Sprywatyzować dorsza

chat-dymki
12

Mieczysław C., rybak z Łeby ma do Unii żal. Komisarze ds. rybołówstwa kazali mu kutry remontować, sprzęt doinwestować, załogę doszkolić – zapożyczył się, łodzie wyremontował, doinwestował, załogę wyszkolił. I po co to wszystko? – pyta – skoro dzisiaj zabraniają mu łowić.

Dorsz to w Bałtyku jedyna ryba, na której można zarobić. To być albo nie być polskiego rybołówstwa, bez którego – uważają rybacy z Łeby – rybołówstwo sprowadzone zostanie do roli swoistego folkloru.

Żeby nie zabrakł

Rzeczniczka europejskiego komisarza ds. ryb, pani Mireille Thom z pasją argumentuje: „Nie wolno łowić więcej dorsza, bo się go wyłowi i nie zostanie nic dla przyszłych pokoleń. Polscy rybacy łowią za dużo. Złamali kwoty połowowe dorsza, złamali okres ochronny na tę rybę. Wyszli w morze, mimo iż od 9 lipca 2007 Komisja Europejska im na to nie pozwala.”
I za to polskich rybaków ma spotkać kara. We wschodnim Bałtyku, czyli głównie na wodach polskich, dorsza w tym roku łowić już nie wolno. Jeśli Polacy się nie zastosują, zakaz zostanie przedłużony na przyszły rok. Jeśli i to nie pomoże, skończą się dopłaty do produkcji ryb. Protesty na nic się zdadzą. Kropka! Komisja Europejska – tłumaczy, już łagodniej, komisarz ds. rybołówstwa, Joe Borg – nie ma nic przeciwko polskim rybakom. Chodzi nam tylko o przyszłość dorsza. Żeby go nie zabrakło.
Mimo to polscy rybacy uważają, że to nie jest słuszne wyjście.

W czym wół lepszy?

Argument o przyszłych pokoleniach i ogołacaniu gatunków jest nośny. Jeśli będziemy łowić takim tempie – martwią się ekolodzy, a z nimi większość zwykłych ludzi – ryb zabraknie nawet dla nas. Od 10 lat światowe połowy są ograniczane kwotami połowowymi (i zakazami. Prócz administracji związanej z ochroną środowiska, jak grzyby po deszczu powstają organizacje poza rządowe i prywatne instytuty ds. ograniczania połowów: Fish Protection Society, Marine Stewardship Council, Preston Angling Club, Salmon Wild (ograniczająca połowy łososia), aktywne są tradycyjnie Greenpeace, Sierra itp. Problem w tym, że to jest w zasadzie jedyne narzędzie ochrony rybostanu i konsumpcji ryb. Zamiast wzorować się na produkcji wołowiny czy drobiu, gdzie nikt przy zdrowych zmysłach nie zakazuje hodowli na rzecz przyszłych pokoleń, ekologowie i regulatorzy rybołówstwa ograniczają się niemal wyłącznie do restrykcyjnych kwot połowowych i zakazów jak ten na wschodnim Bałtyku. A przecież akwenów na kuli ziemskiej jest piętnastokrotnie więcej niż łąk i pastwisk. Jeśli czegokolwiek miałoby zabraknąć, to raczej paszy dla parzystokopytnych, niż wody dla ryb. A więc może nie trzeba aż tak restrykcyjnej polityki. Może jednak rybacy mają rację!

Rozwiązanie

Drogowskazem może być stara, bo licząca ponad 7500 lat hodowla ryb i skorupiaków. Mimo iż rozwija się energiczniej dopiero od 10 – 15 lat, akwakultura odpowiada już za prawie jedną trzecią produkcji ryb pochodzi z gospodarstw hodowlanych. Potęgą w produkcji krewetek stała się Korea Południowa, gdzie do niedawna skorupiaki te były rarytasem. Z hodowli pochodzi blisko 65 procent światowej konsumpcji łososia, 40 procent krewetek, jedna trzecia małż, a nawet homary głównie z Nowej Zelandii, Kanady, Peru oraz akwenów Zatoki Meksykańskiej, czy Nowej Anglii (USA). I nie chodzi tu wcale o gospodarstwa słodkowodne. Coraz więcej farm rybnych znajduje się na pełnym morzu. Szacuje się, że przy obecnym tempie ich wzrostu już za 20 lat blisko 80 procent produkcji owoców morza pochodzić będzie z hodowli. Co prawda dziki łosoś i okoń morski kosztuje od 6 do 10 razy więcej niż ich hodowlany kuzyn, ale konia z rzędem temu, kto jest w stanie różnicę między nimi wychwycić, a jeszcze rzadziej: komu ona przeszkadza. Karłowata wersja prywatyzacji morza, znana jako individual transferable quotas (ITQ) zwiększyła połowy ryb w Nowej Zelandii i Australii pięciokrotnie. Zdaniem Michaela Markelsa z Ocean Farming, Inc. ryb, skorupiakowe i innych owoców morza dzięki prywatyzacji byłoby do 2000 razy więcej! Przy niewielkich nakładach tylko połowy dorsza można by zwiększyć…dwustukrotnie, przy czym jego hodowlana cena spadłaby trzykrotnie.
W czym więc problem? Przeszkodą jest niemal całkowita nacjonalizacja akwenów, stąd w rybołówstwie obowiązuje filozofia na poły rabunkowa: wyłowić, zarobić, po nas choćby potop. Jest ona skutkiem braku właściciela łowisk. Gdyby na akwenach obowiązywał wolny rynek i takie samo prawo własności, jak w przypadku łąk i pastwisk, ryb, czy nawet tanich homarów by nie zabrakło. Współczesny rybak nie liczy się z tym, co stanie się z rybą za lat 10 czy 30. Gdyby był właścicielem akwenu, lub jego udziałowcem, myślałby długofalowo. Zarybiał, prowadził planowe łowienia, dokarmianie, nawożenie i chronił przyszłe pokolenia. Tak jak robi to właściciel łąki, na której pasie się stado byków czy owiec.
Zamiast więc ograniczać połowy należałoby raczej sprywatyzować państwowe, czyli bezpańskie łowiska. Dorsza na nich nie zabraknie. Problem w tym, że ani Joe Borg, ani unijna administracja ds. rybołówstwa takiej alternatywy nie biorą pod uwagę. Najwyższy czas dać im dobry przykład. Pomożemy w ten sposób rybakom, ale przede wszystkim sobie.

Jan M. Fijor
„” 2007-09-27

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Andrzej pisze:

    Troche nie bardzo mi sie chce wierzyc w argumenty Unii. Wiem ze nieograniczonymi polowami mozna wytepic jakis gatunek. Ale bez przesady.
    IMO takie unijne regaluacje maja inny cel. Mianowicie utrzymanie wysokiej ceny. Po to zeby mogl sprzedawac dorsza nie tylko polski ale i niemiecki rybak. Tak samo jest z limitami (np. mleka) w rolnictwie.

  2. JM Fijor pisze:

    Na pewno ostatecznym argumentem w sprawie owocow morza jest to, ze zabraknie ich dla przyszlych pokolen, czyli ze wylowimy za duzo. I ja podaje rozwiazanie, ktore jest mozliwe, tanie, praktyczne i skuteczne.
    pozdrawiam
    Jan M Fijor

  3. Mikeon pisze:

    Taka juz jest unia europejska. Socjalizm, gospodarka sterowana, plany 6-cio letnie i inne wynalazki.
    Jak mozna jednoczesnie popierac wolny rynek i UE? To sa 2 sprzecznosci.
    Niech sobie kazdy wyborca PO odpowie na to pytanie, jezeli zdola.

  4. Witold Dopierała pisze:

    Szanowny Panie Fijor.
    Chcę imuszę Pana przeprosić. A mianowicie pozwoliem sobie ze strony będącej Pana własnością skopiować fragment tekstu Murraya Rothbartda. W ferworze dyskusji na stronie St. Michalkiewicza nie zdążyłem Pana poprosić o wyrażenie zgody. Oto ten fragment:

    Lecz jakie są szanse na sukces? Oddajmy głos Rothbardowi:

    W najszerszej i najdłuższej perspektywie libertarianizm zwycięży ostatecznie, ponieważ on i tylko on jest kompatybilny z naturą ludzką i świata. Tylko wolność może zapewnić człowiekowi dostatek, spełnienie i szczęście. W skrócie, libertarianizm zwycięży, ponieważ jest prawdziwy, ponieważ jest właściwą drogą postępowania dla rodzaju ludzkiego, zaś prawda ostatecznie wyjdzie na światło dzienne (…) Mamy obecnie systematyczną teorię; przychodzimy w pełni uzbrojeni w naszą wiedzę, przygotowani do przekazania naszej wiadomości i zawładnięcia wyobraźnią wszystkich grup społecznych. Wszystkie inne teorie i systemy zawiodły: socjalizm wszędzie znajduje się w odwrocie (…); liberalizm (czyli, w Ameryce, socjaldemokracja – przyp. tłumacza) uwikłał nas w mnóstwo nierozwiązywalnych problemów; konserwatyzm nie ma do zaoferowania nic poza sterylną obroną status quo. Wolność w świecie współczesnym nigdy nie została w pełni sprawdzona; teraz libertarianie proponują spełnić amerykański sen i światowy sen o wolności i dostatku dla wszystkich.

    Przepraszam i proszę o wymierzenie mi kary. Ośmielam się mieć nadzieję na złagodzenie kary, w wyniku mojej skromnej zasługi, że na tejże stronie St. Michalkiewicza dwu albo trzykrotnie Wzmiankowałem zachęcająco o Pańskiej stronie.
    Pozostaję w poczuciu winy i w nadzieji wybaczenia
    Witold Dopierała – bilan7

  5. Jan M. Fijor pisze:

    No problem! pozdrawiam jm fijor

  6. szturman pisze:

    To nie o to w tym dorszowym byznesie chodzi. Komisja stwierdzila, ze Polacy baltyckiemu dorszowi i sledziowi ublizali od najwczesniejszych lat. Dorsz sie wstydzil, dorsz popadal w kompleksy tudziez w gleboka i beznadziejna rozpacz. To spowodowalo, ze dorsz przestal sie poruszac, tracil checi do zycia i przestal sie rozmnazac. A przy tym byl wulgarnie dennymi wlokami odlawiany, a nie dobrym slowem, karma i modlitwo dobrowolnie zwabiany. Po tych tragicznych objawach Komisja Europejska powolala Specjalna Komisje do Ratowania Lawic Polskich Dorszy. Po dlugoletnich Badaniach w Europejskim Instytucie do Spraw Dorsza i Sledzia stwierdzono, ze powodem zaniku dorsza i sledzia w Baltyku jest nizsza kultura codzienna Polakow, w ktorej to rozpanoszyla sie pogarda dla dorsza taka oto kulturowa ekspresja „Jedzcie Dorsze Bo G…owno Gorsze”, co zdolowalo Dorsza do granic ekstyncji(wymarcia). Sledziowi tez Kultura Polska nigdy nie sluzyla, bo wszedzie go sie w tam poniza, a jednym z wielu przykladow jest ludowa piesn o slowach „a witaj sledziu solony. Jeszcze nie wymoczony o cholewe pier….dolniety i juz zjedzony…. Poprosmy wiec Ojca Rydzyka i naszego prezydenta, aby modlami, cudami, podsluchami przywracali godnosc dorszowi i szacunek sledziowi.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Slowe: O godnosc dla dorsza! pozdrowko Jan M Fijor P.S. Jestem na Karaibach. Sa tu pyszne ryby, ale tylko kilka dorownuje dorszowi. Jem tu tylko sea food wiec wiem co pisze. Smacznego!

  8. PianistaOdPaniMiry pisze:

    Alez, Panie Janie co sie staloooo? Nacjonalistycznie od polskiej wieprzowiny i wolowiny, nie czul Pan nic smaczniejszego tutaj w Hameryce ha ha ha..I gdzie sie Pan, Panie Janku podzieeeewa.. I nie badz Pan, na Rany Chrystusa, Kwasniewskim

  9. Szturman pisze:

    Karaiby, Majorka, a kogo na to stac w Hameryce. Trza zapierd….ac w Dominican Republic, kupujac hektary i liczac na ewentualne zyski. Nie ma to jak dziennikarz, ktoren za redakcyjne pieniadze sieje i nie wiadomo kiedy zniwem zbierze…..

  10. Jan M. Fijor pisze:

    Redakcja, ktora placi za moje podroze jest moja wlasnoscia. Zasialem, zebralem i za sprzedane zbiory pojechalem w swiat. Co w tym zlego? jmf

  11. Nataniel pisze:

    Wciaz to poczucie altruistyznej winy, Panie Janie. Nie winie, ale pozdrawiam i podziwiam za rozwijajaca sie panska, tutaj strone

  12. Szturman pisze:

    Zawadzil Pan o baltyckiego Dorsza. Smiem twierdzic, ze wiecej bylo na prl-wskich stolach tego z Morza Polnocnego, z Morza Norweskiego, z amerykanskich i kanadyjskich, Wschodnich wybrzerzy George’s Bank.Komunistyczna tj. Pegorowskie Rolnictwo wtedy rujnowalo rolnictwo do granic wymarcia, gdzie wtedy naszla Przednia Mysl, ze jak zgliszcza tutaj to trza eksploatowac gdzie sie da. I dlatego Stocznia Gdanska, taka miala renome w bloku komunistycznym, bo specjalizowala sie w budowie rybackich przetworni, ktore dziesiatkowaly rybostan na Morzu Polnocnym, w rejonie Subanktartycznym, u Wybrzerzy Ameryki Polnocnej i Kanady.Gierkowska ideologia nazywala ten stan rzeczy, bodajze badaniami Poludniowych przestworzy, gdzie Hegeliowski Entelekt mial rzekomo tworzyc wszystko z niczego, tak jak w chrzescijanskich cudach. Niestety, eksploatacje Subantarktycznych Wod, okazaly sie za drogie, co m.inn. powalily Komunistyczna Gospodarke.. Z Serdecznymi Pozdrowieniamidla Pana Fijora, co to zdradzil Kraj gdzie, moze jeszcze nie calkowita Wolnosc, ale przynajmniej nadzieja Owej. A poki co to zycze wlascicielowi tej strony samych sukcesow, w czasie kiedy Wolny Rynek czeka nie tylko na Baltyckiego Sledzia tutaj, ale rowniez i na Zajebiste Wolnorynkowe Texty, gdzie „Man is an End in himself”. 73 dla wlasciciela, czyli w marynarskiej grafii kodu Morse’a – Serdeczne Pozdrowienia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *