Pies rolnika

chat-dymki
5

Za nasze pieniądze, państwowa Agencja Nieruchomości Rolnych, wykupuje pod przymusem ziemię należącą do prywatnych rolników, dezorganizując tym ostatnim życie i działalność, pogłębiając deficyt finansów publicznych, a ponieważ agencja nie ma na wykupioną ziemię żadnego pomysłu, marnotrawiąc ten cenny kapitał. Proceder nazywa się eufemistycznie „pierwokupem” i ma zostać częściowo ograniczona.

Sami swoi

Działalność ANR to podręcznikowy przypadek prawa Parkinsona.
Powołano ją do życia pod nazwą: Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa w 1991 roku w celu likwidacji archaicznej własności państwowej. W 2005 roku przemianowana ją na Agencję Nieruchomości Rolnych, w której zasobach znalazło się dotąd blisko 4,8 mln ha, a więc ok. 16 procent areału rolnego kraju, głównie terenów po byłych PGR i innych instytucjach państwowych. Po sprzedaży lub wydzierżawieniu tych gruntów, agencja miała zostać rozwiązana. Zanim zrozumiano, że jest to żyła złota, sprzedano prawie 1/3 areału i wydzierżawiono połowę. W tym momencie urzędnicy powiedzieli: chwatit, stając odtąd na głowie, aby nie wylądować na bruku. Już pod koniec 1997 roku agencja praktycznie zaniechała sprzedaży ziemi, motywując to koniecznością „kształtowania idealnego ustroju rolnego”, a później tworzenia rezerw pod przyszłą ustawę o odszkodowaniach za mienie zabużańskie i inne roszczenia obywateli. Każdy pretekst był dobry, byleby tylko nie oddać stanowisk. Szczytem było wymuszenie na koalicji SLD – PSL wprowadzenie limitów powierzchniowych oraz – działającego wstecz – prawa pierwokupu. Agencja, która służyła wyzbywaniu się ziemi przez państwo, zaczęła ją oficjalnie skupywać.
O ile przed rokiem 2003 roku, kiedy to Sejm pod „nowymi” rządami SLD znowelizował ustawę „o kształtowaniu ustroju rolnego’, z prawa pierwokupu korzystała sporadycznie, o tyle teraz zaczęła siać na wsi terror. Agencja ma bowiem prawo kupić każdy kawałek ziemi rolnej będący przedmiotem prywatnego obrotu, a nawet zmusić do odsprzedaży gruntu, tych, którzy kupili go z puli państwowej przed upływem 10 lat od daty zakupu. Jest to równoznaczne z częściową konfiskatą prywatnej własności, gdyż agencja wypłaca właścicielowi tylko tyle, ile zapłacił za nią kupując ją trzy, sześć czy nawet dziesięć lat wcześniej.
W ten sposób agencja zdobyła władzę nad ziemią rolną w Polsce, a urzędnicy pieniądze dla siebie.
Gdy ziemia niebezpiecznie rosła w cenie, urzędnicy szli w pole, dając właścicielowi gruntów nabytych od państwa do zrozumienia, że w każdej chwili może stracić to co posiada. Nie trudno się domyślić, że dla tych ostatnich ratunkiem stało się przekupstwo. Zresztą łapówka nie zawsze wystarczała. Apolinaremu S. z okolic Lęborka odebrano ziemię pod pretekstem złej kultury rolnej, Janowi F. z powodu nieaktualnych ksiąg wieczystych. Odkupione tereny agencja sprzedała innym osobom. Jeśli nawet były to osoby zaprzyjaźnione, groźba pierwokupu ich nie ominie. Karuzela kadrowa agencji kręci się w rytmie zmian politycznych w ministerstwie rolnictwa, a każda partia ma swoich znajomych. Procedura pierwokupu, która miała być narzędziem „racjonalnej polityki rolnej”, stała się de facto orężem szantażu, zemsty i zawiści. Tylko brak pieniędzy – mówi b. urzędnik ANR ze Słupska – uchronił polską wieś przed totalną vendettą.

Socjalizm rolny

W swoim ostatnim wystąpieniu sejmowym, minister finansów, Jacek Rostocki poinformował, że łączny deficyt budżetu państwa sięga 500 mld złotych. Mimo iż obsługa takiego długu jest kosztowna (od 25 – 30 mld złotych rocznie), mimo iż deficyt rośnie każdego roku o kolejne 30 miliardy zł. rocznie, bo pieniędzy w kasie państwa brakuje na służbę zdrowia, na drogi, edukację, policję, wojsko, wały przeciwpowodziowe etc., każda transakcja zmiany właściciela „ziemi rolnej”, a takich w Polsce jest większość, uzależniona jest od dobrej woli agencji, która ma 30 dni na odstąpienie od prawa pierwokupu, o czym powiadamia strony transakcji specjalnym pismem. Pomijając fakt, że agencja może sama ustalić cenę, po jakiej następuje pierwokup, nawet przy takim bezprawiu, ziemia rolna jest już w Polsce droga. Za „statystyczny” hektar – mówi notariusz Sławomir Ogonek – trzeba dziś zapłacić ok. 20 tysięcy złotych. Pierwokup po takiej cenie kosztować może budżet państwa kilka miliardów złotych, których zabraknie na inną działalność.

Ustrój idealny

Po co państwu ziemia?
Oficjalnie w celu kształtowania enigmatycznej „prawidłowej struktury agrarnej i kształtowania idealnego ustroju rolnego” – wyjaśnia Aneta Suchoń z poznańskiej Akademii Rolniczej, autorka obszernego raportu n t. działalności ANR.
Z tego co widać, tym idealnym ustrojem jest socjalizm. To samo państwo, to samo ministerstwo rolnictwa, które jeszcze 20 lat temu nie były w stanie zagwarantować wyżywienia obywateli, z chwilą gdy ci ostatni wzięli wreszcie sprawy w swoje ręce – dzięki czemu Polska eksportuje dziś dwukrotnie więcej żywności niż jej 20 lat temu produkowała – usiłuje utrzymywać sowiecki model gospodarowania ziemią, robiąc konkurencję sprawnym, zawodowym rolnikom. Nie dość, że wciąż nie ma ustawy reprywatyzacyjnej, która zmusiłaby rząd do zwrotu ziemi zagarniętej przez państwo robotników i chłopów, to na dodatek zabrania się tym ostatnim kupowania ziemi, która leży odłogiem, marnotrawiąc nawet to, co za własne pieniądze już legalnie kupili. I chociaż procedura przymusowego wykupu jest mocno wątpliwa legalnie, państwo nie ma właściwie pomysłu co z kupioną ziemią uczynić. W najlepszym wypadku jest oddawana w dzierżawę.
Do ludzi

Tymczasem ziemi rolnej jest w Polsce nadmiar, czego dowodem jest chociażby unijna polityka rolna, zmierzająca do trwałego wyłączenia spod uprawy ponad miliona ha. Zamrażając tak znaczny areał agencja utrudnia rozwój przemysłu, budownictwa mieszkaniowego, czy infrastruktury transportowej itp. Proponowane właśnie przez rząd podwyższenie limitu pierwokupu do działek o powierzchni powyżej 1 ha niczego nie załatwia. Takie działki ludzi agencji nigdy zbytnio nie interesowały. Pieniądze są w działkach dużych, a te nadal pozostaną w rękach biurokracji rolnej. Konieczna jest więc jak najszybsza prywatyzacja istniejących zasobów agencji, włącznie z ponad 2,2 mln ha oddanych dotychczas w dzierżawę, a następnie totalna likwidacja ANR. Pieniądze ze sprzedaży – ok. 40 – 50 mld złotych – można zużyć na fundusz łagodzenia skutków subsydiowania KRUS. Zaoszczędzi się równocześnie ponad miliard złotych, idący każdego roku na pokrycie strat wynikających z istnienia Agencji Nieruchomości Rolnych. Rozwiązanie może być okazją do zwrotu gruntów prawowitym właścicielom. W ten sposób zlikwidowane zostanie legalne bezprawie, okazja do korupcji, a przede wszystkim przywrócone zostaną zdrowe zasady obrotu ziemią, która osiągnie wartość rynkową i zacznie być racjonalniej wykorzystana. W przypadku ewentualnych roszczeń niemieckich do polskiej ziemi, bo i z tym trzeba się liczyć, trudniej będzie ją zabrać chłopu, który za ziemię zapłacił i posiada własną hipotekę, niż państwu, które – tak czy owak – komuś ją przecież skonfiskowało.

Jan M. Fijor
„różne” 2008-08-18

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Michał pisze:

    Cytuję:
    „Pieniądze ze sprzedaży – ok. 40 – 50 mld złotych – można zużyć na fundusz łagodzenia skutków subsydiowania KRUS.”

    Chce stryjek zamienić siekierkę na kijek
    (ANR na ‚fundusz’)?
    Można tylko pozazdrościć wiary w dobrą wolę urzędników…

  2. adorin pisze:

    „Nie zamienił stryjek…”, tylko pewnie sprzedać, a kasę przekazać KRUS. Kropka.

  3. tom pisze:

    Ale totalnie bzdurny artykuł. Autor nie ma jakiegokolwiek pojęcia o tym co pisze, a już na pewno nie ma pojęcia o ANR. Takie dyrdymały na fotelu wydumane.

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Może coś bardziej konkretnego, poproszę, bo nie mogę się bronić. Ukłony Jan M Fijor

  5. Agent pisze:

    Nie martw się, agencje i tak nie przestaną istnieć. Tawarzyskie zawsze zostaną, ANR zmieni tylko nazwę (może na towarzyską – zobaczymy). Są to kury znoszące złote jajka, to jak je zlikwidować>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *