Inflacja głupoty

chat-dymki
2

Ceny żywności będą w najbliższych miesiącach wywierać presję inflacyjną na wschodzących rynkach europejskich. Presja ta będzie wywierać wpływ na politykę monetarną Polski – napisali analitycy UniCredit w opublikowanym wczoraj raporcie.

Susza w Europie Zachodniej, a zwłaszcza na Bałkanach wspiera – ich zdaniem – wzrost cen żywności w Europie Wschodniej, co dokłada się do globalnej zwyżki cen zbóż. „Patrząc w przyszłość (…) głównym problemem dla decydujących o polityce monetarnej będzie rozmiar wpływu wzrostu cen żywności nieprzetworzonej na ceny żywności przetworzonej i inflację bazową” – napisali autorzy raportu.
Co zdanie, to błąd. Publikowanie takich raportów świadczy źle o kompetencji bankierów UniCredit, podkopując ich reputację, co może się przełożyć na spadek zaufania ze strony klientów. Tupet, z jakim bankierzy publikują swój raport wynika z niewielkiej wiedzy ekonomicznej ich klienteli, a także opiece ze strony państwa, które nie tylko chroni ich przed konkurencją, ale i przed ryzykiem straty, czego dowiodły ostatni kryzys z tzw. kredytami wysokiego ryzyka, jaki rozlał się ze Stanów Zjednoczonych na resztę świata.

Ad rem.
To nie ceny wpływają na inflację, lecz inflacja wpływa na ceny. Inflacja to nie wzrost cen, to spadek siły nabywczej pieniądza wywołany jego nadmiarem w stosunku do wolumenu istniejących dóbr. Taki spadek przejawia się właśnie we wzroście cen. Nie każdy wzrost cen jest skutkiem inflacji. Nie każdej inflacji towarzyszy wzrost cen. Nie każdy spadek cen jest skutkiem deflacji, czyli wzrostu siły nabywczej pieniądza.
Inflacja to celowa polityka, której sprawcą jest rząd i jego władza monetarna, oraz banki, wspólnicy rządu w procederze bałamucenia obywateli.
Gdyby w Unii Europejskiej nie obowiązywała irracjonalna Wspólna Polityka Rolna, importerzy ruszyliby do Argentyny, Kanady, USA czy jeszcze gdzieś, aby skupić zmagazynowane tam zapasy zbóż i być może ceny nawet by nie drgnęły. Niestety, import jest tak trudny i kosztowny, że z braku podaży ceny muszą pójść w górę.

Błędne odczytanie wskazań rynku doprowadzi rzecz jasna do wzrostu czujności banków centralnych, które widząc wzrost cen zastosują jedyne znane sobie lekarstwo, a mianowicie majstrowanie przy pieniądzu. Być może zaostrzą politykę kredytową, albo ją poluzują. To nie ma znaczenia. Nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności. Bez względu na to co uczynią kryzys pogłębią. wszystko to z winy niejakiego Johna Maynarda Keynesa, który od 100 lat swoją fałszywą teorią karmi analityków i innych ignorantów, zatruwając życie zwykłych zjadaczy coraz droższego chleba.

Jan M. Fijor
„różne” 2007-09-22

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. J.Sz. pisze:

    Zgadzam się w 100%! Pozwolę sobie dodać w tym miejscu uwagę w skali mikro. Szkodliwość tego typu raportów, których pochodne często odbijają się w środkach masowego przekazu skutkują nieuzasadnionym wzrostem cen w polskich hurtowniach. Mechanizm działa na zasadzie zbliżonej do samosprawdzającej się przepowiedni.

    Jak to działa na rodzimym podwórku? W dziennikach telewizyjnych mówią właśnie coś o suszy w Europie Zachodniej wspierającym wzrost cen żywności w Europie Wschodniej – w tym „rzecz jasna” w Polsce – czy o wzroście cen ropy naftowej. A w przeciągu kilku dni (czasami nawet na następny dzień!) ceny w hurtowniach wzrastają o kilka procent; na pytanie skąd ten wzrost zaprzyjaźnionemu przedsiębiorcy pani w hurtowni odpowiada: „no wie pan, nic na to nie poradzimy, to wszystko przez tą suszę w Europie Zachodniej”. Per analogiam wzrost cen ropy i jej pochodnych na rynkach międzynarodowych, które jak każdy wie „uzasadniają” wzrost cen marchewki o 5% w Pcimiu Dolnym – bo cena paliwa jest przecież „zawarta wszędzie”. Ciekawe dlaczego ceny marchewki nie zmieniają się, gdy ceny paliw na stacjach fluktuują „po cichu” – bez medialnego szumu i genialnych wypowiedzi rodzimych analityków ekonomicznych?

    Chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że nie obwiniam tu np. hurtowników, działa przecież – mimo wielu przeszkód – prawo podaży i popytu. Wyżej opisane postępowanie hurtowników jest jak najbardziej słuszne: skoro eksperci mówią, że ceny wzrosną, a popyt na nasze produkty jest mało elastyczny, należy już teraz prewencyjnie podnieść ceny.

  2. Krzy pisze:

    W naszym kregu nazywamy Polske „ExcuseLand”. Tutaj ludzie zawsze znajda jakies wytlumaczenie.
    Raporty finansowe pisze tu prawie kazdy, kto tylko w ogole umie pisac stad tez ich poziom.
    Te mowione tez daleko nie odbiegaja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *