Socjalistyczna opieka medyczna

chat-dymki
4

Koszty brytyjskiego, państwowego systemu opieki zdrowotnej wzrosły gwałtownie, zarówno w liczbach bezwzględnych, jak i w odniesieniu do rosnącego Produktu Narodowego Brutto. Narodowa Służba Zdrowia (National Health System), w 1960 roku pochłaniała 4 proc. PKB, by w roku 2000 pochłaniać ponad 7 proc. znacznie większego (niż w roku 1960) PKB.

Tym niemniej, liczba lekarzy w przeliczeniu na głowę mieszkańca była o połowę niższa niż w Niemczech, gdzie połowa łóżek szpitalnych – mimo znacznego udziału w nich finansów publicznych – znajduje się wciąż w rękach prywatnych. Odpowiedzią na rosnące koszty jest spadek jakości usług medycznych. Według brytyjskiego magazynu, The Economist, „chorzy w innych, bogatych krajach mają do swej dyspozycji najwyższej jakości sprzęt medyczny i czyste sale szpitalne.” Brytyjscy chorzy na takie luksusy liczyć nie mogą. Wynika to po części ze spadku jakości usług medycznych wywołanego ukrytymi (przed statystyką) kosztami.
Tak jak sztucznie zaniżone ceny czynszów mobilizowały niektórych ludzi do wynajmowania oddzielnych mieszkań, na co nie zdobyliby się w warunkach pełnych cen rynkowych, tak sztucznie potaniona – a w niektórych krajach wręcz darmowa – służba zdrowia prowadzi do tego, że wielu pacjentów z niewielkimi dolegliwościami absorbuje lekarzy, używając drogiego sprzętu i lekarstw, bez których w warunkach rynkowych, gdyby mieli zapłacić pełną cenę, pewnie by się obyli. Przykładem jest tu Francja:

Złośliwe francuskie porzekadło mówi, że w każdym Francuzie tkwi choroba, która niecierpliwie czeka na odkrycie. Problem w tym, że lekarze francuscy – w obawie o to, że stracą pacjenta, a tym samym będą mieć mniej środków do życia, dają pacjentom, to czego ci od nich oczekują – robią więc nagminnie skomplikowane badania, analizy, skanery, antybiotyki, zwolnienia lekarskie etc. Jeśli zdarzy im się pominąć jakąś bakterię czy chwilowe załamanie nerwowe, na które nie zapisali recepty, pacjent uda się do innych lekarzy aż otrzyma to co chciał.

Podobne zjawiska nie ograniczają się wyłącznie do Francji, czy do służby zdrowia. Popyt na dobra tańsze, albo wręcz darmowe, ma zwykle tendencję rosnącą. Oto wiadomość z Kanady: „Ponieważ system nie nakłada limitu na żądania pacjentów, domagają się oni maksimum tego, co jest możliwie do otrzymania, podnosząc koszty opieki medycznej.” W Wielkiej Brytanii, wszczepiono transplant piersi dwunastoletnia dziewczynce. Zapłacił NHS. Nadmiar lekarstw rutynowo zapisuje się pacjentom chińskim, którzy „wychodzą z lecznic z torbami pełnymi leków.” Chiny wycofują się powoli z państwowej służby zdrowia.
Nie tylko pacjenci, lekarze również posiadają zachętę do stosowania terapii znacznie hojniej w przypadku, gdy płaci za nią rząd. Wiele chorób można leczyć różnymi metodami. Przy czym koszt użytej terapii zależy w dużym stopniu od tego, kto za nią płaci. W październiku 2002 roku, FBI skonfiskowało kartoteki pewnego kardiologa z San Francisco, oskarżając go o zbyt frywolne ordynowanie operacji na otwartym sercu niż by to wynikało z kryteriów medycznych. Nie trzeba dodawać, że płatnikiem tych operacji był rząd. Jednemu z pacjentów, któremu wspomniany kardiolog zaordynowała potrójny by-pass, inni lekarze taką operację odradzali uważając ja za zbędną.
Normalne porównywanie wielkości nakładów (kosztów) z ewentualnymi zyskami sprawia, że sprawy pilniejsze wykonujemy przed mniej ważnymi, przy czym ceny wpływają na sposób dysponowania rzadkimi (znajdującymi się w niedoborze) zasobami i jest mniej efektywne w sytuacji, gdy koszty te nie są ponoszone przez podejmującego decyzję. Pacjent płacący za swoje leczenie jest bardziej skłonny do ustalenia rangi spraw, dlatego prawdopodobieństwo tego, że ktoś ze złamaną nogą uda się do lekarza jest znacznie większe niż to, że uda się do niego kto kogo boli głowa. Jeśli jednak obaj leczeni są za darmo, wówczas ludzie z drobnymi dolegliwościami zajmą lekarzom tyle czasu i środków, że ci z poważniejszymi problemami zmuszeni są do czekania.
Jeśli czynnikiem racjonującym nie są ceny, musi istnieć jakiś inny czynnik. Z faktu, że służbą zdrowia rządzi państwo, albo że coś jest za darmo nie wynika jeszcze, że wszystkiego będzie pod dostatkiem. Jednym ze sposobów racjonowania jest okres oczekiwania w kolejce. W 2001 roku w Wielkiej Brytanii, ponad 10 tys. osób musiało czekać na operację chirurgiczną ponad 15 miesięcy. To jest kolejny przykład, w jaki sposób jakość dóbr i usług, pod wpływem państwowej kontroli cen, spada. Oczekiwanie na opiekę medyczną jest szczególnie kosztowne z ludzkiego punktu widzenia. Nie tylko z powodu niepotrzebnego bólu, który czekaniu towarzyszy, lecz także z powodu tego, że dolegliwość z czasem może się pogłębiać. Trudno żeby było inaczej, skoro chory – zamiast czekać kilka godzin w Izbie Przyjęć szpitala – czeka na leczenie miesiące, a niekiedy i lata w kolejce oczekujących. Zdarza się więc, że ludzie umierają z powodu dolegliwości, które początkowo były drobne, lecz z czasem przebywania na liście oczekujących na leczenie, uległy pogorszeniu. Głośnym przykładem był w Wielkiej Brytanii przypadek pewnej kobiety, której operację usunięcia raka odkładano tak długo, aż nowotwór – z powodu opóźnień – stał się nieoperowalny. Nazywanie czegoś takiego „spadkiem jakości usług medycznych” jest doprawdy eufemizmem. Inną cechą kontroli cen odnoszącą się szczególnie wyraźnie do opieki medycznej jest czarny rynek, którego przykładem jest chińska służba zdrowia:

Zamiast czekać w długich kolejkach do lekarza, wpływowi Chińczycy, w poszukiwaniu lepszej opieki medycznej, korzystają z „tylnych drzwi do gabinetu”. Polega to na szukaniu referencji wśród przyjaciół, dzięki którym mogą poznać lekarza osobiście, lub wręczaniu prezentów bądź płaceniu łapówek lekarzom i pielęgniarkom. Mimo iż praktyka ta jest nielegalna, zapewnia szybsze, lepsze i bardziej przyjazne leczenie. Personel administracyjny szpitali, średniego szczebla, korzysta na tym lukratywnym obyczaju najwięcej, gdyż to właśnie on najczęściej rekomenduje pacjentów do lekarzy.

Podobne, nielegalne prezenty, jak wykazują badania, stosuje się w czołowych szpitalach Japonii, gdzie zdarza się wręczanie lekarzom „prezentów” wartości od 1000 do 3000 dolarów. Oficjalne statystki tych nielegalnych praktyk nie ujawniają. Tym bardziej, nie ujawniają znacznie ważniejszych, tych wszystkich ludzkich kosztów pośpiesznych diagnoz czy terapii w trakcie skróconych wizyt u lekarza i długiego oczekiwania w kolejkach do szpitala. I dlatego, na pierwszy rzut oka, państwowa służba zdrowia może z politycznego punktu widzenia być sukcesem. Przez lata Związek Sowiecki chełpił się największą ilością lekarzy i łóżek szpitalnych z wszystkich krajów w świecie – ukrywając równocześnie prawdę o wysokiej śmiertelności noworodków czy spadającej wciąż średniej życia ludzkiego całej populacji. Fakty te wyszły na światło dzienne w ostatnich latach rządów Michaiła Gorbaczowa, w ramach glasnosti, jak nazwano jego politykę otwartości. Nie ujęte w statystykach ludzkie koszty regulacji cen opieki medycznej są ujawniane pośrednio przez tych, którzy z niej rezygnują. Do grupy tej należą pacjenci, lekarze i instytucje medyczne. Pacjenci w krajach bogatych porzucili przepełnione placówki upaństwowionej służby zdrowia i szukają pomocy w sektorze prywatnym na własny koszt – we własnym kraju, albo zagranicą. W Kanadzie na porządku dziennym jest, że chorzy jeżdżą na leczenie do Stanów Zjednoczonych. Rzadko się natomiast zdarza, żeby Amerykanie jeździli po pomoc do Kanady. Doktorzy też szukają sposobu. Część z nich zdecydowała się na praktykę prywatną, mimo iż prawo zakazuje leczenia pacjentów, którzy podlegają pod ubezpieczenie społeczne. Pewne amerykańskie organizacje ubezpieczeniowe (Health Maintenance Organization) odmawiają przyjmowania pacjentów, których rachunki płacone przez państwo są nieadekwatne do wartości udzielanej im pomocy. Czasami odmowa udziału w systemie ma miejsce wcześniej, na przykład, gdy na studia medyczne zgłasza się mniejsza ilość kandydatów, co wpłynie niewątpliwie na zmniejszenie się liczby lekarzy. Ponad połowa lekarzy w Wielkiej Brytanii uczyła się medycyny poza Wielką Brytanią, zostali tam zaimportowani z wielu innych krajów, w tym z krajów Trzeciego Świata, gdzie szkolnictwo medyczne niekoniecznie odpowiada standardom brytyjskim.
Zapłacić mniej za mniej dóbr czy serwisów, czy to w ujęciu ilościowym, czy jakościowym, to żaden biznes, tym bardziej, gdy to mniej dotyczy opieki medycznej.

(fragment ksiażki Thomas Sowella Ekonomia stosowana”.

Thomas Sowell
„Ekonomia stosowana” 2007-02-24

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Nataniel pisze:

    I jakie propozycje maja Libertarianie aby ten problem rozwiazac? Oczywiscie, zdaniem autora tej strony, USA powinna sie nie zbroic, odpuscic Iran, bo Iran sie tylko dlatego zbroi, ze USA agresorem. Na wschodzie nie ma zagrozenia, jak tylko z Zachodu, zdaniem autora tej strony, bo rzekomo religia, jakakolwiek by byla , nie zagraza niczemu i nikomu.

  2. Jasiu ale nie ten pisze:

    Nataniel pisze:
    > I jakie propozycje maja Libertarianie aby ten problem
    > rozwiazac?
    Ano pewno takie, zeby medycyna byla prywatna, a ludzie sie
    ubezpieczali na wypadek choroby. Cene ubezpieczenia
    regulowalby rynek. O ile sie znam na rynku, to im wieksze
    byloby „deductible” (czyli ilosc pieniedzy ktore klient
    musi wyplacic zanim zacznie placic ubezpiecznie) tym
    mniejsza by byla cena ubezpieczenia. Im wieksze by bylo
    „co-pay” (czyli oplata za kazda wizyte lekarska) tym
    tansze byloby ubezpieczenie. Tak jak jeszcze w Hameryce.
    Biedniejsi by sie ubezpieczali glownie od medycznych
    katastrof, a bogaci (ci wstretni bogaci…) by sie
    ubezpieczali takze na grype i dostawali Aspiryne
    (Bajerowa, rzecz oczywista) za darmo.

    Dalej Nataniel pisze (nie wiem po co, bo nie na temat):
    > Oczywiscie, zdaniem autora tej strony, USA
    > powinna sie nie zbroic, odpuscic Iran, bo Iran sie tylko
    > dlatego zbroi, ze USA agresorem. Na wschodzie nie ma
    > zagrozenia, jak tylko z Zachodu, zdaniem autora tej
    > strony, bo rzekomo religia, jakakolwiek by byla , nie
    > zagraza niczemu i nikomu.
    Czyli wnioskuje za Nataniel chce zeby USA sie zbroily
    na jeszcze wiekszym poziomie niz teraz, zeby zaatakowaly
    Iran (bo Iran bez przerwy atakuje USA), ze prawdziwe
    zagrozenie jest od Arabow na Bliskim Wschodzie,
    i ze fanatycy Islamscy sie na USA uwzieli bez zadnej
    przyczyny, jako ze wszyscy wiemy ze USA jest sprawiedliwa
    w konflikcie Arabsko-Izraelskim i militarnie wspomaga
    z pieniedzy Amerykanskich podatnikow tak samo Arabow
    jak i Izraelitow. A w ogole to w Bibli pisze czarno na
    bialem (szczegolnie w Ksiedze Powtorzonego Prawa),
    ze Narod Wybrany ma prawo do Ziem of Nilu do Eufratu,
    ze jest madry i odpowiedzialny i moze miec 500 glowic,
    a Semici pochodzenia arabscy nie maja prawa do atomu,
    bo sa podludzie, fanatycy i prymitywy co tylko lubia
    zabijac i sie wysadzac bo tam dziewice w raju czekaja.
    Nota bene, skad sie w Izraelu wziely te Araby? Przeciez
    to „Byla Ziemia bez ludzi dla ludzi bez Ziemi”. Wiem…
    Izrael ich tam przygarnal z dobrego serca bo byli biedni
    i niewyksztalceni, i potrzebowali sie nauczyc demokracji.

  3. Nataniel pisze:

    I rzeczywiscie zboczylem z tematu, ale wnioski Jasia godne Jasia. Tak jak libertarianie uwazali onegdaj, ze dlatego ZSRR sie zbroi, bo USA potencjalnym agresorem. A jezeli chodzi o Iran, to Jasiu zatraca instynkt samoprzetrwania. Jasiu jest po prostu przyslowiowym szkolniakiem z plecakiem – zenujace doprawdy. Jasiu z pewnoscia twierdzi,ze i Polnocnej Korei nalezy sie kontygent glowic nuklearnych w/g moralnej sprawiedliwosci, bo nie ma systemow gorszych czy lepszych, bo ma byc wszystkim po rowno i skuncune jest. Gratuluje Jasiowi(ktory jest wlascicielem tej strony) wypracowania szkolnego na piatke.

  4. Beny pisze:

    Tak to Nataniel ma rację.
    Przecież są narody wybrane i te…. jak je tam nazywają „bandyckie.”
    Ale które sa które.. to już ciężko ustalić.
    Takie np. USA do zbyt pokojowych państw nie należą… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *