Zamach

chat-dymki
17

Zdaniem mego kolegi, Toma Christie, adwokata z Florydy, zapis w polskiej ustawie o samorządach pozbawiający mandatu w razie spóźnienia się mandatariusza z przedłożeniem oświadczenia majątkowego w Stanach Zjednoczonych byłby uznany za niekonstytucyjny.

Wielu Amerykanów potraktowałoby go jak zamach na demokrację, czy nawet próbę wprowadzenia dyktatury. Gdyby z jakichś hipotetycznych względów – mówi Tom – udało się taką ustawę mimo wszystko wprowadzić w życie, parlamentarzyści, którzy by na nią glosowali byliby politycznie skończeni, podobnie jak twórcy samej ustawy. Ci ostatni zostaliby dodatkowo (najprawdopodobniej) postawieni przed parlamentarną komisją śledczą, a być może także skazani na więzienie.

Chodzi rzecz jasna o przepis wymagający, aby w razie nie przedłożenia przez mandatariusza w terminie, bądź nie przedłożenia go w ogóle, rada samorządu którego mandat dotyczył pozbawiła burmistrza, wójta, prezydenta czy radnego funkcji, a w razie gdyby rada nie chciała tego uczynić, dokonał tego ustawowo wojewoda.
Nie wiem kto personalnie wymyślił ten zapis, ale powody, dla których to uczynił mogą być co najmniej dwa: skrajna głupota, albo próba zamachu na samorządność i demokrację. O głupocie świadczy kompletny brak logiki tego zapisu, no bo skoro ostatecznym arbitrem w omawianej sprawie jest wojewoda, po jaką cholerę, wymagać od rady samorządu, aby to ona pozbawiała mandatu? Czy jest to może jakiś test lojalności wobec wojewody? Jeśli bez względu na to, co zdecyduje rada, i tak wiążące jest postanowienie wojewody, to znaczy, że bez względu na to, co powie rada, on jeden decyduje.
O wiele poważniejsza jest alternatywa druga.
Wojewoda nie może być instancją interpretującą prawo. Taką instancją jest sąd. Ustawa jednak sugeruje, że rozstrzygnięcie powinno się odbyć bez sądu. W przeciwnym razie, nie pisano by o ultymatywnym charakterze decyzji wojewody. Skoro napisano, a w polskim prawie „litera” stawiana jest przed „celem” jakiegoś prawa, znaczy to, że losy ewentualnych rozstrzygnięć ustawodawca chciał złożyć w ręce wojewody. Czyli premiera. Czyli dyktatura! Przecież wojewodę ustanawia (mianuje) premier, zatem to nie wojewoda, lecz premier będzie decydować o losach mandatariusza, który spóźnił się z formalnością i urzędu, na jaki został demokratycznie wybrany.
Nie oskarżam premiera Jarosława Kaczyńskiego o spisek, bo to nie on ustawę postawił na wokandę Sejmu – zrobił to SLD – lecz o to, że chce ją wykorzystać do obalenia demokratycznie wybranych mandatariuszy. To w jego rękach, a nie wojewody, znajduje się los np. Hanny Gronkiewicz – Waltz. Jeśli dodać do tego dyspozycyjność polskich sądów, które wbrew konstytucji podlegają władzy wykonawczej czyli ministrowi sprawiedliwości, czyli rządowi, czyli premierowi, naprawdę możemy mieć do czynienia z zamachem.
Czy przypadkiem nie taki właśnie był zamiar twórców ustawy, którzy – być może – liczyli na kolejną kadencję? Stworzyli „niewinny” zapis, którym bez większych trudności można utrącić samorządność i demokrację. Nawet dostarczone na czas oświadczenie majątkowe może zaginąć, na terminowość poczty nie ma co liczyć, kuriera też można…przytrzymać. Jeśli polski premier ma naprawdę czyste intencje i chce wyłącznie przestrzegania prawa, a nie odsunięcia od władzy Hanny Gronkiewicz – Waltz czy kogoś innego, przy pomocy wadliwej ustawy, powinien czym prędzej złożyć wniosek o abolicję omawianego zapisu i darowanie wszelkich spóźnień. W przeciwnym razie to on, a nie szef opozycji staje na granicy prawa.
Swoją drogą, należałoby sięgnąć po doświadczenia amerykańskie; sprawdzić którzy z posłów głosowali na w/w ustawę, by na dobre odsunąć go od władzy, zaś autorów ustawy postawić przed komisją sejmową.

Jan M. Fijor
„różne” 2007-01-26

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Mariusz Rawski pisze:

    http://ks.sejm.gov.pl/proc4/opisy/3981.htm

    382 za, 0 przeciw, 1 wstrzymał sie 🙂

  2. Mariusz Wiącek pisze:

    Panie Janie tu mniej chodzi o ten nieszczęsny przepis, który jest zbyt restrykcyjny. Bardziej chodzi o zachowabnie naszej Hani Kochanej, nie musiałam, ale chciałam, to nie ja wprowadził mnie w błąd ktoś inny, spóźniłam się 10 godzin, ect. Co do abolicji nie jestem prawnikiem – ale o spec ustawie mówi się dopiero gdy prominentnego polityka dotyka problem z bublami prawnymi. W tej całej sprawie to chodzi zachowanie POLITYKÓW. Tusk i Kaczyński chcą upiec swoje na tej sytuacji. Moim zdaniem Hanna Gronkiewicz nie ma klasy, i to jest problemem. Gdyby przyznała na początku zawaliłam spóźniłam się z oświadczeniem, proszę o znalezienie prawników o jak najlepsze wyjście z sytuacji to ja bym uznał racje.

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Moim zdaniem tu chodzi wylacznie o przepis, ktory daje premierowi dyktatorska wladze i dlatego on sie nie godzi na zaden kompromis. A zachowanie HGW jest logiczne; zaden rozsadny czlowiek nie przypuszcza, ze ktos mogl wprowadzic w ustawie tak absurdalny zapis. Jest to takze komprmitacja polskich parlamentarzystow, ktorzy glosuja na ustawy, ktotrych nie znaja. Uklony Jan M Fijor

  4. Stary Chicagowianin pisze:

    Panie Janku – wspoltworcami tej idiotycznej ustawy jest PO. Blagam Pana o szczera odpowiedz -ktora partie PO czy PIS uwaza pan za mniejsze zlo?

  5. Jan M. Fijor pisze:

    PO! jmf

  6. Wiech pisze:

    Towarzysz Premier zagroził Wojewodzie mazowieckiemu, że go usunie ze stanowiska jeżeli Hanna Gronkiewicz nie zostanie przez niego usunięta. A podobnie postąpił ober policmajster Dorn wobec wojewody koszalińskiego.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Czyli mam racje? pozdrawiam Jan M Fijor

  8. Mariusz Wiącek pisze:

    Biegunka legislacyjna jaką ma parlament jest faktem, co do którego nie ma sporu.
    Z mojej strony jako podatnika szaraka, jazgot jaki podniesiony został z tytułu tego nieszczęsnego przepisu, wynika z tego że dotyka to PROMINENTNEJ osoby z kręgów władzy.
    Uchylenie tego bzdurnego przepisu jest wskazane, ale winni zaniedbania powinni złożyć mandaty. Spec ustawa spowoduje jeszcze większe lekceważenia prawa i ostrzejszy podział na my i oni. Podatnicy w tym i ja poczują się lekceważeni przez klasę polityczną w jeszcze większym stopniu niż zazwyczaj.

  9. Jan M Fijor pisze:

    Wszystko jedno, ale w kraju demokratycznym nie moze istniec przepis, ktory automatycznie daje wladze jednej osobie. To jest dyktatura!!!

  10. Irek pisze:

    Moimzdaniem problem jest następujący: całe te oświadczenia majątkowe to jeden, wielki „pic na woe-fotomontaż”.
    Om istnieją juz ponad pietnaście lat i nie słyszałem aby sędzia, prokurator, komornik, radny , poseł stracił mandat, posadę z tytułu informacji zawartych w om-ie! Dlaczego? Ano dlatego, że tych oświadczeń nikt nie sprawdza! Czyli martwe prawo! Oznacza to, że do om-u moge wpisać, że jestem właścicielem Disney-landu i przylądka Canaveral, z którego startują promy ksmiczne i co? No i Gucio! Oświadczenie w kopercie trafia do Prezesa Sądu lub marszałka Sejmu i sobie leży…nierzadko nie wyjmowane trafia do zmielenia! ustawa,która miała być antykorupcyjnym batem w żaden sposób nie spełnia swoich zadań! Dlaczego?Dlatego, że badaniem stanu majątkowego osób zobowiązanych do „transparencji finansowej” nie powinnien byc Prezes Sądu czy Marszałek Sejmu ale właściwy służby skarbowe i organy ścigania! Dopóki Urzędy i Izby Skarbowe będą z przymrużeniem oka patrzeć będą na „wybrańców narodu” dopóty branie w łapę będzie – oczywiście- bezkarne…..

  11. Mariusz Wiącek pisze:

    Szanowny panie Janie, na jakiej podstawie pan sądzie że ten przepis daje władzę jednej osobie? Każdy mógł złożyć oświadczenie w terminie, i wziąć odpowiednie pokwitowanie. Przy prawidłowo złożonym oświadczeniu władza zwierzchnia nie może nikogo pozbawić mandatu. Natomiast dobrą rzeczą jest to że ustawa nie pozwala na jakiekolwiek interpretacje, nie złożył traci mandat.
    Gdzie tu jest władza jednego człowieka?

  12. Jan M Fijor pisze:

    Panie Mariuszu,

    Jesli jedynym organem (w mysl ustawy), ktory musi pozbawic mandatu jest wojewoda, ktorego wybiera (mianuje) premier, to de facto premier decyduje o pozbawieniu mandatu. To jest dyktatura!
    Powinien decydowa sad, a nie wojewoda. Choc i to nie ma znaczenia,gdyz w panstwie, w ktorym sedzia podlega ministrowi, czyli premierowi, rowniez decyduje jednoosobowo premier.
    cbdu.
    Uklony
    Jan M Fijor

  13. Kazek z Chicago pisze:

    Panie Janie po pierwsze prawo to zostalo zgloszone w tej formie jakiej obowiazuje przez PO i przez m.i. Tuska i HGW przeglosowane wiec to swiadczy o nich jak podchodza do prawa ktore sami stanowia . Po drugie jesli prawo jest zle to trzeba je zmienic a nie lamac bo to tworzy sytuacje w ktorej karzdy moze mowic ze dane prawo jest zle i on dlatego go nie przestrzega . Jesli ktos chce rzadzic to przede wszystkim powinien miec szacunek do prawa i go przestrzegac

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Zgoda. Trzeba zmienic, bo to jest prawo nielegalne. Uklony Jm Fijor

  15. Kazek z Chicago pisze:

    Panie Janie zgoda ze trzeba zmienic ale pan broni tych kturzy to prawo ustanowili a teraz go nie chca przestrzegac czyli oszostow tylko dlatego ze sa zpana paki czyli kolesiostwo w czystym wydaniu

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Ja nie mam paki wsrod politykow. Ja tylko chronie podatnikow. jmf

  17. kolarz pisze:

    Bardzo mi się podoba ten artykuł, chociaż nie głoszę zasady, że „demokracja jest dobra na wszystko”, ani nawet nie uznaję twierdzenia, ze to, co dzisiaj jest w Polsce to właśnie demokracja. Artykuł jest ważny z dwóch powodów i ma jedną sporą wadę.
    Powód pierwszy: Autor wnikliwie analizuje konsekwencje wspomnianej ustawy i sposób jej funkcjonowania, obnażając „pozór demokracji” zwłaszcza w polskich warunkach ustrojowych. Takich „kwiatków” znalazłoby się mnóstwo, szczególnie na styku władzy „rządowej” i „samorządowej”. Tak właśnie została pomyślana cała reforma administracji: jak dawać władzę samorządom, żeby nie tylko nie umniejszyć własnej, ale przy okazji zrzucić na nie sporą część odpowiedzialności.
    Powód drugi: Przeciętny dzisiejszy „dziennikarz” (publicysta, komentator itp.), nawet jeśli napisałby coś równoważnego w treści, to obowiązkowo wykorzystałby to jako okazję do krytyki PiS i koalicji, a co bardziej zaciekli i ambitni wyciągnęli by nawet wnioski obciążające osobiście A. Leppera (taka moda…). Nic to, że ustawa jest dziełem SLD, tej samej partyi, której tuskorokitne, ideowe peryferia gromią dzisiaj PiS za jej stosowanie. Oni zawsze traktowali adresatów swojej propagandy jak bezrozumny motłoch i zawsze to było skuteczne.
    Z czym się nie zgadzam: Trudno mi zaakceptować wniosek Autora, że najlepszym wyjściem byłaby abolicja. Proszę zauważyć, ze wyjścia są co najmniej cztery:
    1) Doprowadzić do zadziałania ustawy i wyborów uzupełniających, co w tak krótkim czasie po właściwych wyborach z pewnością niewiele by zmieniło w sprawach personalnych. Zmienić ustawę.
    2) Abolicja, jako rozwiązanie doraźne i zmiana ustawy.
    3) Abolicja bez zmiany ustawy.
    4) Załatwienie sprawy w drodze decyzji wojewodów (na polecenie premiera).
    Proszę zauważyć, że żadne z tych rozwiązań nie jest „propagandowo bezpieczne”, tzn. każde byłoby podstawą do wszczęcia hałaśliwej nagonki na rząd. Nie rozumiem (w najlepszym wypadku) intencji Autora sugerującego najwyraźniej rozwiązanie z p. 3. Przecież wszelkie tego rodzaju „abolicje” to typowe działanie prawa wstecz, albo po prostu bezprawie, na doraźny, polityczny użytek. Sytuacja jest taka, że mamy złe prawo, niekonstytucyjne i w dodatku dysfunkcjonalne i trzeba je przede wszystkim ZMIENIĆ, a zanim się zmieni – stosować. Na tym właśnie polega zasada legalizmu i państwo prawa. Jeśli to nie jest spełnione, to wszelkie zapewnienia o tym, ze „mamy demokrację” można zaliczyć do obraźliwie bzdurnych zabiegów czarnej propagandy.
    Nie przekonują mnie faryzejskie argumenty w rodzaju „kto za to zapłaci”, zwłaszcza, że pochodzą z kręgów ściśle ideowo związanych z autorami tej ustawy. Każde wybory kosztują, zasadnicze były wielokrotnie droższe niż uzupełniające, a „mimo to” odbyły się, bo tak stanowi prawo. Wprowadzenie dyktatury zlikwidowałoby problem kosztów wyborów; czy głosiciele demokracji i bezwarunkowej abolicji (jednocześnie!) do tego zmierzają?
    Najważniejszym jednak elementem artykułu są niezwykle celne uwagi na temat odpowiedzialności – zarówno polityków, jak i urzędników za skutki stanowionego i egzekwowanego prawa. Duże brawa dla Autora za tę uwagę. Dopóki będzie tak, jak jest, a nie tak, jak odbywa się to w USA, dopóty raczej d***kracja tu będzie (jak pisze pewien pan w pod muchą) a nie demokracja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *