Zimna wojna

chat-dymki
5

Od pierwszych dni transformacji ustrojowej, czyli już od 18 lat, bezrobocie jest niewątpliwie największym problemem kraju. Plagą, która spędza sen z powiek polityków wszystkich szczebli. Dlatego stają na głowie, żeby bezrobocie zwalczyć. O ich poświęceniu świadczy chociażby ilość ciał, organizacji i inicjatyw, których celem jest walka z bezrobociem. Tak się w tej walce zapamiętali, że nie zauważyli, iż to nie bezrobocie, lecz brak rąk do pracy stał się problemem.

Szwedzki koncern Stena z siedzibą we Wschowej ma problem ze znalezieniem 35 osób chętnych do pracy w miejscowej fabryce – informuje Panorama Leszczyńska. Mimo, że firma obiecuje godziwe – jak na warunki wschowskie – wynagrodzenie i docelowo stałą umowę o pracę, a dla najlepszych szkolenia w Szwecji, mimo iż nie wymaga się od kandydatów jakichś szczególnych kwalifikacji, do pracy nikt się specjalnie nie rwie. Czy oznacza to, że powiat wschowski, jako pierwszy w Polsce poradził sobie z problemem bezrobocia? Powiat, który jeszcze rok temu zaliczany był do tzw. zagłębia bezrobocia, gdzie populacja ludzi bez pracy sięgała 21 procent i była jedną z największych w kraju?
Skądże znowu! Brak ludzi do pracy we Wschowej nie jest równoznaczny ze zlikwidowaniem tam bezrobocia. W kwietniu br. Wojewódzki Urząd Pracy w Zielonej Górze informował, iż w powiecie jest wciąż bez pracy 2.155 osób (Wschowa – 1.265 osób, Sława – 565 osób, Szlichtyngowa – 325 osób).
W trzydziestotysięcznym Zakopanem, gdzie oficjalne bezrobocie wynosi ok. 900 osób, tylko w gastronomii i hotelarstwie czeka na chętnych co najmniej 800 miejsc pracy. Drugie tyle znalazłoby zatrudnienie w handlu, budownictwie i innych usługach. W Trójmieście, w stolicy, Krakowie i Poznaniu, ilość miejsc pracy i ludzi pozostających formalnie bez pracy utrzymuje się od dwóch lat na, mniej więcej, stałym poziomie. Odkąd otwarto granice i Polacy mogą pracować w krajach Unii, brakuje nam nie tylko lekarzy, pielęgniarek, czy informatyków. Poszukiwani są hydraulicy, krawcy, szklarze, stolarze, fryzjerki, masażyści, kierowcy, operatorzy maszyn ciężkich, a nawet ludzie bez kwalifikacji, byle z ochotą do pracy.
Mamy jednocześnie najwyższe bezrobocie w Unii i najniższy procent ludzi czynnych zawodowo. Na jednego Polaka pracującego, który na niepracujących łoży, przypada ok. 1,2 Polaków niepracujących. Nie dość tego, o prawo do wcześniejszej emerytury (za którą zapłacą podatnicy) ustawiają się w pogotowiu strajkowym: nauczyciele, kolejarze, tramwajarze, pracownicy zatrudnieni na wolnym powietrzu, a nawet akrobaci cyrkowi i kaskaderzy. Już wcześniej takie prawo zagwarantowano: górnikom, hutnikom, policjantom, strażakom i przedstawicielom parudziesięciu innych zawodów.
W czasie majowego posiedzenia Towarzystwa Ekonomistów Polskich zastanawiano się nad tym, co zrobić, żeby zaktywizować ludzi do pracy. Co prawda, ekonomiści przyznali że sprawy idą w dobrym kierunku, bowiem zmniejszono już wysokość zasiłków dla bezrobotnych, wielu z nich było zdania, że nadal „potrzebna jest pilnie odpowiednia polityka społeczna”, która zachęci Polaków do pracy.
Jak wytłumaczyć istnienie sprzeczności, która kosztuje miliony ciężko pracujących Polaków miliardy złotych, zbieranych im beztrosko przez rządzących?
W warunkach wolnego rynku i konkurencji, zarówno bezrobocie, jak i brak rąk do pracy nie istnieją. Jeśli ludzi jest za dużo, praca tanieje (zarobki spadają), jeśli jest ich za mało, drożeje. W Polsce coś takiego jest niemożliwe. Dlaczego? Bo prawo pracy na to nie pozwala. Ustalono na przykład absurdalnie wysoką płacę minimum. Uniemożliwia ono zatrudnienie ludzi, którzy nie są w stanie wyprodukować tyle, ile prawo nakazuje im zapłacić. Idą więc na bezrobocie. Działaniem sprzyjającym powstawaniu bezrobocia są także utrudnienia w zwalnianiu z pracy złych pracowników, wysokie podatki nakładane na pracodawców, którym bardziej opłaca się kupić maszynę i zastąpić nią pracę człowieka, czy wymogi licencyjne, sprzyjające tym, których na licencję stać kosztem tych, których na nią nie stać.
Zamiast uwolnić pracę ludzką od regulacji i pozostawić ją dobrowolnej umowie między pracodawcą a pracownikiem, państwo czyli politycy stają na głowie, aby wywołać problem. Politycy żyją bowiem z problemów. Jeśli jest nim bezrobocie, kasują od obywateli podatki na walkę z bezrobociem. Jeśli niedobór rąk do pracy, kasują na aktywizację zawodową. Część z tych pieniędzy idzie na rozwiązanie problemu. Większość jednak pozostaje w kieszeniach polityków, którzy o to wszystko dbają. Dzisiaj w Polsce obie te grupy żyją obok siebie. Co więcej, toczy się między nimi zimna wojna.
Bojownicy frontu walki z bezrobociem dwoją się i troją, żeby poprawić statystyki bezrobocia, z którego przecież żyją. Muszą być czujni. Nie daj Boże, poślą przez omyłkę wszystkich do pracy, sami będą musieli jej szukać. Walka z bezrobociem trwa tak długo, jak długo istnieje samo bezrobocie. Dlatego równocześnie z brakiem ludzi do pracy, rosną rzesze urzędników rejonowych urzędów pracy, symulujących walkę o zatrudnienie. Część z nich, ci z większą wyobraźnią i bardziej uczciwi, w obliczu sytuacji takich jak opisana we Wschowej czy w Zakopanem, próbuje się przefarbować na „aktywizatorów”. Jest im ciężko, bo przełamanie stereotypów jest trudne. Można jednak mieć nadzieję, że już wkrótce także i oni zaczną zbierać żniwo braku rąk do pracy. Będą działać, walczyć, będą się starać, szkolenia organizować, konferować, jeździć w delegacje zagraniczne, promować i motywować, aż wykończą tych, którzy na to wszystko łożą i znowu zacznie się dobry czas walki z bezrobociem oraz dyskusje nad tym, jak to Zachód jest winien przeklętemu losowi naszej biednej, ukochanej Polski.

Jan M. Fijor
„Puls Leszna” 2007-05-31

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Sławomir Staszak pisze:

    A propos bezrobocia: Rząd chce walczyć z handlem ulicznym…
    http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,4189986.html
    … w imię bohaterskiej walki z bezrobociem.

    A tutaj wredny proimperialistyczno- prokapitalistyczny punkt widzenia na ten temat wstrętnego (tfu) liberała:
    http://trygon.pl/modules.php?name=News&file=article&sid=6&mode=&order=0&thold=0
    Przy okazji pozdrawiam wszystkich ulicznych spekulantów.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    To jest skandal, jak taki spasiony sukinsyn ze strazy miejskiej pastwi sie nad staruszka sprzedajaca pumeks i sznurowki. To, co ta wladza wyczynia – rzekomo w imie porzaddku i bezpieczenstwa – przypomina najlepsze wzorce NSDAP. Uklony Jan M Fijor

  3. cybernetyk pisze:

    witam pracuje w zakladzie kamieniarskim w warszawie.i co rusz słyszę na cmentarzach , gdy konkurencja namawia mnie abym przeszedl do niej lub chociarz podeslal kazdą ilość nawet niewykwalifikowanych tylko z ochota do pracy pozdrawiam.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Bo te 2,5 mln bezrobotnych jest zajetych swoim bezrobociem. Reszta musi ich utrzymywac tylko po to, by cyniczni politycy, inna grupa obibokow, miala zapewniony elektorat. Z tym trzeba wreszcie skonczyc. Pisac listy do poslow i senatorow z pogrozkami, ze jak tego nie zmienia, to przestaniemy na nich glosowac. Inna sprawa, ze nie ma alternatywy do glosowania i oni to wiedza. Slowem: kanal! Kanal La Manche – rzecz jasna. Uklony Jan M Fijor

  5. Lech pisze:

    Czy nie widzicie,kto we władzy jest bardziej nadrzędny? Politycy,czy nadrzędni biurokraci?I kto tu rządzi?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *