Polska cechowa

chat-dymki
7

Znacznie ważniejszym od pytania, czy Kazimierz Marcinkiewicz może zostać prezesem PKO BP, bez wymaganych ustawowo uprawnień, jest pytanie: czy posiadanie ustawowych uprawnień zawodowych jest gwarancją sukcesu gospodarczego?

Absurdalne wymagania

Wedle obowiązującego w Polsce restrykcyjnego prawa o licencjonowaniu, działającego na wzór średniowiecznego prawa cechowego, Tadeusz Boy Żeleński nie mógłby pracować jako tłumacz przysięgły z francuskiego, Peter Drucker zaś jako specjalista od zarządzania. Licencjonowanym dealerem od papierów wartościowych nie byłby legendarny inwestor giełdowy, Warren Buffett, który przez długie lata inwestował cudze pieniądze nie posiadając na to licencji zawodowej. Wymogów polskiego prawa bankowego nie spełniliby ani John Pierpont Morgan, ani Mayer Amschel Rothschild, założyciele największych banków świata. Zresztą po co daleko szukać, bankierami w rozumieniu polskiego prawa bankowego nie byli nawet założyciele takich znanych polskich banków, jak Lucas, Eurobank (Mariusz Łukasiewicz) i Getin (Leszek Czarnecki). Licencje to nie jedyne wymagania. Polskiemu prawu nie mógłby sprostać ani Microsoft, ani Dell Computers. Nie dość, że ich założyciele, Microsoft (Bill Gates) czy Dell’a (Michael Dell) nie ukończyli wyższych studiów, to na dodatek założyli swoje spółki akcyjne nie posiadając wymaganego polskim prawem handlowym kapitału początkowego w wysokości minimum 500 tys. zł. Kapitał zakładowy Microsoft wynosił bowiem niespełna 10 tys. zł, Dell powstał za równowartość 8 tys. zł. Gros największych i najsilniejszych spółek giełdowych świata, wartych dziś miliardy dolarów każda, nie miałoby szansy zostać w Polsce nawet „spółkami z ograniczoną odpowiedzialnością”, ich kapitał zakładowy rzadko kiedy przekraczał bowiem wymagane polskim prawem „minimum” w wysokości 50 tys. zł.
Zwolennicy ustawowego licencjonowania, znani w języku ekonomii jako interwencjoniści, zapominają przy tym, że twórca teorii ekonomicznej, na której opierają się ich absurdalne wymagania, niejaki John M Keynes nie był nawet ekonomistą.

Co z tego, że licencjonowany?

Narzucanie prawem nieżyciowych, a najczęściej zbędnych uprawnień (licencji) jest w polskiej gospodarce chlebem powszednim. Nie wybór dokonany przez konsumenta, oparty na kwalifikacjach wybieranego, jego doświadczeniu czy reputacji, lecz tajemnicza decyzja organu licencjonującego decyduje o tym, kto zostaje naszym adwokatem, dealerem, lekarzem, czy maklerem. Tak jakby obywatel był półgłówkiem, który nie potrafi sam należycie o siebie zadbać i dlatego musi go wyręczyć wszechwiedzący urzędnik, uczony, czy senator, którzy – najczęściej – nie skalali się w swoim życiu działalnością gospodarczą.
Zresztą licencja nie gwarantuje wcale wysokiego standardu.
Warszawska Grupa Inwestycyjna posiadała komplet zezwoleń, licencji i innych wymaganych uprawnień, a mimo to z konta jej klientów zniknęło w tajemniczy sposób ponad 300 mln zł. Podobnie problematyczne były operacje w pełni legalnego, licencjonowanego serwisu maklerskiego banku ING, który naraził na wielomilionowe straty fundusz emerytalny Związku Aktorów Polskich. Koszmarne osiedla mieszkaniowe, drogi i mosty do nikąd, czy walące się pod warstwą śniegu hale wystawowe budowane są za zezwoleniem wysoce licencjonowanych specjalistów od budownictwa. Nawet zawodowy baca (hodowca owiec) z Muszyny k/Nowego Sącza musi uzyskać profesjonalne zezwolenie na budowę bacówki, na co jego kierdle czekają już 2 lata. Polscy pacjenci giną z rąk licencjonowanych lekarzy, a w szkołach uczą licencjonowani ignoranci, Co gorsza, gros przedstawicieli organów licencjonujących posiada mniejszą wiedzę i doświadczenie niż osoby, które organy te wystawiają ocenę i wydają licencje.

Bez sensu

Najgorsze jest jednak to, że żaden organ licencjonujący nie bierze odpowiedzialności za wydane przez siebie pozwolenie (uprawnienia). Niech ktoś spróbuje oskarżyć wydział budownictwa o odszkodowanie z tytułu wypadku, do jakiego doszło na wadliwie wykonanej nawierzchni, legalnie wybudowanej przez licencjonowanego wykonawcę, państwowej drogi. Albo postawić przed sądem naczelnego farmaceutę kraju, profesorów z Instytutu Leków czy ministerstwo zdrowia za to że nie dopilnowali produkcji w ustawowo nadzorowanej przez siebie Jelfie, przyczyniając się tym samym do śmierci kilkudziesięciu osób. Jaki jest sens udzielania licencji i pozwoleń, skoro licencjonowany „dializator” może w majestacie licencji uczynić kalekami albo pozbawić życia kilkudziesięciu swoich pacjentów? Po co licencjonuje się działalność biur podróży, skoro mogą one bezkarnie, w środku sezonu pozostawić swoich klientów w egzotycznym kraju bez możliwości powrotu do ojczyzny?
Licencja to de facto sposób bycia klasy próżniaczej; całej masy urzędników, kontrolerów, inspektorów i tp. żyjących z tego, że stawiają przed innymi bariery wejścia do interesu. To skuteczna blokada dla walki konkurencyjnej i okazja do zarabiania dużych pieniędzy, bez inicjatywy, bez ryzyka i, właśnie, bez odpowiedzialności za to co się robi. To także prezent od państwa dla tych, którym już się udało wejść do klubu szczęśliwych posiadaczy licencji, chroniącego ich przed nowymi konkurentami. Za to wszystko płaci podatnik i to podwójnie; raz, pod postacią droższych produktów i usług, drugi raz, ponosząc koszty działalności licencjodawców.

Warunek

Sukces Della, Czarneckiego, Morgana i tysięcy ludzi, którzy torowali drogę cywilizacjom i rewolucjom technologicznym bez licencji, a także formalnej edukacji uczy, że droga do sukcesu wiedzie raczej poprzez pasję, talent i ciężką pracę, niż świadectwa cechowe czy uznanie ze strony administracji. Bo prawdziwym weryfikatorem czyichś umiejętności nie jest zgodność z wydumaną ustawą, regulacją, czy wyimaginowanymi uprawnieniami, lecz ambicja, motywacja do sukcesu i obawa przed zmarnowaniem własnego wysiłku. I dlatego, nie widzę przeszkód w tym, żeby Kazimierz Marcinkiewicz, nie posiadając ustawowych uprawnień bankowych, został prezesem banku PeKaO BP…pod warunkiem, że wcześniej stanie się on właścicielem pakietu kontrolnego tego banku, albo że zgodzą się na to akcjonariusze banku, czyli jego właściciele, ponosząc osobistą (a nie kolektywną, to jest na koszt podatnika) odpowiedzialność za konsekwencje swojej decyzji. Te warunki wymagają jednak całkowitej prywatyzacji banku, ponieważ – jak pisał Friedrich A. Hayek – przedsiębiorstwo kierowane przez kogoś, kto stratę pokrywa z własnej kieszeni osiąga z reguły lepsze wyniki, niż firma której właścicielem jest skarb państwa, czyli praktycznie nikt.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2007-01-03

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Sławomir Staszak pisze:

    Dałbym Panu tytuł króla Polski, ale niestety nie posiadam armii, dzięki której mógłbym Pana osadzić na tronie…

  2. PeKaO BP pisze:

    A ten bank od przyszłego pełniącego obowiązki prezesa Marcinkiewicza, to się czasem nie nazywa PKO BP? Bo chyba nie chodziło o PEKAO SA?

  3. Jan M. Fijor pisze:

    PKO BP,oczywiscie

  4. Irek pisze:

    Wymiar sprawiedliwości to jedyna „branża”, która po 89 roku nie przeszła jakiejkowiek lustracji agenturalnej i merytorycznej…
    Jak kiedyś sędziowie i prokuratorzy w pełni dyspozycyjni, robili wszystko co ubecja chciała (głośne przekręcone sprawy w kopalni Wujek i sprawa ks.Popiełuszki) tak okres tzw. III RP to przechył w drugą stronę. Każda próba posprzątania tej stajni Augiasza traktowana jest jako zamach na niezawisłość sędziowską i zamach na trójpodział władz! W całym tym post-komunistycznym burdelu wymiar sprawiedliwości osiągnął niespotykaną autonomię – niespotykaną albowiem żadna grupa społeczno-zawodowa nie ma takich przywilejów tak niskim kosztem…(np. sędzia przechodzący w stan spoczynku dlaczego dalej pobiera pensje a nie zwykłe emerytury??? itd.)
    I doniosłość społeczna wymiaru sprawiedliwości nie jest tutaj argumentem….
    Nieprawdą jest jakoby Z.Ziobro umożliwił młodym prawnikom dostęp do zamkniętych aplikacji… Po objęciu urzędu Ministra Sprawiedliwości jedną z pierwszych decyzji było….dokonanie wpisu na listę adwokatów pięknego miasta stołecznego Krakowa.
    Minister Sprawiedliwości w tej samej osobie (będąc już na listę wpisany) rozpatruje odwołania od decyzji korporacyjnych dot. wpisów na listy adwokatow i radców prawnych. Co to oznacza???
    Oznacza to, że Z.Ziobro ma usta pełne frazesów (złośliwi twierdzą, że usta pełne gówna) albowiem skutecznie i nierzadko definitywnie zamyka młodym prawnikom dostęp do wykonywania wolnego zawodu….
    Albowiem każdej koalicji nadchodzi kres i czas pożegnań ze stołkami (korytami) jest bliski….Po powrocie do Krakowa Z.Ziobro z czegoś będzie musiał żyć i żyć będzie z adwokatowania. No i nowych zdolnych, pracowitych do rynku nie dopuści ( w końcu nie jest taki głupi) bo każdy nowy na rynku to mniej kasy dla niego…
    Po to powstały korporacje (notariuszy, adwokatów, radców p. , komorników, architektów, biegłych rewidentów , a ostatnio pielęgniarek) żeby zarobić jak NAJWIĘCEJ przy jak NAJMNIEJSZYM nakładzie pracy… Ziobro będąc częścią systemu będzie go bronił jak czci dziewicy . Tyrania status quo w myśl zasady : Kruk krukowi oka nie wykole….
    O problemach młodych prawników z wpisami na listy korporacyjne i problemami z min..Ziobro odsyłam na forum Gazety Prawnej….
    Dlatego myślę, że wszelkie „korporacje prywatne” tj. notariusz, komornicy, adwoakci, radcy prawni, rzecznicy patentowi itp powinny być natychmiast rozwiązane!!! Usługi prawnicze powinny być poddane swobodnej grze wolnego rynku! Lepszy wypiera gorszego, tańszy wypiera droższego! To jest proste jak konstrukcja cepa! Działa to na całym rynku usług poza prawem i medycyną! Stąd widać, że to jest chore…

    Prokurator powinnien być niezawisły (niezależny) – co idealnie sprawdziło się w przypadku Keneth’a Starra i sprawy „cygar” Moniki Lewinsky. Polska prokurtaura ma bizantyńską hierachię.Każdy pilnuje każdego i nie ma czasu na ściganie przestępstw. A najwżniejszą instytucją prokuratury (słowo mantra) jest statystyka! Na wierzchu tej góry lodowej stoi Minister Sprawiedliwości – Prokurator Generalny! Przykład afery Rywina to przykład akademicki. Powołuje się jakieś pseudokomisje (jak polityk może być sędzią w swojej sprawie?) a prokuratorzy boją się wsadzić ręce w to gówno bo nie wiadomo kiedy i czyje głowy za to polecą ! Niezależny prokurator bardzo szybko dałby sobie radę….

    Stanowsko sędziego winno być zwieńczeniem kariery prawniczej (wraz z wszystkimi przywilejami w postaci dożywotniej pensji itp) po 30 latach nienagannej postawy zawodowej. Wtedy sędzia miałby wiedzę w zakresie jakim orzeka (bo od 29 letnich szczyli (asesorów sądowych) niestety tego nie można oczekiwać…

    Zreszta te wszystkie korporacje, koncesje, zezwolenia, pozwolenia, licencje, plafony, kontyngenty to pokłosie zamknięcia tzw. ustawy Wilczka (o działalności gospodarczej). Wejście tej ustawy w 1988 r. pozwoliło SB i partyjnym na rozdrapanie majątku państwowego i utworzenie nowej klasy panującej (tym razem klasy posiadaczy i właścicieli). Ograniczanie działalności gospodarczej za pomocą korporacji, koncesji, zezwoleń itp. to nic innego jak rozpatrzliwa próba utrzymania strefy wpływów tych, którzy „uwłaszczyli się” i gwałtownie dorobili u progu tzw. III RP…. o czym pisałem tutaj wcześniej lecz p.Fijor ten tekst gdzieś schował,,,,
    Pozdrowienia!

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Absolutnie, niczego madrego nie chowam. Wprost przeciwnie. Byc moze niechcacy zmazalem, za co przepraszam. Dziekuje za ten madry glos, ktory podzielam w calosci. Uklony Jan M Fijor

  6. Irek pisze:

    Jeszcze jeden mój głoś w sprawie korporacjonizmu i biurokratycznego zniewolenia:
    Natychmiast całkowicie sprywatyzować całą służbę zdrowia!
    Spytajcie kogoś na rogu ulicy co ma najważniejszego, najcenniejszego w życiu??? Każdy po głębszym (lub płytszym) namyśle odpowie: życie i zdrowie!
    Jeśli zycie i zdrowie są najcenniejsze to dlaczego służba zdrowia za darmo???
    Ktoś po to ileś-tam lat studiował medycynę, robił specjalizacje żeby ZARABIAć!!! Lekarz musi być przedsiebiorcą czyli podomiotem gospodarczym zorientowanym na zysk!
    Na drzwiach gabinetu powinien wisieć cennik:
    – leczenie grypy 5 zł
    – wyrwanie zęba 50 zł
    – wycięcie wyrostka 250 zł
    – wszczepienie bajpassów 5000 zł.
    Skończyłyby się bezpowrotnie wszelkie kopertówy i inne „dowody wdzięczności”. Lekarz za swoje usługi brałby kasę i wystawiał fakturę, a z faktury musiałby być odprowadzony podatek vat ( a przy księgowości podatek dochodowy) – dopiero wtedy z pełną bezwzględnością wymiar sprawiedliowści mogłby ściagać lekarzy (ale nie tych, którzy wzięli koniaczek czy bombonierę ale tych , którzy prowadziliby praktykę na czarno!!!)

    Zresztą publiczna służba zdrowia to zwykłe oszustwo!
    Czy widział ktos kobietę, która „nosi” ciążę u PAŃSTWOWEGO ginekologa??? Bo ja nie!!!! Każda kobieta chce urodzić zdrowe dziecko, a to oznacza, że od zajścia aż po rozwiązanie chce mieć lekarza na każde zawołanie.Rzecz jasna lekarz jest opłacany…
    Czy widział ktoś kogoś kto leczy zęby u PAŃSTWOWEGO dentysty??? Bo ja nie!!! Każdy idzie do prywaciarza i płaci 50 złotych za otwarcie drzwi gabinetu. Za to potem ma zęby na lata….

    Liczbę lekarzy (gabinetów, przychodni, klinik itp) wymusi wolny rynek – lekarz gorszy zostanie wyparty przez lekarza dobrego, droższy przez tańszego. Informacje o dobrych lekarzach rozejdą się poczta pantoflową – przecież nikt nie odda życia i zdrowia w ręce rzeźnika!!! Nawet gdyby ktoś miał dojeżdzać do innego miasta lub wsi to pojedzie do lekarza dobrego. Lekarzowi opłacać się będzie mieć zdrowego pacjenta (bo pacjent , który umrze nie da juz ani grosza…chyba, że łowcom skór…)
    Lekarzom opłaci się leczyć – nie tak jak teraz gdzie pensja lekarza jest za frajer w myśl zasady:czy się stoi czy sie leży…

    A ktoś spyta co z ludźmi bez kasy???Już odpowiadam! Ubezpieczenia dobrowolne! Moje mieszkanie warte jest ok 150 000 zł. Roczny koszt ubezpieczenia to całe…60 zł. Jeśli można ubezpieczyć auto czy mieszkanie to można ubezpieczyc się od choroby!!! Choruję, lekarz wystawia fakturę vat za leczenie, faktura trafia do ubepieczyciela, który z kolei ma np.7 dni na jej pokrycie. Ubezpieczenie auta uzależnione jest długości stażu za kierownicą, tzw. bezszkodowości wreszcie lojalności. W przypadku ubezpieczeń zdrowotnych można zrobić to samo: im młodszy i zdrowszy tym mniejsza składka + rabat za przedłużenie ubezpieczenia np. w wysokości 1%.Po 30 latach zniżka byłaby już znaczna…
    Jest tylko jedno ale – nasze złodziejskie państwo powinno ustalić vat za usługi medyczne na preferencyjnej stawce np. 1%. W innym wypadku znów zarobi lepper,kaczki i cała ta mafia darmozjadów!!!

    Jasne??? Ale nie w tym móżyńskim kraju!!!
    Irek
    PS I. Wiecie, kto najwięcej zarabia na Owsiaku i WOŚP??? Skarb Państwa!!!Dlatego nie wysyłajcie smsów, od których trzeba odprowadzić ten złodziejski podatek!!!
    PS II. Zapomniałem o czymś ważnym!!!Mianowicie sprywatyzowanie służby zdrowia doprowadzi do zaostrzenia odpowiedzialności cywilnej. Dziś pacjent wychodzi ze szpitala z zaszytą chustą lub nożycami i ….nie ma winnych!!!Tu jest lekarz prowadzący, tu szef zespołu, tu odynator, tu pies ogrodnika, tu krewny królika i tak rozmywa sie odpowiedzialność!!! W przypadku prywatnej słuzby zdrowia wiadomo kogo ściagać karnie za niedopełnienie obowiązków i wiadomo kogo pozwać o odszkodowania za uszczerbek na zdrowiu!!!
    Tylko w PRL-bis, w którym żyjemy nikt za nic nie odpowiada:
    lekarz nie odpowiada za zdrowie pacjenta dyrektor kopalni nie odpowida za zasypanych górników, dyrektor szkoły nie odpowida za wagarowiczów, dyrektor hali nie odpowiada za ofiary śmiertlne itede!
    Dość! Pora z tym skończyć!!!

  7. Krzysztof pisze:

    Popieram Pana poglądy w100%.Zyczę zdrowia i spokoju w ukochanej Ojczyżnie,
    która po latach niewoli zasługuje na powrót do normalności.Jestem optymistą i wierzę,że następne pokolenia nie zmarnują danej im szansy.Szczęść Boże!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *