Pytania i odpowiedzi

chat-dymki
18

Najlepiej jest takie artykuły i oskarżenia przemilczeć, bo i jaki jest sens dowodzenia, że się nie jest, czy jest – słoniem. Jednakże za namową osób, które darzę zaufaniem, postanowiłem napisać te kilka słów z szacunku dla tego, co robię i z czego jestem najlepiej znany. Na więcej przyjdzie poczekać.

Lojalka

Podpisanie lojalki, dopiero dzisiaj może wyglądać jak nawiązanie współpracy, ale wtedy nie było ustawy lustracyjnej. Ja się nigdzie nie rejestrowałem, to ubek mnie zarejestrował. Jeśli w ogóle mnie zarejestrował. Co więcej, to ubek, który mnie do współpracy kaperował podkreślał, że podpisanie lojalki nie jest równoznaczne z byciem szpiclem. Nigdy nie wypierałem się podpisania lojalki. Informowałem o tym na www.fijor.com. Wiedzieli o niej moim najbliżsi od początku. Nie była więc tajna. Opinie i komentarze cytowane w artykule pochodzą od pracownika SB, a ten pisał, co chciał. Niczego ze mną nie uzgadniał. Nigdy niczego przy mnie nie notował. Pseudonimu nie brałem, ja pseudonim (Bereta) używałem już od 1978 roku. Podpisywałem nim swoje artykuły, zresztą podpisuję je aż do dziś. Można to sprawdzić na Internecie. Podając swój pseudonim w oświadczeniu odpowiedziałem na pytanie przesłuchującego mnie: czy używam pseudonimy. Używałem, więc napisałem. Ja pseudonimu nie przyjąłem, a więc TW Bereta nie istniał, to był wymysł SB. Dlatego – zanim przeczytałem artykuł (dopiero z początkiem stycznia b.r.) nie miałem bladego pojęcia, czego dotyczą zaczepki typu: „A co z TW Bereta”? Nigdy swojej teczki nie widziałem, bo dostępu do niej strzegły kolejne ustawy i niewydolność organizacyjna IPN.

Motywy moje

W tej części jest najwięcej nieprawdy. Zanim podpisałem lojalkę zostałem (w wyniku weryfikacji) na początku stanu wojennego wyrzucony z pracy i dopiero wiele miesięcy później do niej przyjęty. Te miesiące bez pracy przebywałem poza Warszawą imając się różnych zajęć, żeby utrzymać rodzinę. Nie „spotykałem się” z SB, jak to sugeruje autor artykułu, lecz stawiałem na ich wezwanie lub przychodzili po mnie do domu. Nie pisałem donosów, to oni pisali swoje „dokumenty”. Nie kontaktowałem się poza narzuconym mi obowiązkiem meldowania im o swoich wyjazdach zagranicznych. Nie brałem pieniędzy, nie korzystałem, ani nie skorzystałem z niczego, jeśli nie liczyć kilku puszek konserw, jakie kupiłem w dobrze zaopatrzonym sklepie MSW na Rakowieckiej, wychodząc po jednym z przesłuchań.
Paszport też nie był motywem. Owszem, przygotowywałem się do emigracji do USA, ale przecież nikogo o tym nie informowałem. Po 27 odmowach paszportowych, które trwały 9 lat paszport otrzymałem w wyniku interwencji dwóch wpływowych dziennikarzy w 1978 i 1982 roku, natomiast w okresie, który autor z IPN nazywa współpracą, otrzymałem 28. odmowę wydania mi paszportu. SB paszportu mi nie załatwiła, o czym świadczy chociażby wpis pracownika SB cytowany w artykule. Sam sobie ten paszport załatwiłem i na niego wyemigrowałem.

Motywy autora z IPN

Motywy autora są co najmniej niejasne. Dlaczego właśnie ja zostałem wybrany? Jest wielu bardziej znanych i zasłużonych dziennikarzy, o których mógł napisać. Taki tekst miałby znacznie większą rangę. Nie podlegam lustracji, nie skłamałem w oświadczeniu, nie robię afer. Ale niechby. Autor wydaje na mnie wyrok, a przecież IPN sądem nie jest. Może więc zależy mu na prawdzie historycznej? Chyba też nie, bo w przeciwnym razie skontaktowałby się ze mną, co jest praktyką etycznego historyka, adres przecież miał. On tego nie robi. Co więcej, podaje błędne fakty i manipuluje informacją tak, żeby wycisnąć na mnie piętno współpracy. W nauce jeden fałszywy fakt czy dowód wystarczy do obalenia całych teorii. Tutaj autor posuwa się do zatajenia dokumentów, w tym m.in. donosu napisanego na mnie przez ambasadora PRL w Argentynie, a także ważnego dokumentu podpisanego 18 IV 1984 roku przez gen. Płatka, a więc nie byle kogo, który pisze o mnie otwarcie, że „narażam na szkodę dobre imię PRL”, i dlatego należy mnie tępić. Dlaczego autor popełnia taką nieetyczność? Bo dokument Płatka stawia mnie w innym świetle? Bo teza jego artykułu ległaby w gruzy? A może autorowi chodzi wyłącznie o ty by mnie upokorzyć, skompromitować w oczach opinii publicznej? Jest to hipoteza prawdopodobna i bynajmniej nie subiektywna. Tym bardziej, że w ostatnich akapitach swojego tekstu autor z IPN wyraża swoją dezaprobatę wobec tego, co robię, a ściślej, co piszę współcześnie, czyli obecnie. Nie rozszyfrowuje innych pseudonimów, mimo iż je wymienia w artykule. Słowem też nie wspomina, że konsekwencją wspomnianego pisma Platka było zawieszenie kontaktów ze mną, ani o tym, że w marcu 1985 roku wyjechałem do USA, skąd powróciłem dopiero 18 lat później w 2003 roku. Słowem: cala publikacja IPN jest niewiarygodna!

Konkluzja

Cały tekst sprawia wrażenie, jakbym ja nadal współpracował z SB. A więc, nie podoba się autorowi mój liberalizm, nie podoba mój zachwyt nad ludźmi przedsiębiorczymi, pisanie o Kulczyku i spółce Art- B. Ten „obiektywny historyk”, badacz zainteresowany poszukiwaniem prawdy z lat 1980. ocenia moją książkę „Jak zostałem milionerem” (wydana 2007) i na jej podstawie kreśli mój portret? Nie trudno teraz zrozumieć, dlaczego niektórzy internetowicze uważają nawet, że dorobiłem się dzięki SB. Nie podoba mu się również to, że nie piszę o działalności IPN, co też jest nieprawdą, gdyż właśnie po serii moich artykułów jeden z prominentnych pracowników IPN musiał się podać do dymisji. Może to odejście tak autora zabolało?
Uznawszy, że autor z IPN przejechał się po mnie w sposób tendencyjny, nieetyczny, zataił dokumenty mogące podważyć główną tezę jego artykułu, napisał sporo nieprawdy, a także nie dołożył staranności przy interpretacji „dokumentów” zmuszony jestem domagać się rozstrzygnięcia sądowego. Innego wyjścia nie mam. Do tego czasu moje dalsze tłumaczenie się w jest bez sensu. „O, widzisz! Tłumaczy się.” ergo winien! Przecież część ludzi już i tak wydała na mnie wyrok i to nawet nie zadawszy sobie trudu przeczytania tekstu. Wiem to chociażby z ich „publikacji” Internetowych. Nie tłumaczenie się, również sensu nie ma; ”O, widzisz jak go zablokowało!” ergo przyznał się! Mimo to postaram się dołożyć starań, aby w miarę obiektywna prawda o mojej teczce znalazła się na łamach Nczasu już znacznie wcześniej.

Jan M. Fijor
„Nczas” 2008-01-16

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Przedsiębiorca pisze:

    Panie Fijor, ja Panu coś powiem, coś co mi powiedział starszy i mądry człowiek:

    „Psy szczekają, a karawana idzie dalej.”

  2. ryskan pisze:

    Będę panu kibicował. Chociaż rzeczywiście, „prześladowca” cel już osiągnął. Stworzył duszną atmosferę wokół Pana. Życzę potwierdzenia prawdy przez sąd.

  3. Michal Wieczorek pisze:

    Co obejmuje tresc takiej lojaki? Co to w ogole jest?

  4. Jot pisze:

    Lojalka byla zobowiazaniem podpisujacego, ze nie bedzie dzialal na szkode panstwa polskiego, albo/i ze bedzie informować organa o zagrozeniach dla tegoz panstwa.
    Jot

  5. JM Fijor pisze:

    W Polsce jest krucho z wielbladami, a tym badrziej karawanami. Psow ci jest dostatek, stad wole jednak uwazac.
    Uklony
    Jan M Fijor

  6. Mariusz Wiącek pisze:

    Może to jest zasłona dymna – czas otwarcia archiwów się zbliża nie ubłaganie i zaczynamy zwiększać „masę” umoczonych?

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Co jest zaslona czego? Bo sie pogubilem. Osobiscie marze o otwarciu archiwow, a takze o tym, zeby pan zobaczyl, moja teczke. Podziekuje mi pan za to, co robilem. Uklony Jan M Fijor

  8. Sprawiedliwy pisze:

    „Nigdy sie nie tlumacz. Twoi przyjaciele tego nie potrzebuja, a wrogowie i tak nie uwierza”.

  9. Jan M. Fijor pisze:

    Zgadzam się i dlatego unikałem tlumaczen. Mam jednak za slabe nerwy na to, zeby kompletnie zignorowac apele Internautow, abym jednak cos napisal. Ostateczny werdykt wydany zostanie przez sad. Choc dla wrogow nie bedzie to zadnym dowodem. Mimo to sprawa jest bardzo ciekawa. Obiecuje! Uklony Jan M Fijor

  10. Stanislaw Chmielewski pisze:

    Współczuję tej sytuacji, cały IPN należałoby przenieść do sieci i wtedy można by zamknąć tą instytucję.
    Ale jeżeli już Pan zaczął wyjaśnienia, to niech Pan jeszcze opisze szczegóły otrzymania paszportu i emigracji w 85, bo teraz będą się tego czepiać.
    Pozdrawiam, i proszę się aż tak nie przejmować.

  11. Magdalena Niemirycz pisze:

    Czy można wiedzieć, w jakim stadium jest sprawa sądowa?

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Ponieważ sąd zastosował sie do wniosku IPN i sprawę umorzył, pozostała mi apelacja w trybie nadzwyczajnym.
    Właśnie czekam na jej skutki, a równocześnie napisałem skargę do Trybunału do Strasburga.
    Ukłony

  13. Piotr Dziurkowski pisze:

    Czemu pan idzie w zaparte jak Wałęsa? Kogo to dzisiaj interesuje, że był pan donosicielem, było minęło, to było dawno i zupełnie inne czasy.

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Mnie to interesuje! Tym bardziej, że jest to nieprawdą. Nigdy nie byłem donosicielem. Brzydzę się tym dzisiaj, i brzydziłem w PRL.
    Ukłony

  15. Marian Michalski pisze:

    Ponieważ na tej stronie są informacje sprzed ponad dwóch lat, gdzie można znaleźć najnowwsze informacje o tym, jakie były skutki apelacji i skargi do Strasburga?

  16. Jan M. Fijor pisze:

    polecam: google.com
    Ukłony

  17. Mario pisze:

    Publikuje Pan jeszcze w Najwyższym Czasie?

  18. Jan M. Fijor pisze:

    Nie. Nie mam czasu na działalność publicystyczną poza blogiem.
    Dziękuję za zainteresowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *