Paraliż samorządowy

chat-dymki
15

Główną barierą rozwoju gospodarczego jest w Polsce złe prawo. Tyranii status quo, która potrafi zniweczyć każdy wysiłek obywatela, dzielnie asystują politycy, tworząc jeszcze więcej złego prawa.

Naiwni

Trójka przyjaciół postanowiła zrobić interes. Sąsiadka jednego z nich sprzedawała dom. Dom był duży, ale zaniedbany. Pomysł narzucał się sam: wyremontują, przerobią i sprzedadzą z zyskiem, bo chociaż w 2002 roku na rynku nieruchomości panował marazm, posiadłość zlokalizowana była w atrakcyjnej dzielnicy Warszawy, a takie niemal zawsze cieszą się zainteresowaniem. Później plany zmodyfikowali, decydując się na przebudowę domu z jednorodzinnego na budynek sześciomieszkaniowy; trzy mieszkania planowali zająć sami, pozostałe dwa lub trzy sprzedać. Mimo zapału, obietnicy kredytu i energicznych starań, inwestycja do tej pory nie ruszyła.
Dwa lata trwały zmagania z biurokracją gminną. Najpierw dom był za wysoki, potem za szeroki, nie podobała się ilość kondygnacji, rozkład pomieszczeń i szereg innych detali. I chociaż niektóre wymagania były absurdalne a proces dostosowania kosztowny, nie skarżyli się. Architekt trzykrotnie przerabiał plany dostosowując je do wymogów gminnej biurokracji. Po dwóch latach bieganiny otrzymali wreszcie dokument uprawniający do wystąpienia o zezwolenie na budowę i wtedy po raz pierwszy na ich drodze stanął czynnik społeczny w postaci lokalnej organizacji ekologicznej, nazwijmy ją „Ogród”, której pomysł modernizacji budynku nie podobał się. Protest w tej sprawie dotarł do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które sprzeciw „Ogrodu” odrzuciło, argumentując, że plan przebudowy jest jednak zgodny z prawem. Wyrok wydano wyjątkowo szybko, pamiętajmy jednak, że boom na rynku nieruchomości miał się rozpocząć dopiero za rok.
Uzyskanie pozwolenia na budowę, któremu SKO zapaliło zielone światło wymagało ponownego uruchomienia procedury w gminie. Tym razem było już łatwiej; od strony administracyjnej nowy wniosek był przecież kopią starego. I kiedy wydawało się już, że upragniony cel zostanie osiągnięty, w „Ogrodzie” zmienił się zarząd. Nowy szef, nie zważając na dotychczasowy stan rzeczy, postanowienie SKO oprotestował ponownie, paraliżując plany i przebudowę.
Koniec 2006 roku to na stołecznym rynku nieruchomości boom. Stołeczne SKO, niemal z dnia na dzień zarzucone zostało tysiącami nowych protestów i oskarżeń, wymagających analizy i werdyktu. Od półtora roku, sprawa tkwi w martwym punkcie. Nie wiadomo nawet, jaki jest powód kolejnego protestu. Wszelkie domysły są jałowe i nic w tym dziwnego. W czasie, kiedy administracja sparaliżowała omawianą inwestycję powstało w okolicy kilka znacznie większych kompleksów mieszkaniowych i jakoś nikt ich nie oprotestował.

Samoistnie bezkarni

Nie pomagają listy, monity i ponaglenia. SKO uparło się nie ujawniać przyczyny paraliżu. I trudno im się dziwić. Stołeczne kolegium przerabia rocznie 16 tysięcy tego typu spraw. Nie wszystkie dotyczą nieruchomości, choć większość – przynajmniej ostatnio – jednak tak. Każdy z wniosków musi zostać rozpatrzony przez jedną z 25 osób etatowych i 36 nieetatowych. Wyrok w każdej sprawie wydaje kolegium SKO w składzie trzyosobowym. Kolegium jest w stanie rozpatrzyć i wyrokować w 600 – 800 spraw miesięcznie, jedna trzecia spraw wpływających, co i tak zapewnia SKO miejsce w księdze rekordów Guinessa.
Pół biedy, gdyby chodziło o rekord, jednakże za każdym wyrokiem kryje się konkretna sprawa. Warszawska oczyszczalnia ścieków w Czajkach leży w aktach SKO prawie od 10 lat, spalarnia śmieci w Zakroczymiu cztery lata, szósty rok trwa paraliż Trasy Siekierkowskiej, o sprawach „prywatnych”, jak wyżej opisana, nikt nawet nie wspomina. Na własności prywatnej nadal ciąży piętno peerelu. I choć Samorządowe Kolegium Odwoławcze powołane zostało do życia już w roku 1994, jest ono kontynuacją peerelowskich „kolegiów odwoławczych”, z których się bezpośrednio wywodzi.
Formalnie SKO jest „samoistną strukturą państwową”, której celem jest stworzenie samorządowej przeciwwagi dla machiny rządowej. Ma to być instytucja ograniczająca samowolę władzy centralnej w wydawaniu np. pozwoleń na budowę. W praktyce jest to (niemal) bezkarne ciało, mogące sparaliżować każdą działalność gospodarczą na kilka lat. Działalność kolegium formalnie podlega Kodeksowi Postępowania Administracyjnego, w praktyce jednak nie obowiązują go żadne terminy kodeksowe. „Bo dla nas terminy z KPA mają jedynie charakter instrukcyjny” – wyjaśnia wiceprezes warszawskiego SKO, Andrzej Grysiński.
Nie muszę tłumaczyć, że instrukcja ta nie cieszy się szacunkiem członków SKO. Ta „samoistna” struktura, której celem jest samorządowy nadzór nad decyzjami rządu, składa się z ludzi powoływanych przez szefa tego rządu.
Jeszcze bardziej zagadkowe jest zabezpieczenie tego wszechmocnego ciała przed pokusą korupcji. Prezesi SKO wyłączeni są z orzekania, ale mogą za to kontaktować się ze stronami. Trzyosobowe kolegia orzekające są utajnione i takich kontaktów nie wolno im utrzymywać. Przy czym to prezes ustala skład kolegium. Przy takich zabezpieczeniach korupcyjna mysz się nie przeciśnie. Mysz na pewno nie, ale z człowiekiem jest już problem. Niektóre z decyzji kolegium mogą się wydawać, co najmniej, problematyczne. Jeszcze bardziej tajemniczy jest harmonogram spraw i kolejność wchodzenia ich na wokandę. Niesprzyjający zbieg okoliczności może na przykład sparaliżować działalność jednej firmy budowlanej kosztem drugiej i nikt się nawet nie zorientuje, o co chodzi. Tym bardziej, że członka kolegium nie łatwo odwołać czy zmusić do odpowiedzialności. Trudno o lepszą receptę na bezkarność! Prezes Grysiński protestuje: Samorządowe Kolegia Odwoławcze nie są bezkarne! Od ich decyzji można się przecież odwołać.
” Instancją apelacyjną są sądy administracyjne, najpierw wojewódzki, potem naczelny. Problem w tym, że tylko nieliczni przedsiębiorcy czy inwestorzy prywatni sparaliżowani przez SKO są w stanie do tego etapu dotrwać. Większość po drodze bankrutuje lub traci ochotę do działania.
Etatystyczni

Na pytanie: „Dlaczego nie może być tak, jak w Ameryce, gdzie prawo wyszczególnia wymagania wobec obywatela i jeśli ten ostatni się do nich dostosuje, pozwolenie na budowę domu czy fabryki otrzymuje?” – prezes Grysiński ma odpowiedź filozoficzną: „Bo w Polsce prawo jest etatystyczne, a w Ameryce personalistyczne.” Mimo iż nie ukrywa swego podziwu dla amerykańskiej filozofii prawa, jest dumny z tego, że wytrwał na stanowiskach kolegialnych już ponad 17 lat, choć równocześnie nie jest w stanie wyjaśnić sensu istnienia SKO. Zwłaszcza, że kolegium samorządowe, organ wykonawczy, bezprawnie odbiera kompetencję zagwarantowane dla władzy sądowniczej. W normalnych kraju odwołaniami zajmują się sądy, w najgorszym razie referenda, ale nie biurokracja. One są gwarantem obiektywności i rzetelności. Prezes Andrzej Grysiński takiego poglądu nie podziela: „Przecież sądy też można skorumpować, a mnie nikt nie przekupi.”
Co z tego, skoro w ciągu pięciu i pół roku nie można uzyskać prawa budowy zwykłego domu, na własnym gruncie, kupionym za własne, ciężko zarobione pieniądze.

Jan M Fijor
www.fijor.com

P.S. Ten niewielki wycinek polskiej samorządności dedykuję wszystkim tym, którzy zagrożenia suwerenności naszego kraju dopatrują się w działaniach nieżyczliwych Polakom sąsiadów, przedstawicieli innych ras czy religii.

Jan M. Fijor
„” 2007-08-30

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Pablo pisze:

    SMutne tylko, iz nasi rzadzacy tego nie dostrzegaja i pomimo roznorakich obietnic za wiele sie nie zmienia (przynajmniej w dziedzinie prawa i ekonomi) grzazniemy dalej w naszym polskim marazmie – gdzie szukac nadziei??

  2. Ania pisze:

    To smutne, że nie dostrzegane są zmiany w prawie budowlanym wprowadzane z takim trudem, wbrew woli mafii budowlanej.

  3. Jan M Fijor pisze:

    Nie dostrzegam zmian w prawie budowlanym bo albo ich nie ma, albo sa tak znikome, ze tez ich nie ma. To co dostrzegam, to zapowiedzi, sympatycznego i madrego skmadinad, p. Barszcza.
    Uklony
    Jan M Fijor
    P.S. Czy mafia nazywa pani wlascicieli dzialek budowlanych, ktorzy dzieki aktualnej polityce budowlanej zarabiaja na ziemi od 20 – 50 proc. rocznie?

  4. gosc pisze:

    to prawda kolegia robia co chca i nikomu nic do tego tam sie szerzy nepotzym itd

  5. Barbara Stelegowska pisze:

    To, co pisze p. Grysiński, to bzdura. W latach 1991-1994 orzekał w mojej sprawie i to dwukrotnie, do czego nie miał prawa. Był wtedy Przewodniczącym Kolegium i kontaktował sie ze mną – rozmawiałam z nim.
    Popisał sie takim brakiem znajomości prawa i tak prymitywnymi argumentami, że to aż śmieszne.
    Od decyzji Kolegium można sie oczywiście odwołać, ale kolegium i WSA/NSA to jedna mafia.
    Za pierwszym razem udział w sprawie sądowej zgłosiła po mojej stronie prok. Jolanta Rajewska. Żądała, podobnie jak ja stwierdzenia nieważności, kwestionowanej przeze mnie decyzji. Sędzia Włoskiewicz z NSA mimo udziału prokurator, twierdził, że go nie przekonałam. Kolegium nie zmieniło zdania, za to, gdy sprawa trafiła 2 raz di NSA, zdanie zmieniła prok. Rajewska, a pod jej nowym zdaniem podpisał się ówczesny Z-ca Prokuratora Wojewódzkiego – Jerzy Łabuda. Dodatkowo kierowano mnie do sadu powszechnego z moim zarzutem rażącego naruszenia prawa przy wydaniu decyzji.
    Sedzia sprawozdawca referował sprawę bardzo nieuczciwie, a gdy o tym powiedziałam, to się zerwał do bicia, tylko usadziła go Przewodnicząca składu.
    Rozprawa wyznaczona była na 12 marca 1993 r. ale udało mi się przełożyć ją na 19 maja. 1 maja 1993 r. podpisaliśmy Europejską Konwencję Praw Człowieka i to najwyraźniej przekonało sędziów NSA, bo po miesięcznym namyśle, jednak stwierdzono nieważnośćkwestionowanej decyzji.
    Sędziowie dalej orzekają, p. Grysiński też. Prok. Rajewska awansowała i jest sędzią NSA. Tylko Jerzy Łabuda poddał się do dymisji, oczywiście z powodu bardziej poważnych nadużyć. W mojej sprawie ich nie było, jak orzekli prokuratorzy z komisji dyscyplinarnej przy Prokuratorze Generalnym, Barbara Stelęgowska
    Za dr

  6. Barbara Stelegowska pisze:

    Pomyłka w moim wpisie z 13 stycznia, prok. Łabuda też awansował. Pracuje w Prokuraturze Generalnej, B. Stelęgowska

  7. Barbara Stelegowska pisze:

    Nie muszę chyba tłumaczyć, że p. A.Grysiński, który tak pięknie mówi o zabezpieczeniach antykorupcyjnych i o swojej nieprzekupności, sam będąc Przewodniczącym SKO złamał te zabezpieczenia w sposób rażący, bo orzekał w mojej sprawie i to dwukrotnie w tej samej. Na dokładkę był powiązany z urzędem gminy, którego decyzję kwestionowałam, bo był jej radnym.
    Podejrzewam nawet, że zmiana stanowiska prok. Rajewskiej była naciskiem przełożonych, bo w sprawie udział wziął też Z-ca Prokuratora Wojewódzkiego i może to mieć związek z powiązaniami p. Grysińskiego właśnie ( podobno był doradcą prezydenta Wałęsy a im wyżej, tym gorzej ) Zreszta p. Grysiński był świadom sytuacji. W prywatnej rozmowie z radną dzielnicy i dziennikarką stwierdził, że nie mogą dopuścić do precedensu, jakim byłoby przyznanie się administracji do rażącego naruszenia prawa. Nie wiedział tylko, że ja ta panią też znam i mi to powtórzyła. Co to za wybitne prawnik administracyjny, który twierdzi, że wydanie decyzji przydziału na mieszkanie, które miało najemcę bez wszczęcia postępowania w tej sprawie, bez wiedzy i zgody najemcy, a także bez doręczenia najemcy tej decyzji ( ujrzała światło dzienne po śmierci najemcy ) jest naruszeniem prawa ale nie rażącym, bo najemca nie został pozbawiony możliwości korzystania ze swojego mieszkania. Pól strony zajęły mu wywody na temat teorii rażącości. twierdził, że rażące naruszenie prawa jest tam, gdzie nie da się go pogodzić z wymogami praworządności. Wydanie lewej decyzji najmu najwyrażniej z wymogami praworządności się godziło, jego złamanie zabezpieczeń antykorupcyjnych też. tylko, że nieważność tej decyzji jednak została stwierdzona.

  8. Jan M Fijor pisze:

    Dlatego stoimy na stanowisku, że państwo – bez względu na szczebel – nie powinno posiadać żadnej własności, a tym bardziej wpływać na własność obywateli.

    Ukłony

  9. Barbara Stelegowska pisze:

    To nie koniec moich doświadczeń z administracją. 6 dni przed zakończeniem postępowania dot. stwierdzenia nieważności decyzji przydziału Urząd Gminy na Żoliborzu, wbrew mojej woli, wydał decyzję rozkwaterowująca mieszkanie, którego byłam jedynym najemcą ( aktualnie właścicielem ) i do dziś uchyla się z przesłaniem mojego odwołania do instancji odwoławczej. Mimo upływu 17 lat gmina upiera się, że bezczynności nie ma i wniosła o oddalenie mojego zażalenia na bezczynność, twierdząc, że moje odwołanie stało się bezprzedmiotowe. Na dokładkę gmina zameldowała w moim mieszkaniu w trakcie toczącego sie postępowania dot. stwierdzenia nieważności decyzji przydziału 3 osoby i anulowała legalny meldunek 2 osób i długo odmawiała mi anulowania/uchylenia nielegalnych meldunków, podobnie jak uchylenia decyzji o anulowaniu legalnego meldunku. Postępowania meldunkowe były zawieszane ze względu na nieuregulowaną sytuację prawną, ale gmina tego samego dnia wszczynała kolejne dot. meldunku tej samej osoby i meldowała

  10. Barbara Stelęgowska pisze:

    Właśnie przeczytałam o nielegalnych przydziałach mieszkań w latach 90-tych.
    Wielu szczęśliwców to byli prokuratorzy. Dostali przydziały z puli dla najbiedniejszych. Skazana została KRYSTYNA CZERWIŃSKA, która odmawiała mi stwierdzenia nieważności decyzji przydziału, mimo, że NSA już dwukrotnie uchylał decyzje w tej sprawie. Używała argumentów nie majacych dla oceny legalności decyzji żadnego znaczenia, choć jest prawnikiem. Afera z lewymi przydziałami może wyjaśniać dyspozycyjność prokuratorów, ewidentną w mojej sprawie.

  11. Barbara Stelęgowska pisze:

    Minęło 20 lat od moich złych doświadczeń z Samorządowym Kolegium Odwoławczym i urzędem żoliborskim, ale w działaniu tych organów nic się nie zmieniło. Oszustwa i nadużycia jak były, tak są.
    Ponieważ domagałam się rozpatrzenia mojego odwołania od decyzji nielegalnie rozkwaterowującej moje mieszkanie, wydanej w 1994 r. przez ówczesną Kierownik WSL – ALICJĘ JAWORSKĄ, urząd podjął kroki, by mi to uniemożliwić. Powodem tych uporczywych, naruszających prawo, działań jest fakt, że decyzja ta, mimo, że nie jest prawomocna, została za zgodą urzędu częściowo wykonana jeszcze przed terminem do złożenia odwołania, a wkrótce potem urząd nielegalnie sprzedał przydzielone nielegalną decyzją mieszkanie.
    Najpierw dostałam pismo aktualnej Naczelnik WZL – MAGDALENY STEFANIUK informujące mnie, że moje odwołanie stało się bezprzedmiotowe. Jestem odporna na takie oszustwa i złożyłam skargę na bezczynność. SKO wyznaczyło dodatkowy termin załatwienia sprawy, ale w tym terminie urząd wydał decyzję o umorzeniu postępowania odwoławczego. Pod tą naruszającą prawo decyzją podpisali się: Prezydent Warszawy – HANNA GRONKIEWICZ-WALTZ, Z-ca Prezydenta – MICHAŁ OLSZEWSKI, p.o.Dyrektora Polityki Lokalowej – TOMASZ KRETTEK, Burmistrz Żoliborza – KRZYSZTOF BUGLA, Z-ca Burmistrza – MICHAŁ JAKUBOWSKI, Radca Prawny urzędu – IWONA ŚLĘCZKOWSKA, Naczelnik WZL – MAGDALENA STEFANIUK, no i oczywiście najbardziej zainteresowana problemem – ALICJA JAWORSKA.
    Właściwie jest mi wszystko jedno w jakim trybie decyzja rozkwaterowująca zostanie wyeliminowana z obrotu prawnego, więc złożyłam też wniosek o stwierdzenie jej nieważności, domagałam się też wznowienia postępowania ze względu na pozbawienie mnie w nim udziału.
    12 lutego 2013 r. SKO w składzie : ANNA KOŚCIA, KRYSTYNA SAWICKA, WŁODZIMIERZ GRZELCZAK wydało postanowienie odmawiające mi wszczęcia postępowania o stwierdzenie nieważności decyzji nielegalnie rozkwaterowującej moje mieszkanie. W uzasadnieniu, kolegium stwierdziło, że decyzja ta nie istnieje w obrocie prawnym, bo postępowanie zostało umorzone. Umorzenie postępowania jest decyzją prawa procesowego i nie eliminuje z obrotu prawnego żadnej decyzji, a w tym konkretnym wypadku, pozbawia mnie możliwości jej wyeliminowania w trybie zwykłym, ale tego najwyraźniej SKO nie wie i stwierdziło, że jest decyzją o umorzeniu związane. Nie zastanowiło się też, dlaczego organ I instancji umarza postępowanie odwoławcze, choć w sprawie nie ma nic do powiedzenia i SKO powinno z urzędu stwierdzić nieważność tej decyzji.
    22 lutego 2013 urzęd żoliborski wydał też postanowienie podpisane przez Prezydent Warszawy – HANNĘ GRONKIEWICZ-WALTZ, odmawiające mi wznowienia postępowania ze względu na pozbawienie mnie w nim udziału.
    W takiej sytuacji liczy sie tylko, czy udział był, czy go nie było i tylko to jest podstawą rozstrzygnięcia, ale w uzasadnieniu tego postanowienia jest stwierdzenie, że mój udział nie miałby żadnego wpływu na decyzję urzędu o umorzeniu postępowania, co jest popisem głupoty, arogancji i bezprawia.
    19 kwietnia 2013 SKO, na mój wniosek, stwierdziło nieważność decyzji umarzającej postępowanie, pod którą podpisało się pól ratusza i urzędu żoliborskiego i czekam na kolejny ruch notorycznie naruszających prawo pracowników administracji.

  12. AP pisze:

    Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł oraz sprawę Pani Stelągowskiej w komentarzu. Wydaje się, że nonszalancja i arogancja urzędników sięga najwyższego szczebla. Może powinny się tą sprawą zainteresować środki masowego przekazu oraz politycy? Przecież to ewidentny paraliż po stronie władzy.

    No tak, ale dziennikarze w Polsce wolą na ogół zajmować się plotkami ze świata show-biznesu lub polityki, zamiast rzetelnie informować społeczeństwo o prawdziwych problemach i stanie państwa. Tak ma wyglądać nasza demokracja…?

  13. Barbara Stelęgowska pisze:

    Dlatego jedyne co mogę zrobić, to pisać o sprawie w środku masowego przekazu, jakim jest internet. Wszyscy zainteresowani zostali przeze mnie poinformowani, że dokonuję wpisów o ich nadużyciach. Pojawiają się po wystukaniu ich nazwisk, ale wygląda na to, że ani zainteresowani prokuratorzy, ani urzędnicy nie specjalnie się tym przejmują. Oczywiście, żaden nie wytoczył mi sprawy sądowej, że swoimi wpisami narażam ich na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu w administracji publicznej, czy w Wymiarze Sprawiedliwości. Piszę więc dalej i liczę, że kogoś sprowokuję, a wtedy sprawa mogłaby się stać głośna.

  14. Barbara Stelęgowska pisze:

    Dodam jeszcze jedno. Pan Grysiński złamał nie tylko przepisy antykorupcyjne SKO. Istnieją też przepisy antykorupcyjne w administracji publicznej, zakazujące łączenia funkcji Przewodniczącego SKO i radnego. Pan Grysiński, będąc znanym prawnikiem administracyjnym jakoś ten fakt przeoczył i orzekał w sprawach urzędu z którym był związany jako radny właśnie.

  15. Barbara Stelęgowska pisze:

    Uchybienia procesowe, polegające na naruszeniu art 24 par. 1 pkt 5 KPA to praktyka stosowana w SKO także dziś. Natknęłam sie na wyrok VI SA/Wa 308/13, uchylający decyzję SKO, bo cały skład orzekający w postaci : Włodzimierza GRZELCZAKA, KRYSTYNY SAWICKIEJ i MAŁGORZATY SOSNKOWSKIEJ podlegał wyłączeniu z orzekania. Nie bawią się już w indywidualne podwójne orzekanie w tej samej sprawie, jak uczynił w mojej Prezes – ANDRZEJ GRYSIŃSKI ( choć jest dla mnie oczywiste, że 2 pozostałe osoby ze składu nie miały nic do powiedzenia w sprawie ). Pracują trójkami i jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że nie znają KPA i nie zdają sobie sprawy, że naruszają prawo w sposób wyjatkowo bezczelny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *