Fałszywa duma

chat-dymki
13

Słyszy się często od ludzi, i to nawet tych wielkich, że nie są bogaci, nie dorobili się majątku, bo całe życie byli uczciwi. Albo, że warunkiem osobistej zamożności jest brak skrupułów, których im akurat nigdy nie brakowało.

Te obiegowe prawdy powtarzają przeważnie ludzie starający się wytłumaczyć swój skromny status materialny. Szczytem takiego myślenia są publiczne wypowiedzi Tadeusza Mazowieckiego, Jacka Kuronia, a ostatnia Jarosława Kaczyńskiego, w których politycy ci z dumą oświadczali, że nie dorobili się w życiu niczego i, co więcej, uważają, że ich skromny status materialny jest powodem do dumy. Nie mówią tego wprost, można się jednak domyślać, że dla nich majętność jest powodem do wstydu. Tym samym uczynili ze swej biedy slogan wyborczy, który miał im pomóc w wygranej. I chyba pomógł, przynajmniej ostatniemu z nich, obecnemu premierowi. Wyborcy podzielili bowiem dumę swego faworyta, uznając również, że jego bieda dobrze o nim świadczy.
Czy tak jest naprawdę? Czy brak pieniędzy jest rzeczywiście powodem do dumy i świadectwem wyższości moralnej bądź intelektualnej? Aby na te pytania odpowiedzieć, trzeba się zastanowić nad źródłem pochodzenia ludzkiej zamożności, czyli skąd ludzie biorą pieniądze?
Niechęć do bogactwa i jego moralna podłość wynikają najprawdopodobniej z przekonania, że ludzie bogaci to ludzie podli, źli. Oznaczałoby to, że ich dochody pochodzą z kradzieży, rozboju, w najlepszym przypadku najprawdopodobniej, nie do końca uczciwych transakcji, których jedynym motywem jest chciwość. Tymczasem potoczne doświadczenie uczy, że gros swoich dochodów otrzymują ludzie za swoją pracę. A skoro tak, to stan ich posiadania zależy albo od wielkości dochodu, albo od sposobu jego wydawania. Ktoś, kto jest biedny jest biedny dlatego, że albo za mało zarabia, albo za dużo wydaje. Czasem jedno i drugie. Zastanówmy się zatem, kto zarabia dużo?
Za komuny wszyscy zarabiali mało, z wyjątkiem prywaciarzy i działaczy partyjnych. O ile partyjność w PRL była niewątpliwie cechą wartą pogardy, o tyle bycie prywaciarzem chyba jednak nie. Ludzie z branży prywatnej, mimo iż stanowili margines jak chodzi o liczebność i wpływy, to jednak produkowali, wytwarzali produkty i usługi, na które panowało duże zapotrzebowanie; owoce, warzywa, usługi fryzjerskie, adwokackie, naprawy urządzeń i pojazdów, szycie, pranie, produkcja parasoli, wózków dziecięcych, a więc wszystko to, czego państwo – oparte na przemyśle ciężkim – nie produkowało. Zaspokajali podstawowe potrzeby człowieka, za co ten im płacił tyle, że stali się względnie bogaci.
Po 1989 roku to się nie zmieniło.
Co prawda nadal dużo zarabia rządząca kamaryla zwycięskiej partii, jednak gros narodu działa na warunkach rynkowych. Im więcej jesteś wart, tym więcej ci zapłacą. Praca jest takim samym towarem, jak rower, pralka, banany czy usługi weterynaryjne. W warunkach wolnego wyboru, nawet tak ograniczonego jak u nas ludzie kupują te produkty i usługi, które chcą, czyli które są im bardziej, od innych produktów czy usług, potrzebne. Ponieważ żyjemy w świecie powszechnych niedoborów, brakuje nam wszystkiego; nie wystarcza nam także pieniędzy. Musimy więc wybierać: rower, albo szkolenie; wyjazd na wczasy, albo nowe futro; wykład X, czy masaż odchudzający etc. Możemy też wybierać inaczej: wakacje z biurem X, albo wakacje z biurem Y; rower ABC lub rower DEF; wykład prof. K. lub wykład profesora B. Wybór ten polega na kupowaniu. Jeśli wolę rower ABC, to płacę za niego producentowi rowerów ABC; jeśli wolę wykład profesora B. to jemu za ten wykład płacę.
Człowiek z natury swojej woli to co jest dla niego lepsze, czyli pożyteczniejsze. Wprawdzie pojedynczy człowiek może źle wybrać, lecz szansa na to, że myli się 560 tysięcy ludzi jest już niewielka. Można zatem powiedzieć, że ludzie lepiej zarabiają, bo wytwory ich pracy są chętniej kupowane niż wytwory pracy innych ludzi i dlatego ci inni zarabiają mniej. Innymi słowy, każdy ma tyle, na ile wyceniło go (albo oceniło) społeczeństwo. Nikt bardziej nie powinien dbać o opinię mas niż polityk.
Wysokie zarobki, przy rozsądnej konsumpcji i inwestycjach są niewątpliwym źródłem zamożności. Chyba, że ktoś swoje dochody marnotrawi albo rozdaje. Głównym źródłem marnotrawstwa pieniędzy jest irracjonalna konsumpcja. I raczej tę, a nie wysokie dochody należy potępiać, choć z drugiej strony, wysoka konsumpcja jest źródłem zamożności osób wpływających na jej zaspokojenie. Co prawda, Jacek Kuroń dużo pił i palił, a premier Kaczyński wygląda na człowieka, który konsumuje dużo żywności, być może też i napojów, trudno założyć, że – przy cenach obowiązujących w ciągu ostatnich 15 – 20 lat i wysokich zarobkach – uniemożliwiło mu to wzbogacenie się. Prawdopodobnie jednak zarabiali mało, a jeśli nawet nie, to tym gorzej – wstrzemięźliwość w jedzeniu i piciu to przecież cnota. Czy brak cnoty może być powodem do dumy? Oczywiście, że nie, podobnie, jak – prowadzące niekiedy do pauperyzacji – straty na inwestycjach, choć statystyka uczy, że człowiek inwestujący systematycznie żyje lepiej niż ktoś, kto nie inwestuje. Mało prawdopodobne, by p. Kuroń czy premier Kaczyński byli inwestorami, a jeśli nawet, to marnymi.
Może zatem rozdali swe bogactwo biednym? Jeśli tak, to nie powinni być politykami. Bo polityk filantrop szkodzi gospodarce; karze bowiem tych, co pracują, a nagradza takich, którzy nie pracują. To nie jest dobry sposób motywowania narodu do rzetelnej, pożytecznej pracy, która jest jedynym źródłem dobrobytu. O wiele lepszy przykład daje ktoś, kto się dorobił i pokazuje innym jak to zrobić, nakłaniając ich do wysiłku, ryzyka, czy inicjatywy.

Jan M. Fijor
„różne” 2007-05-25

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. to_ja pisze:

    „Niechęć do bogactwa i jego moralna podłość wynikają najprawdopodobniej z przekonania, że ludzie bogaci to ludzie podli, źli”

    e, zbyt daleko idące uproszczenie. Raczej z tego, ze wsród bogatych znaczny procent ludzi doszedł do swojej fortuny przez jakieś niejasne interesy, w poczatkach finansowej kariery (szczególnie tyczy to Polski, gdzie dopiero teraz mamy okazję się pomału przekonywać, jak to z tymi początkami biznesów było), bo potem, jak sie już tych parę milionów ma, to już łatwiej być uczciwym 🙂

  2. Nataniel pisze:

    Ciekawie sie Pana czyta i nareszcie zastopowal Pan z krytyka Ameryki, jej produkcji zywnosci, motywacji, aglomeracji, kotletow schabowych, tudziez ryb tak doskonalych, jak nigdzie wiecej. I dobrze w koncu, ze staje sie Pan nie ekspertem od zywnosci, ale od idei i od polityki. Smieszylo mnie wtedy jak Pan tesknil do wegorza baltyckiego, potepiajac amerykanskiego i slusznie. Alle panska krytyka, amerykanskiego kotleta schabowego doprawdy smieszyla. Sto razy smaczniejszy od wegorza europejskiego sa te niesamowite filety z chodowlanego sumika hamerykanskiego. I co Pan na to?

  3. Wojciech Czarniecki pisze:

    W słusznej sprawie, nadmierny retusz.Tu chodzi o hierarchię wartości. A ocena ma źródło w doświadczeniu. Dla kogoś, kto przeżył całe życie w socjalizmie człowiek bogaty to ten co wyrwał najwięcej z wspólnego kotła kosztem innych. Natomiast wychowany w ameryce wie że bogaty ciężko pracując sam sobie skąpił, oszczędzając (pomijam fenomen „gwiazd”).

  4. Krzysiek pisze:

    Zwykle z przyjemnością czytam Pana felietony i najczęściej zgadzam się z tezami. Tym razem dorzucę swoje 3 grosze. Pomijając fakt, że w Polsce większość bogatych ludzi doszło do swojego stanu posiadania, nie za pomocą dobrych pomysłów i pracy ale przy pomocy znajomości i dojść do tzw. koryta jest jeszcze druga kwestia, czyli kwestia uczciwości. Z tego co mi wiadomo, a dość często ocieram się o środowisko biznesu, to najlepsze interesy robią Ci co najlepiej kłamią – można to oczywiście nazywać nie kłamstwem a umiejętnościami perswazyjnymi, negocjacyjnymi czy dyplomatycznymi, niemniej na zdrowy chłopski rozum logika wygląda to tak, że posługują się fałszywymi stwierdzeniami w celu uzyskania określonych posunięć drugiej strony negocjacji. Wystarczy zresztą obejrzeć jakąkolwiek reklamę – 99% to kłamstwa, mające przekonać ludzi do zakupów. Z drugiej strony w USA ludzie już przywykli do tego, że wszyscy nawzajem się okłamują – jest to naturalne i wszyscy do tego przywykli. Generalnie, pozostaje wybór – kłamać, najlepiej przy okazji wmawiając sobie, że to jest OK, albo biedować.

    Pozdrawiam
    K

  5. Jan M Fijor pisze:

    Zbsolutnie sie nie zgadzam; w Polsce wiekszosc doszla do pieniedzy ciezka i pomyslowa praca. Mniejszosc, ta z pierwszych stron gazet, to cwani etatysci, ale jest ich niewielu. Dla mnie ktos, kto zarabia na panstwie nie jest biznesmenem, czesto zas bywa oszustem.Takich ludzi jest jednak znakomita mniejszosc. I bedzie ich coraz mniej, bo czlowiek ktory biznes ukradl, a nie zbudowal, rzadko kiedy umie go prowadzic. .
    Pozdrawiam
    Jan M Fijor

  6. Jan M Fijor pisze:

    I jezcze jedno; ktos, kto w reklamie klamie naraza sie na to, ze bedzie ona nieskuteczna. Dopoki mamy wolnosc wyboru, wybieramy to, co dla nas jest korzystniejsze i nikt nam nie zmusi inaczej.
    JMF

  7. M.K pisze:

    Mieszkałem w 30tyś mieście i większość tutejszych bogaczy to byli komuniści którzy zalegalizowali skradzione pieniądze .

  8. SR pisze:

    Zgadzam się z Panem Fijorem. Trzeba pamiętać, że nic nie jest dane raz na zawsze, a praca jest źródłem bogactwa.Najczęściej jest to ciężka praca,bo najpierw trzeba uzyskać to bogactwo, a potem starać się, aby go nie stracić.Nie wspominając o ciągłej potrzebie zmian itd…itd…
    PS.Oczywiście zawsze znajda się „Vebleni”, bo nie da się ukryć, że wielu najbardziej boli prostactwo tzw.”nowobogackich”, którzy demonstrują swoje możliwości finansowe.

  9. Jan M Fijor pisze:

    Odpowiadam M.K. Jesli nie prowadzil pan badan, to na pewno nie wie, czy wiekszosc ludzi w 30. tysiecznym miescie to komunistyczni bogacze. Gdyby pan przczytal „Sekrety amerykanskich milionerow”, to by pan zrozumial, ze ludzie bogaci to nie ci, ktorzy wygladaja na bogatych, lecz ci ktorzy maja majatek. Co wiecej, prawdziwi bogacze nie afiszuja sie swoja zasobnoscia.
    Uklony
    Jan M Fijor

  10. M.K pisze:

    W 30tś mieście takie rzeczy po prostu się wie , wiadomo kto kilkanaście lat był dyrektorem przedsiębiorstwa a po zmianie ustroju kupił je na własność nawet pracownicy go poparli a w podziękowaniu wywalił ich na zbity pysk .

  11. JMF pisze:

    Moze i pan wie, kto byl dyrektorem i ukradl firme, ale nie wie pan ilu zwyklych ludzi, ktorzy byli betoniarzami, cieslami, weterynarzami etc,dorobilo sie majatku. Ludzie sie boja zawisci i ukrywaja swoja prawdziwa majetnosc.Takich jest znacznie wiecej.
    Uklony
    Jan m Fijor

  12. orchidea pisze:

    jestem osoba biedna brakuje mi kasy na zadbanie o siebie i naprawde brakuje mi pieniedzy .

  13. Jan M. Fijor pisze:

    Zeby zmienic skutek, trzeba siegnac do przyczyny. Dlaczego brakuje pieniedzy? Co zrobic, zeby miec pieniadze? Jakie jest ich zrodlo? Naprosciej jest isc do pracy. Byc rzetelnym. Pracowitym. Uczciwym. Nauczyc sie dobrego fachu. Chyba, ze ktos jest chory i niezdolny do pracy, wtedy musi pomyslec o innych sposobach. Nie znam sytuacji, nie wiem co pomoc. Pozdrawiam Jan m Fijor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *