Dawanie i zabieranie

chat-dymki
8

No i mamy pierwsze reformy rządu Donalda Tuska. Te wczesne reformy są zawsze najtrwalsze. Mówi się wręcz, że zasadniczy rdzeń zmian wprowadzanych przez nową władzę ma zawsze miejsce w ciągu pierwszych 100 dni jej panowania. Za rządów PiS to było CBA i zakaz pracy w niedzielę i święta, tym razem mamy fundusz alimentacyjny.

Nie wyszło ze zniesieniem podatku Belki, bo za wcześnie, nie klei się z wprowadzeniem podatku liniowego, bo za późno, ustawa o wolności gospodarczej też nastręcza same trudności – powołano więc do życia fundusz alimentacyjny.
Teraz chyba nikt nie ma wątpliwości, w jakim kierunku pójdą reformy rządu PO-PSL w ciągu kolejnych 50 dni, bo tyle mniej więcej pozostało premierowi Tuskowi do pierwszej setki.

Reformy i nowe ustawy mają nie tylko swoje uzasadnienie, ale i konsekwencje. Uzasadnieniem powołania do życia CBA była rzekomo walka z korupcją. Skończyło się na powstaniu szeregu nowych frakcji koruptantów, zwłaszcza w środowisku tej samej władzy, która korupcję zwalczała. Zakaz pracy w niedzielę, będący wyrazem troski o świat pracy, miał poprawić warunki pracy pracowników handlu i utrzeć nosa pyszałkowatym supermarketom. Skutkiem wprowadzenia go jest zmniejszenie zatrudnienia w supermarketach, pogorszenie się jakości ich usług, nie mówiąc o utrudnieniach życiowych, jakie dotknęły zwykłych ludzi, którzy przez trzy, a niekiedy cztery dni podczas tegorocznych świąt Bożego Narodzenia nie byli w stanie kupić pieczywa, masła czy choćby prezentu dla nieoczekiwanego wędrowca.
Na czym polega problem alimentacyjny?
Na tym, że niektórzy rodzice uchylają się od obowiązku łożenia na utrzymanie i wychowanie własnych dzieci. Zamiast więc spowodować, aby matka (rzadziej ojciec) nie decydowali się beztrosko na posiadanie dziecka z osobą nie nadającą się do tego celu, zamiast wymusić na rodzicach odpowiedzialność za posiadanie progenitury, tworząc fundusz alimentacyjny, państwo wyręcza ich od takiej odpowiedzialności. Tymczasem każde dziecko wie, że powodem, dla którego ojciec czy matka decydują się na opuszczenie swego potomstwa jest w dużym stopniu bezkarność. Z jednej strony, ci, pożal się Boże, rodzice wiedzą, że dziecku i tak nic nie grozi, z drugiej, że oni sami nie poniosą z tego tytułu żadnych konsekwencji. Zamiast więc dostarczyć opuszczonej rodzinie skutecznego narzędzia prawnego do egzekwowania należności ze strony migających się od obowiązku współmałżonków, włącznie z przymusem pracy, nasz rząd dał tym ostatnim gwarancje, że nic im w zasadzie nie grozi.
Nie trzeba być geniuszem ekonomicznym czy od spraw socjalnych, aby przewidzieć, iż wkrótce liczba pokrzywdzonych, czyli dzieci porzuconych przez jednego lub obojga rodziców, nie tylko nie spadnie, lecz wzrośnie. Spadnie natomiast liczba dzieci przychodzących na świat w normalnych rodzinach. Te ostatnie, zmuszone przez wrażliwy na cierpienie ludzkie rząd do łożenia na fundusz alimentacyjny, nie będzie stać na posiadanie własnych dzieci i na dobrowolną pomoc dzieciom znajdującym się w tarapatach. Spełni się marzenie etatystów zawarte w powiedzeniu: „wszystkie dzieci są nasze”, co sprowadza się do tego, że kilkuset, albo i więcej urzędników, inspektorów, kasjerów i księgowych dzięki istnieniu funduszu alimentacyjnego znajdzie bezpieczną i nieźle płatną pracę. Rząd zabierze jednym, odpowiedzialnym, i da innym, nieodpowiedzialnym. Idąc tym tokiem rozumowania, należałoby teraz zacząć walczyć z alkoholizmem, przydzielając z funduszu alkoholowego każdemu pijącemu flaszkę okowity i kilka piw dziennie, albo z paleniem tytoniu, udzielając palaczom z funduszy antynikotynowych, osiemdziesięcioprocentowej zniżki na zakup papierosów.
A przecież można inaczej.
Kiedy w 1994 roku Bill Clinton reformował zasiłki socjalne, pomimo sprzeciwów postępowców z Partii Demokratycznej, nie zawahał się usunąć z rządowej listy płac kilku milionów ludzi, którzy dotąd (rzekomo) nie byli w stanie sami się utrzymać. Lewica lamentowała: ci ludzie umrą z głodu; cenę tego okrutnego aktu zapłacą niewinne dzieci; wśród zdesperowanych nędzarzy – bez pomocy państwa – wzrośnie przestępczość i zbrodnia etc. Tymczasem potwierdziła się niewygodna dla polityków prawda, że nawet najprostsi, najbardziej zdemoralizowani ludzie, z natury swojej zachowują się racjonalnie. Dopóki dawano im za darmo pieniądze, dopóty je brali, rodząc miliony nieślubnych dzieci, czy wybierając zasiłek zamiast pracy. Z chwilą, gdy zasiłki znikły, nie tylko nie wyszli na ulicę protestować czy zabijać, ale wzięli się ostro do pracy, żeby przeżyć.
Skutkiem ubocznym reformy zasiłków socjalnych (czytaj: cięć w wydatkach na socjal) był w Stanach Zjednoczonych spadek ilości dzieci urodzonych w związkach pozamałżeńskich, spadek przestępczości i…wzrost zatrudnienia. Matki, wiedząc, że Uncle Sam nie utrzyma już ich nieślubnych dzieci, staranniej dobierały sobie partnerów i z większym namysłem decydowały się na posiadanie dzieci. Ojcowie, którzy do tej pory bumelowali, bo mieli za co (zasiłek), wzięli się do pracy, zauważając przy okazji, że najkorzystniejszym sposobem na życie nie jest zasiłek, lecz silna rodzina.
U nas tych prawd jeszcze nie zgłębiono i dlatego politycy z taką ochotą biorą na siebie obowiązki rodzinne; nie dość, że nic ich to nie kosztuje, to na dodatek cieszą się wdzięcznością elektoratu. Ciekawe jak długo jeszcze…?

Jan M. Fijor
„Nczas” 2007-12-28

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. ProUPR pisze:

    Reforma zasiłków była przeprowadzona po odzyskaniu przez republikanów większości. Jaka była w reformie zasługa Clintona?

  2. Jarosław Obrzut pisze:

    >”nie mówiąc o utrudnieniach życiowych,
    > jakie dotknęły zwykłych ludzi, którzy
    > przez trzy, a niekiedy cztery dni
    > podczas tegorocznych świąt Bożego
    > Narodzenia nie byli w stanie kupić
    > pieczywa, masła”

    Z całym szacunkiem Panie Janie,
    ale Pana troska o klientów w Święta
    kojarzy mi się z troską
    posłów (oraz urzędników ZUS-u)
    o (przyszłych) emerytów – ludzie
    są na tyle niezaradni i niesamodzielni,
    że trzeba im pomóc w odkładaniu na
    emeryturę (a że to „trochę” kosztuje, no cóż).

    Przecież „[…] ludzie, z natury swojej
    zachowują się racjonalnie” (i zrobią
    sobie wcześniej zakupy).

    Pozdrawiam

  3. tutejszy pisze:

    Dokładnie.
    Panie Fijorr,skoro w Ameryce można było zmusić ludzi do myślenia,to dlaczego nie w Polsce?Przecież ludzie mogą przewidzieć,że skoro sklepy będą zamknięte,to zakupy trzeba zrobić wcześniej.Zakaz dotyczy gł. supermarketów,gdzie żywność i inne wyroby są zazwyczaj gorsze.Tym sposobem,ludzie kupując w małych sklepach ,zazwyczaj lepszy towar,chociaż na święta będą mieć trochę szczęścia i zdrowia.Czego sobie przecież życzą nawzajem.A co do prezentu dla nieznajomego wędrowca.Nie wiem jak jest u was w Ameryce,ale w Polsce wystarczy jeden tależ więcej przy świątecznym stole.A reszta się już jakoś znajdzie.
    ps.O co poszło w ostatnim programie Jaworowicz?Nie oglądałem od początku.Ma Pan udziały w jakiejś hucie?

  4. tutejszy pisze:

    Sorry,zapomniałem dodać.Taki PLUS pracował w wigilię do 16 potem jeszcze posprzątać i pozamykać.W domu o 18.Większośc ludzi już dużo wcześniej za wigilijnym stołem.Tak ma być?Dodam,że ruch był znikomy.To może lepiej niech w tym czasie popracują małe sklepiki,jeśli oczywiście chcą.Większośc wybrała jednak rodzinę,bo im nikt nie kazał sprzedawać.Jednocześnie gazety robią wielki szum,bo jakichś urzędników nie puścili o 12 do domu.
    ps. pisze się talerz,jakby ktoś się mnie czepiał

  5. JM Fijor pisze:

    Oczywiscie, ze mozna zrobic zakupy wczesniej, ale przyzna pan, ze taki przymus jest niewygoda. W Zakopanem, gdzie spedzilem swieta, prawie wszystkie sklepy byly przez swieta zamkniete. Wielu ludzi przybywajacych na wakacje swiateczne nie bylo w stanie zabezpieczyc sie we wszystkie produkty odpowiednio wczesniej.
    Uklony
    Jan M Fijor

  6. Sławomir Staszak pisze:

    Pojawiają się już pierwsze zakłady:
    Czy PO zwiększy czy zmniejszy ilość licencji, koncesji, zezwoleń?
    Zastanawiam się czy zagrać na zwiększenie:)
    A propos powyższego tematu: Jeden z p(osłów) PO wymyślił nową licencję… na sprzedaż papierosów.
    Czy pomysł ma szanse?- Myślę, że tak, bo to partia cudów.
    P. Tusk oświadczy: Nie chcieliśmy tej ustawy, gdyż jest sprzeczna z ideą wolności, wolnego rynku, korupcjogenna strasznie, ale to będzie wyjątek który potwierdzi regułę, że takie regulacje są w zasadzie szkodliwe… lecz czasami cuda się zdarzają i sprawiają, że odżywa wiara w mądrość ludu, który mimo swojej niedoskonałości jest przepełniony troską o zdrowie dzieci, któreteraz mają łatwy dostęp do tytoniu.

    Chyba postawię pieniądze na przejście tej ustawy:)

  7. szwecja pisze:

    Sa inne sektory w których państwo powinno szukać oszczędności. Ciekawe co powie pan takiemu kilkuletniemu dzieciakowi, którego ojciec nie płaci alimentów. Znając pana skrajnie liberalnie poglądy to zeby poszedł do pracy.

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Gdyby matka wiedziala, ze nie bedzie miec alimentow za friko, ze nie bedzie mogla ich zabrac innym dzieciom, ktorych rodzice placa podatki, wowczs zastanowilaby sie glebiej nad wyborem ojca swoich dzieci. Prosze pamietac, ze zeby jednemu dac, trzeba drugiemu zabrac. Kto nam daje prawo do takiego rabunku? kto wie, czy pieniadze nie naleza sie bardziej temu, kto placi podatki i chroni swoje dzieci przed nieodpowiedzialnymi rodzicami? Dajmy kobietom wladze nad ojcami ich dzieci, chociazby poprzez zniesienie fatalnej ustawy o ochronie danych osobistych. Ustawy, ktora chroni rodzicow uchylajacych sie od lozenia na utrzymanie dzieci, a same sobie poradza. Uklony Jan M Fijor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *