Zemsta?

chat-dymki
16

Afera Constaru jest kolejnym dowodem na to, że w Polsce dominującym motywem wymiaru sprawiedliwości nie jest wcale sprawiedliwość, lecz zemsta.

Donos

Przypomnijmy fakty. Dwa lata temu, reporterzy „Rzeczpospolitej” i TVN odkryli, że w firmie „Constar” odświeża się zepsute wędliny i mięso. Reporterka, która – podając się za osobę poszukującą pracy – zatrudniła się w Constarze, sfilmowała ukrytą kamerą, jak pracownicy zakładu podmieniali etykiety z datą ważności mięsa, jak mielili i kierowali powtórnie do sprzedaży przedatowane wędliny, usuwając z nich pleśń i woń zgnilizny, jak biały nalot z pleśni ścierano olejem, a pozieleniałe od starości wędliny płukano w ługu sodowym. Ujawnione praktyki były przerażające i aż dziw bierze, że ten znany prywatny zakład produkcyjny odważył się na ich stosowanie.
Po dwóch latach od ujawnienia afery sprawa trafiła do sądu w Kielcach, gdzie dziennikarka w przebraniu potwierdziła stosowane praktyki, przesłuchano ekspertów i biegłych, zapomniano jednak w sposób rzeczowy i zadowalający odpowiedzieć na pytanie: jakie były skutki tego, co w Constar robiono. Trudno bowiem uwierzyć, że tak spreparowane produkty trafiły na stoły konsumentów, którzy je spożyli bez żadnych konsekwencji. Jednakże mimo nagłośnienia sprawy w mediach całej Polski, nie stwierdzono ani jednego udokumentowanego przypadku, aby ktoś z powodu konsumpcji wspomnianych wędlin zachorował czy chociażby poczuł się poszkodowany. Pozew przeciwko firmie wniosła prokuratura opierając się na donosie dziennikarskim. Co prawda, sąd dopiero rozpoczął postępowanie a więc wina producenta wędlin jest wciąż nie dowiedziona, sądząc po dyspozycyjności naszego wymiaru sprawiedliwości i jego „społecznym zaangażowaniu”, można domniemywać, że wyrok będzie jednak skazujący. Świadczy o tym chociażby fakt całkowitego zignorowania przez sąd postępowania dziennikarzy.
Przypomnę tylko, że w 1997 roku, w podobnej sprawie w Stanach Zjednoczonych, sąd skazał sieć telewizyjną ABC na kilkumilionową grzywnę za to, że dziennikarka śledcza podała w formularzu o pracę w sieci sklepów „Food Lion” nieprawdziwe dane. Telewizja ABC była zresztą jedynym skazanym w tamtej sprawie. Mimo ewidentnych dowodów łamania zasad higieny ze strony „Food Lion”, przy braku jakichkolwiek roszczeń ze strony konsumentów, sąd uznał, że „brak ofiary implikuje brak winy”, a tym samym nie ma podstaw do wymierzenia kary. Wyszedł bowiem z założenia, że gdyby regenerowane produkty były trujące, śmierdzące, albo w jakiś inny sposób nie nadawały się do spożycia, nie potrzebna byłaby mistyfikacja dziennikarska, a powództwo przeciwko producentowi wadliwych wyrobów skierowane zostałoby przez stronę poszkodowaną, czyli konsumentów. Jeśli takiego fałszerstwa nie wykryto, to znaczy, że albo regenerowane produkty nie były niebezpieczne dla zdrowia, albo ich nabywcy nie czuli się poszkodowanymi.

Narażanie

Wszczynanie śledztwa w sytuacji braku poszkodowanego jest nadużyciem, tym bardziej, że w Starachowicach posłużono się przestępstwem – wytrychem, znanym jako zbrodnia „narażenia na utratę zdrowia”. Jeśli nie jest to zarzut dęty, to na pewno wątpliwy, jako że narazić na utratę zdrowia może zarówno producent soli kuchennej (dawka śmiertelna 150 g), sznura, samochodu czy łyżew. Nie można skazywać człowieka za to, że zrobił coś, co „mogłoby” spowodować czyjąś krzywdę. Jeśli nawet Constar postąpił nieroztropnie czy głupio, został przecież ukarany. Nagłośnienie sprawy w mediach – tak w przypadku „Food Lion”, jak i „Constar” – spotkało się ze zrozumiałą reakcją konsumentów, którzy zrezygnowali w zakupu produktów obu firm, karząc je najgorszą karą w biznesie, jaką jest utrata dobrej reputacji i klienteli. Szwindel, jakiego rzekomo dopuścili się pracownicy Constara, kosztował firmę co najmniej 10 mln złotych, z czego aż 7,5 mln zł stanowiły koszty kampanii PR na rzecz przywrócenia firmie dobrego imienia. Ciekawe jest to, że klienci wstrzymali się od zakupów nie z powodu nieświeżości wędlin, lecz wskutek obawy o to, że „mogliby zostać” zatruci lub otruci. I to była słuszna kara za narażanie konsumenta na ryzyko. Sąd nie powinien karać zakładu drugi raz.

Czyj interes?

Proszę mnie źle nie zrozumieć. Ja nie chcę uniewinnienia Constaru. Jeśli sąd dowiedzie im praktyk opisanych, pokazanych, wówczas z satysfakcją czekać będę aż zbankrutują. Chcę jednak, aby do bankructwa przedsiębiorstw doprowadzali konsumenci, czyli my, a nie urzędnicy. Wyeliminowanie złego producenta czy usługodawcy ma bowiem służyć konsumentom, a nie urzędnikom czyli państwu. Sama nadgorliwość systemu wymiaru sprawiedliwości ani konsumentom, ani tym bardziej sprawiedliwości nie służy. Upadek przedsiębiorstwa, które działa źle czy marnotrawnie, leży wyłącznie w interesie konsumentów. Upadek ten z jednej strony firmę unicestwia, s drugiej zaś jest przestrogą dla innych. Pełni zatem rolę odstraszająca.
Wymiar sprawiedliwości, działający w interesie „solidarnego państwa” ma inne priorytety. Nie chce krzywdy zakładu, bo obawia się, że bankructwo doprowadziłoby do utraty „cennych miejsc pracy”. Dlatego polskie sądy, zamiast karać firmę, karzą jej pracowników, bez obecności których może ona nadal robić szwindle.
W procesie Constaru na ławie oskarżonych zasiadło pięć osób: były dyrektor – Marek C., ówczesny powiatowy lekarz weterynarii w Starachowicach oraz trzej inspektorzy z tamtejszego powiatowego inspektoratu weterynarii, którzy byli oddelegowani do „Constaru”. Były dyrektor może zostać ukarany grzywną, ograniczeniem wolności lub pozbawieniem wolności do jednego roku. Pozostałym osobom grozi do trzech lat więzienia. To nie kara lecz zemsta za to, że dali się przyłapać dziennikarce.

Winny niewinny

Jeśli Constar jest naprawdę winny, zaś brak reakcji ze strony jego konsumentów podyktowany był wyłącznie ich biernością, znaczy to, że nie mieli oni należytej ochoty, wiary czy motywacji do skierowania prywatnego oskarżenia przeciwko firmie. Dlaczego nie uwierzyli w skuteczność swych oskarżeń? Z lenistwa? Trudno uwierzyć, że ktoś rezygnuje z odszkodowania tylko dlatego, że ma niechęć do chodzenia po sądach. Prawdziwym powodem dla którego prywatny oskarżyciel rezygnuje z odszkodowania jest najprawdopodobniej jego wysokość, a raczej…niskość. Od lat wiadomo, że sądy karzą biznes tak, aby włos mu z głowy nie spadł. Odszkodowania w sprawach podobnych do przytoczonej są absurdalnie niskie i nie uwzględniają nawet strat poniesionych przez poszkodowanych. Ignorują przy tym niemal całkowicie element odstraszający, będący prawdziwą karą za popełnione przestępstwo. Wyroki podporządkowane są iluzorycznemu interesowi państwa: wpływom podatkowym i walce z bezrobociem, dowodząc tym samym, że te interesy są sprzeczne z, zarówno interesami obywateli, jak i sprawiedliwości.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2007-03-06

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. to_ja pisze:

    nie zeby co, ale dlaczego ciąga się po sądach np. pijanych kierowców? Większość z nich przecież nie spowoduje wypadku.

  2. dAGO pisze:

    @to_ja
    … no właśnie. Dlaczego sie ciąga? Normalniej by było tym, którzy po pijaku spowodowali wypadek solidnie dowalić, wyciagnąć konsekwencje, zarządać zadośćuczynienia, a w przypadkach śmiertelnych traktować jak morderców (z karą śmierci włącznie).

  3. Jan M. Fijor pisze:

    Moim zdaniem wystarczyloby podniesienie skladki ubezpieczeniowej, gdyz pijany podnosi ryzyko ubezpieczenia. Ubezpieczenie – z definicji – nie tylko zabezpiecza przed ryzykiem, ale ma rowniez to ryzyko minimalizowac. Nie mozna karac za to, ze „mozliwe jest powstanie zla czy szkody”. Uklony Jan M Fijor

  4. a jo pisze:

    no to już to powiem, mnie np. skazali Prawomocnym Wyrokiem Sądu na utratę prawa jazdy za „spowodowanie zagrożenia w ruchu lądowym”, ” na ruchliwej i czesto uczęszczanej drodze w centrum miasta”, a ja tylko o 3 w nocy, jak wracałem z knajpy to pod blokiem chciałem tylko przestawić samochód, tak żeby Pan złodziej się nie włamał, bo jak się wcześniej włamał – wrzucając płytkę chodnikową przez szybę do środka, kradnąc mi raz drugi teczkę, to przyszedł Pan policjant do mnie do domu i marudził, by mu coś tam podpisać, by nie musieli wszczynać postępowania, bo to, bo tamto,no to podpisałem mu wtedy. Więc jak przestawiałem ten samochód pod moim blokiem, to oni już tam czekali, to znaczy Panowie policjanci, którzy od razu wiedzieli, że chcę spowodować zagrożenie w ruchu lądowym i że zaraz może ulica w centrum miasta (ta pod moim blokiem) być ruchliwa i często uczęszczana. Moim zdaniem ona (ta ulica) może stać się kiedyś nawet dwukierunkowa, bo na razie jest jedno a ruchliwa i uczęszczana o 3-ciej nad ranem,to też może, ale pod warunkiem, że w tym moim „mieście” postawią kasyno i dom schadzek (najlepiej pod moim blokiem). A trzy tygodnie temu znowu mi ukradli radio z samochodu. I bardzo się cieszę, że mogę mieszkać tu, że jest tu tak i nie ma tu żadnej rzeczy, która mi się, kurwa, nie podoba.

  5. Jan M. Fijor pisze:

    Ja tez panu zazdroszcze i ciesze sie, ze mam pan policje, ktora dba o obywatela. U nas tak nie jest. W Warszawie policja dba o obywatela, ale tylko o obywatela Kaczynskiego i jego znajomych. Jak jada sobie gdzies na schadzke, to zamykaja im ulice i gnaja 160 km na godz. zeby sie latwo jechalo a holota im nie zajezdzala drogi. Sma pan widzi, ze jest wygrany w porownaniu z nami. I komu w takich warunkach pryjdzie na mysl wyjezdzac z tego raju na Zielona Wyspe albo gdzie indziej? Nikomu, rzecz jasna! Pozdrawiam Jan M Fijor

  6. Nataniel pisze:

    Nie mozna karac za to, ze „mozliwe jest powstanie zla, czy szkody”. Czyli nie powinno sie karac zamroczonego, ktory wsiada za kierownice sportowego samochodu z silnikiem o szesciu cylindrach, ktory jest pociskiem do zabijania i ranienia, bo nalezy oczekiwac szkody, cial zabitych, aby ewentualnie podawac sprawe do sadu. Wiec nich urznieci prowadza samochody, niech zabijaja, nie sie rozbijaja, po to azeby bylo sprawiedliwie… Hmmmmm.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Chyba niedobry przyklad, bo prawo mowi, ze nie wolno wsiadac po pijanemu do samochodu nawet gdyby mial 1 cylinder. Nie mowi jednak nic o precesowaniu wedlin. pozdrawiam jan m Fijor

  8. Poziomka pisze:

    A może są poszkodowani? Może klienci za pełną cenę, kupili towar o którym myśleli, że jest pełnowartościowy? Nie sądzi pan? A myśleli, ze jest pełnowartościowy bo takim producent-oszust napisał na metce? Może producent tych wędlin jest zwykłym oszustem? Ale pan chce, żeby był oszustem, któremu się udało, bo tak działa wolny rynek?

  9. cirocco pisze:

    Napisał pan że nie mozna karac za to, ze „mozliwe jest powstanie zla czy szkody”. Trudno się z tym w pełni zgodzić np: podam panu na talerzu dwie kanapki z czego jedna jest zatruta, przypuśćmy, że miał pan szczęście i nic się panu nie stało, czyli nie zrobiłem nic złego? nie można mnie ukarać?
    Albo jeszcze prościej: biorę broń, strzelam do pana i nie trafiam… nic się nie stało? nie powinienem zostać skazany?

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Co innego celowa proba otrucia, a co innego, dzialanie, ktore mogloby spowodowac czyjas szkode. pozdrawiam Jan M Fijor

  11. poziomka pisze:

    No i jeszcze idąc śladem Pana rozumowania, szanowny Autorze, nie powinno się ścigać morderstwa (zwłaszcza osób samotnych i opuszczonych), bo przecież nie ma poszkodowanego.

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Sa sa poszkodowani. Zobacz: komentarz do wpisu Piotra. pozdrawiam Jan M Fijor

  13. Piotr pisze:

    @Poziomka:
    „A może są poszkodowani?”

    Oczywiście, że są poszkodowani. Jednak szkoda była ich zdaniem na tyle mała, że nie warto było zawracać sobie nią głowy. I tę decyzję należy uszanować. Dlaczego mściwy biurokrata miałby decydować za ofiary? Czego miałby żądać?
    Z resztą problemem są raczej żałośnie niskie odszkodowania, co autor wyraźnie podkreśla.

    @poziomka
    „nie powinno się ścigać morderstwa, bo przecież nie ma poszkodowanego.”

    Ofiarą morderstwa są oczywiście sami zamordowani. W wolnym społeczeństwie powinna istnieć możliwość poproszenia dowolnej osoby/firmy o świadczenie usług bezpieczeństwa i w ten sposób mogłyby dochodzić one praw osób zamordowanych. Mogłyby to być np. firmy ochroniarskie lub ubezpieczeniowe. Oczywiście najbardziej predysponowani są najbliżsi i funkcjonuje to nawet w stosunkowo prymitywnych społecznościach. Dlaczego głos urzędnika państwowego miałby być ważniejszy?

    @cirocco
    „biorę broń, strzelam do pana i nie trafiam… nic się nie stało? nie powinienem zostać skazany?”

    Niegdyś głównym celem sędziów było zadośćuczynienie ofierze, czyli przywrócenie (z nawiązką) stanu pierwotnego. Dopiero z czasem państwowe sądy zaczęły skupiać się na karaniu, bez uwzględniania prawa ofiar, by nie powiedzieć z celem wzbogacenia samego państwa. W efekcie koszty, w postaci podatków, ponoszą nie przestępcy, a osoby trzecie i same ofiary. Dlatego powyższe pytanie należałoby sformułować trochę inaczej:
    Kto został poszkodowany i jak można powetować straty? Zwłaszcza jeśli przestępca trafił i poważnie zranił ofiarę. Być może konieczny będzie przeszczep uszkodzonej nerki? Dlaczego dawcą nie miałby być winowajca? Przecież to byłoby najbardziej naturalne rozwiązanie. Dużo lepsze niż pozostawienie ofiary z jedną nerką i wtrącenie zdrowego przestępcy do lochu. Pozostają oczywiście kwestie typowo techniczne (medyczne), zgodności dawcy itp.

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Ofiara morderstwa jest rodzina, zaklad pracy zamordowanego, sluzby cywilne, policja i in. ktorzy ponosza konsekwencje mordu. Chodzi o to, zeby karac, a nie mscic sie. Sprawiedliwosc to oddanie kazdemu to co sie mu nalezy. Kara wiezienia nie uwzglednia strat poszkodowanego. pozdrawiam Jan M Fijor

  15. poziomka pisze:

    Spodziewałem się, że jako ofiary morderstwa wskaże Pan rodzinę etc, dlatego podkreśliłem, że chodzi o osoby starsze i samotne, po których zabójstwie , idąc śladem Pana rozumowania, nie ma poszkodowanych, nie ma więc konieczności ścigania sprawcy. Zresztą w przypadku pozostałych osób, dlaczego mordercę ściga państwo, a nie rodzina? Przecież bywają przypadki, że wspomniani przez pana poszkodowani zamiast szkody czują ulgę…

  16. pebert pisze:

    Absolutnie nie Pan racji.
    Zagrożenie życia lub zdrowia polegało prawdopodobnie na tym, że mięso nie było badane powtórnie. W związku z tym nastąpiły inne przestępstwa: potwierdzenie nieprawdy na urzędowym piśmie przez weterynarza oraz nakłanianie do tego przestępstwa.
    Bzdurnym jest także argument o karze biznesowej przez odwrócenie się klientów od firmy (która zreszta może zmienić nazwę i strukturę aby zlikwidować to zagrożenie (nie bazowali przecież na swoim znaku towarowym)) i doprowadzenie do bankructwa. Firma Constar nie sprzedaje towaru bezpośrednio klientowi, oraz to, że kawałek mięsa w zasadzie nie jest oznaczony. W związku z tym niepokój klientów odbija się na wszystkich producentach. I to są razem z supermarketami główni pokrzywdzeni. Lecz ponieważ w zasadzie niemożliwe jest udowodnienie ścisłego ilościowego związku pomiędzy spadkiem sprzedaży, a aferą oraz faktem, że w skali kraju straty przewyższyły wielokrotnie majątek Constaru, dochodzenie cywilne odszkodowań nie ma sensu. Za to jak najbardziej ma sens egzekwowanie odpowiedzialności karnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *