Wprost recenzja

chat-dymki
12

Tygodnik „Wprost”, co prawda nie bezpośrednio, chętnie jednak określa się pismem liberalnym, przynajmniej liberalnym w gospodarce, a jeszcze chętniej za takie chce uchodzić w oczach Czytelników.
Kłóci się to nieco z pragmatyką gazety, która sprawia, że „Wprost” ma wyłącznie procesy przeciwko przedsiębiorcom, którzy wraz ze „służbami” są dla pisma winowajcami całego zła w Polsce. Z politykami radzi sobie dobrze. Nie udało się nawet wzniecić mojego konfliktu z Włodzimierzem Cimoszewiczem, a sprawa o „zniesławienie” pisma przez b. kandydata na prezydenta rozeszła się po kościach.
Przykładem „wprostowego” liberalizmu jest obecna zmiana frontu na prolustracyjny i przejście na pozycje sojusznicze z PiS, rzecz jasna przy równoczesnej krytyce przedsiębiorców, a nawet takich zwolenników kapitalizmu jak prof. Prof. Balcerowicz i Winiecki.
Od 5 miesięcy, a więc od ukazania się „Jak zostałem milionerem” leży w szufladzie kierownika działu „biznesowego” mini recenzja wspomnianej książki. Mimo iż w czasie kiedy książka powstawała, kiedy się ukazała, byłem współpracownikiem „Wprost”, mimo iż ojcem chrzestnym książki, dzięki któremu w ogóle ją napisałem, był Jan Piński, jeden z czołowych dziennikarzy gazety, a przede wszystkim pomimo tego, iż książka ma właśnie charakter liberalnej rozprawy z jojczeniem o socjal i innymi pomysłami ciężkiej lewicy rzekomo krytykowanymi przez „Wprost”, najpierw redaktor Piotr Gabriel, który „stracił więź z pismem i Czytelnikami”, a obecnie Stanisław Janecki, który nigdy takiej więzi nie stworzył, zakazali publikacji recenzji (Dlaczego? Bo nie!), dopisując się do grona wszystkich tych tytułów polskich pism, w których recenzja „Jak zostałem milionerem” – jak też każdej innej książki wydawnictwa Fijorr Publishing – nie może się ukazać ze względów pryncypialnych. Nawet Mises, de Soto, Bastiat, Rothbard czy Sowell są dla polskiej prasy zagrożeniem jej populistycznych korzeni.
Oto wspomniana (prywatna) recenzja książki, pióra Jana Pińskiego:

Jak zostać milionerem

Dlaczego jedni mają, a drudzy nie mogą związać końca z końcem? – na to pytanie stara się odpowiedzieć w autobiograficznej książce „Jak zostałem milionerem” nasz redakcyjny kolega Jan M. Fijor. O ile autorzy popularnych na Zachodzie podręczników doradzających „jak się wzbogacić” zwykle dorobili się na ich pisaniu, o tyle Fijor, publicystykę traktuje jako hobby, a prawdziwe pieniądze zarobił na handlu nieruchomościami w USA. Książka mimo, że napisana w lekkim stylu, przeplatana anegdotami jest tak naprawdę podręcznikiem wyjaśniającym działanie gospodarki. „Nie ten szewc będzie bogaty, który chce być, ale ten który robi dobre buty – przekonuje autor. Fijor nie tylko pokazuje jak bogacić się w kapitalizmie, ale także kompromituje socjalistyczne idee, pokazując w jaki sposób przedsiębiorcza jednostka może adaptować się do życia chorym ekonomicznym systemie jakim była PRL. Hit! (Jan Piński)

Jan M. Fijor
„Rróżne” 2007-05-25

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Jan M Fijor pisze:

    Od Wydawcy:

    W ciągu 5 lat działalności wydawniczej Fijorr Publishing, nie licząc wiernego i zawsze życzliwego Najwyższego czasu, ukazała sie. w mainstreamowej prasie polskiej tylko jedna recenzja książki wydanej przez nas. Chodzi o biografię miliardera, Feliksa Zandmana, zatytułowaną „Nigdy nie gaśnie nadzieja”, jaka – po wielkich trudach, bo Zandman jest wprawdzie Żydem, ale prokapitalistycznym – ukazała się w „Gzecie Wyborczej” dzięki autorytetowi Witolda Gadomskiego. „Wprost” zamieszczał wprawdzie kilka mini recenzji książek Fijorr, ale robił to raczej w celach prześmiewczych niż na serio. Nie żalę się, choć mówimy przecież o kilku arcydziełach myśli ekonomicznej.

    Ukłony
    Jan M Fijor

  2. Jan Piński pisze:

    Przykro mi, że muszę to napisać publicznie, ale napisałeś Janku nieprawdę. Nieznane mi są powody dla których wspomniana recenzja się nie ukazała, ale Twoje konkluzje są sprzeczne z faktami.

    Po pierwsze: tygodnik „Wprost” nie ma żadnych sporów sądowych z przedsiębiorcami, których jak sugerujesz gnębimy. Podaj chociaż jeden przykład takiego sporu. Nie ma w Polsce gazety (o sprzedaży powyżej 100 tys. sztuk), która walczyłaby konsekwentniej niż Wprost o obniżanie i uproszczanie podatków, tak więc „Wprost” nie pozuje na liberalne pismo, tylko takie jest. Niezgodna z prawem działalność tajnych służb rzeczywiście jest opisywana często na naszych łamach, ale na pewno nie bardziej niż np. w Najwyższym Czasie (tam piszą ogólnie, my staramy się podawać konkretne przykłady nieprawidłowości).
    Wprost nie zmienił frontu na prolustracyjny ostatnio, gdyż odkąd pracuje w tej gazecie (2001 r.) zawsze była prolustracyjna.
    Szokuje mnie nazywanie przez Ciebie prof. Balcerowicza zwolennikiem socjalizmu. Przy całym szacunku dla jego dokonań żaden kapitalista-liberał (a tak bywał określany prof. Balcerowicz) nie „schładzałby” gospodarki, gdyż jak dobrze wiesz my kapitaliści uważamy, że państwo nie powinno trzymać łapy z dala od gospodarki.
    Jeszcze bardziej zszokowała mnie Twoje stwierdzenie, że krytykujemy prof.Winieckiego. Zapewne masz na myśli to, że w jednej z ostatnich publikacji przypomnieliśmy jego opinie z lat 70, a także sprzedaż jego książek na Zachodzie w latach współczesnych. Tymczasem z Twojej wypowiedzi, można byłoby wysnuć wniosek, że krytykujemy go za prokapitalistyczne wypowiedzie czy teksty.

  3. Jan M Fijor pisze:

    Bije sie w piersi, wwoim komentarzem wylalem kielich goryczy na bogu ducha winnego ,red. Cielemeckiego (szefa dzialu biznesowego Wprost), ktory kazda moja publikacje przyjmowal z zyczliwoscia i uwaga. Przepraszam!
    Co do uwag red. Jana Pinskiego, bardzo zdolnego i zadziornego dziennikarza, to przeciez on sam bezlitosnie loil spolke J and S, czy Bartimpex, za co te mu wytaczaly kolejne powodztwa sadowe. Byc moze motywacja do takich atakow byla niechec wobec sluzb specjalnych, ale dla mnie atakowanie biznesu za to, ze dopasowuje sie do wymagan obowiazujacego systemu prawa, do srodkow liberalnych nie nalezy. Tym bardziej, gdy wlasciwie nie wiadomo, kto tu sluzba specjalna jest a kto nie jest.
    Atak na prof. Winieckim atakiem nie byl. Rozumiem. Wprost napisalo o nim wylacznie w trosce o prawde historyczna lat 70. Proponuje zatem opisac inne postaci, moze nawet z samej redakcji Wprost i ich dzialania w ;latach 1970. Mysle, ze bylby to rownoczesnie sukces czytelniczy.
    Pozdrawiam
    Jan M Fijor

  4. Jan M Fijor pisze:

    Zapomnialem dodac o prof. Balcerowiczu. Otoz, na samym poczatku mojego stazu we Wprost napisalem tekst o bankach centralnych i ich szkodliwym wplywie na gospodarke. Wysmiano mnie wrecz od czci i wiary. Skad nagle teraz atak na Leszka Balcerowicza za to, ze schladzal inflacje? Pryncypialnosc i pragmatyka zmieniala sie w tygndniku w zaleznosci od biorytmow kierownictwa. Choc musze przyznac, ze w sferze podatkowej bylo ono konsekwentne. Nie bylo natomiast zgody co do wydatkow, a podatki wlasnie od nich zaleza. Stad do liberalizmu jednak droga daleka.
    Jan M Fijor

  5. Jan Piński pisze:

    Zupełnie nie rozumiem treści Twoich postów Janku. Prof. Balcerowicza sam – zupełnie słusznie – wielokrotnie u nas w redkacji nazywałeś keynististą. Za to właśnie go krytykowaliśmy, a nie za „schładzanie inflacji”. Prof. Balcerowicz „schładzał gospodarkę”, a nie inflację. Liberalni ekonomiści usuwają państwo z gospodarki, a nie starają się coś schładzać czy podgrzewać.

    Nie masz również racji, że „bezlitośnie łoiliśmy spółkę J&S”. Otóż łoiliśmy kontrolowane przez państwo spółki PKN Orlen, Rafineria Gdańska (Grupa Lotos) i PERN, za nieprzejrzysty, wręcz zachęcający do korupcji sposób dokonywania zakupów ropy. Wyżej wymienione spółki, ani ich menedżerowie nigdy nie odnieśli się do stawianych przez naz zarzutów. A pozwy spółki J&S? No, cóż, uderz w stół, a nożyce się odezwę…W każdym razie jednym z ich agrgumentów w procesie jest to, że cena po której rafinerie kupują ropę nie wpływa na cenę paliwa, a więc nie mogą przepałać…

    Co do Bartimpeksu, to zupełne pudło. Żadnych procesów nigdy nie mieliśmy. Tak więc wylałeś kielichy goryczy nie tylka na red. Cielemęckiego…

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Jasiu, Nigdy nie uwazalem, ze Balcerowicz jest keynesista, lecz monetarysta, jak Milton Friedman. Gospodarki nie mozna schladzac. Mozna schladzac polityke monetarna, podaz pieniadza i kredytu, ktore nb. wplywaja na gospodarke. Jesli godzisz sie na istnienie banku centralnego, to musisz to akceptowac. Nie mam pretensji do nikogo, ze woli panstwo od biznesmenow. To zreszta nie jest przestepstwo, lecz brak roztropnosci. Natomiast dla ludzi mediow taka postawa jest korzystna; main stream media karmia sie tymi samymi tresciami, co aparat ucisku. Jakie to tresci, kazdy wie: Socjalizm i Piesc (w skrocie SiP, czy odwrotnie, juz nie pamietam). Pozdrawiam Jan M Fijor

  7. Jan Piński pisze:

    Tak nawiasem mówiąc Janku, czy nadal pracujesz dla „Zwierciadła” – gazety należącej do żony jednego z właścicieli J&S?

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Ja zawsze pracuje dla siebie, ewentualnie dla jakiejs sprawy, ktora jest mi bliska. W przypadku Zwierciadla propaguje tematyke finansow osobistych. Nic innego. czolko Jm Fijor

  9. Mirosław Cielemęcki pisze:

    Jasiu, nie chciałem komentowac publicznie twojego co najmniej dziwnego tekstu. Jednak wywołałaś mnie do odpowiedzi, a więc masz. Nie jest prawdą, że nie ukazywały się u nas recenzje twojego wydawnictwa. Recenzowaliśmy każdą, dosłownie, książkę. Powiem ci szczerze, że żadna z nich tak naprawdę nie zasługiwła na recenzję – ale nie z powodu merytorycznych zawartości, lecz z powodu skandalicznie niskiego poziomu wydawniczego. Takiej liczby błędów składniowych itp., a nawet ortograficznych trudno jest znależć w książkacvh, które ukazują się na naszym rynku, w takich choćby wydawnictwach jak Rebis lub Helion. Ty, zapewne ze znanych u ciebie względów oszczędnościowych, chyba zmninimalizowałeś wydatki na korektę i redakcję (a może nawet zupełnie je wyeliminowałeś). Dopuszczałem recenzje do druku tylko dlatego, że autorami książek byli zacni autorzy, jak Mieses, Rotbarth, de Soto (Jasiu masz szczęście, że oni, przynajmniej ci, którzy żyją, ani ich wydawcy z prawami do dalszego druku, nie wiedzą, jakiej dokonywales w tych tekstach masakry językowej). Jeszcze raz powtarzam, puściłem recenzje ich książek do druku, dlatego, że wbrew twoim insynuacjom, jesteśmy pismem liberalnym i uważam, że polscy czytelnicy powinni mieć dostęp do liberalnej literatury (nawet w tak marnych przekładach, jakie ty gwarantujesz).
    Co do ostatniej recenzji… Chcesz szczerości, to ją masz. Recenzja nie poszła do druku głównie dlatego, że książka pod względem językowym jest tylko trochę lepsza od wydań poprzednich książek twojego wydawnictwa. Kryterium, które zastosowaliśmy puszczając poprzednie recenzje nie zastosowaliśmy tym razem dlatego, że, przy całym dla ciebie szacunku, nie jesteś jednak ani Miesesem, ani Rothbartem, ani de Soto. Polski czytelnik naprawdę nie zubożeje bez tej twojej ostatniej książki. Przekonałem się do tego ostatecznie, gdy dowiedziałem się, że wystąpiłeś (jako milioner) w audycji telewizyjnej pewnego dziennikarskiego monstrum, które zasłynęło przede wszystkim jako pierwsza plagoatorka zarówno III jak i IV RP.
    A’propos naszej walki z przedsiębiorcami. Jasiu, przecież wiesz, że twoje oskarżenie jest bzdurą. Walczymy tylko z kilkoma tzw. przedsiębiorcami, którzy najlepiej czują się nie na rynku kapitalistycznym, lecz etatystycznym – i na nim osiągają swoje sukcesy.
    Jeśli chodzi o Cimoszewicza, to przypadkiem nie powiedz – Niech rzucą kamieniem ci, którzy s ą niewinni. Bo mam wrażenie, że dostałbyś kamieniem wyrzuconym przez ciebie. A zbyt bardzo cie lubie, żebym musiał oglądać krew na twojej głowie.
    Jasiu, mam nadzieję, że nadal pozostaniemy przyjaciółmi. Ale musisz pamiętać, że kto piórem wojuje (często zbyt sarmacko), ten może od tego pióra zginąć.

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Bledy zdarzaja sie, wlasnie z powodu oszczednosci. Przepraszalem za nie od pierwszych pozycji. Czasem jednak blad jest mniejszym zlem niz ignorancja, dlatego mimo ostrej krytyki z Twojej strony, nie przestawalem wydawac. Pozdrawiam Jan M Fijor P.S. Chcialbym jednak zebys mi wskazal jakis istotny blad w Tajemnicy kapitalu (de Soto), czy w wiekszosci wydanych przez nas ksiazek Misesa czy Rothbarda. Szkoda, ze dostrzegles w mej pracy tylko taki aspekt.

  11. Hen pisze:

    Pan z Cielecki nie czytal chyba ksiazki Fijora, bo by takich bzdur nie pisal. Tak zywo napisanej i tak pozytecznej ksiazki dawno nie czytalam. Szkoda,ze redaktor Wprost tego nie widzi.

  12. Ja się też wstawię za książką Janka! Od początku, gdy przeczytałem ją, zapragnąłem poznać Janka osobiście i to się udało, a zapewniam, że nie było odwrotnie! Błędy składniowe mam w głębokim poważaniu. Jestem inżynierem, nie polonistą. I szczerze mówiąc, interesuje mnie bardziej meritum i konkret niż piękne słowa. Jak będę chciał pięknej polszczyzny, to sobie Miłosza poczytam, a nie książkę ekonomiczną. Te zaś czytam z powodów zupełnie innych niż jakość języka.
    Jak to powiedział pewien rodowity Anglik, gdy kaleczyłem ten język jeszcze bardziej niż dziś: „this is not matter of language, this is matter of commucation”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *