Tajemnice kapitału

chat-dymki
1

Członkowie zespołu zaczęli wówczas wypełniać formularze, odstawać w kolejkach i jeździć autobusami do centrum Limy, aby uzyskać wszystkie dokumenty niezbędne do prowadzenia – zgodnie z literą prawa – małej firmy w Peru.

Poświęcali na to sześć godzin dziennie i ostatecznie udało im się zarejestrować firmę – po 289 dniach. Mimo że warsztat krawiecki miał planowo zatrudniać tylko jednego robotnika, koszt legalnej rejestracji wyniósł 1.231 dolarów – trzydzieści jeden razy więcej, niż wynosi miesięczna płaca minimalna. Uzyskanie legalnego zezwolenia na budowę domu na ziemi będącej własnością państwa, zabrało sześć lat i jedenaście miesięcy, wymagając dopełnienia 207 formalności administracyjnych w 52 urzędach (patrz Rysunek 2.1). Uzyskanie legalnego tytułu do tego skrawka ziemi wymagało dokonania 728 formalności. Stwierdziliśmy także, że kierowca prywatnej taksówki lub autobusu, chcący zdobyć oficjalne potwierdzenie swej trasy, miał przed sobą 26 miesięcy biurokratycznych procedur.
Mój zespół badawczy, z pomocą lokalnych współpracowników, powtórzył podobne eksperymenty w innych krajach. Przeszkody były nie mniej porażające niż te w Peru; częstokroć były nawet gorsze. Na Filipinach, jeśli ktoś wybudował swe domostwo w ramach osiedla na terenie miejskim, będącym w posiadaniu bądź państwa, bądź osób prywatnych, ażeby legalnie je nabyć, musiałby wraz ze swymi sąsiadami utworzyć związek, który mógłby zostać objęty państwowym programem finansowania budownictwa mieszkaniowego. Cała procedura mogłaby wymagać 168 formalności, angażując 53 agencje rządowe lub prywatne i zabrać od trzynastu do dwudziestu pięciu lat (patrz Rysunek 2.2). A i to przy założeniu, że państwowy program finansowania budownictwa mieszkaniowego będzie dysponował wystarczającymi funduszami. Jeśli mieszkanie znajdowałoby się przypadkiem na terenie uznanym za „rolniczy”, zainteresowana osoba musiałaby pokonać dodatkowe przeszkody związane z przekwalifikowaniem tego obszaru na użytek miejski, co oznacza 45 dodatkowych procedur biurokratycznych w trzynastu instytucjach i dodatkowe dwa lata starań.
W Egipcie osoba, chcąca nabyć i legalnie zarejestrować działkę na posiadanej przez państwo ziemi pustynnej, musi przejść przez przynajmniej 77 biurokratycznych procedur w 31 agencjach publicznych i prywatnych (patrz Rysunek 2.3). Może to jej zabrać od pięciu do czternastu lat. Zbudowanie legalnego mieszkania na byłym gruncie rolniczym wymaga biurokratycznych zapasów trwających od sześciu do jedenastu lat, a może nawet dłużej. To wyjaśnia, dlaczego 4,7 miliona Egipcjan wolało wybudować swój dom nielegalnie. Jeśli po jego wzniesieniu ktoś zdecyduje, że od teraz chciałby być praworządnym obywatelem i nabyć prawa do swego domostwa, ryzykuje, że zostanie ono zburzone, on sam zaś zapłaci wysoką grzywnę i spędzi do dziesięciu lat w więzieniu. Na Haiti jednym ze sposobów, w jaki zwykły obywatel może legalnie osiedlić się na ziemi państwowej, jest uprzednie wydzierżawienie jej od rządu na pięć lat i wykupienie jej po upływie tego okresu. Pracując wraz ze wspólnikami na Haiti, nasi badacze ustalili, że otrzymanie takiej dzierżawy wymaga załatwienia 65 formalności biurokratycznych – zabierając przeciętnie trochę ponad dwa lata – wszystko to jedynie dla uzyskania przywileju wydzierżawienia ziemi na pięć lat. Wykupienie ziemi wymaga pokonania kolejnych 111 biurokratycznych przeszkód, co oznacza dodatkowe dwanaście lat (patrz Rysunek 2.4). Całkowity czas niezbędny do legalnego nabycia ziemi na Haiti: dziewiętnaście lat. Jednak nawet ta wieloletnia gehenna nie zapewni, że własność pozostanie legalna.
Okazało się bowiem, że w każdym badanym przez nas kraju utrzymanie legalności jest niemal tak samo trudne, jak jej osiągnięcie. W efekcie to nie tyle imigranci łamią prawo, co prawo łamie ich – i wypadają oni poza nawias systemu. W 1976 roku dwie trzecie pracujących w Wenezueli zatrudnionych było w legalnie założonych przedsiębiorstwach; dzisiaj odsetek ten spadł poniżej połowy. Trzydzieści lat temu w Brazylii ponad dwie trzecie nowo budowanych domów wznoszonych było z przeznaczeniem na wynajem. Obecnie zaledwie 3% nowych budynków oficjalnie uznawanych jest za budownictwo czynszowe. Gdzie podział się ten rynek? Otóż przeniósł się on na nie objęte działaniem prawa obszary miast brazylijskich zwane favelas, funkcjonujące na zasadach podaży i popytu – poza ściśle regulowaną gospodarką formalną. W favelas czynsze nie są kontrolowane, płaci się je w dolarach amerykańskich, a lokatorzy, którzy nie płacą, są natychmiastowo eksmitowani.
Gdy tylko nowoprzybyli rezygnują z udziału w systemie, stawiają się „poza prawem”. Jedynym ich wyjściem jest mieszkać i pracować poza ramami oficjalnego prawa, wykorzystując własne, nieformalnie wiążące umowy dla ochrony i mobilizacji własnych zasobów. Umowy te powstają w wyniku połączenia zasad wybiórczo zapożyczonych z oficjalnego systemu prawnego, dokonywanych ad hoc improwizacji oraz zwyczajów przyniesionych z ich miejsca pochodzenia, tudzież powstałych lokalnie. Elementy te są scalone przez umowę społeczną, podtrzymywaną przez wspólnotę jako całość i egzekwowaną przez władze wybrane przez tę wspólnotę. Owe pozaprawne umowy społeczne stworzyły energiczny, choć niedokapitalizowany sektor – centrum świata ubogich.
Niedokapitalizowany sektor Pomimo, że imigranci wymykają się spod władzy prawa, to w żadnym wypadku nie popadają w bezczynność. W całym Trzecim Świecie i byłych krajach komunistycznych niedokapitalizowane sektory tętnią wytężoną pracą i pomysłowością. Jak grzyby po deszczu, wyrastają całe gałęzie przemysłu, skupione w położonych poza centrum domkach, wytwarzające wszystko – od ubrań i butów, aż po imitacje zegarków Cartiera i torebek Vuitton. Są warsztaty, w których wytwarza się i przerabia maszyny, samochody, a nawet autobusy. Nowa miejska biedota stworzyła całe przemysły i grupy sąsiedzkie, które mogą działać jedynie dzięki potajemnemu podłączeniu się do sieci elektrycznej i wodociągowej. Są nawet dentyści, którzy wstawiają plomby, nie mając żadnych oficjalnych uprawnień.
Nie jest to po prostu opowieść o biednych służących biednym. Ci nowi przedsiębiorcy wypełniają także luki w legalnej ekonomii. Nie zarejestrowane autobusy i taksówki w wielu rozwijających się krajach stanowią większą część publicznego transportu. W innych częściach Trzeciego Świata przekupnie z przedmieść dostarczają większość dostępnej na rynku żywności, sprzedając ją już to z wózków na ulicy, już to z własnoręcznie wzniesionych stoisk. W 1993 roku Meksykańska Izba Handlowa szacowała liczbę przekupniów ulicznych w Federalnym Dystrykcie Miasta Meksyku na 150 tysięcy, doliczając dalsze 293 tysiące w czterdziestu trzech innych centrach. Te maleńkie budki mierzą przeciętnie zaledwie półtora metra szerokości. Gdyby handlarze z Miasta Meksyku ustawili swe budki przy jednej ulicy, bez żadnych odstępów na skrzyżowaniach, tworzyłyby one ciągłą linię o długości ponad 210 kilometrów. Tysiące tysięcy ludzi znajduje pracę w sektorze pozalegalnym* – na ulicach, w swych domach, w nie zarejestrowanych sklepach, biurach i fabrykach. Próba oszacowania liczby nieformalnych „mikrobiznesów” na terenie całego kraju, jaką podjął meksykański Narodowy Instytut Statystyczny, dała w rezultacie wartość 2,65 miliona. Wszystko to są przykłady życia gospodarczego w niedokapitalizowanym sektorze społeczeństwa. W krajach postkomunistycznych można zaobserwować nie rejestrowaną działalność o jeszcze większym stopniu skomplikowania, od produkcji sprzętu i oprogramowania komputerowego, po produkcję myśliwców odrzutowych na eksport. Historia Rosji jest oczywiście wielce odmienna od historii krajów Trzeciego Świata, takich jak Haiti czy Filipiny. Niemniej jednak od upadku komunizmu byłe republiki radzieckie popadają w te same schematy nieformalnej własności. W 1995 roku Business Week informował, że cztery lata po upadku komunizmu w Rosji, tylko „około 280 tysięcy z dziesięciu milionów rolników posiada ziemię na własność”. Z innego tekstu wyłania się znany z Trzeciego Świata obrazek: „[w byłym Związku Radzieckim] prawo do prywatnego posiadania, używania i zbywania ziemi jest niedostatecznie zdefiniowane i podlega niezbyt czytelnej ochronie ze strony oficjalnego prawa (…). Funkcjonujące w gospodarkach rynkowych mechanizmy ochraniające prawa związane z posiadaniem ziemi wciąż znajdują się w powijakach (…). Państwo w dalszym ciągu ogranicza prawo do użytkowania ziemi, która nie znajduje się w jego posiadaniu” . Szacunki oparte na poziomie zużycia energii wskazują, że w latach 1989-1994 nieoficjalna działalność w byłych republikach radzieckich wzrosła z 12 do 37% całkowitej produkcji. Wedle innych szacunków odsetek ten jest jeszcze większy. Żadna z powyższych informacji nie jest nowiną dla osób nie mieszkających na Zachodzie. Wystarczy jedynie otworzyć okno lub wziąć taksówkę z lotniska do hotelu, aby ujrzeć pełne domów obrzeża miast, armie przekupniów handlujących towarami na ulicach i zniszczone autobusy mknące brudnymi alejami; aby zauważyć ukradkiem pracujące na pełnych obrotach warsztaty, kryjące się za drzwiami garaży. Pozalegalność często postrzegana jest jako kwestia „marginalna”, podobna do czarnego rynku, albo do biedy czy bezrobocia w krajach rozwiniętych. Świat pozaprawny z reguły odbierany jest jako miejsce, gdzie włóczą się gangsterzy, ponure typy będące obiektem zainteresowania jedynie dla policji, antropologów i misjonarzy.

Bariery przedsiębiorczości
Hernando de Soto
„Fijorr Publishing II Wydanie 2007” 2007-04-26

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Jan M Fijor pisze:

    Hernando de Soto pojawi się w Polsce w dniach 22-24 maja 2007. Być może uda nam się z nim porozmawiać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *