List

chat-dymki
5

Jest to list do do prof. dr hab. Andrzej Gaberle, Kierownika Katedry Kryminologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, będący znakomitą ilustracją problemów opisanych w „Zasadach bezpiecznego biznesu” opublikowanych ponad rok temu przez Fijorr Publishing.
Redakcja

Szanowny Panie Profesorze!

Z wielkim zainteresowaniem wysłuchałem, przeczytany mi jako niewidomemu, Pański artykuł w Gazecie Wyborczej z dnia 6 lipca 2007 roku (nr 156/5464) pt. „Areszt na zamówienie”. Zainteresowanie moje było spowodowane tym, że od kilku lat, jako bezpodstawnie przetrzymywany w Areszcie Śledczym na Montelupich 7 w Krakowie, interesuję się tą tematyką. Pański artykuł porusza bardzo istotne problemy związane z powszechnym obecnie w Polsce wykorzystywaniem aresztu niezgodnie z prawem przez prokuratorów, którzy wskutek rozporządzeń i wytycznych Ministra Sprawiedliwości nadużywają swoich uprawnień, wykorzystując asekurację – „przyklepujących” wszelkie prokuratorskie wnioski – sądów.

Nie ukrywam, że wyjątkowe zainteresowanie tym artykułem wywołało u mnie Pana nazwisko. Otóż mój młodszy syn oraz szwagierka zostali tymczasowo aresztowani na pierwsze trzy miesiące w dniu 11.07.2001r w charakterze zakładników urzędowego terrorysty, jakim niewątpliwie jest prokurator Marek Wełna, wówczas prokurator Prokuratury Okręgowej w Krakowie, przez asesora Sądu Rejonowego dla Krakowa Śródmieście … Jarosława Gaberle.

Opis tragedii mojej oraz mojego syna, również Jarosława, której doświadczył on między innymi dzięki nieodpowiedzialnemu postanowieniu młodego asesora, jeśli się nie mylę Pańskiego syna, zawiera pismo procesowe z dnia 2.08.2007r, skierowane do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu, które pozwalam sobie przesłać Panu Profesorowi w załączeniu.

Mam jednak nadzieję, po zapoznaniu się z Pańską wykładnią prawa w obszarze aresztów tymczasowych, a zwłaszcza wobec aresztów stosowanych w obecnej Rzeczypospolitej na zamówienie lub dla kariery patologicznych, chorych mentalnie prokuratorów, że ta zbieżność nazwisk jest przypadkowa, i że młody asesor Jarosław Gaberle, który „przyklepał” bezpodstawnie i niezgodnie z prawem areszt tymczasowy dla mojego równie młodego syna Jarosława,studenta, nie jest ani Pana synem ani krewnym. W przeciwnym razie moje doświadczenie wzbogaciłoby się o wiedzę, dlaczego naukowcy z zakresu prawa tak biernie przypatrują się dewastacji wymiaru sprawiedliwości, rozpoczętej w latach 2000-2001, kiedy Ministrem Sprawiedliwości był Lech Kaczyński, który dzięki opinii „skutecznego szeryfa” został Prezydentem Rzeczypospolitej.

To bardzo niedobrze, że „przyklepywanie” aresztów spada na barki i sumienia młodych asesorów, tym bardziej że starsi koledzy sędziowie rozpatrując zażalenia na te postanowienia lub podejmując zgodnie z procedurą prawną postanowienia w sprawie przedłużenia wcześniej zastosowanego w postępowaniu przygotowawczym aresztu cynicznie też je „przyklepują”, nie chcąc wtrącać się do sprawy zapoczątkowanej przez młodego asesora. I podejrzany dalej siedzi, gdyż siedział w areszcie wcześniej, więc musiał coś nabroić. Jak głosiły postanowienia również sędziów Sądów Apelacyjnych, na ocenę zasadności merytorycznej aresztu przyjdzie pora podczas rozprawy głównej. Taki układ, w jakim zawodowo dojrzewają młodzi asesorzy, a w którym w postępowaniu przygotowawczym (a i później również) sądami rządzą patologiczni prokuratorzy, z pewnością powoduje złamanie kręgosłupa moralnego u tych młodych sędziów. Potem jako pełnoprawni sędziowie są spolegliwi każdej władzy, a ich wyroki często nie mają nic wspólnego ze sprawiedliwością. O to właśnie chodzi każdej władzy, przejściowej bo kadencyjnej, lecz gdzie jest głos protestu pedagogów akademickich, w sytuacji gdy ich profesorskie zasady wpajane podczas studiów tym adeptom wymiaru sprawiedliwości są brutalnie niweczone przez kolejne ekipy znajdujące się przy władzy. Chodzi mi głównie o głos dotyczący funkcjonowania sprawiedliwości w naszym kraju, a nie o głos w obronie pozycji korporacji sędziów.

Moje załączone pismo procesowe skierowane do Sądu Apelacyjnego we Wrocławiu jednoznacznie wykazuje, jak wielkie szkody społeczne i moralne powodują sądy „przyklepujące” wnioski chorych mentalnie i niekompetentnych prokuratorów, takich jak Marek Wełna i Rafał Babiński, występujących o zastosowanie aresztu tymczasowego „wydobywczego” wobec niewinnych ludzi. Pismo to ilustruje niezwykłą patologię w polskim wymiarze sprawiedliwości, w którym dominuje i ustala reguły z pozycji siły korporacja prokuratorska, a nie niezawisłe sądy i pracujący w nich sędziowie. Zdecydowanie brakuje w naszym systemie sędziów śledczych, którzy zapewnialiby podstawową kontrolę nad działaniami prokuratorów, tak jak to jest w zachodnich demokracjach. Obecnie u nas urzędy prokuratorskie pozbawione są jakiejkolwiek kontroli obywatelskiej. Urzędy prokuratorskie są ustawowo uwłaszczone i ukierunkowane bieżącą polityką resortu sprawiedliwości a politycy postawili je ponad prawem. Generowane zasadne zarzuty wobec konkretnych prokuratorów o ewidentne łamanie prawa, np. przestępstwa przeciwko wymiarowi sprawiedliwości, sprowadzane są przez asekurujących ich kolegów do sprawy przekroczenia uprawnień z art.231 §1 KK, która jest następnie umarzana. Odwołania składane do prokuratora nadrzędnego i do sądu nie dają żadnych rezultatów, gdyż nikt zarzutów nie rozpatruje merytorycznie.

Moje pismo procesowe nic nie załatwi w mojej sprawie, jednak nie mogłem nie zareagować na to, że sędzia Sądu Rejonowego po latach prowadzenia przewodu sądowego chce wykorzystać moment nowelizacji art.25 KPK dla uniknięcia odpowiedzialności za wynik procesu, którym z pewnością musiałby się narazić urzędowi prokuratorskiemu.

Urzędy Prokuratorskie stały się SB-cją IV RP, gdyż realizują zasadę rządzenia poprzez powszechne zastraszenie społeczeństwa. Spokojni mogą być tylko ci co nic nie robią, i to tylko do czasu, gdyż mogą być wykorzystani jako świadkowie-zakładnicy. Urzędy prokuratorskie stosują bezprawie w czystej postaci, jak pisze Pan Profesor w artykule, stosują one nawet praktyki znacznie gorsze niż były stosowane w PRL. Mogę to wykazać na własnym przykładzie. Otóż w styczniu 1983 roku zostałem aresztowany jako pełnomocnik firmy polonijnej pod zarzutem spekulacji, która obecnie znana jest jako zwykły handel. Sprawa miała ogromny wymiar polityczny, gdyż Czesław Kiszczak 4 marca 1983r. referując w Sejmie ustawę o spekulacji wymienił tylko moją firmę i to jako największego spekulanta PRL. Do celi dostarczono mi gazetę z sejmowym referatem Cz. Kiszczaka z komentarzem, że teraz to już na pewno zgniję w więzieniu. Jednakże po półtora roku zostałem zwolniony z aresztu, następnie zostałem uniewinniony, zaś prokurator wojewódzki Andrzej Wallner, który mnie aresztował w 1983r., został wyrzucony z Prokuratury na skutek mojej skargi złożonej do Prokuratora Generalnego PRL. Było to możliwe, gdyż prokuratora podlegała tzw. kontroli społecznej, realizowanej przez – patologiczną pod innymi względami – „przewodnią siłę narodu”. Jako bezpodstawnie więziony w PRL doczekałem się sprawiedliwości, natomiast moje pismo procesowe wskazuje, że obecnie nie mogę na to liczyć. Przekonuje mnie o tym tryb rozpatrywania składanych przeze mnie zawiadomień o popełnieniu konkretnych i udokumentowanych przestępstw przez prokuratorów Marka Wełnę i Rafała Babińskiego z Krakowa. Śledztwa wszczynane w oparciu o moje doniesienia są najczęściej umarzane bez wglądu merytorycznego w sprawę przez jednoinstancyjne Sądy Rejonowe, w oparciu o gołosłowne, jaskrawo nieprawdziwe argumenty prokuratury nadrzędnej. Wszystkie dotychczasowe sprawy przeciwko tym prokuratorom, mimo że solidnie udokumentowane ze wskazaniem ewidentnych dowodów winy, są umarzane w wyniku powszechnie panującej w resorcie sprawiedliwości korupcji służbowej, stosowanej w ramach lojalności korporacyjnej dla osiągnięcia korzyści osobistych, w tym awansów służbowych. Ta korupcja służbowa praktycznie uniemożliwia ukaranie przestępców urzędowych, nawet gdy otwarcie stosują zwykły terroryzm urzędniczy, fałszują i preparują dowody, czy bezprawnie dewastują legalne podmioty gospodarcze.

Arsenał represji stosowanych przez patologicznych funkcjonariuszy publicznych nie ogranicza się do aresztów tymczasowych dla wymuszenia zeznań. Jak wskazuję w załączonym piśmie procesowym, represje te mają postać:
1. niszczenia opinii poprzez pokazowe publiczne zatrzymania, tak jak to miało miejsce w przypadku mojego młodszego syna, czy medialnie nagłośnionej sprawy doktora G.
2. bezpodstawnej i niezgodnej z prawem dewastacji legalnych podmiotów gospodarczych, polegającej najczęściej na gwałtownym zaborze mienia i dokumentacji firmy, jak to miało miejsce w przypadku m.in. PHU VIT-2 Sp. z o.o., doprowadzając je do zaprzestania działalności gospodarczej, co powoduje straty wielkiej wartości i jest przestępstwem z art.282 KK, zagrożonym karą więzienia do lat 10,
3. niszczenia zdrowia represjonowanych osób, tak jak w moim przypadku. Doszło do spowodowania u mnie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu w postaci ostatecznego oślepienia. Do takich tragicznych skutków przyczyniają się czynnie dyspozycyjni i służalczy w stosunku do urzędów prokuratorskich biegli sądowi i urzędnicy więzienni, w tym więzienni lekarze. W moim przypadku taką bardzo negatywną rolę odegrała dr Elżbieta Skupień z Katedry Medycyny Sądowej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego, która na polecenie prokuratury wypowiedziała się na temat choroby moich oczu, jaskry, choć jest specjalistą kardiologiem. Jej spolegliwe opinie umożliwiły przetrzymywanie mojej osoby w areszcie tymczasowym aż przez 27 miesięcy, doprowadzając mnie do ostatecznego oślepienia.

Powszechność tych represji w obecnej Polsce jest ogromna, gdyż ponadto powszechnie są stosowane :
 pokazowe i medialnie nagłaśniane rewizje w miejscu zamieszkania,
 uciążliwy dozór policyjny,
 zatrzymanie paszportu,
 zajęcie majątku firmowego i osobistego, zwłaszcza samochodów i komputerów,
 psucie opinii w środowisku i w miejscu pracy.

Cały ten arsenał represji, bazujący na kodeksowych narzędziach zabezpieczających prawidłowość postępowania przygotowawczego, w rękach przestępczych prokuratorów jest niebezpieczną w skutkach bronią niszczącą niewinnych oskarżanych ludzi, w tym osób wykorzystywanych w charakterze zakładników. Resort Sprawiedliwości tak spektakularnie zabierający się za służbę zdrowia, często myląc akty wdzięczności pacjentów ze zwykłą korupcją, nie jest w stanie sam oczyścić się ze zjawiska korupcji służbowej, powszechnie panującej w tym resorcie. Na drugim biegunie znajdują się Trybunały Europy z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka na czele. Wyroki Trybunałów, razem z wyrokami Trybunału Konstytucyjnego RP, nie zmienią szybko polskiej smutnej rzeczywistości. Dokonać tego mogą polskie sądy, wyrokujące codziennie w tysiącach spraw, wśród których znajdują się sprawy moje, wyżej wspomniane. Pana artykuł w Gazecie Wyborczej jest zjawiskiem pozytywnym, gdyż krytyka polskiego wymiaru sprawiedliwości nie może płynąć tylko z wokand europejskich Trybunałów. Szkoda tylko, że takie głosy jak Pański pojawiają się rzadko i raczej wywołują dystansowanie się czytelników od tych obszarów życia społecznego. Edukacja prawna naszego społeczeństwa jest na zastraszająco niskim poziomie, na czym zresztą żerują nie tylko korporacje prokuratorskie, lecz również adwokackie. Uczelniane wydziały prawa, a trochę ich mamy w kraju, nie powinny liczyć na efektywną inicjatywę edukacyjną i krytyczną ze strony często populistycznie podchodzących do omawianego tematu redakcji gazet i redaktorów, nie mówiąc już o politykach, samych często niedouczonych w tym zakresie.

Przepraszam, że pozwoliłem sobie na te powyższe przemyślenia, wynikające bezpośrednio z moich doświadczeń i doznanych krzywd. Nie jest to absolutnie próba obrony w toczących się sprawach przed sądami, w których biorę czynny udział. Tak niestety traktują moją aktywność urzędnicy wymiaru sprawiedliwości, a nawet moje najbliższe otoczenie. Mam już 73 lata, jestem ciężko chorym inwalidą I grupy, niewidomym, a jednocześnie nie jestem karany sądownie, mimo wielokrotnych bezpodstawnych prób, mimo że ponad cztery lata łącznie przetrzymywany byłem w najostrzejszym więzieniu, jakim jest areszt śledczy, najpierw w PRL w latach 1983-1984, a następnie w latach 2000-2003, będąc do wyłącznej dyspozycji, jak rzecz, przestępczych prokuratorów z Prokuratury Okręgowej w Krakowie. Mam szczęśliwą rodzinę i zapewniony – choć trudny ze względu na moje kalectwo – byt na starość. Nie chodzi mi o obronę własnej osoby.

Ze względu na wyjątkową patologię, której przykładem jest przestępcze śledztwo prowadzone przeciwko mnie przez niekompetentnych w sprawach gospodarczych i chorych mentalnie prokuratorów Marka Wełny i Rafała Babińskiego, postanowiłem mimo swojego wieku i ciężkiej sytuacji zdrowotnej walczyć z tą coraz groźniejszą dla polskiej demokracji SB-cją IV RP. Wymiar sprawiedliwości osaczony został rozporządzeniami i wytycznymi wcześniej Lecha Kaczyńskiego a obecnie Zbigniewa Ziobro i w efekcie obserwujemy wyjątkową nieporadność niezawisłych sądów, rozpatrujących akty oskarżenia, które tak jak w moim przypadku, są klasycznym przykładem matactwa prokuratorskiego.

Moje przemyślenia na bazie konkretnych doświadczeń staram się wykorzystać w formie opracowań analitycznych na konkretne tematy, takie jak ,np. :
 niszczenie legalnego biznesu poprzez kryminalizację działalności gospodarczej,
 karanie bez osadzenia poprzez represje i matactwa prokuratorów w trakcie śledztwa i przed niezawisłymi sądami,
 firma w areszcie czyli bezpodstawne dewastacje podmiotów gospodarczych,
 państwo w państwie, czyli prokuratorska korporacja bezkarnych, itp.

Zamierzam opracowania te publikować w formie artykułów prasowych, wydawnictw książkowych oraz w witrynie internetowej. Mam za sobą pierwsze udane publikacje, które, przez wzgląd na moich synów, napisałem pod pseudonimem Wiktor Rębacz,.

Na zakończenie pragnę podkreślić, że tekst Pańskiego artykułu „Areszt na zamówienie” zrobił na mnie duże wrażenie, jako na doświadczonym człowieku, znającym ten problem od podszewki. Jest on w swej treści całkowicie zbieżny z moimi spostrzeżeniami i przemyśleniami.

Leszek Szlachcic
„” 2007-08-13

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. ryskan pisze:

    Czytałem wspomnianą książkę o zasadach bezpiecznego prowadzenia biznesu w Polsce. Ale to nie jest ważne. Co się zmieniło, że Pan Leszek postanowił się zdekonspirować? Już się nie boi o dzieci?

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Idzie na calosc w walce z opresorami i chce wykorzystac ksiazke jako material dowodowy. Uklony Jan M Fijor

  3. Sławomir Staszak pisze:

    Ten list to kolejne potwiedzenie tego, że demokracja to system, w którym prawie wszystko jest na niby.
    W monarchii absolutnej król po prostu wprowadza prawo, a sądy je realizują tak , jakby to robił sam władca. I jest to normalne i naturalne.
    Natomiast w demokracji rządzący politycy, lawirują jak szczury, aby przy istnieniu tzw. „niezawisłości sądów”, (której nie ma nigdzie na świecie i nigdy nie było nawet za dawnych czasów w USA) wymiar sprawiedliwości wydawał wyroki, podejmował decyzje wedle ich mniemania najlepsze.
    W demokracji zasada „niezawisłości sądów” oczywiście być musi- zawsze to jakieś marne zabezpieczenie- gdyż jeśli by jej nie było, to tak jakby sądy wydawały wyroki nieobliczalnego schizofrenika posiadającego dość pokaźną kolekcję osobowości.
    Króla tyrana, wariata, można ostatecznie otruć, ale nie można przecież wytłuc demokratycznej większości, tworzącej swoisty sztuczny i „chory umysłowo” (jeśli można tak powiedzieć) organizm zwany „Ludem”.

  4. Mariusz pisze:

    Czytałem książkę (bardzo dobrą!) P.Rębacza i do dziś, po roku prawie od lektury jestem przerażony tym, jak można człowieka z inicjatywą traktować. Nie należę do ludzi na tyle odważnych, aby mając rodzinę ryzykować bycie współczesnym „spekulantem”, czyli po prostu człowiekiem prowadzącym swoje przedsiębiorstwo, dlatego męczę się na etacie w prywatnej firmie. Jej właściciel też musiał ją na podstawionego „słupa”, gdyż jest kryminalistą, bo poprzednią działalność zjadły podatki. I tak dobrze, że nie siedzi, ale jego oficjalne zarobki nie mogą przekraczać kilkuset złotych, jako że resztę bierze komornik. Nie może też mieć nic na własność (mieszkanie, samochód). Podziwiam takich ludzi jak autor powyższego artykułu i książki. Mam znajomych w Urzędzie Skarbowym, ZUS-ie i w Urzędzie Miasta, których punkt widzenia jest niesamowicie uwarunkowany punktem siedzenia – petent jest dla nich z założenia podejrzany, dopóki nie udowodni swojej niewinności. A to dobrzy skądinąd ludzie. Pozdrawiam w tym miejscu wszystkich odważnych, z P.Fijorem na czele.
    Mariusz

  5. Jay West pisze:

    Do dalszych rozważań, trzeba jednak po prostu brać pod uwagę uwarunkowania, że – mimo obecnych perturbacji – czeka nas prosta kontynuacja. Tytułem przykładu „dowodu” na takie myślenie polecam: „a PiS i tak wygra
    [ukazalo sie na: http://www.abcnet.com.pl // w Radio Pomost, USA // swkatowice.mojeforum.net

    NA POTĘGĘ CHCĄ JENO KOMISJI!
    Napisał Krzysztof Plechicki
    piątek, 17 sierpień 2007
    DLACZEGO „NASI DEMOKRACI” TAK SIĘ BOJĄ WYBORÓW? . Odpowiedź na tak, jak w tytule postawione pytanie nasuwa się sama. Jeśli rzekomi „demokraci” boją się wyborów (a wybory dla Demokracji, to niczym woda dla ryby), to zapewne tylko dlatego, że nie mają zbyt wielkich szans, szans – wszystko na to wskazuje – aby je wogóle wygrać. I stąd ten wstręt do wyborów. (Za PRL-u, PZPR-u nie było takich dylematów, dla naszych różnej maści deklarowanych „demokratów”). I chcą teraz opozycyjni Panowie Posłowie i Panie – „tylko” różnych komisji.
    LiS ma swoje powody. Po wyborach zarówno Nawiedzeni, jak i Przestępcy – przestają istnieć. Dosłownie. Do Sejmu nikt nie zamierza już ich kiedykolwiek wybierać.
    LiD ma swoje powody. Trwa kłótnia pomiędzy Oświeconymi, ze stajni „Profesora” a Bolszewikami. O miejsca na listach. Oświeceni tak łatwo nie odpuszczą. Zawsze mogą obsmarować – niesłychane – Olejniczaka, Kalisza czy Szmajdzińskiego w „La Repubblica” czy w New York Timesie”. I będzie może wstyd: nie tylko Polska – zła, ale jeszcze polscy (?) komuniści baaaaaaardzo źli.
    PO ma swoje powody. Chcą przede wszystkim wpierw przepuścić (nie wszyscy, Rokita np. – nie) Prezydenta i Premiera przez różne komisje, wybatożyć Braci „jak bure suki”, zadając głupie, powodowane zemstą pytania, odebrać im godność na ekranach TV, w ramach przygotowań do kampanii wyborczej i w ten sposób uwolnić Polskę od „kaczyzmu” a sobie zapewnić władzę (totalitarną, bo władzę pieniądza, a to to oni mają, i jak używać znają). Wybory, które tak nie dawno chciała przecież natychmiast rzekomo Partia Oligarchów (PO) sa jej nie w smak. Jak u Oświeconych i Bolszewików trwa w PO spór o miejsca na listach wyborczych. „Demokratycznie” o wszystkim decyduje Tusk & Schetyna, regiony więc się burzą. Na to remedium jest już: powołanie Komisji ŚLEDCZEJ, aby tylko uchronić Oligarchów przed kłótniami o miejsca. Jeszcze się wezmą za cepy, jak w jakiejś samoobronie. Ot, Jaśnie Państwo.
    Jest jednak ważniejszy powód, dla którego wrogowie Kaczyńskich nie chcą wyborów. Niekorzystne prognozy wyborcze.
    Jak wiadomo sondaże są elementem wpływania przez Antylustratorów na prawdziwe preferencje Wyborców. Publikowane sondaże tak różnią się od rzeczywistości, jak prawdziwe wyniki Wyborów 2005 r., od zachwytów nad Prezydentem Tuskiem i Premierem z Krakowa. (W badaniach opinii publicznej w Polsce liczy się tylko Polska Grupa Badawcza /PGB/, która zawsze najtrafniej przewidywała wyborczą rzeczywistość. PGB używa właściwej dla statystyki metodologii przeprowadzania badań a nie jakiejś bliżej nie znanej Nauce… „metody telefonicznej”).
    Właśnie publikowany w połowie sierpnia sondaż PGB z połowy lipca br. wskazuje na 28% poparcie dla PiS-u. Tymczasem ja pamiętam (bo to tylko parę tygodni temu) „wyniki” PiS-u typu „17%” lub „19%”. To żałosne bajki dla tych, którzy pozwalają się manipulować Oligarchom, Oświeconym i Bolszewikom. (Paradoksalnie Przestępcy i Nawiedzeni w tym nie uczestniczą – zbyt to dla nich skomplikowane. Wolą prostsze rozwiązania, typu lektor marksizmu Kaczmarek na premiera!)
    Nadto pamiętam empirycznie zaobserwowany fakt, że powszechnie bici (takim był LPR dotychczas, póki Wódz ostatecznie nie zwariował zakochując się w „porywie serca” w Lepperze) – otrzymują w sondażach zwykle dobrych kilka punktów procentowych mniej, bo to zwykle wstyd i strach przyznawać się miłym ankieterkom do powszechnie znienawidzonych i atakowanych. Te kilka punktów i następne kilka punktów uzyskanych z rozpadu elektoratu LPR i Samoobrony, z fiaska LiS-a po mariażu Świętoszkowatości z Rozpustą, Bezdennej Głupoty z Knajackim Sprytem, etc. – doda PiS-owi niezłą sumkę do ostatecznego wyniku.
    Na uzyskanie przez PiS – jak sądzę – wyniku wyborczego pomiędzy 40% a 50% złożą się także takie sprawy, jak:
    – konsekwentna walka z korupcją;
    – likwidacja komunistycznej spółdzielczości i „mieszkania za złotówkę” dla milionowych mas;
    – bezprecedensowy wzrost gospodarczy i radykalny spadek bezrobocia;
    – nawet takie drobiazgi, jak parę zlotych co miesiąc dla każdego pracującego po zmniejszeniu składki zdrowotnej (już odczuwalne);
    – zmniejszenie deficytu budżetowego o 10 miliardów PLN do końca roku;
    – szacunek dla Polski w świecie i twarda obrona interesów narodowych przez rząd RP;
    Itp., itd.
    Dlatego „demokraci” nie chcą żadnych wyborów, bo oni nic nie osiągneli. I nic nie potrafią Polsce dać, może oprócz 20 złotych dla biednych i 20 tysiecy złotych dla bogaczy – przy okazji np. „reformy podatków”.

    TYLKO PIS!
    Krzysztof Plechicki ” [koniec cytatu]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *