Hipokryci

chat-dymki
12

W połowie lipca b.r., Komisja Europejska przygotowała dyrektywę, zmuszającą operatorów telefonii cyfrowej do obniżenia wysokości opłat roamingowych o co najmniej połowę. Kilka dni później, w ślad za Brukselą, poszli urzędnicy Arcep, francuskiego regulatora telefonii, którzy wymusili na operatorach telefonii komórkowej dwudziestoprocentową obniżkę opłat hurtowych za wiadomości tekstowe (sms). Do walki o niższe ceny połączeń pomiędzy komórką a telefonem stacjonarnym staje nasz Urząd Komunikacji Elektronicznej. Ta, godna pochwały inicjatywa urzędów regulatorskich, wywołała w kołach liberalnych pewną konsternację. Jak to możliwe, że coś, czego nie udało się przez lata załatwić rynkowi, udało się załatwić urzędnikom? Dlaczego obniżenia cen nie osiągnięto na drodze walki konkurencyjnej? Czyżby wolny rynek zaczynał zawodzić?

Prawdziwe intencje

Dlaczego komisarze unijni uwzięli się na telefonię komórkową? Czy dlatego, żeby ulżyć losu abonentów? Oczywiście, że nie. Wielka filozofka amerykańska, Ayn Rand mawiała, że człowiek zdrowy ma umyśle działa wyłącznie dla własnej korzyści. Tak było też z regulatorami, których jedynym celem jest ich własne dobro. W tym konkretnym przypadku chodzi z jednej strony o wywołanie wrażenia troski o obywatele (abonenta), co przekłada się na głosy w czasie wyborów, z drugiej zaś, o dodatkowe zyski; każda nowa regulacja, to przecież dla regulatora dodatkowe źródło dochodów. Gdyby regulatorom z Brukseli, Arcep czy UKE chodziło naprawdę o dobro abonentów, to by zamknęli swój urząd i zezwolili na wolną konkurencję w zakresie usług telefonii komórkowej. Przecież to właśnie regulacje i regulatorzy doprowadzili do tak wysokich opłat. W Stanach Zjednoczonych, gdzie wolność w telekomunikacji jest o niebo większa niż w Europie, ceny połączeń telefonicznych są co najmniej o połowę niższe niż u nas. Ich spadek, mający tam miejsce jeszcze w latach 1980., spowodowany został reformami Ronalda Regana, który wymusił na Kongresie m.in. rezygnację z regulacji usług telekomunikacyjnych. Pokłosiem deregulacji był wzrost konkurencji na rynku, a w efekcie masowa telefonizacja, rozwój Internetu oraz niezwykle tania telefonia cyfrowa – tańsza od europejskiej niekiedy aż o 70 proc.
Ochroniarze

Wysokie ceny europejskich usług telefonicznych wywołane są mniejszą niż w Stanach Zjednoczonych konkurencją na rynku dostawców tych usług. Bo to konkurencja, a nie regulacje, wymusza na operatorach obniżenie kosztów i cen, doprowadzając je do najniższego możliwego poziomu. Marża niemieckiego T-mobile jest w Stanach Zjednoczonych o ok. 30 proc. niższa niż w jego niemieckich czy polskich „filiach”. Dlaczego usługi T-mobile kosztują w Stanach Zjednoczonych połowę mniej niż w Niemczech? Dlatego, że stosując wyższe ceny T-mobile nie sprostałby konkurentom. Konkurencja innych operatorów wymusza optymalizację produkcji, a tym samym niższe ceny. W Europie mechanizm ten działa znacznie słabiej, albo w ogóle. Tutaj przed konkurencją chronią operatorów regulatorzy. Ceną tej ochrony są horrendalnie wysokie opłaty koncesyjne i licencje.
Legendarny prezes General Electric, Jack Welch, przyrównuje działalność regulatorów do ochrony dostarczanej przedsiębiorcom przez mafię; wy nam zapłacicie (za koncesje), my was ochronimy (przed konkurentami). Trzej, dopuszczeni na rynek przez dawny Urząd Regulacji Telekomunikacji polscy operatorzy komórkowi zapłacili urzędowi regulacji za prawo prowadzenia biznesu (czytaj: za ochronę przed konkurencją) blisko 3 mld euro. Mniej więcej tyle samo zapłaciła we Francji, inna trójka: Orange, SFR i Bouygues. Za te pieniądze państwowy urząd strzeże ich przed konkurentami. Im wyższe opłaty koncesyjne, tym silniejsza ta ochrona. Dlatego np. meksykański monopolista, Telefonos de Mexico, należy do najdroższych i najgorszych w świecie, polski operator ERA pobiera za roaming trzykrotnie więcej niż jego belgijski czy fiński kolega, a w Stanach Zjednoczonych roaming jest darmowy. Z tego samego powodu, abonenci usług wielkiej trójki (ERA, Plus i Orange) nie mogą się do 10 lat doczekać konkurenta, który by ulżył ich kieszeni.

Kij i marchewka

Biznes, który na wejściu zapłacił 3 mld euro, nie licząc kosztów budowy infrastruktury, marketingu, sprzedaży itp. chce sobie jak najszybciej wydatek ten zrekompensować, bo kapitał jest drogi. W okresie rekordowo niskiej rentowności obligacji skarbowych, 3 mld euro przynosiły ich właścicielom, bez pracy, ok. 120 – 150 mln euro rocznie. Taki zysk osiągają operatorzy komórkowi na 2 – 3 mln abonentów. A gdzie sieć, instalacje, kredyty, administracja, obsługa konsumenta, PR, reklama, badania i rozwój, darmowe aparaty telefoniczne etc. etc.? Trudno się więc dziwić, że się spieszą i podnoszą ceny, zwłaszcza że łaska urzędnicza na pstrym koniu jeździ, o czym przekonała się niedawno francuska trójka, której zarzucono rzekomą zmowę cenową i nałożono grzywnę w wysokości 542 mln euro. Kosztami tych pseudo regulacji obciąża się abonenta – użytkownika, a więc tego, komu regulacje miały służyć. Regulator dobrze wie, kto go utrzymuje. Przedstawiciel Arcep, uzasadniając ingerencję w sms-y stwierdził, że „celem wymuszonej obniżki cen jest zwiększenie konkurencyjności na krajowym rynku, który był dotąd zdominowany przez trzech operatorów”. Podobnym argumentem posługuje się krajowy UKE i komisarze brukselscy. Dlaczego więc nie dopuszczą większej ilości operatorów, czyli nie zwiększą tej konkurencji? Bo jednocześnie „operatorzy borykają się ze spowolnieniem tempa wzrostu przychodów z europejskiego rynku, gdyż jest on już w znacznym stopniu nasycony dużą liczbą telefonów komórkowych”. To hipokryzja, której przykładem mogą być ostatnie regulacje cen roamingów (ich udział w zyskach ERA, SFR czy T-mobile nie przekracza 0,8 proc.), czy ustalenie ceny hurtowej (ciekawe, dlaczego nie detalicznej?) na francuskie sms-y. I jak dotychczas, kijowi nowych regulacji – pod nieobecność wolnego rynku – towarzyszy kosztowna marchewka okresu ochronnego. Za wszystkie te bezsensowne działania płaci bogu ducha winny i bezbronny konsument.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2006-08-02

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Claude mOnet pisze:

    Niestety Panie Janie, święta prawda… Może zechciałby Pan zanalizować w podobny sposób stacje radiowe i TV (podobno są koncesje na radio/TV SAT)? Są one o tyle ważniejsze od sieci komórkowych, że stanowią tubę medialną (zabezpieczenie) dla rządzących… Pozdrawiam,

  2. Krzysztof Skóra pisze:

    Witam Panie Janie 🙂 Jestem młody,dopiero w tym roku zainteresowałem się liberalizmem, działaniem rynku, ponadto korzenie światopoglądowe są na wskroś lewicowe. Choć teraz wolę określenie libertarianina, coś jak Rothbard, Miasik, Gambone, Mises, szczerze mówiąc, z nimi się zgadzam, ale w pewnej mierze. Chciałem natomiast poprosić o Pomoc przy „krzewieniu” oświecenia ekonomicznego na terenie Sosnwoca, jako że z tym miastem jestem zwiazany od 22 lat, od urodzenia.Z góry dziękuję za odpowiedź w imieniu Kolegów z sosnowieckiego KoLibra

    Serdecznie Pozdrawiam i Jako Typowy Lewak…VIVE WOLNY RYNEK!!!

  3. konserwa pisze:

    I co to jest tak wlasciwie ta konserwa? Konserwa jednym kojarzy sie jako stechlizna, jako zastoj, jak cos co sie dusi we wlasnym ideowym sosie stagnacji myslowej i zacofania. Progresywnosc, czy postepowosc natomiast wydaje sie byc nowoczesnoscia, ciaglymi zmianami, cos co nigdy nie jest stalym jak tylko Panta Rei – znaczy, ze Wszystko Plynie…..A jeden z prlowskich prominentow to nawet uwazal Panta Rei za Towarzysza…. no bo rozumial i glosil, „ze nawet towarzysz Panta Rei mowil, ze Wszyyyystko Plynie, ze nie ma nic stalego, a co stale to nieruszajaca sie konserwa. No tak… I coz by tutaj na to powiedziec????
    A mnie sie wydaje, czy raczej uwazam, ze to co stale, to co jest konserwa, co sie nie zmienia nawet kiedy wiatr polityczny w gebe. To wlasnie tak filozoficzne, polityczne jak i ekonomiczne Pryncypia. Chociaz mam pewne zastrzezenia co do konserwy, ze moze ma ta konserwa polityczne i ekonomiczne tj. wolnorynkowe wizje,ktorej brak tej libartarianskiej konserwie fundamentow filozoficznych, co mozna by nazwac Pragmatyzmem, krotkowzrocznoscia praktycznoscia i jak by to nie zwal.
    Progresywni z kolei, sa o wiele bardziej zaawansowanymi Pragmatykami niz Konserwa. Ci uwazaja, tak jak bolszewicy, ze wszystko plynie, ze towarzysz Panta Rei mial racje; ze nie ma filozoficznych, moralnych, polityczny, czy ekonomicznych zasad, bo wszystko, cale zycie jest w stanie plynnosci – nie wlozysz nogi do tej samej rzeki, jak pisal Heraklit, bo rzeka plynie, tak samo ja zycie Panta Rei… I z takich prymitywnych bzdur Hegel sklecil materialna dialektyke, a Marks ja entelektualnie wzmocnil. Lenin i Stalin z cala plejada bolszewikow praktykowal. I niby efekty koncowe byly namacalne, to jednak lewica ciaaaagle odbija sie od dna nocnika pelnego odchodow Panta Rei.

  4. dyletant pisze:

    Cos mi tutaj nie gra. Autor J.F po latach pobytu w USA stwierdzil, ze to tam w tej Ameryce okropny rezim-dyktatura no i sprzedal wszystko, spakowal sie i wyjechal do ukochanej ojczyzny na stale. Od tamtego czasu obywatel J.F. stal sie zawzietym krytykiem USA, pogwalcajac czesto wszelakie prawa logiki w rozumowaniu. III Rzczeczpospolita w/g opini autora, miala byc najbardziej zaawansowanym krajem Wolnego Rynku, czyli ostoja kapitalizmu. Studiujac historie i historie intelektualna swiata, jak i nasze narodowe cechy, to sie niezmiernie dziwilem z tak pochopnych wnioskow autora. Teraz widze, ze autor jak gdyby ocknal sie z marazmu poprzedniego myslenia oderwanych mysli, sklecanych za pomoca crazy glue. Milo sie odczuwa swiezy powiew, ale czy to ma znaczyc, ze autor na stale bedzie sie kierowal wypracowanymi ramami odniesienia ustalonymi na sprawdzonych przeslankach, to nie wiem. Przydalby sie jakis reportaz z Izraela, albo reportaz o walecznych z czcia i wiara partyzantach Hezbollah.

  5. dyletant pisze:

    Szanowny Panie. O ile sie orientuje, to byl Pan zawzietym przeciwnikiem, jak nie wrogiem of The Patriot Act, ktory to Act, panskim zdaniem byl kompletnie bezuzyteczny, niepotrzebny i podwazajacy wolnosc osobista w USA. Dzisiaj wszystkie dzienniki swiatowe podaja w oparciu o dane Scotland Yardu i o amerykaskie, ze byly i sa planowane zmasowane tj. globalne akty terrorystyczne na United Airlines. Cale szczescie, ze nie jest Pan doradca prezydenta Busha, cale szczescie, ze nie bierze sie panskich konkluzji powaznie. Wiec zycze Panu modlow z ojcem Hejno, za bezpieczenstwo swiata od terroryzmu, ktory, jak Pan stwierdzil, istnieje li tylko i wylacznie w chorej wyobrazni „glupiego” Busha. Ze ludzie potrafia byc az tak naiwni….. Vive la polski kapitalizm. Vive la polska mysl intelektualna zawodowego dziennikarza Tylko kto wyedukuje naszych rodzimych edukatorow Wolnego Rynku?

  6. Jan M. Fijor pisze:

    The Patriot Act to okazja do zlapania Amerykanow za twarz. Wojna z teroryzmem jest bluffem. Jesli juz, niech bedzie wojna z terroyrstami. Niech pan sie przeleci samolotem dzisiaj, to zobaczy, z kim walcza te wszystkie sluzby bezpieczenstwa. A co ostatniego zamachu to pragne zwroci uwage, ze 11 lat temu byla operacja Bojinka, gdzie zamierzano uzyc plynow (nitrogliceryny) i jakos nie zakazno wnsozenia plynow na poklad. Wydaja bez sensu pieniadze podatnika, zeby sobie porzadzic i pozyc, a terorysci graja im na nosach. Pozdrawiam ze smutkiem Jan M Fijor

  7. copy pisze:

    Tekst, czy też raczej ukryte w nim rozumowanie, a jeszcze lepiej intencje gdyż wyraz „rozumowanie” kojarzy się na ogół z wyrazem „rozum”, jest tak głupi, że naprawdę szkoda na niego czasu. Czytałem tego typu próbek już ze 100, a może i 200, i wszystkie te teksty, co do jednego, brzmią dokładnie tak samo.
    Ale akurat jestem w dobrym nastroju i spróbuje może jeszcze raz napisac to, co wszy używający najzwyklejszego w świecie, prymitywnego wręcz rozumu i elementarnej logiki doskonale wiedzą i dlatego z takich tekstów jak ten kolegi Fijora czytają co najwyżej tytuł i podpis.
    No więc p.Fijor napisał na wstępie zdanie z którym, sądząc z pozytywnej konotacji, najwyraźniej się zgadza i traktuje je jako założenie:
    „Wielka filozofka amerykańska, Ayn Rand mawiała, że człowiek zdrowy ma umyśle działa wyłącznie dla własnej korzyści.”
    Tak też to zdanie potraktuję i w dalszym ciągu nazywał je będę krótko „Założeniem”. Zastosuję je do dalszych dywagacji p.Fijora odnośnie problemów ceny rozmów, SMS’ów, zysków, konkurencyjności, wolnego rynku etc..

    Jak wygląda remedium kolegi Fijora i innych miłośników tzw. wolnego rynku na wszy tego typu problemy ?
    1. Jeżeli zrezygnować z interwencji np. państwa i pozostawić wszy wolnemu rynkowi to zgodnie z Założeniem zaczną się mnożyć firmy telekomunikacyjne – żądne zysków.
    2. Firmy, których bedzie coraz wiecej będą ze sobą konkurować przy pomocy obniżania cen na swoje usługi, a więc kosztem swego zysku.
    3. Firm będzie więcej i więcej, koszty rozmów co raz niższe, a zyski kapitalistów co raz mniejsze.
    4. W wyniku tego procesu musi dojść do sytuacji w której rozmowy bedą najtańsze z możliwych, a zyski właścicieli zerowe.
    5. Szarzy ludzie korzystają, a właściciele środków produkcji mając z tytułu tej własności zerowe zyski żyją tylko z własnej pracy, ewentualnie starych oszczędności lub zasiłków – mamy więc idealny wprost socjalizm !
    6. Zgodnie z Założeniem kapitaliści są w tej sytuacji osobami pozbawionymi rozumu, tym bardziej, iż z pełną determinacją do tej sytuacji dążyli – tak nakazywał im wolnorynkowy rozum.
    7. Co się dzieje dalej ? Również zgodnie z Założeniem ci zdrowsi na umyśle kapitaliści zaczną się z tego interesu wycofywać, rozwiązywać swoje firmy teleferekuku, zwalniać ludzi – wszy zaczynają się przekwalifikowywać.
    8. Wycofanie się części biznesmenów z konkurencji spowoduje nierównowagę rozbuchanego popytu telefere i zmniejszenia podaży, co spowoduje stosowny wzrost cen usług telefere.
    9. Wzrost cen terefere spowoduje zmniejszenie liczby abonentów co odbije się spadkiem zysków właścicieli telefere, a więc zacznie się ich wycofywać jeszcze więcej.
    10. Ostatecznie musi na powrót dojść do sytuacji wyjściowej, w której bedzie kilka firm mających stosownie wysokie zyski pochodzące od nielicznej, ale stosownie zasobnej klienteli.
    11. No i Da capo al fine abo Once more from the beginning – zaczną się mnożyć nowe firmy oferujące niższe ceny – patrz punkt 1 i następne po kolei !
    12. Jedyne co tu ciekawe to pytanie: Ile razy i ilu ludzi w takim cyklu będzie się przekwalifikowywac.

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Ceny spadaja nie tylko kosztem zysku. Czasem dzieje sie wrecz przeciwnie. Patrz: ford T, ktory przed spadkiem ceny do 300 dol. za sztuke kosztowal 20 tys. dol. Henry Ford stal sie miliarderem jednak dopiero wtedy, gdy obnizyl cene do 300 dol. Mial przy tym monopol. W chwili, gdy rozpoczal ekspansje swego pomyslu po 300 dol. w USA prakytcznie wzystkie fabryki samochodow (a wczesniej, t.j. w 1903 roku bylo ich 2750) nalezaaly do Henry Forda. Czytal pan ze 100 czy 200 tego typu tekstow, ale byc moze nie doczytal sie pan wszystkiego. W kazdym razie za wpis dziekuje. Jan M Fijor

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Rosnie podaz, przy stalym popycie, cena spada. Rosnie popyt, przy ograniczanej podazy, cena rosnie. Simple like that! Ludzie, zwani przedsiebiorcami, to osobnicy przekwalifikowujacy sie cale zycie, nieustannie. Ich specyfika polega na dostosowywaniu sie do nowych warunkow na rynku. Ludzie, ktorzy tego nie potrafia, u tych pierwszych pracuja. Dziekuje za wpis! Jan M Fijor P.S. Ja tez juz niezliczone razy czytalem np., ze na kazde cialo zanuzone w cieczy dziala sila wyporu cieczy etc. etc. Trudno na to poradzic; taka jest prawda!

  10. beze pisze:

    Napisał pan, iż „ceny spadają nie tylko kosztem zysku”. Pełna zgoda, mnożenie jest przemienne i niewątpliwie 300 aut x 20000 USD/auto = 20000 aut x 300 USD/auto. Pana przykład z Fordem jest o tyle ciekawy, w nawiązaniu do pana głównego tekstu o firmach tele, iż dokładnie taki sam efekt dałoby jedno rozporządzenie Kongresu przyznające koncesję na produkcję aut wyłącznie koledze Fordowi. Ford byłby miliarderem, a 2750 innych producentów musiałoby zając się czymś innym lub … pracować dla Forda. Inaczej by się to tylko w pana nomenklaturze nazywało: raz: wolną grą wolnego rynku i geniuszem kolegi Forda, a drugi: lewackim zniewoleniem. A wynik końcowy dokładnie ten sam, zarówno dla kolegi Forda, innych przedsiębiorczych, a chętnych do posiadania dużej ilości pieniędzy, jak i dla miłośników motoryzacji, a nawet inżynierów i robotników te auta faktycznie produkujących.

    Napisał pan również, cytuję: „Rosnie podaz, przy stalym popycie, cena spada.”
    Zgadza się, dlatego podstawowe prawo mówi: Istotą wolnego rynku nie jest zaspokajanie faktycznych potrzeb konsumentów, ale wytworzenie zapotrzebowania na produkty już istniejące. Gdyby ludziom nie powiedzieć czego im potrzeba (przy już uruchomionej na większą skalę podaży) istotą wolnorynkowej produkcji byłoby zapełnianie magazynów.

    „Rosnie popyt, przy ograniczanej podazy, cena rosnie.”
    Zgadza się ponownie. Co roku, np. w lecie, rośnie popyt na napoje chłodzące. Wykorzystuje ten fakt Pepsi i natychmiast podnosi ceny zostawiając momentalnie w tyle Coca-cole (pod względem zysków). Czasami jest odwrotnie.
    Ludzie nazywają to ‚wojną cenową’, a niektórzy twierdzą, iż ta wojna pomiędzy Pepsi i Coce to najdłuższa i najdroższa wojna świata. Oczywiście jej koszty ponoszą właściciele obu firm i dlatego należą do pariasów. Cóż, jeżeli mottem życia jest hasło ‚Spragnionych napoić’ to swoje trzeba odcierpieć.

    „Simple like that!”
    Of course, proste jak sznurek w kieszeni.

    „Ludzie, zwani przedsiebiorcami, to osobnicy przekwalifikowujacy sie cale zycie, nieustannie. Ich specyfika polega na dostosowywaniu sie do nowych warunkow na rynku. Ludzie, ktorzy tego nie potrafia, u tych pierwszych pracuja.”
    Zgoda, dlatego np. Coca-cola w krajach o chłodniejszym klimacie produkuje sanki, łyżwy i kije hokejowe. A mogliby sprzedawać swoją coce np. w Afryce – ciepło tam jak diabli. Dlaczego sprzedają tam tak mało ? Cóż, wolny rynek najwyraźniej ma także swoje mysteries.
    Przy okazji: Ile razy przekwalifikowywał się kolega Ford ? Ile razy zmieniał profil produkcji z aut np. na pralki i/lub pracował u kogoś innego ?

    „P.S. Ja tez juz niezliczone razy czytalem np., ze na kazde cialo zanuzone w cieczy dziala sila wyporu cieczy etc. etc. Trudno na to poradzic; taka jest prawda!”
    Trudno się z panem nie zgodzić. Dlatego też gdy widzę gdziekolwiek rozdział p.t. ‚Prawo Archimedesa’ zazwyczaj dalej już nie czytam.
    P.S. Sorry za bałagan. Ktoś wkleił ten mój poprzedni tekst (napisany zresztą z myślą o innym forum) 3-krotnie.

  11. Jan M. Fijor pisze:

    Gardzi pan ludzmi i to jest panski problem. Panstwo to tez ludzie, za reguly glupsi od tych, co biora zycie w swoje rece i nie zyja za podatki wdow i sierot. Panstwo tym sie roznic o podmiotow prywatnych, ze ma monopol na przemoc. Miedzy podmiotami prywatnymi wymiana odbywa sie dobrowolnie. Monopolista Ford sprzedawalby samochody nadal po 20 tys. dol. bylyby one do tego zle, brzydkie o czesto sie psuly. Tak wlasnie bylo w prl i co z tego wyszlo? JMF

  12. tez_liberal pisze:

    niestety telefonię stacjonarną można zdecentralizować, bo można stworzyć dowolną liczbę sieci telefonicznych
    (kabli mozna położyć bardzo dużo)
    Z telefonią komórkową jest gorzej, bo nie ma nieskończonej pojemności w eterze. Dopiero po przymuszeniu przez urzędników istniejących sieci do wpuszczenia konkurencji. zaczynają spadać ceny. Czyli przed zliberalizowaniem telefonii trzeba zliberalizować eter.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *