Łamanie kołem

chat-dymki
9

W supermarkecie Real/Geant na warszawskim Ursynowie kupiłem worek ziemniaków firmy „Grudzień”. Wszystkie zgniłe. Nie pierwszy raz ziemniaki tej firmy odstawały od standardu. Zwykle odpad wynosił 50 proc. Tym razem jednak wyrzuciłem wszystkie.

Co w gospodarce rynkowej robi konsument, który kupił wadliwy produkt?
Idzie do sklepu i wymienia go na dobry, albo żąda zwrotu pieniędzy. W tym przypadku zrezygnowałem jednak z roszczeń, uznawszy że odniesienie pięciu kilogramów zgniłych kawałków ziemniaka jest bardziej uciążliwe i upokarzające niż strata 9 złotych. Natomiast dokładnie sprawdziłem etykietę producenta, postanawiając sobie, że już nigdy nie kupię żadnego wyrobu firmy „Grudzień”. Innymi słowy, że w przyszłości kupować będę ziemniaki innych producentów.
Poczułem ulgę, ale tylko na chwilę, uświadomiłem sobie bowiem, że wybór producenta należy od decyzji sklepu, w tym wypadku Real/Geant. Skoro prowadzą sprzedaż zgniłych ziemniaków firmy „Grudzień”, to znaczy, że mają w tym jakiś swój interes. Jeśli zatem chcę skutecznie poszerzyć swój asortyment ziemniaków i kupować takie, jakie mi odpowiadają, powinienem również zrezygnować z korzystania ze sklepu Real/Geant i sięgnąć po sklep konkurenta. Nazywa się to wolną konkurencją i jest najskuteczniejszą obroną konsumenta m.in. przed handlem. Nie chodzenie do Urzędu Ochrony Konsumenta, nie zawiadamianie red. Cebuli z programu Uwaga, ani nawet molestowanie Bogu ducha winnych urzędniczek z Biura Obsługi Konsumenta, bo to kosztuje czas, nerwy i pieniądze i jest dla poszkodowanego raczej karą niż nagrodą, lecz zimna, beznamiętna decyzja rezygnacji z usług czy produktów, które nie spełniają moich aspiracji. Jeśli producent, usługodawca, czy w tym przypadku sklep dokuczył w podobny sposób innym konsumentom, powinni uczynić to samo i zrezygnować. Suma takich decyzji prowadzi do bankructwa i jest najlepszą, najskuteczniejszą lekcją konsumeryzmu, czyli filozofii rynkowej, polegającej na szacunku i trosce o konsumenta. Ratuje nas ponadto od nieuczciwych, niefachowych czy niefrasobliwych biznesmenów.
Problem w tym, że ja właściwie nie mogę zrezygnować z zakupów w sklepu Real/Geant. Innymi słowy, że sklep ten może nadal robić ze mną co zechce, bo ja nie mam wyboru. W pobliżu 3 km od mego domu nie ma innego, o porównywalnym asortymencie towarów, sklepu. Inne nie wchodzą w grę, gdyż są znacznie oddalone, co pociąga za sobą dodatkowe koszty na dojazd, wymaga dłuższego czasu, słowem, nie uzasadnia przejścia do konkurencji. Nie uzasadnione jest też robienie zakupów w pobliskim sklepie osiedlowym, gdzie ceny są od 100 – 150 proc. wyższe niż w supemarkecie, przy porównywalnej jakości produktów.
Dlaczego w pobliżu supermarketu Real/Gant nie działa konkurencja? Czy dlatego, że sklep ten jest bezkonkurencyjny? A może popyt na jego usługi jest za niski? Skądże znowu! Powodem, dla którego Real/Geant nie ma konkurencji są decyzje administracyjne. Urzędnicy uznali bowiem, że supermarketów jest dość i nie pozwalają otwierać nowych.
Pan prezydent Lech Kaczyński, kiedy rezygnował z funkcji prezydenta Warszawy z dumą poinformował opinię publiczną stolicy, że w czasie jego kadencji nie wydano tu ani jednego zezwolenia na „sklep wielkopowierzchniowy”. Czy trudno się więc dziwić firmie Real/Geant, że nie przejmuje się reakcją konsumentów i bez żenady sprzedaje zgniłe ziemniaki? Oczywiście, że nie. Przy takiej ochronie nic im nie grozi. Wszyscy więc są pod jakąś ochroną prócz mnie, prócz konsumenta; firmę Grudzień chroni Real/Geant, firmę Real/Geant chronią urzędnicy państwowi, urzędników zaś chroni ignorancja elektoratu. Koło się zamyka. Tym kołem, co cztery, pięć lat, obywatele Rzeczpospolitej z rozkoszą łamią sobie członki. Ciekawe, kiedy wreszcie ktoś poczuje ból nie do zniesienia?

Jan M. Fijor
„rozne” 2007-01-23

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Andrzej pisze:

    Moze fakt nie ma wyboru, ale przynajmniej moze Pan zrobic „reklame” jw. 😉

    Tez sobie na wszelki wypadek zapamietam.

  2. Kemot pisze:

    „Nie uzasadnione jest też robienie zakupów w pobliskim sklepie osiedlowym, gdzie ceny są od 100 – 150 proc. wyższe niż w supemarkecie, przy porównywalnej jakości produktów.”
    To co chce Pan powiedzieć, że w Pana slepie osiedlowym bochenek chleba kosztuje 4 złote, litr wody 3,5 , a 5 kilo ziemniaków kosztowałoby 20 dychy ?.
    Co do Geanta to co Pana spotkało jest normalne dla takich firm gdzie niewielki w stosunku do asortymentu personel ma na głowie olbrzymią ilość rzeczy.
    Sam pracując w handlu wiem jak trudno jest pracując w dwie trzy osoby na dużym stoisku z licznym asortymentem utrzymać jaki taki porządek.
    Jest to w praktyce niemożliwe zwłaszcza przy specyfice sklepów wielkopowierzchniowych w których jest olbrzymia rotacja pracowników.
    Ale cóż prawda że może być tanio i dobrze to mit.

  3. Irek pisze:

    Panie Janku! Niech się Pan nie gniewa ale będzie trochę od serca…
    Trochę! 🙂
    Wyszło z Pana lenistwo!
    Kupowanie w żancie albo innym kerfurze zieleniny to nic innego jak lenistwo.
    Jadąc na wieś może Pan kupić ziemniaki kilkunastu odmian (białe, żółciutkie, z większą-mniejszą ilością skrobi itp. Do tego może Pan kupić kapustę, por, marchew itp.
    Mój ojciec kiedy żył ( a miał taki zwyczaj po swoim ojcu) przywoził jednorazowo 3 worki ziemniaków, worek cebuli, małą beczkę kapusty itede.
    Wszystko leżało w piwinicy i było doraźnie wyjmowane.
    Plusy byly takie:
    – wszystko było pod ręką ( w piwinicy, spiżarni;
    – kupione (dośc często ostro targowane)od badylarza było duuuuużo tańsze niż kupione w mieście;
    – ziemniaki, kapusta itp były wiadomego pochodzenia tzn. nie wyhodowane pod hutą, kopalnią, autostradą itd.

    Teraz Pan Fijor jedzie na zakupy do żanta i kupuje badziewie zamiast warzyw! Czy Pan wie, że markety sprzedają (ze względu na cenę) ziemniaki przemysłowe (do przerobu na pasze i spirytus)??? Przecież dobry zdrowy ziemniak może leżeć w kopcu do marca i dłużej i nic temu ziemniakowi się nie dzieje! To dlaczego zgniły Panu ziemniaki marketowe?

    Rzekomo prawdziwie wolny konsument głosuje swoimi butami! Niech Pan tych butów użyje!
    Stąd moja dobra rada:
    raz do roku niech Pan wsiądzie w samochód i ruszy gdzieś na prowincję.Niech pan zapakuje cały bagażnik, a następnie złoży wszystko do piwnicy. Potem proszę porównać ceny zakupu i ceny marketowe (Na bank.Szwajcarki a nie Somalijski będzie Pan „do przodu”). Potem proszę zapisac cenę benzyny związanej z jednorazowym wyjazdem za miasto, a następnie proszę podliczyć koszty każdorazowego podjazu do żanta po marchewkę , kapustę itp.
    Stawiam moją klawiaturę, że też wynik będzie na plus!

    To jest Wolny Rynek , a nie jakieś tam decyzje Kaczyńskiego o zakazie budowy marketów…..
    Pozdrawiam!

  4. Maciej Ordon pisze:

    Szanowny Panie Janku. Znakomity artykul. Proste prawdy, aczkolwiek czesto niezrozumiane. Pan Kemot nie rozumie slow konkurencja i ograniczenie tejze konkurencji a Pan Irek najwyrazniej uwaza ze zakupy zywnosciowe i wycieczki w tym celu w plener to powinna byc glowna rozrywka w III RP. Panie Irku, okupacja hitlerowska juz sie skonczyla jakis czas temu i proponowal bym zajac sie czyms innym jesli chodzi o rozrywke.

  5. Irek pisze:

    Re to M Ordon:

    Jeśli robienie zakupów traktuje Pan jako główną rozrywkę to mi strasznie Pana żal! Bo ja jak tyram cały tydzień to w weekend jadę w Beskidy lub Tatry (nie po zakupy…).
    Panie Maćku! Komuna skończyła się jakis czas temu (a wraz z nią komitety kolejkowe ). Dlatego proponuję Panu zakupów nie traktowac jako rozrywki…

  6. Jadwiga pisze:

    Gratuluje poczucia humoru i lekkosci ?piora” Z przyjemnoscia czytam Pana felietony , I nawet Pana zniesmaczenie mi sie nie udziela . Czytajac Pana , mam wrazenie , ze to calkiem najnormalniejsza nasza rzeczywistosc . Juz sie balam , ze beda porownania nad wyzszoscia Ameryki nad Polska , A tu mila niespodzianka . jakbym slyszala siebie , cytujac slowa poety ” a mnie ta ziemia od innych drozsza „… Panie Janku , mamy wybor , albo osiedlowy bazar , albo ekskluzywny sklep . Tylko po co .. . Jesli towar ekskluzywny to moze nam stanac oscia … bo jak zjesc z apetytem skoro tak drogo to kosztowalo . A na ryneczku osiedlowym mozna zawsze spotkac sasiadow , znajomych , a jesli nie , to przycupnac , niby to ogladajac towary i posluchac o czym Polacy – Rodacy – Krajanie – Tubylcy rozmawiaja ? Co naprawde zajmuje ich uwagę . czy kolejne dymisje i wybory , czy najzwyklejsza proza codziennosci . czyli co dzis ugotowac na obiad . Albo jak spotkac Kasie , ktora od miesiaca zapomina , ze pozyczyla od nas pare zlotych , albo jak spedzilismy kolejny weekend karnawalu … Fajne to rozmowy i takie spoleczne , codzienne . Wiec nawet zgnile ziemniaki nie stanowia problemu . Jak przyjdzie wiosna , jak bedzie cieplutko zaczniemy wyjezdzac na wies , po ziemniacki , ogorki , pomidory czy pietruszke , Przy okazji łapniemy troche tlenu w piersi … Ale teraz zima , gdzieniegdzie snieg wiec w zasadzie mozemy sobie ponarzekac . Ale skoro trzeba nauczyc sie krytykowac , Bo jesli krytyka jest zbyt wyrazista , to zostaniemy posadzeni o brak humoru , to chyba dobrze nauczyc sie od hipermarketow . To byl tylko zart handlowca sprzedaz takich ziemniaczkow . Wszak porownania czlowieka ze .. swinia byloby paskudne . A zatem jak odroznic czlowieka od swini nie obrazajac go ? Ano wystarczy dac mu zjesc to co daje sie temu miesistemu zwierzakowi i jesli zje to … znaczy , ze swoj czlowiek . Popatrzylam sobie po klientach Auchan , Makro i … tak sobie mysle , Oni kupuja dla ludnosci , do barow , restauracji , ale nie dla siebie . To sa przeciez sklepy glownie dla przedsiebiorcow. Byle jak najtaniej kupic i jak najdrozej sprzedac . Sami zas gdy juz zarobia kupuja raczej markowe towary . Pomyslalam , ze chyba mie ma za duzo tych markowych ludzi , bo tak naprawde i nie za wiele markowych sklepow , a jesli juz sa to raczej w nich tloku nie ma . A w sklepach wielkopowierzchniowych nawet do kasy mozna godzine stac w kolejce . Zatem skoro jestem klientem takiego sklepu to chyba jestem przecietnym obywatelem naszgo naprawde pieknego kraju .

  7. Poziomka pisze:

    Szanowny Autorze! Prowadzi Pan na swoich stronach wyklady z ekonomii, gospodarki i pokrewnych, zwykle ze swadą i ogromnym przeświadczeniem o swojej nieomylności. Mam więc pytanie: co jest tańsze, zgniłe ziemniaki po 9zł/5kg czy niezgniłe ziemniaki za 18zł/5kg? Bo może tylko kosztuje na „wolnym rynku” dostarczenie klientowi ziemniaków nadających się do jedzenia? Ale świadomy (jak wynika z jego publicystyki) klient woli kupić zgniłe taniej i wyrzucić, niż dać zarobić „spekulantowi” z warzywniaka.

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Problem w tym, ze ja nie kupowalem zgnilych. To nie jest wybor miedzy zgnilymi i niezgnilymi, lecz oszustwo polegajace na wprowadzeniu mnie w blad. Oszustow rtzeba tepic, ale nie mozna, bo chroni ich panstwo polskie. Uklony Jan M Fijor

  9. Poziomka pisze:

    Może Pan nie kupował, ale Pan kupił. A zgodnie z pana tekstem odpad już wcześniej wynosił „zwykle” 50%, co znaczy, że ziemniaki wcale nie kosztowały 9zł za 5kg, prawda? Ja też jestem za tym, żeby oszustów tępić, ale z Pana tekstu wynika, że woli Pan kupić drogo zepsuty towar w dużym sklepie, bo tak jest Panu wygodniej. A na dodatek „racjonalizuje” pan swój wybór twierdząc, że w małych sklepach jest „drożej”. Stąd moje pytanie czy droższe są niezgniłe ziemniaki w cenia nominalne wyższej, czy zgniłe w cenie nominalnie niższej. No ale skoro nawet Pan woli kupowc „tani” chłam w dużym sklepie, to co tu mówić o świadomości ekonomicznej zwykłych obywateli robiących „okazyjne” zakupy? No i skoro nie chce się Panu reklamować towaru niezgodnego z umową (jak to określa nasze prawo) to jak ma być lepiej? Ale oczywiście winny są urzędnicy, państwo i cykliści.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *