Krwiopijca czy ignorant cz. 1

chat-dymki
38

Wolna, nieskrępowana sztucznymi zakazami czy nakazami rządu (państwa) działalność gospodarcza, zwana potocznie: wolnym rynkiem charakteryzuje się m.in. tym, że każdy foul czyli nieczysta gra, uderza zarówno w stronę, wobec której jest ona skierowana, jak i w tego, kto jest jej sprawcą. W tym sensie możemy mówić, że ekonomia jest sprawiedliwa.

Iluzja

Chciwy piekarz, który z chęci zwiększenia zysków podniesie cenę swego pieczywa, narazi się na spadek jego sprzedaży, a tym samym spadek dochodów, pewnie także i zysków. Producent samochodów, zwiększający z chciwości wolumen produkcji, naraża się na spadek ich ceny, a tym samym na ograniczenie obrotów i zysku. Hotelarz, który dla oszczędności zrezygnuje z pewnej ilości pokojówek, ryzykuje spadek standardu pokoi hotelowych, a to z kolei wiąże się z koniecznością obniżki cen za nocleg. Fabrykant, który źle traktuje swoich pracowników, szczególnie, gdy płaci im mniej niż inni pracodawcy, naraża się nie tylko na to, że najlepsi pracownicy od niego odejdą i wzmocnią załogę u konkurenta, spadnie też ogólna motywacja personelu do dobrej pracy. Korzyści (oszczędności) powstałe z zaniżania płac są z reguły iluzoryczne i nie rekompensują najprawdopodobniej strat spowodowanych fluktuacją kadr i lekceważącym stosunkiem do pracy, a jeśli już, to zysk będzie krótkotrwały.
Ekspedientka, która zarabia 4 zł na godzinę, rezygnując z pracy, traci okazję do zarobienia 4 zł na godzinę. Tyle to ona dostanie wszędzie. Ekspedientka zarabiająca 11 zł na godzinę, zanim zrezygnuje ze swego stanowiska musi się poważnie zastanowić. Niewielu pracodawców jej tyle zapłaci. Siłą rzeczy, obie panie będą miało różny stosunek do wykonywanej pracy. Nie trzeba być ekspertem, aby wiedzieć, że tak która zarabia więcej będzie swoją pracę traktowała z większym respektem. Ten respekt, o czym napiszemy w następnej części tego artykułu, przekłada się na wyższą wydajność pracy, a tym samym, na wyższy zysk pracodawcy.
Robotnik, który ceni swoje miejsce pracy, dba o nie. Utrata czegoś cennego jest zwykle bolesna. Dzieje się tak przy założeniu, że rynek jest wolny, konkurencyjny, a wartość pracy wykonywanej przez zatrudnionego jest wyższa od płaconej mu płacy.
Dlatego, mądry pracodawca wynagradza swoich pracowników tak, aby cenili swoje miejsca pracy. Nie robi tego rzecz jasna bezinteresownie. Pracownik, zadowolony ze swojej pracy, pracuje lepiej, chętniej, wydajniej, angażuje się w działalność firmy, wrasta w nią, jest kreatywny, życzliwszy, słowem jest źródłem dodatkowej wartości.
Zaryzykuję tezę, że im lepiej pracodawca traktuje pracownika, tym więcej na nim zarabia. Mityczny wyzysk kapitalistyczny to chwyt propagandowy wykorzystywany przez lewicę w walce z kapitalistycznym porządkiem świata i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jeśli jakiś wyzysk istnieje, to stroną wyzyskiwaną jest raczej pracodawca.

Trzy kroki do bogactwa

Pracownik, nawet ten najniższego szczebla, jest wizytówką standardu firmy. Nie bez powodu Sam Walton wymyślił zasadę „trzech kroków”, wedle której każdy pracownik, nawet nie mający kontaktu z klientem, nawet firmowy dekarz czy palacz CO mają obowiązek uśmiechnąć się do każdej osoby, która zbliżyła się do niego na odległość co najmniej na trzy kroki. Te „trzy kroki” to symbol, chodzi o wytworzenie odruchu uśmiechania się do ludzi, bycia miłym, uprzejmym, bo to tworzy atmosferę wokół firmy. Na rynku ogromnej ilości konkurujących ze sobą podmiotów, rzadko kiedy chodzi o coś więcej niż o jakość obsługi. Czasy znacznych różnic cenowych czy jakościowych należą do przeszłości. O wyborze proszku do prania, samochodu czy dentysty decyduje sposób, w jaki produkty te lub usługi są nam dostarczane bądź świadczone. Wartość wszystkich pozostałych parametrów, jak: jakość, trwałość, wygląd, czy cena jest w większości produktów podobna.
Reingold Wurth na początku istnienia swojej firmy Wurth (uchwyty, zawiasy, haki) zauważył, że gros jego klienteli to zapaleni kibice sportowi. Dlatego już od ponad 60 lat znaczną część zysków inwestuje w spieranie inicjatyw sportowych; klubów, zawodów, buduje obiekty sportowe etc.
Arthur Łukowski, nasz rodak z USA, założycielem i wieloletni menadżer sieci wymiany oleju w samochodach, Oil Express, chlubi się swoją metodą szkolenia pracowników. Kurs trwa 10 dni; przez pierwsze 9 dni Łukowski uczył nowoprzybyłych sposobu odbierania telefonu, w ostatni, dziesiąty dzień zapoznaje ich z technologią wymiany oleju w samochodzie. A trzeba wiedzieć, że sieć Oil Express obsługuje ponad 300 marek samochodów. Wiedząc o tym, że sieci wymiany oleju istnieje w każdym stanie co najmniej setka, Łukowski zrozumiał, że o wyborze tej czy innej stacji zdecyduje drobiazg. Może nim być przyjazny tembr głosu lub uśmiech osoby, odbierającej telefon. Innymi słowy, zrozumiał, że renoma jego biznesu, a tym samym jego osobiste dochody, zależeć będą od zachowania się jego pracowników. Walton, Łukowski, czy Wurth zrozumieli, że ich najważniejszym zadaniem (prócz bieżącego zarządzania firmą) jest pilnowanie jej renomy. Żadnego z klientów Wal-martu, Wurth czy Oil Express nie interesuje zakres wiedzy prezesa, jego aparycja, a nawet jakość oferowanych produktów lub usług, ich interesuje atmosfera, jaką każda z tych firm tworzy, a zwłaszcza to, czy każdy jej sprzedawca, mechanik, księgowy należycie troszczy się o niego samego.
Co z tego, że Arthur Łukowski czy Reingold Wurth są być najmilszymi ludźmi świata, jeśli operatorka telefoniczna czy osoba zajmująca się reklamacjami sprzętu w ich firmach zachowują się wobec klienteli po chamsku. Przeciętny klient bardzo rzadko kontaktuje się z ludźmi wysokiego szczebla zarządzania. Jego kontakt z firmą odbywa się poprzez szczebel średni lub nawet niższy.
Właściciel firmy, jej menażer, który tego nie rozumie, nie dba o swoją klientelę, czyli nie wie co robi. Wcześniej jednak musi zrozumieć, że dbałość o klientelę jest pochodną jego dbałości o zatrudniony personel.

Stracić, żeby zarobić

SAS z Północnej Karoliny, USA, to największa na świecie firma software’owa, znajdująca się w prywatnych rękach. Jej właściciel, Jim Goodnight, zwolniony z presji akcjonariuszy może sobie pozwolić na dość nieschematyczne decyzje. Przykładowo, z jego wyboru, pracownicy SAS mają prawo korzystania z zakładowych żłobków i przedszkoli, są za darmo szkoleni, otrzymują dofinansowanie na studia dla siebie i dzieci, mają darmowy dostęp do siłowni, pola golfowego, kortu tenisowego etc. Cała ta darmowa nadbudowa kosztuje firmę zawrotną kwotę prawie 100 mln dol. rocznie.
Jak to możliwe, że bez ustawy nakazującej pracodawcy gotowanie pracownikom zup z wkładką mięsną, obuwia ortopedycznego i innych świadczeń nakazywanych przez polskie prawo pracy, Jim Goodnight dobrowolnie wyrzuca tyle pieniędzy w błoto?
Filantrop czy wariat?
Ani jedno, ani drugie. Jim Goodnight to dobry biznesmen. Wyliczył, że taki wydatek mu się opłaca. Średni staż specjalisty zatrudnionego w SAS, przy porównywalnej (a niekiedy nawet niższej) płacy, jest blisko trzykrotnie dłuższy niż w firmach konkurencyjnych, wliczając w to Oracle czy Microsoft. W czasie, gdy statystyczny pracownik SAS zmieni pracę raz, programista Oracle czy Microsoft zmieni ją trzy razy. Odejście pracownika doświadczonego i przejęcie nowego, bez doświadczenia wymaga nakładów na szkolenie. Pan Goodnight wyliczył, że szkolenie tych fluktuujących ludzi kosztowałoby go 300 mln dol., a więc trzykrotnie więcej. Dzięki tym wszystkim świadczeniom ekstra zatrzymuje personel przy sobie, oszczędzając na fluktuacji załogi dwa razy więcej niż kosztują go żłobki, korty tenisowe, czy wakacje na koszt firmy.
Dlaczego przykład SAS nie jest zaraźliwy? Czy w innych firmach dobrowolne świadczenie pracownicze nie przyniosłyby korzyści?

Jan M. Fijor
„” 2006-10-09

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Kemot pisze:

    W wielu firmach ta sytuacja wygląda innaczej.
    Po co dbać o pracownika, zwolni się to się zatrudni innego który będzie robił/a to samo za mniejsze pieniądze(tak im się wydaje)

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Wlasnie – tak im sie wydaje i dlatego dostaja po skorze, bo jak zaznaczylem na wstepie – ekonomia jest sprawiedliwa. Uklony Jan M Fijor

  3. Marek Majszak pisze:

    Co do specjalistów pełna zgoda,natomiast jeżeli chodzi o pracowników nizszego szczebla, bez specjalnych kwalifikacji znajdzie ich legion za te same pieniądze bez specjalnych udogodnień w pracy (pisze z polskiej prowincji) z poważaniem M.M

  4. Jan M. Fijor pisze:

    I zaplaci za to cene: szkolenia, braku odpowiedzialnosci, braku motywacji i innych czynnikow, wplywajacych na ogolny obraz przedsiebiorstwa. Jeden zly stroz, lub odzwierny, czy ordynarna lub nieodpowiedzialna operatorka telefoniczna moze zniszczyc duza firme. Praca jest towarem. Towar niskiej jakosci, to zmarnowane pieniadze. Niszczenie towaru, za ktory sie zaplacilo, to tez strata. Ja bym powiedzial, ze w przypadku pracownikow nisko kwalifikowanych troska o podwyzszenie kwalifikacji musi byc jeszcze wieksza. Inzynier, ksiegowy, lekarz maja w sobie znacznie wiecej samodyscypliny i odpowiedzialnosci. W stosunku do pracownikow niskokwalifikowanych (ktorych rzekomo jest na peczki, ale niech pan znajdzie dobrego, rzetelnego) zludzenie obfitosci jest duze i to jest niebezpieczne. Pozdrawiam Jan M Fijor

  5. Marek Majszak pisze:

    Przepraszam za tą niewinną prowokację !!! Ma Pan oczywiście rację, a potwierdzeniem tego maże być działanie mojego byłego szefa (człowieka uczciwego żadnego”krwiopijcy”), który przez ostatnie dwa lata wiecznie wymienia załogę firmy i coś nie gra, nie iskrzy. Coraz więcej czasu poświęca na osobiste nadzorowanie produkcji(firma kilkunasto osobowa). Z poważaniem M.M

  6. Kemot pisze:

    ” Jeden zly stroz, lub odzwierny, czy ordynarna lub nieodpowiedzialna operatorka telefoniczna moze zniszczyc duza firme.”
    Tak naprawdę od ludzi w firmie i ich podejścia do pracy zależy 90% sukcesu firmy, uwaga w tym miejscu trywialna ale jakże prawdziwa.
    Pracownik doceniany czuję się związany ze swoją firmą i traktuje ją jako prywatne dobro o które należy dbać.
    Jeśli nie czuje się z nią związany przychodzi tylko po to aby odrobić swoje osiem godzin i iść do domu.
    Niestety wiedza o podnoszeniu kwalifikacji pracowników i motywowaniu ich jest w wielu przypadkach niedostępna naszym pracodawcom.
    Część firm rozbudowała się też na tyle, że funkcjonują na zasadzie inercji, obojętnie kto, czy jaki pracownik ktoś zawsze popycha ten wózek.
    W Stanach być może do czasu, aż znalazłby się lepszy przedsiębiorca, który odpowiednio dobraną strategią odebrałby konkurencji większą cześć rynku.
    U nas niestety większość firm funkcjonuje na podobnej zasadzie nie przejmując się zbytnio kadrą pracowniczą .

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Bede trywialny; napisal pan to pod czym sie podpisuje obiema recyma. Uklony Jan M Fijor

  8. G. M. pisze:

    Pragnę tylko pogratulowac bardzo dobrej pracy, gdyby tylko polscy przedsiebiorcy uwazali podobnie, ewentualnie gdyby zdawali sobie z tego sprawe – chociaz moze nie chca, bo tak im wygodniej – nie wiedza ile traca…
    PS. Czekam na cd.
    Z pozdrowieniami

  9. szopen pisze:

    Słusznie. Mój kolega pracował w firmie gdzie harował jak głupi. Zarabiał też nieźle, ale szef nim pomiatał i w końcu kolega firmie podziękował. Na jego miejsce przyjęto dwóch pracowników, których pensja jest łącznie większa niż kolegi, a dodatkowo co jakiś czas i tak wzywają konsultantów z Warszawy (co też kosztuje).

    Ale jego przełożony nie był właścicielem firmy. A właściciele nic o tym nie wiedzą i się nie dowiedzą.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Co za wlasciciele, ktorzy nie wiedza, ze w firmie dzieje sie zle. Niech sie pan ie martwi – dowiedza sie. Uderzy ich po kieszeni, predzej czy pozniej. Pozdrawiam Jan M Fijor

  11. Witold Nykiś pisze:

    Nie tylko się zgadzam w całości, ale nawet podam przykład idący jaszcze dalej. W latach 90-96 budowałem sieci telewizji kablowej. Przedstawiciele załogi (takie jednorazowe związki zawodowe) potrafili prosić o przeniesienie niesymatycznego (choć wydajnego) pracownika na takie stanowisko aby nie miał styczności z klientami.Dbając o dobrą opinię monterów zadbali jednocześnie o dobrą opinię firmy. No, ale to były inne czasy. Dzisiaj to nie musi pewnie tak działać.

  12. Andrzej Pilipiuk pisze:

    W Polsce to nie przejdzie. Po pierwsze nie ma wolnego rynku – tu każdy „poważny” biznesmen szuka sobie polityków którzy ochronią go przed konkurencją. (z ich braku może też zwiazać się z mafią)(weżmy choćby przykład warsztatów samochodowych w mniejszych miasteczkach, otwarcie nowego czesto jest tam po prostu niemożliwe). O dochodach firmy decyduje przede wszystkim miejsce w układzie a nie faktyczna jakość czy wydajność. (zeby daleko nie szukać w warszawie jest taki specjalistyczny serwis kilku firm od eletroniki. od lat stosują zasadę bezlitosnego dymania – trudno to inaczej nazwać – klienta. rzyosi im się magnetowid do oczyszczenia głowicy a odbiera rachynek na szereg dodatkowych upiornie dorgich regulacji. jeszcze nie splajtowali – trudno wozić sprzęt na drugi koniec miasta) SZkolenia? Ich koszty? w wielu przypadkach firmy nie zaprzatają sobie głowy szkoleniami – pracownik musi uzyskać umiejętności i komplet papierków je potwierdzających na własną rękę (i własny koszt). Niektóre firmy i tu sie wycwaniły – np jest takapoważna gazeta branży budowlanej która ogłasza sie dośc regularnie że potrzebuje redaktorów. kandydat dostaje 10 artykułów na próbę do zredagowania. Redaguje dowiaduje się że niestety nie ma odpowiednich kwalifikacji i won. Oczywiście nie płacą złamanego grosza – a z wykonanej roboty sobie korzystają… Przy odrobinie umiejętności można ten numer powtarzać w nieskończoność. (zresztą wybiórcza swojego czasu zachwalała ten system – ze niby zdobywa się bezcenne doświadczenie hłe hłe).
    Nawet wyjazd 2-3 milionów Polakow na zachód niewiele tu zmienił, nadal w wielu branzach opłaca się przyjęcie człowieka na kwartał wyiśnięcie i wyrzucenie. Nadal – zwłaszcza w małych ośrodkach – powszechne jet zatrudnianie wyłącznie na czarno. Zresztą przy narzutach na pit, zus, etc siegających 70% płacy w wielu przypadkach jest to jedyna możliwa strategia bo kto nie eksploatuje swoich niewolników odpowiednio bezwzględnie ten zginie. Myślę że to sie z czasem ucywilizje. za jakieś 20-30 lat. Tylko trzeba dożyć. Ja sensownego (zdrowego psychicznie, uczciwego, odpowiedzialnego i wypłacalnego) pracodawcę znalazłem po pięciu latach intensywnego szukania.

  13. Kemot pisze:

    Andrzej Pilipiuk powiedział:
    „Nadal – zwłaszcza w małych ośrodkach – powszechne jet zatrudnianie wyłącznie na czarno. Zresztą przy narzutach na pit, zus, etc siegających 70% płacy w wielu przypadkach jest to jedyna możliwa strategia bo kto nie eksploatuje swoich niewolników odpowiednio bezwzględnie ten zginie.”

    Mam przykład z innej strony.
    Znajomy opowiadał mi o pewnym sklepie AGD-RTV w dużym mieście, który w ten sposób postępował z pracownikami.
    Bardzo duże wymagania w stosunku do pracowników, mnóstwo godzi dio przepracowania a na koniec miesiąca 800-900 na rękę.
    System ten działał do czasu aż pewnego dnia trzeba było sklep zamknąć.
    Bo właściciele i kierownicto przyszli do pracy sami.

  14. Idefons pisze:

    Jak tak czytam te wszystkie wpisy, to az wlos staje na glowie jaka ta Polska jest. A miala byc wolnorynkowa, cudownie bezpodatkowa, bezmafijna, nieupolityczniona….Wiec niech nam Pan w koncu, zagraniczniakom wyjasni jaka ta Polska w koncu jest? Przeciez wyjezdzal Pan do niej z otwartymi skrzydlami, walac a ino odchody na ta Glupia Hamerke, gdzie Polska Gierkowska miala wzrastac w Sile….I gdzie te monumenty Wolnego Rynku w Polsce? Nie da sie ukryc, ze takie nedzne i komunistyczne do niedawna Chiny bija nas na leb i na szyje. Moze to nam Pan wyjasni?

  15. Irek pisze:

    Panie Janku! Tekst tyleż prawdziwy co… nijak nie przystający do Polski!!!
    Szkolenie odzwiernych,telefonistek, recepcjonistek, kurierów to jedna wielka bujda na resorach! W Polsce nie ma prawdziwego wolnego rynku! Tak jak PRL-bis mamy socjalizm bis!
    Pierwsze sygnały do rozmontowania systemu padły z ust Rakowskiego zaraz po zamorodowaniu ks.Popiełuszki. Okres do upadku tzw.”komuny” to okres zbierania kapitału i przygotowania włąściwego gruntu prawnego. Przygotowanie ustawy o wolności gospodarczej (potocznie zwanej ustawą Wilczka) – tak entuzjastycznie ocenianej p.Kowina-Mikkego -to jedynie dowód na to jak „właściciele PRL-u” chcieli dokonać łagodnego przejścia.
    Ustawa (w tej najlepszej formie) istniała b.krótko – po wielu nowelizacjach powstał gniot,którego nie dało się stosować.Systematycznie wprowadzano kontyngenty,plafony, koncesje, pozwolenia itd. Po co? Po to by nowa klasa posiadaczy mogła utrzymac stan posiadania i „wyciąć” powstającą konkurencję! Pieniądze ukradzione na FOZZ-ie, aferze „Żelazo” i innych aferach (Kantorowa, alkoholowa itp) były absurdalnie wielkie w stosunku do pieniędzy dorobkiewicza, który na targowisku z łóżka polowego sprzedawał baterie-„paluszki” zwożone z Berlina Zachodniego! Na stracie ludzie przedsiębiorczy zostali u****ni bo nie mogli podskoczyć tym, którzy juz się ustawili! Relacje prasowe – skrzetnie przez wiele lat ukrywane – potwierdzają, iż proces transformacji to jeden wielki shit! Niejaki (pisze tak albowiem spory co do tozsamości tego pana są gorące)Solorz miał podobno 16 paszportów i do tego na rózne nazwiska. W łatwy sposób mógł wyjeżdzać (jeszcze za komuny) za granice i sprowadzać Wartburgi i Trabanty. Mając SB-ckie kontakty szybko mógł zostać krezusem „III RP” a proces koncesyjny „Polsatu” to już była zwykła bułka z masłem….
    Tak powstałe spółki (brzydko nazwane nomenklaturowymi) nie konkurują między sobą – nie walczą o klienta tak jak podmioty w gospodarkach wolnorynkowych.
    Spółki takie to przechowalnie dla polityków (zwłaszca tych,którzy nie załapali się na kadencję) i ich rodzin.Do tego dochodzą kolesie ze studiów, woja (byłych ? służb) itd.Mając taki „potencjał” ludzki, spółka nie konkuruje na płaszczyźnie innowacyjności, przedsiębiorczości itd albowiem wszystkie kontrakty,granty, przetargi załatwia się dzięki kolesiom!
    Wy dajecie zarobić nam a my wam!!!
    Cały „wolny rynek” w POlsce to tyrania status quo! Służy jedynie utrzymaniu wpływów tych, którzy „załapali sie na przemiany”! „Opiniotwórcze” dzienniki w NY lub Waszyngtonie mogą pisać bzdury o Polsce jako „Tygrysie Europy”.Pański osąd z perspektywy USA też jest taki jaki jest. Tu na miejscu, wewnątrz systemu wszystko wygląda inaczej….
    Mając taki potencjał ludzki wwszelka rekrutacja to czysta fikcja! Bo przyjmuje się tylko „swoich”!!! Znam wiele miejsc, gdzie składanie cv to zwykłe marnowanie czasu bo kto ma pracować wiadomo przed odebraniem korespondencji…Jak to jest,że przy kwalifikacji do American Tabacco musiałem zaśpiewać piosenkę a przy kwalifikacji do polskiej firmy nie pytają się nawet o pogodę za oknem????

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Mam pan duzo racji, ale prosze pamietac, ze konkurencja istnieje i lepszy pracodawca zwycieza prawie zawsze. Gorszy – rzadko kiedy i tylko w firmach panstwowych. Uklony Jan M Fijor

  17. zatroskany stanczyk pisze:

    Co kolwiek sie nie pisze, co kolwiek sie nie mowi, to jednak zalewa nas tania Chinszczyzna. Jak tak dalej bedzie to koniec zachodniej cywilizacji.

  18. Jan M. Fijor pisze:

    Co to znaczy zalewa? Przeciez ludzie to kupuja bez przymusu, za swoje, ciezko zarobione pieniadze. Gdyby ktos inny potrafil produkowac tak tanio i tak dobrze, to pewnie kupowalibysmy od niego. Narazie Chinczycy sa nie do pobicia. Zamiast utyskiwac i potepiac, podgladac i kopiowac. Uklony Jan M Fijor

  19. Waldi pisze:

    Mam pytanie odnośnie firmy Wurth. O którą firmę Panu chodzi??????
    Adolf Wurth GmbH & Co.KG????
    Bo to co Pan pisze ( jeśli chodzi o tę firmę ) jest nieprawdą.
    Z poważaniem
    Waldi

  20. Jan M. Fijor pisze:

    Nie wiedzialem, ze sa dwie firmy Wurth. Ja znam p. Reingolda Wurtha, ktory jest wlascicielem firmy Wurth Group z Kunzelsau w RFN. Pozdrawiam Jan M Fijor

  21. Waldi pisze:

    Witam
    Dziekuje Panu za odpowiedz.Niechciałbym aby moje słowa były poczytane za napaści na Pana:) Mówimy o tej samej firmie wurth. Tak się składa, że jestem pracownikiem i szkoleniowcem tej firmy.Nazwisko Wurth jest dość popularne więc zapytalem o która firmę chodzi. Imię bylego właściciela firmy to Reinhold a nie Reingold, tak jak Pan pisze. Obecnie zarządza firmą córka Reinholda Bettina, a Reinhold jest honorowym prezesem(dalej bardzo aktywnym).Nie powiem , że go znam , ale miałem przyjemność uścisnąć jego dloń.
    Ale wracając do tematu. Nie znam innej takiej firmy w polsce , gdzie przykłada się taką uwagę na szkolenia.Nie oferujemy( jak to napisał jeden z przedmówców) tandetę z Chin. Polityka firmy nie pozwoli na to.
    Oderwę się teraz od handlowej firmy. Zna Pan przysłowie o rybie i wędce. Wydaje mi się, że jeszcze nie wszyscy potrafią u nas w kraju to wykorzystać.Ja musiałem się tego nauczyć. Zycie mnie tego nauczyło.A teraz do meritum:)
    Firma nakłada bardzo duże koszty na szkolenie. Bazując na rozmowach z konkurencją jesteśmy wyjątkiem w kraju. A własne doświadczenia to takie , że jak 28 ma być wypłata, to jest. Papa wurth( jak to mówimy ) tak powiedział i tak jest:) Reszta zależy od sprzedawcy.

    Wie Pan biznes:) Jak wszędzie. Nawet z chińszczyzna.
    Pozdrawiam
    Waldi
    p.s
    Jesteśmy różnymi ludzmi i nie zawsze mósimy się ze soba zgadzać. Przeczytałem Pana historie. Jestem pełen podziwu.
    Waldi

  22. Waldi pisze:

    Przepraszam
    Komputer ukradł mi pare zdań i może ta moja wypowiedz nie wydaje się składna.
    Waldi

  23. Sebastian Stiller pisze:

    Tekst daje doskonały obraz tworzenia Firmy i marki. Lecz jako były pracownik Wurth Polska mam trochę inny pogląd na tą firmę. Fluktuacja w Polsce jest tak duża, że nie jest to zgodne z filozofią Prof. Wurth. Polscy menagerowie skutecznie zniechęcają do działania, czasami naprawdę ambitnych handlowców. Ja niestety w tej firmie już nie pracuję, ale za to swoje ambitne plany realizuję u małego PRACODAWCY, który właśnie zatrzymał mnie dzięki atmosferze, współtworzeniu i dalszemu rozwijaniu firmy. Życzę aby każdy mógł się tak czuc jak Ja. Pozdrawiam!!!

  24. Jan M. Fijor pisze:

    Tez zauwazylem, ze w polskiej galezy Wurtha dzieja sie rzeczy dziwne. Kilka tygodni temu, facet jadacy samochodem z logo Wurtha zajechal mi po chamsku dwukrotnie droge. To nie jest dbalosc o marke. Byc moze zaniedbali jakiejs kwestii. Szkoda, bo wlasciciel jest zacnym czlowiekiem i lubi Polske. Pozdrawiam i ciesze sie, ze znalazl pan satysfakcjnujacego pracodawce. Znaczy to, ze to madry czlowiek. Pan tez. Jan M Fijor

  25. Katolik pisze:

    ‚Fabrykant, który źle traktuje swoich pracowników, szczególnie, gdy płaci im mniej niż inni pracodawcy, naraża się nie tylko na to, że najlepsi pracownicy od niego odejdą i wzmocnią załogę u konkurenta, spadnie też ogólna motywacja personelu do dobrej pracy.”

    To kłamstwo! Gdzie pracownicy odejdą? Dzisaj pracodawcy traktują robotnika jak śmiecia. Ciężko znaleść pracę i ją utrzymać, a jak już się pracuje to najczęściej na czarno, albo za najniższą krajową!

    ‚Mityczny wyzysk kapitalistyczny to chwyt propagandowy wykorzystywany przez lewicę w walce z kapitalistycznym porządkiem świata i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Jeśli jakiś wyzysk istnieje, to stroną wyzyskiwaną jest raczej pracodawca.’

    Przepraszam bardzo, ale nie jestem lewakiem. Jestem Katolikiem i szukam pracy. Wszędzie gdzie chcą mnie przyjąć, to jedynie na czarno, a jak już pracowałem, to darli na mnie mordę jak się po kilku miesiącach upomniałem o pieniądze. Jeden z pracodawców płacił w stolarni swoim pracownikom po trzysta złotych raz na dwa miesiące, bo niby nie miał pieniędzy, a po roku wybudował sobie dom i kupił żonie nowe auto. I przestańcie pieprzyć, że to pracodawca jest wykorzystywany, bo jesteście totalnie okrutni i bezduszni!

  26. Jan M. Fijor pisze:

    Mogą odejść do innego fabrykanta, wyjechać zagranicę, otworzyć własny biznes czy wreszcie przestać pracować. Tylko w socjalizmie pracownik nie ma wyboru. Pracodawca, który traktuje pracownika jak śmieć to pracodawca zatrudniający śmiecie. Tymczasem w warunkach konkurencji chodzi o to, żeby być lepszym, mieć lepsze produkty, a śmieci ich nie wyprodukują. Katolik szuka pracy? A jaki to zawód: katolik? Co pan potrafi? Modlić się? Jest pan duchownym? Co to znaczy na czarno? Płacą czy nie płacą? Zgadza się pan na ich warunki czy nie? Pan chyba szuka etatu, a nie pracy. Czy dobry katolik może być takim ignorantem? Przecież wiara nasz nakazuje pracować, uczyć się, być pilnym, nie kłamać, nie wykorzystywać innych. Niech pan się zastanowi, do czego mogą służyć pańskie umiejętności i znajdzie kogoś, kto zechce ją od pana kupić i za nie zapłacić. To jest praca. Sprzedać swoje talenty i czas.

    Ukłony

  27. Jan M. Fijor pisze:

    Fabrykant może płacić mniej niż inni fabrykanci, pod warunkiem, że przyjmie pan dobrowolnie jego ofertę. A także wtedy, gdy fabrykant liczy się z tym, że robotnik odkryje różnicę i pójdzie pracować tam, gdzie mu lepiej zapłacą. Jeśli był to dobry robotnik, to strata jest podwójna.

    Ukłony

  28. Katolik pisze:

    Katolik to osoba, która Prawem Bożym kieruje się w każdym aspekcie życia, a nie tylko w domu i w kościele, również też i w pracy. Jeśli liberałowie i kapitaliści popierają system, w którym pracownik jest śmieciem, to nie są Katolikami, zatem niech nowa prawica i im podobni nie powołują się na wartości chrześcijańskie! Leon XIII, Pius IX, Pius XI i Jan Paweł II potępiali zarówno socjalizm, jak i kapitalizm!
    Jeżeli w kapitalistycznej Polsce zarówno ludzie po technikach i zawodówkach jak i ci z ukończonymi studiami nie mogą w ciągu roku znaleść pracy, a jeśli już mają ją otrzymać to na czarno za 300 zł. na miesiąc; to nie jest to wpsaniały ustrój i żaden fanatyk typu pan Fijor nie ma prawa wmawiać, że 2+2=5!
    Czasy niewolnictwa już minęły! Polscy prywaciarze chcieliby każdego zarudniać na czarno. To znaczy płacić po 100, 200, 300 zł. na miesiąc, choć stać by ich było na płaceine o wiele więcej. Dlatego bardzo dobrze zrobiono, że wprowadzono najniższą krajową. Powinno się zwiększać kontrolę i surowiej karać tych, co chcą mieć wszystkich pracowników na czarno! Kapitaliści, polscy prywaciarze taktują pracownika jak Niemcy więźnia obozu, albo sowieci więźnia łagru; dużo pracy za darmo! Panie Fijor tacy ludzie jak pan nie powinni mieć prawa głosu, bo głoszą totalitarną ideologię!

  29. Katolik pisze:

    W Polsce jest tak źle, nie dlatego, że pracodawcy muszą płacić ZUS itp. przez co niby tracą pełno pieniędzy. W Polsce jest źle, ponieważ przedsiębiorcy, których stać na płacenie nawet po kilka tysięcy złotych na miesiąc wolą zapłacić pracownikowi najniższą krajową, przez co ten pracownik mie ma pieniędzy, mniej kupuje i nie napędza gospodarki, w dodatku jeszcze bierze pieniadze z opieki społecznej i doi państwo!

    Chciwość pracodawców jest przyczyną słabej gopspodarki Polski!

  30. Katolik pisze:

    Proszę nie usuwać moich komentarzy!

    Napisałem też taki post:

    ‚Katolik to osoba, która Prawem Bożym kieruje się w każdym aspekcie życia, a nie tylko w domu i w kościele, również też i w pracy. Jeśli liberałowie i kapitaliści popierają system, w którym pracownik jest śmieciem, to nie są Katolikami, zatem niech nowa prawica i im podobni nie powołują się na wartości chrześcijańskie! Leon XIII, Pius IX, Pius XI i Jan Paweł II potępiali zarówno socjalizm, jak i kapitalizm!
    Jeżeli w kapitalistycznej Polsce zarówno ludzie po technikach i zawodówkach jak i ci z ukończonymi studiami nie mogą w ciągu roku znaleść pracy, a jeśli już mają ją otrzymać to na czarno za 300 zł. na miesiąc; to nie jest to wpsaniały ustrój i żaden fanatyk typu pan Fijor nie ma prawa wmawiać, że 2+2=5!
    Czasy niewolnictwa już minęły! Polscy prywaciarze chcieliby każdego zarudniać na czarno. To znaczy płacić po 100, 200, 300 zł. na miesiąc, choć stać by ich było na płaceine o wiele więcej. Dlatego bardzo dobrze zrobiono, że wprowadzono najniższą krajową. Powinno się zwiększać kontrolę i surowiej karać tych, co chcą mieć wszystkich pracowników na czarno! Kapitaliści, polscy prywaciarze taktują pracownika jak Niemcy więźnia obozu, albo sowieci więźnia łagru; dużo pracy za darmo! Panie Fijor tacy ludzie jak pan nie powinni mieć prawa głosu, bo głoszą totalitarną ideologię!’

  31. Jan M. Fijor pisze:

    Nigdy nie usunąłem pańskich komentarzy.
    Ukłony

  32. Jan M. Fijor pisze:

    Katolikowi nie wolno kłamać, a pan w kilku zdaniach napisał dużo nieprawy.

    Ukłony

  33. Katolik pisze:

    Jan M. Fijor @

    Usunął pan mój kometarz. Teraz pojawił się ponownie. I dobrze. Proszę już na przyszłość niczego więcej nie cenzurować!

    Jeśli napisałem nieprawdę to proszę to udowodnić! To pan kłamie. No, chyba, że żyje pan w swoim wyimaginowanym świecie i nie dostrzega problemów biednych ludzi. Ja nie napisałem nieprawdy, bo wmawianie ludziom kłamstwa jest domeną liberałów, a jako Katolik nie zamierzam się z nimi utożsamiać.

    Na tej stronie znalazłem reklamę książki pt. ”Ukryta strona dziejów”. Wmawiał tam pan czytelnikom forum, że kapitalizm jest przeciwko masonerii. I tu pana złapałem na kłamstwie. Autor polecanej przez pana książki krytykuje zarówno socjalizm jak i liberalizm/kapitalizm uważając wszystko to za narzędzia masonerii. Oto fragment tej książki:

    ”Na płaszczyźnie polityki szczebla krajowego cała gra jest dla wnikliwego obserwatora dość przejrzysta: działacze tzw. lewicy dwoją się i troją, by psuć rodzinę, system oświaty, porządek, wojsko, słowem: podstawy tradycyjnego społeczeństwa, w imię egalitarnego, pacyfistycznego, laickiego liberalizmu, podczas gdy działacze tzw. prawicy podkopują drobny przemysł, rzemiosło, małe gospodarstwa rolne
    i drobny handel w imię wzrostu zamożności społeczeństwa i zasad wolnego rynku – czyli liberalizmu gospodarczego. […]
    Coraz częściej jesteśmy świadkami wyborczej farsy, gdzie wolni i niezależni obywatele emocjonują się głosując już to na lewicę, już to na centrum, prawicę, a w istocie włączają się nieświadomie w mainstream kosmopolityzmu i obojętności na sferę prawdziwych wartości. Tę truciznę obywatel daje sobie aplikować w coraz silniejszych dawkach. Aż do całkowitego odrętwienia umysłu , wskutek czego ostatecznie zamienia się w „pajacyka” który nie wychodzi poza krąg wyznaczony przez masoński cyrkiel – ze wszystkimi tego smutnymi konsekwencjami, które są dziś widoczne w Europie i nie tylko.”

    Nie wspomnę już o tym jak broni pan wyzysku i niesprawiedliwych pracodawców! Proszę zatem nie wmawiać mi, że napisałem nieprawdę, bo to pan kłamie!

  34. Sturm pisze:

    „Jan M. Fijor pisze:
    3 czerwca 2009 o 20:44

    Co to znaczy zalewa? Przeciez ludzie to kupuja bez przymusu, za swoje, ciezko zarobione pieniadze. Gdyby ktos inny potrafil produkowac tak tanio i tak dobrze, to pewnie kupowalibysmy od niego. Narazie Chinczycy sa nie do pobicia. Zamiast utyskiwac i potepiac, podgladac i kopiowac. Uklony Jan M Fijor”
    Ahahaha. Ok, wydało się. A więc magiczny liberalizm zapewni ludziom większe zarobki bo inaczej firmy by upadły tyle że należy kopiować Chińczyków którzy dają pracownikom dużo mniejsze zarobki i gorsze warunki pracy i doprowadzają do koszmarnego zniszczenia środowiska z zatrutym środowiskiem które zabija setki tysięcy ludzi rocznie i z rosnącymi problemami z dostępem do czystej wody pitnej.

    Dlaczego miłośnicy liberalizmu nie wspomną o tym że rocznie w Chinach giną setki tysięcy ludzi z powodu zatrutego powietrza i zatrutej wody? Dlaczego nie wspomną o koszmarnym smogu który zmusza Chińczyków do noszenia masek? Dlaczego nie wspomną o tym że z powodu tych koszmarnych problemów Chiny wprowadzają tak bardzo demonizowane przez liberałów normy i przepisy?
    Dlaczego Chiny muszą wprowadzać przepisy jak magiczny liberalizm powinien sprawić że trujące i wyzyskujące firmy zbankrutują bo zepsuje się ich opinia albo pracownicy obrażą klienta?

    W ogóle cały artykuł jest śmieszny bo wychodzi z jakąś wydumaną tezą a kończy się zdziwieniem czemu ta teza nie działa w praktyce. Przypomina mi ten inny system który dawał niesamowite obietnice a potem okazało się że nie działał.

    Całe szczęście że Polacy mimo wszystko mają wystarczająco silny instynkt samozachowawczy i doświadczenie życiowe by nie dać się omamić skrajnej prawicy i Korwin i jemu podobni nie mają szans na wygraną w wyborach.

  35. Jan M. Fijor pisze:

    Koszty pracy, to w najlepszym przypadku 10-12 procent kosztów produkcji. Jak to sie zatem dzieje, że chińska klawiatura komputerowa kosztuje 70 procent taniej niż japońska czy amerykańska? Tam giną ludzie od zatrucia, a u nas od gorzały w wypadkach samochodowych po pijanemu. W USA nadużywają narkotyków z nudów i bezrobocia. Proszę nie zapominać, że „tak krawiec kraje jaku mu materiału staje”. Przed tymi zatruciami umierało w Chinach rocznie 10 milionów osób z głodu. A zatem poprawiło się. Ostatnie zdanie tej recenzji mija sią z prawdą. Polacy kupują to, co lepsze. Jeśli lepsze z Chin, to kupują z Chin. Co do omamiania przez skrajną prawicę, to chyba pomylił pan adres. Łatwiej przecież omamić zamachem Smoleńskim czy wyzyskiem niż wolnym rynkiem.

    Ukłony
    Jan M Fijor

  36. Michał Malinowski pisze:

    Dobrze, więc skoro pracownik jest wizytówką pracodawcy, to co o pracodawcach mówi fakt że rezygnują z pracowników w obrębie Europy czy Ameryki Północnej i dają ich pracę azjatyckim pracownikom zatrudnionym w warunkach uwłaczających ludzkiej godności?

    Jak wobec przedstawionych argumentów skomentować fakt że w Polsce w sektorze bankowości mieliśmy do czynienia w ostatnich latach z niemal zamrożeniem pensji przy wzroście wydajności pracowników i przy wzroście w samym sektorze bankowości. Zresztą w przypadku wielu sektorów w Polsce, w całym kraju w końcu widzimy że wzrost wydajności nie przekłada się na wzrost zarobków. Przed podaniem argumentu że to mityczni komuniści sprawili że podatki sprawiają że biedny, uciśniony pracodawca nie jest w stanie pomimo najlepszych chęci wypłacać lepszych wynagrodzeń dodajmy że w Polsce mamy jedne z najniższych w Europie kosztów pracy i to także kosztów pracy pozapłacowych.

    Dodajmy do tego że w tekście nie jest ani słowem wspomniane że pracodawcy mogę zachowywać się nieuczciwie bez konsekwencji jeśli wspólnie wypłacają niskie pensje i wspólnie dbają o niski poziom zatrudnienia mogąc wysokim bezrobociem wymuszać na pracownikach wzrost wydajności bez wzrostu wynagrodzeń.

    Ogólnie ten cały wywód to bardziej lista pobożnych życzeń, niż opis rzeczywistych zjawisk zachodzących na rynku.

    Pozdrawiam.

  37. Jan M. Fijor pisze:

    To co pan napisał, to dowód głębokiej ignorancji.
    Pracodawca nie rezygnuje z pracownika, a jedynie
    nie zatrudnia tych, których krańcowy koszt jest wyższy niż krańcowa produktywność. To samo dotyczy płac. W systemie konkurencji rynkowej
    nikt nie zamraża płac poniżej ich rynkowej wartości, gdyż żaden pracownik nie chciałby u niego pracować.
    Wzrost wydajności przekłada się na wzrost wydatków tylko wtedy, gdy krańcowy koszt pracy to uzasadnia. Jeśli równocześnie rosną koszty
    zatrudnienia, wzrost wydajności może nie wystarczyć do podniesienia płac. Poza tym wzrost płac sam w sobie nie jest dobry, a stagnacja płac zła.
    Są one pochodną innych czynników, jak choćby siły nabywczej pieniądza, czy poziomu wzrostu gospodarczego etc.
    Pracodawca, który zachowuje się nieuczciwie (czyli oszukuje pracownika), nie dość, że narażą się na postępowanie sądowe, to na dodatek
    traci najlepszych, najbardziej wydajnych pracowników na rzecz konkurencji. Wyzysk pracownika jest możliwy tylko w systemach monopolistycznych, a więc
    w instytucjach państwowych. Bezrobocie zaś jest spowodowane przeszacowaniem ceny pracy. Dzieje się tak wtedy, gdy państwo ustala cenę pracy bez powiązania jej z krańcową wydajnością pracownika. Przykłady: prawo pracy, płaca minimalna, zmuszanie pracodawcy do wytpłacania zasiłków socjalnych i innych pozapłacowych świadczeń pieniężnych.
    Polecam lekturę Murraya N. Rothbarda – Interwencjonizm, czyli władza a rynek.

    Ukłony
    Jan M Fijor

  38. Michał Malinowski pisze:

    „W systemie konkurencji rynkowej
    nikt nie zamraża płac poniżej ich rynkowej wartości, gdyż żaden pracownik nie chciałby u niego pracować.”

    Chyba że pozostali postąpią tak samo.

    „Wzrost wydajności przekłada się na wzrost wydatków tylko wtedy, gdy krańcowy koszt pracy to uzasadnia. Jeśli równocześnie rosną koszty
    zatrudnienia, wzrost wydajności może nie wystarczyć do podniesienia płac.”

    OK więc jak wzrosły koszty związane ze wzrostem wydajności pracowników sektora bankowego? Co się stało?

    „Poza tym wzrost płac sam w sobie nie jest dobry, a stagnacja płac zła.
    Są one pochodną innych czynników, jak choćby siły nabywczej pieniądza, czy poziomu wzrostu gospodarczego etc.”

    A czy stagnacja płac przy spadku siły nabywczej pieniądza jest czymś pozytywnym? Bo tak wygląda sytuacja statystycznego Polaka.

    „Pracodawca, który zachowuje się nieuczciwie (czyli oszukuje pracownika), nie dość, że narażą się na postępowanie sądowe”

    To jest dopiero przejaw ignorancji. Każdy kto ma styczność z rynkiem pracy wie że na ręce pracodawców w rzeczywistości nie patrzy nikt, a jak patrzy to udaje że nie widzi. Można wejść na pierwszy lepszy portal z ofertami pracy i zerknąć w ogłoszenia. Większość to umowy na zlecenie przy trybie pracy i obowiązkach odpowiadających umowie o pracę. Czyli na starcie już większość pracodawców oszukuje tutaj swoich niedoszłych pracowników.

    „Wyzysk pracownika jest możliwy tylko w systemach monopolistycznych, a więc
    w instytucjach państwowych”

    Akurat w naszym państwie sektor publiczny oferuje znacznie lepsze warunki pracy niż prywatny. Na najniższym stanowisku urzędniczym w jednostce podległej urzędowi miasta podstawowa pensja wynosić potrafi 2000 a umowa jest o pracę. W sektorze prywatnym bywa że po 3 miesiącach przepracowanych dla pracodawcy nie zobaczyło się swojej umowy. I to są fakty, które sam na własnej skórze przerobiłem- nie teoria, nie ideologia przez pana tutaj wpajana. Dlatego jeszcze raz powtarzam- to o czym Pan tu mówi to tezy, pobożne życzenia na temat tego jak Pan by chciał żeby gospodarka rynkowa wyglądała, ale nie ma to wiele wspólnego z prawdą.

    Radziłbym w ramach eksperymentu poszukać pracy za stawki poniżej minimalnej krajowej żeby się szybko wyleczyć. Bo jak się żyje z działalności publicystycznej to widzę że można szybko stracić kontakt z gospodarką o której się pisze.

    „Bezrobocie zaś jest spowodowane przeszacowaniem ceny pracy. Dzieje się tak wtedy, gdy państwo ustala cenę pracy bez powiązania jej z krańcową wydajnością pracownika. Przykłady: prawo pracy, płaca minimalna, zmuszanie pracodawcy do wytpłacania zasiłków socjalnych i innych pozapłacowych świadczeń pieniężnych.”

    Nie widać takiej korelacji, więc to kolejne pobożne życzenie. Gdyby tak było to państwa o wyższych współczynnikach wolności gospodarczej zawsze miałyby niższy poziom bezrobocia od tych z niższymi. Tak nie jest- każdy kto wejdzie sobie na stronę „Heritage Foundation” może to sobie sprawdzić.

    Co do płacy minimalnej to też wykazano że nie ma ona negatywnego wpływu na zatrudnienie. Chociażby o tym jest publikacja:
    „Why Does the Minimum Wage Have
    No Discernible Effect on Employment?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *