Gore na prezydenta?

chat-dymki
6

Przyznanie wiceprezydentowi Albertowi Gore Pokojowej Nagrody Nobla nie poprawi reputacji noblowskiegto komitetu, moze jednak rozwiazac wiele problemow Ameryki. Wyposazony w prestiz nagrody Gore moglby wystartowac jako kandydat na prezydenta i zwyciezyc.

Spryciarz

Wbrew temu co sie powszechnie sadzi, Gore jest wcale zlym kandydatem. Powiem wiecej, w gronie liczacych sie pretendentow do Bialego Domu, zarowno po stronie republikanskiej, a zwlaszcza demokratycznej, nie ma dzisiaj nikogo lepszego.
Ekologia, globalne ocieplenie, troska o czystosc planety to sa hasla, ktore Gore przyswoil sobie jeszcze w czasach akademickich, kiedy o ochronie srodowiska mowilo sie w kategoriach „piekna przyrody”. Szczegoly tej czesci jego biografii opisalem w Imperium absurdu, nie bede sie nimi ponownie zajmowal. Powiem tylko, ze w poczatkowym okresie swej ekologiczanej kariery, pozniejszy senator i wiceprezydent byl w swoich pogladach naprawde szczery i uczciwy, dopiero pozniej odkryl, ze takie podejscie nie poplaca. Dlatego z czasem swoje wczesne zamilowania quasinaukowe wykorzystal Gore w karierze politycznej. O ile senatorem zostal w sposob klasyczny, czyli dzieki koligacjom rodzinnym (ojciec takze byl politykiem, a wuj, Gore Vidal oszolom i idol pokolenia hippisow), o tyle na wiceprezydenta poszedl jako ekolog z pelna premedytacja. Wiedzial bowiem, ze ochrona srodowiska, efekt cieplarniany i tego typu hasla „nowej ideologii” otwieraja serca, a zwlaszcza portfele dobrych i wrazliwych ludzi. Al Gore to zwykly spryciarz (zeby nie popwiedziec: cwaniak), ktory z braku jakichs innych talentow, czy to w biznesie, czy w nauce, chce za wszelka cene znalezc sobie nisze, w ktorej moglby utrzymac wysoka pozycje. Dzieki uporowi i wierze w to co robi, zaszedl juz wysoko, a byc moze zajdzie jeszcze wyzej. Jesli dostanie nagrode Nobla, jest w stanie pokonac swoich przedciwnikow z partii demokratycznej i uzyskac jej nominacje. Z braku silnych pretendentow po stronie republikanskiej Gore moze zostac prezydentem.

Strach przed dynastia?

Poparcie dla Gore’a, a zwlaszcza zgloszenie go do nagrody Nobla ma glownie na celu wzmocnienie jego prestizu i wyeliminowanie najpowazniejszej kandydatki do nominacji demokratycznej, Hillary Clinton. Mimo calej swej poprawnosci politycznej i sympatii srodowisk lewicowych, wszyscy czuja, ze Clintonowa moze wygrac z kandydatem republikanskim i zostac prezydentowa. Nawet lewicy nie podoba sie wizja kraju rzadzonego przez cwierc wieku przez dwie dynastie. Gdyby Clintonowa wygrala, a nie daj Boze, na dwie kadencje, mielibysmy w USA nieprzerwanie od roku 1988 do 2016 – czyli przez 28 lat – rzady dwoch rodow: Bushow – Clintonow.
Powodem niecheci do p. Clintonowej sa nie tylko skojarzenia monarchistyczne. Wystarczy przyjrzec sie troche blizej jej kandydaturze, by przekonac sie, ze jest to osoba calkowicie pozbawiona kwalifikacji, niedoswiadczona, pozbawiona charyzmy – bez osiagniec. Do tego jest wyjatkowo niesympatyczna. Jedno co w zyciu dobrze robila, powiedzial ostatnio Rush Limbauhg – to umiejetnie pozbywala sie kochanek meza. Jedynie w tej dziedzinie ma talent i sukcesy. Przerazajace sa jej wizje, zwlaszcza ujsilne dazenie do upanstwowienia sluzby zdrowia. Nawet lewica wie, czym to pachnie.
Drugi z kandydatow Demokratow, Barak Obama, o niebo lepszy od byle Pierwszej Damy, jest niestety czarnoskory, a to wciaz wywoluje w Stanach Zjednoczonych niedobre skojarzenia.
Ledwica nie chce oddac zwyciestwa Republikanom, wie jednak, ze kleska bedzie wybor Hillary Clinton do Bialego Domu. Stad rozsadnym kandydatem wydaje sie byc Al Gore. Nobel podniesie jego prestiz i na pewno poprawi reputacje intelektualna, ktora do tej pory nie byla najlepsza. Gore uchodzi wciaz za czlowieka sztywnego, malo lotnego, bez fantazji i samodzielnosci. Nie sa to wcale jakies wady wyjatkowe. Obeecny prezydent ma ich znacznie wiecej.

Pod Gorem…

Jesli moje herezje, czyli ewentualne zwyciestwo Gore’a kogos przerazaja, niech sobie tylko wyobrazi, co by sie dzisiaj dzialo z Ameryka, gdyby to Gore, a nie George W. zostal prezydentem. Pod Gorem nie doszlo by najprawdopodobniej do wojny w Iraku i Afganistanie, a w jej konsekwencji do krachu dolara, zwolnienia gospodarczego, rosnacej inflacji i kilku innych bolaczek, ktore moga postawic Stany Zjednoczone przed trudna i skomplikowana perspektywa.
Mimo konserwatywnej retoryki Busha, Albert Gore bylby od niego duzo bardziej powsciagliwy jak chodzi o rozbudowe aparatu wladzy, a tym samym wydatki budzetowe i podatki. Trudno zreszta znalezc polityka bardziej rozrzutnego od prezydenta Busha. Jesli ktos w Gore’a nie wierzy, niech sobie przypomni plan „zmniejszenia rzadu”, jaki Clinton na poczatku swej prezydentury przydzielil zastepcy. Gore polecenie zrozumial doslownie i trzeba bylo nie lada zabiegow ze strony sprytnego Billa, aby do zmniejszenia aparatu wladzy w Bialym Domu naprawde nie doszlo. Gore, moze nie ze wzgledow pryncypialnych czy ideologicznych, ale jednak cichy sympatyk Reagana, chcial pokazac, ze rzad naprawde mozna zmniejszyc. Jako pilny uczen mistrza Clintona nauczyl sie rzadzic bez rzadzenia, a wiec robic to, o co zabiega w Polsce od lat Unia Polityki Realnej. Nie jest czlowiekiem zbyt pracowitym, wiec we wladzy widzi jedynie apanaze: blichtr i prestiz. One mu wystarcza. Podobnie jak Bill Clinton, Gore rzadzic nie musi. I bardzo dobrze. Im polityk mniej rzadzi, tym wiecej wladzy oddaje obywatelom. Z perpsektywy ostatnich 12 lat wiadomo, ze dokad Clinton rzadzil, dotad byly problemy. Odkad przekazal wladze Alanowi Greenspanowi, udajac jedynie, ze ja sprawuje, gospodarka rozkwitla. Co prawda, po jego odejsciu nastala godzina prawdy, jednakze w porownaniu z tym, co zaproponowal Ameryce jego nastepca, byla to sielanaka. Kyryzys na rynku papierow wartosciowych z przelomu 2000 i 2001 byl niczym w porowaniu do kryzysu, jaki przezywa Ameryka dzisiaj,czy przezyje za rok lub dwa.
Przy calym swym podobienstwie w metodzie rzadzenia, Gore jest jednak duzo mniej cyniczny od swego mistrza. Jest przy tym bardziej rodzinny, kolezenski, szczery, wrazliwszy i chyba tez prawdziwszy. A ze jest rownoczesnie nieco mniej pewny siebie, bedzie mu bardziej zalezalo na aprobacie spolecznej. Dla Al’a nie do pomyslenia jest sytuacja, w ktorej poziom jego akceptacji spadlby ponizej 30 procent, jak w przypadku George’a W. Busha. W takiej sytuacji stanalby na glowie, zeby to poprawic – zlikwidowalby podatek dochodowy, przyznal darmowy Internet czy tp.

Gore do Bialego Domu

Ekologowie to mocne lobby, ale w przypadku Gore’a nie ma powodów do obaw. Cala jego retoryka czystej planety i globalnego ocieplenie to jedynie wiara i to dość słaba. W przeciwieństwie do prawdziwych oszołomów od ochrony środowiska nie grozi on ani zamknięciem fabryk, czy likwidacją kapitalizmu. Z braku innych umiejętności, ekologię wykorzysta jako trampolinę do kariery. Powyśej Nobla i Bialego Domu nie podskoczy. Poza tym Gore to dobry Amerykanin. Cyniczne jest to co napisałem? Pewnie tak, ale tacy właśnie ludzie robią dziś światowe kariery. I chyba dobrze, bo energiczni idioci, bojownicy czy ideologowie – a wśród obecnych kandydatów na fotel prezydenta USA w 2008 aż sie od takich roi: Hillary Clinton, Rudy Giuliani, John McCain, że wymienię tylko trójkę najpoważniejszych pretendentów – są od cyników znacznie groźniejsi.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2007-10-27

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. ecot pisze:

    O ile do wojny w Iraku być może by nie doszło to jednak w Afganistanie byłaby na 100% tam miał swą główną bazę Bin laden

  2. J.Sz. pisze:

    Szanowny „ecot”, nie jestem przekonany czy interwencje USA w Iraku lub Afganistanie maja wiele wspolnego z Bin Ladenem:) A 100% pewnosci w polityce, jak i w zyciu, chyba byc nie moze. Pozdrawiam ps.

  3. KelThuz pisze:

    To co, Ron Paul jest już skazany na straty?

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Ma jeszcze cien szansy, ale establishment go ignoruje. To jeden ze sposobow eliminacji. Po ostatniej debacie mial 35 procent glosow telewidzow, na co „fair and balanced” Brit Hume z Fox News wyrazil zdziwienie; To niemozliwe?! Pozdrawiam Jan M Fijor

  5. Frost pisze:

    O Gorze i jego naciąganej teorii świetnie opowiada film Global Warming Swindle

  6. Nataniel pisze:

    Niestety taki jest Jan Fijor. Ciekawy, rzekomo zwolennik kapitalizmu, ale niestety jego przewidywania polityczne nigdy sie nie sprawdzily. Goracy Katolik, ktory padal przed oltarzem na twarz przed takim cwaniakiem mistycyzmu, jakim byl i jest Ojciec Hejno. A wogole to dobry dziennikarz i pisarz, ktoremu brakuje filozofi zycia, zeby sie sam z soba nie szamotal. Ale trudno takiemu na dluzsza mete wiezyc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *