Godziwy zysk

chat-dymki
14

Uczestniczyłem niedawno w programie telewizyjnym Elżbiety Jaworowicz „Sprawa dla reportera”, poświęconym dramatycznym losom lokatorów pewnego śląskiego wieżowca, który rodzina miejscowych cwaniaków kupiła za grosze.

Celem zakupu było odsprzedanie mieszkań zamieszkujących wieżowiec lokatorom po wielokrotnie wyższej cenie. Ci z nich, którzy nie chcieli się na wykup zgodzić, mieli zostać brutalnie wyeksmitowani. Gościem programu był minister Zbigniew Wassermann, który w trakcie dyskusji uznał, że choć nabywcy wieżowca, kupując budynek tak tanio, formalnie przestępstwa nie popełnili, postąpili jednak nagannie, osiągając zysk niegodziwy, co zdaniem ministra Wassermanna powinno być ścigane prawem.

Czy można mówić o zysku godziwym? Co to takiego? Ile taki zysk wynosi? Czy zysk wyższy od godziwego jest szkodliwy?
Dla większości zwykłych zjadaczy chleba zysk godziwy utożsamiany jest z enigmatyczną sprawiedliwością społeczną, stąd bardziej jest on kategorią moralną niż ekonomiczną. Zresztą ekonomia nie zajmuje się oceną moralną ludzkiego działania, lecz jego skutkami. Nie każdy jednak to rozumie, stąd zwolennicy mieszania ekonomii z moralnością uważają, że istnieje taki poziom zysku, który moralny (godziwy) nie jest. Podawane są tu różne liczby. Najczęściej jest to 20 procent. Na tyle wyceniają zysk godziwy, Ryszard Bugaj i ks. biskup Piotr Jarecki. Ich zdaniem, każdy zysk wyższy od 20 procent jest traktowany jako niegodziwy.
Zanim odpowiemy sobie na pytanie, czy 20 procent to naprawdę zysk godziwy, spróbujmy się zastanowić, co to w ogóle znaczy, że zysk jest godziwy, albo i nie jest?
Zysk godziwy – nawet jako kategoria moralna – w potocznym rozumieniu tego terminu nie ma ścisłej definicji. Jest on bowiem rozumiany subiektywnie. Inną stopę zysku zaakceptuje ktoś, kto chce kupić bilet od konika na film „dla zabicia czasu”, a inną ktoś, kto chce obejrzeć zawody, w których startuje jego najstarszy syn. Jednakże nawet tak subiektywnie rozumiany termin (godziwy zysk) posiada element obiektywizmu. Jest nim wolność wyboru. Zysk godziwy to taki zysk, przy którym obie strony – sprzedająca i kupująca – gotowe są zaakceptować oferowane warunki bez jakiegokolwiek przymusu. Przez przymus rozumiem tu prowadzenie interesów pod groźbą, w warunkach oszustwa, przy braku wyboru, z manipulacją, z wprowadzeniem w błąd czy przy zmianie warunków umowy w trakcie jej egzekwowania. A zatem, ktoś kto uczciwie żąda ode mnie zapłaty za produkt czy usługę, na których osiąga zysk wyższy od – uchodzących za godziwe – dwudziestu procent, a ja to akceptuję, wówczas on osiąga zysk godziwy. Opowiadał mi kiedyś, nieżyjący już Marek Grechuta, że sprzedał w ZSRS, szantażowanej przez mafię kobiecie, swoje amerykańskie dżinsy za cenę dziesięciokrotnie wyższą niż były one warte. Mimo iż osiągnął zysk z pozoru niegodziwy, uratował jej życie, gdyż dzięki tym dżinsom mogła się mafii wykupić.
Panu Wassermanowi kryterium wolność wyboru nie wystarczy. Minister uważa, że jeśli nawet wszystkie strony transakcji dobrowolnie akceptują jej warunki, a warunki te są – jego zdaniem – „niegodziwe”, to powinno wkroczyć prawo i transakcję tę unieważnić lub skorygować.
Załóżmy nawet, że minister Wassermann ma rację, dlatego zobaczmy do czego sprowadziłaby się jego interwencja. Przykład (prawdziwy): producent kieliszków wytwarza kieliszki po 20 groszy i zarabia na nich niegodziwie, bo aż 300 proc. Kieliszki przez niego sprzedawane są w cenie 80 groszy każdy. Załóżmy teraz, że zmusimy producenta do marży 20 procentowej, czyli godziwej, ale wówczas zniknie u niego motywacja do starania się o minimalizację kosztów produkcji, co wymaga z jego strony np. dłuższej i cięższej pracy, większej ilości wiedzy i kapitału, i dlatego wyniesie on (koszt produkcji kieliszka) nie 20 groszy, lecz 1 zl. Dodajmy do tego 20 procent zysku godziwego i mamy cenę; 1,20 zł, a więc o połowę drożej niż przy zysku niegodziwym. Co z tego, że mamy godziwy zysk, skoro cena produkt jest niegodziwie wysoka. Nie zawaham się napisać, że przy takiej różnicy każdy by wolał dać zarobić producentowi niegodziwie.
Doszliśmy do absurdu; godziwość wywołała niegodziwość. Dlaczego tak się stało? Dlatego, że człowiek nie ocenia dóbr w kategoriach ostatecznych, absolutnych tylko w zależności od okoliczności, w jakich się one zdarzają. Szklanka wody może kosztować 10 groszy, ale może niekiedy i 10 zł. Wszystko zależy od sytuacji – na pustyni, po 3 dniach bez płynów zapłacimy za nią jeszcze więcej. Czy to niegodziwość? Oczywiście, że nie, gdyż alternatywą rezygnacji z kupna tak drogiej wody może być śmierć, która jest jeszcze bardziej niegodziwa.

Zysk niegodziwy w warunkach wolnego rynku, wolnej konkurencji nie istnieje. Ludwig von Mises przestrzega biznesmenów w Human action przed interesami przynoszącymi nadmierny (wyższy od średniego rynkowego) zysk. Każde przedsięwzięcie cieszące się wyższym od statystycznego powodzeniem gwałtownie przyciąga konkurencję, która w oczekiwaniu wysokich zysków powiększa podaż, prowadząc tym samym do spadku zysków. Biznes, jak ćma do światła, zlatuje się do okazji.
Murray N. Rothbard pisze w Ekonomii wolnego rynku, że w warunkach wolnego wyboru i konkurencji, ceny produktów i usług wyrównują się. Jeśli nie nastąpi to automatycznie, poprzez transakcje wymiany, do wyrównania doprowadzą spekulanci i arbitrażyści. Jeśli któryś z nich zauważy, że ceny nieruchomości w Berlinie są znacznie wyższe niż w Warszawie, odciągnie inwestorów z rynku warszawskiego na berliński, wskutek czego ceny w Warszawie wzrosną, a w Berlinie spadną. Jeśli w Grudziądzu ktoś wystawi na sprzedaż fabrykę kiełbas, najwyższą cenę zapłaci za nią ten, kto potrafi najlepiej i najtaniej produkować w niej wędliny. To samo dotyczy wieżowców.
W warunkach wolnego rynku nabycie „za grosze” budynku, który łatwo można sprzedać za cenę dziesięciokrotnie wyższą byłoby najprawdopodobniej niemożliwe. Taki budynek na licytacji osiągnąłby cenę równą swej wartości i to tej najwyższej, którą zapłaciłby profesjonalny spekulant nieruchomościami lub kamienicznik.
Czy wobec tego na wolnym rynku nie ma okazji? Oczywiście, że są. Nie każdy je jednak dostrzeże. Nie dla każdego będą to okazje. Okazje trafiają się osobom dobrze znającym rynek, dobrze przewidującym, posiadającym kapitał, a także takim, które lepiej tolerują ryzyko.
W ostatnich latach PRL cena działek budowlanych w Wilanowie czy w Pyrach, a więc w najdroższych dzielnicach Warszawy, nie przekraczała 3 dolarów za metr kwadratowy. W porównaniu z dzisiejszą ceną 150 – 300 dolarów za metr kw. to grosze, a mimo to bardzo niewielu ludzi odważyło się wtedy inwestować w parcele w Wilanowie czy Pyrach. Kilkanaście lat temu kupowałem na licytacji grunty rolne na terenie dawnych Prusów, ze zdziwieniem stwierdzając, że jestem jedynym oferentem. Chętnych na ziemię nie było, bo wtedy panowało przekonanie, że te ziemie i tak wrócą do Niemców. Ja o tym nie wiedziałem i odważyłem się. Dzisiaj grunta kosztują 25 razy więcej. Obecna cena plantacji rolnych w Zimbabwe jest od 10 – 20 razy niższa niż 10 lat temu, a mimo to brak chętnych do jej kupowania, bo to grozi śmiercią lub kalectwem wskutek panującego tam terroru. Są jednak tacy, którzy nie zważając na panujące warunki ryzykują. Jeśli im się uda, powiemy, że dostrzegli okazję. Jeśli nie – zmówimy „Wieczny odpoczynek”.

Niegodziwego zysku w warunkach wolnego rynku nie da się osiągnąć, bo przeszkadza w tym konkurencja, która za to samo zadowala się mniejszym zyskiem. Szacuje się, że sprawny biznesmen osiąga w warunkach wolnej konkurencji zysk od 10 – 12 procent rocznie, przed podatkiem. Jak to możliwe, że wspomniana rodzina, kupując wieżowiec tanio, osiągnęła na nim zyski kilkusetprocentowe, czyli „niegodziwe”?
Przyczyny mogą być w zasadzie dwie:

– kupno obciążone było ogromnym ryzykiem, którego nikt inny podjąć nie chciał, co jest mało prawdopodobne, bo chętnymi do wykupu lokali byli chociażby ich aktualni lokatorzy;
– i bardziej prawdopodobne, transakcja odbyła się poza wolnym rynkiem.

Gdyby wieżowiec sprzedawano na wolnym rynku, chętnych do jego nabycia byłoby wielu. Trudno przypuszczać, że na Śląsku tylko jedna rodzina dostrzegła w nim potencjał. Jeśli ponadto cena wywoławcza była aż tak atrakcyjna, oferenci podnieśliby ją do poziomu gwarantującego średni zysk rynkowy. Najprawdopodobniej, transakcja kupna wspomnianego budynku nie odbywała się na wolnym rynku, czyli na otwartej aukcji, lecz poprzez tajemnicze układy i układziki. Taka transakcja bardziej przypomina rabunek niż kupno. Trudno więc mówić o zysku. To był raczej łup.
Pod osłoną monopolu państwa, które wybranym nabywcom może stworzyć szczególne warunki, dokonano rabunku własności publicznej, czyli niczyjej. Jeśli więc minister Wassermann sprzeciwia się istnieniu niegodziwych zysków, niech spowoduje, aby rząd doprowadził do masowej, wolnorynkowej prywatyzacji majątku znajdującego się (jak niegdyś omawiany wieżowiec) w rękach państwa. Nie dość, że poprawi ona skuteczność wykorzystania tego majątku, to na dodatek dostanie się on w posiadanie tych, którzy zapłacą za niego najwięcej. A skoro tak, najbardziej będą o niego dbać, chroniąc przy tym interes lokatorów, z myślą o których buduje się domy czynszowe.

Jan M. Fijor
„różne” 2007-05-28

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Krzysztof Młody pisze:

    1)
    -Świat jest dobry
    -Wszyscy ludzie na Ziemi są mądrzy, uczciwi,zacni,godni zaufania…..
    szczególnie ci wykształceni.
    Większość dorabia się majątku w sposób etyczny.
    2)
    -Świat jest zły
    -Wszyscy ludzie na Ziemi mają mentalność Pana Smolena
    -Wszyscy wspólnicy oszukują…..
    -Wszyscy ludzie bogaci dorobili się majątku w sposób co najmniej nieuczciwy.

    Kiedy czytam Pana publikacje mam wrażenie ,że mimo gorzkich doświadczeń upiera się Pan przy promowaniu Świata numer 1 🙂

    Przyjemnie jest żyć w takim świecie.

    Pozdrawiam
    Krzysztof Młody

    Ps. Wszyscy moi Wspólnicy , byli i aktualni to fantastyczni ludzie .

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Nie bierze pan pod uwage czynnikow zewmnetrznych, jak np. fatalne prawo, preferujace lobuzow, albo zwalniajace z odpowiedzialnosci darmozjadow i obibokow. Mimo wzystko uwazam, ze swiat, zeby przezyc musi byc sobie zyczliwy. I tak w rzeczywistosci jest, gdyby nie panstwo, ktore wzamaga agresje i wspiera zachowania aspoleczne. Uklony Jan m Fijor

  3. Sławomir Staszak pisze:

    Poprzednio pomyliłem się- teraz mniej więcej będzie dobrze:)

    Def. pojęcia „niegodziwy zysk”:

    Ktoś osiąga niegodziwy zysk wtedy, gdy w drugim człowieku budzi się chora zazdrość, zawiść, z powodu tego, że to nie jemu udało się kupić tanio i sprzedać drogo.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Super! To jest prawda. Zreszta caly socjalizm i mowienie o niesprawiedliwosci ma swoje zrodlo w tepej zazdrosci, zawisci i braku ochoty do samodzielnej pracy. Pozdrawiam goraco Jan M Fijor

  5. Krzysztof Młody pisze:

    ,,Jan M. Fijor odpowiedział:
    Nie bierze pan pod uwage czynnikow zewmnetrznych, jak np. fatalne prawo, preferujace lobuzow, albo zwalniajace z odpowiedzialnosci darmozjadow i obibokow. Mimo wzystko uwazam, ze swiat, zeby przezyc musi byc sobie zyczliwy. I tak w rzeczywistosci jest, gdyby nie panstwo, ktore wzamaga agresje i wspiera zachowania aspoleczne.,,

    Tak ma Pan rację ,to wszystko prawda (szczególnie -życzliwy świat).
    Tylko dla mnie paradoksem jest to ,że Pan to napisał.Pan – twardy góral… .
    1)Jakoś nie mogę sobie przypomnieć władzy która swoim obywatelom zapewniła warunki rozwoju porównywalne z komfortem w puchu łabędzim 🙂
    2)Czy patrząc na zmieniające się władze,prawo,modę,okoliczności możemy powiedzieć,że będą zanikały zjawiska,które Pan wymienił…….. ,
    Czy to możliwe ,że na topie utrzyma się dłużej nasz ulubiona opcja ?
    4),,Sytuacja materialna większości ludzi jest li tylko rezultatem włożonej przez nich pracy wysiłku i rozsądku,,
    3)Dla mnie godziwy zysk to taki,który pozwala przynajmniej utrzymać rodzinę 🙂
    4)Jestem ciekaw Pańskiej opinii o teorii – godziwy zysk występuje w przypadku wygrana-wygrana 🙂

    Pozdrawiam
    Krzysztof Młody

  6. Sławomir Staszak pisze:

    Pan Krzysztof Młody napisał:

    „Dla mnie godziwy zysk to taki,który pozwala przynajmniej utrzymać rodzinę”

    Niestety jest to rozumowanie komunistyczne.
    Przede wszystkim to nie zysk jest godziwy, tak jak o krześle nie można powiedzieć, że jest uczciwe czy szlachetne. Nawet krzesło elektryczne nie jest ani godziwe ani niegodziwe. Czy
    pistolet, z którego bandyta zabija człowieka jest niegodziwy?- Czy zysk ma duszę i po właściwym (godziwym) się wytworzeniu idzie do nieba?- Jak żyję o takim zysku nie słyszałem. Prawda jest taka, że godziwy lub niegodziwy może być tylko człowiek.
    Godziwy człowiek postepuje uczciwie, szlachetnie i jako taki nie wytwarza godziwego zysku, tylko godziwie wytwarza
    zysk.
    Z godziwie wytworzonym zyskiem mamy do czynienia wtedy, gdy przy jego wypracowywaniu nie zostały naruszone przykazania: „Nie zabijaj”, „Nie kradnij”, „Nie pożądaj rzeczy bliźniego swego”.
    Jeśli więc pisze Pan, że „godziwy zysk to taki,który pozwala przynajmniej utrzymać rodzinę”, to co będzie w sytuacji, gdy sam Pan nie będzie w stanie wytworzyć takiego zysku?- Zmusi Pan innych, aby Panu „pomogli” go osiągnąć?-
    Wymusiłby Pan na innych odpowiedni dla siebie zysk?- Nie wiem jak dla Pana, ale dla mnie to kradzież klasyczna. Równie dobrze mógłbym wejść do sklepu i zażądać
    sprzedaży samochodu po cenie o 30% niższej, bo na wyższą np. nie jestem w stanie zarobić.
    Krótko o umowach:
    Kupiłem towar za 100 zł i sprzedałem za 150 zł. Zawarłem więc dwie umowy i wypracowałem zysk. Jeśli umowa została zawarta przez wszystkie strony zgodnie i dobrowolnie, a powyższe przykazania Dekalogu nie zostały w związku z tą umową naruszone, zysk został wypracowany godziwie. Przy rozważaniu o tym, czy określony zysk powstał w sposób godziwy czy niegodziwy, wogóle nie bierzemy pod uwagę jego wysokości tylko sposób jego powstania.

  7. Sławomir Staszak pisze:

    Ostatni przykład uprościłem niesamowicie, ale już nie mam czasu go rozwijać. Dodam tylko, że przy określonej umowie mój zysk moze być wypracowany w sposób godziwy, a mojego kontrahenta już nie. Jeśli natomiast wiedziałem np. o jego nieuczciwości zwiazanej z osobą trzecią a dotyczącej tej określonej umowy, mój zysk też będzie niegodziwy…
    Niegodziwie postepuje również rząd narzucając warunki umowy, Zresztą wszystko da się wyprowadzić od powyższych 3 przykazań.

  8. JMF pisze:

    Mlody piszac o zysku mial na mysli dochod. Zysk to marza osiagnieta na kapitale, zwrot na inwestycji. .

    Uklony
    Jan M Fijor

  9. Krzysztof Młody pisze:

    O Matkoooo !!!
    1)Jakim cudem wyszło mi,,rozumowanie komunistyczne,, …..tfu zgiń przepadnij….
    2)Zgoda co do przykazań – one prostują nasze drogi.
    3)Młody jak to wszyscy młodzi -nie do końca wiadomo co też miał na myśli 🙂
    ,ale ciąg myślowy na końcu,którego Młody
    najpierw wymusza ,a potem kradnie nie przypadł Mu do gustu….. .
    4)Po raz kolejny dostałem dowód na to,że umowy na piśmie
    to fantastyczny wynalazek,bo okazuje się ,że tym samym pojęciom nadajemy czasem odmienny sens.
    5)Bingo!!!JFM był najbliżej.
    6)Młodego przyciągnęło to miejsce z powodu niezależnego spojrzenia gospodarza na świat . Bezmyślne zgodne gęganie wszystkonajlepiejwiedzących przekaziorów jest dla Młodego dobijające.
    7)Panie Janie czy jest szansa na to by Fijor Publishing wznowiło na terenie RP
    wydawanie pisma ,,Kobieta,, ?
    Pozdrawiam
    Krzysztof Młody

  10. Sławomir Staszak pisze:

    W tym przypadku nie ma znaczenia czy p. Krzysztofowi chodziło o dochód czy zysk. Najważniejsze jest to, co się kryje za słowem „godziwy”.
    Ja rozumiem je tak:
    Jeśli przymiotnik „niegodziwy” oznacza: haniebny, nieuczciwy, niehonorowy- i może być przypisany tylko człowiekowi- to przez „godziwy” powinniśmy rozumieć: uczciwy, honorowy, szlachetny- również mając na myśli człowieka, bo tylko ludzie takie cechy mogą posiadać.

    „Godziwy dochód” brzmi dla mnie tak samo negatywnie jak „godziwy zysk”

    Pan Krzysztof Młody miał zapewne na myśli godziwy jako odpowiedni, wystarczający, bez zabarwienia roszczeniowego. Ja po prostu nie nadaję temu słowu takiego znaczenia. Nigdy nie mówię w ten sposób- byłoby to mylące, zwłaszcza w dobie szalejącego socjalizmu.

    To samo z pytaniem p. Krzysztofa:
    „Jestem ciekaw Pańskiej opinii o teorii – godziwy zysk występuje w przypadku wygrana-wygrana :)”

    Tu też wypadałoby, aby autor pytania uściślił o co chodzi, bo:

    1. Jeśli zawrę dobrowolnie umowę z kasynem, obstawiając w ruletkę kolor czarny i niestety nie trafiając, to niewątpliwie będzie to moja przegrana.
    1:0 dla kasyna, czyli wygrana- przegrana. I będę z tej umowy niezmiernie niezadowolony. Być może nawet będę wymyślał sobie od głupców. Finansowo będzie to oczywista porażka.

    Jednak zawarłem umowę dobrowolnie, nikt mnie do tego nie zmusił, podjąłem ryzyko , bo tego chciałem, i jestem zadowolony z tego, że nikt mi takiej transakcji zawrzeć nie zabronił, mimo że być może będę żałował, że zagrałem. W tym sensie będzie to niewątpliwie remis, czyli wygrana- wygrana.
    Tyle w skrócie, ale wiadomo o co chodzi.

    Pozdrawiam serdecznie
    Sławomir Staszak

  11. Andrzej Pilipiuk pisze:

    khm… u schyłku komuny średnia płaca wynosiła ok 15$ czyli można było za to kupić ok 5m2 gruntu w wilanowie. To kto niby miał to robić – skoro wiekszość ludzi żyla od pierwszego do pierwszego?
    Obecnie za przeciętną płacę można kupić tej ziemi jeszcze mniej ok 2-3 m2. CZYLI SŁA NABYWCZA pieniądza w stosunku do ziemi NIE ULEGŁA ZMIANIE a wręcz spadła.

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Ja mialem 15 tysiecy dolarow w PKO SA i moglem kupic. Nie kupilem, bo sie balem, nie wierzylem, ze komuna padnie, nie mialem wyobrazni. Znam jednak rodzine, ktora kupila w owym czasie 1 hektar ziem iw Pyrach (zaplacili 20 tysiecy dolarow), za ktory dzisiaj zyja trzy pokolenia. Wartosc tez ziemi: 2 mln dolarow. 100 razy wiecej. Dzisiaj za przecietna place (1000 dol.) mozna kupic ok. 5 – 10 m kw. ziemi, czyli mniej wiecej tyle samo co wtedy. Uklony Jan M Fijor

  13. Marek Bernaciak pisze:

    Wspaniale, że znalazłem tę stronę. Miałem doła dziś, bo znowu dyskutowałem o „godziwości” działalności gospodarczej.
    Bronię Pana postawy i zgadzam się, że to zewnętrzne czynniki (np. brak informacji o przetargu – częsta przyczyna zaniżonych cen), pozwala na zakup po zbyt niskiej (w stosunku do rynkowej) cenie. Ale tak, jak Pan tu mówi, jest to wtedy rabunek, nie transakcja rynkowa.

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Miłośnicy wolnego rynku łączcie się i ośmieszajcie antyrynkową bandę (komunę! Leje pan miód ma moje skołatane serce! Pozdrawiam JM Fijor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *