stroną KGP-statystyki i oto co wyszło: w ostatni długi weekend /6 dni/ maja było 710 wypadków w tym 77 zabitych (niecałe 13/dzień przy średniej z roku 2005-15/dzień) i 977 rannych ( 162/dzień przy średniej za 2005-167/dzień). Skąd Pan wziął te 100 trupów, 2000 rannych i „ ponad połowę ofiar to skutek nadużywania alkoholu”. Może Pan podać żródło? Wg statystyk policyjnych w 2005 roku „tylko” 15,1 % zabitych i 13,9 % rannych to poszkodowani w wypadkach z udziałem nietrzeżwych /nie mylić z winą/. Z winy nietrzeżwych spowodowanych było ok. 10% wypadków ale nie znaczy to automatycznie że winny był sam stan nietrzeżwości – nietrzeżwym też się starzają wypadki z powodu nieznajomości przepisów,złego stanu dróg i stanu technicznego pojazdu itp.A także niestety wypadki nie z ich winy ale automatycznie im winę przypisano. I tak rośnie mit niebezpiecznych pijanych kierowców i absurdalne sposoby walki. Jeśli choroby się prawidłowo nie rozpozna to pacjenta nie da się wyleczyć za to można go zabić.
    Z oficjalnej strony Kom.Gł.Policji można się dowiedzieć, że co najmniej od 1996 liczba wypadków drogowych i ofiar / wtym śmiertelnych/ systematycznie spada pomimo drastycznego wzrostu natężenia ruchu drogowego.Nie inaczej jest z majowymi weekendami. Podaję:
    Weekend 2003 632 wypadki /53 zabitych /883 rannych przez 5 dni
    2004 odp. 541/50/775 przez 4 dni
    2005 601/66/841 przez 5 dni
    2006 710/77/977 6 dni
    Jak więc widać w ostatni majowy weekend było mniej wypadków i ofiar niż w poprzednich latach a nawet mniej niż średnia stystyczna za 2005. W świetle tych faktów Pana artykuł już przestaje wzbudzać zaufanie a przecież jest w nim jeszcze parę delikatnie pisząc uproszczeń. Dotyczą one m-y innymi samego pojęcia nietrzeżwy kierowca i „konieczności bezwzględnego elminowania go z ruchu drogowego”. Takie z gruba ciosane teorie wywołują tylko histerie i nie przyczyniają się do tworzeni dobrego prawa i praktyki jego stosowania……
    Już od lat złapany ze stężeniem alkoholu 0,5 promila kierowca który nie naruszył żadnych innych przepisów drogowych ani tym bardziej nie spowodował i nie zamierzał powodować żadnego wypadku drogowego karany jest bardziej surowo niż notorycznie łamiący przepisy uliczni rajdowcy, narażający na utratę życia i zdrowia innych huligani stadionowi itp. elementy. Pamiętajmy,że takie lub nawet większe stężenie alkoholu jest / słusznie/ dopuszczone w niektórych europejskich krajach i nic się tam złego nie dzieje. 0,5 promila to dla zdrowego człowieka dawka zupełnie bezpieczna a gadanie, że każda ilość szkodzi to mit z okresu komunistycznej propagandy. Dorosły człowiek potrafi sam dobrze ocenić czy i jakie ilości alkoholu mają wpływ i jaki na jego sprawność psychofizyczną i podjąć decyzję czy jeżdzić po jednym piwie czy nie. Na drugim biegunie mamy oczywiście notorycznie ostro upijających się którzy akurat wtedy zaczynają wozić się po okolicy .Szczególnie to dobrze widać z siodełka mojego roweru kiedy przed wieczorem przejeżdżam przez okoliczne miejscowosci. Trzeżwi mieszkańcy siedzą w domach a „rządzą” podpici lub wręcz pijani w sztok; piesi i zmotoryzowani.To oni głównie nabijają statystyki „wypadków z udziałem nietrzeżwych” . Ale tych policja nie widzi: po pierwsze groszem nie śmierdzą po drugie w ryja można zarobić po trzecie to przeważnie koledzy ze szkoły albo nawet daleka rodzina. Co innego brawurowe akcje na drogach którymi kierowcy wracają z weekendów gdzieś zza krzaka w ustronnym miejscu dobry wóz; wiadomo kierowca który wypił dwa piwa stanie na głowie żeby go puścić.I tak się to kręci. Do policji drogowej nie mam pretensji oni najlepiej wiedzą że kierowca po paru drinkach nie jest bardziej niebezpieczny od faceta który cały dzień się nie mógł napić bo miał prowadzić i zdaża się im na szczęście przymknąć oko za to do tych co chcą pod każdym pretekstem ograniczać normalnym obywatelom swobody tak.
    O sposobie robienia statystyk przez policję pewnie już Pan przeczytał w listach do NCz / napisał były policjant/ i o tym że popieranie nabijania klientów przez ubezpieczalnie nie przystoi pewnie też. Podsumowując; zgadzam się oczywiście że człowiek powinien ponosić konsekwencje swoich czynów a przestępcy i sprawcy powinni przede wszystkim zadośćuczynić poszkodowanym z ich winy a nie bezmyślne karanie więzieniami za które płaci społeczeństwo .Nabijanie kabzy firmom ubezpieczeniowym i adwokatom to zły pomysł. Poza tym chętnie czytam Pana artykuły i pozdrawiam. Marek G.

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Czy wsiadlby pan do samolotu do NYC wiedzac, ze pilocie sa narabani? Przeciez wypadki lotnicze zdarzaja sie tez trzezwym pilotom. Pozdrawiam jan M Fijor

  15. kaśka pisze:

    Pomysł zaostrzenia kar dla pijanych kierowców realizuje się w następujący sposób;
    dotychczas za odbiór samochodu z parkingu i odholowanie go płacił właściciel.
    Po interwecji min.Ziobro pojazd zabezpieczony przez policję przechowywany i odholowywany jest na koszt Policji .
    A przepadek mienia to najczęściej fiaty i polonezy oraz inne stare badziewie ,które będzie utylizowane po zakończeniu postępowania karnego – oczywiście na koszt podatników.
    Brawa za tak genialne pomysły należą sie dla min.Ziobry i Policji.
    Tanie Państwo.

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Nie chodzi o ostrosc kary, lecz o to, zeby rachunek za nieodpowiedzialne zachowanie wystawial ktos, kto ponosi z tego tytulu kosszty. W tym przypadku najlepszym adresatem sa firmy ubezpeiczeniowe. Panu Ziobro to wisi, tak dlugo, jak dlugo sam nie zostanie stukniety przez pijanego kierowce. N.b. oficjele rzadowi poruszaja sie w swoich kolumnach wbrew rpzepisom drogowym i nikogo to nie drazni. Uklony Jan M Fijor

  17. 2pack pisze:

    jakie są liczby pijanych kierowców?????????????????????????????????

  18. Jan M. Fijor pisze:

    Duze, calkowite, naturalne… to zalezy jak patrzec na liczby. Uklony jan m Fijor

  19. zofia lisowska pisze:

    czy można ubiegać się o skrócenie kary jaką jest zabranie prawa jazdy na 4-lata
    po pijanemu i spowodowanie wypadku bez ofiar o to stara sie mój znajomy

  20. Jan M. Fijor pisze:

    Chyba mozna, ale z jakim skutkiem, to dzis zalezy od Ziobry. Uklony JMF

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *