NINJA – pół prawdy

chat-dymki
8

Winę za obecne załamanie gospodarcze w Stanach Zjednoczonych ponoszą tylko i wyłącznie politycy. Jeśli sami tego nie zrozumieją, Ameryce grozi krach na niespotykaną dotąd skalę. Niestety, dostanie się i nam.

NINJA, czyli pół prawdy

Oficjalnie, czyli na potrzeby mediów, powodem krachu instytucji finansowych jest „kryzys kredytów hipotecznych”. A co w takim razie było przyczyną kryzysu tych kredytów? To też wydaje się jasne: niewypłacalność dłużników. Miliony Amerykanów nie spłaca swoich długów. Banki nie dostają swoich pieniędzy. Są zagrożone. Co prawda, problemy z dłużnikami nie pojawiły się od dzisiaj, jak to się jednak stało, że nagle tak duża ich ilość nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Tym bardziej że skutkiem zaległości w spłacie jest foreclosure, czyli procedura przymusowego przejęcia zadłużonej nieruchomości przez bank; dłużnik traci swój dom, mieszkanie, pieniądze. Trudno więc podejrzewać, żeby powodem wstrzymania spłaty kredytu był jakiś bunt dłużników czy chęć dokuczenia bankom. A zatem co? I na to pytanie media mają dość prostą odpowiedź: NINJA. Akronim ten pochodzi od amerykańskiego terminu określającego złego kredytobiorcę: „no income, no job, no assetts” (brak dochodu, brak pracy, brak majątku). Jak to się stało, że banki udzieliły kredytu tak wielu dłużnikom nie posiadającym pracy, dochodu i majątku?
I tutaj problem się komplikuje. Do niedawna na to pytanie nie podawano żadnej odpowiedzi, albo podawano odpowiedź wymijającą: panował boom na rynku nieruchomości i każdy chciał z niego skorzystać, głównie jednak spekulanci. Problem w tym, że rzadko kiedy sama potrzeba pożyczkobiorcy wystarczy do otrzymania kredytu. Banki nie są instytucjami samoobsługowymi. Do otrzymania kredytu konieczna jest ich zgoda, oparta na wnikliwej analizie możliwości finansowych dłużnika. Skoro tak wielu z nich nie spełniało kryteriów dobrego kredytu, na jakiej podstawie banki im go udzieliły? W tej kwestii do niedawna panowało całkowite milczenie. Dopiero w ostatnich dniach września b.r. pojawiła się na You Tube wypowiedź wyjaśniająca sprawę. Udzielił jej senator z Connecticut, Christoher J. Dodd, nazywając sprawę po imieniu, a brzmi ono: CRA, czyli Community Reinvestment Act. Jest to ustawa, przyjęta przez Kongres w 1977 roku i zmodyfikowana za prezydentury Billa Clintona, której celem była ochrona „kredytobiorców mniejszościowym”, czyli ludności kolorowej, ubogiej, znajdującej się w złych warunkach materialnych, przed złym traktowaniem jej przez banki.
Wypowiedź senatora Dodda wywołała konsternację, padła bowiem z ust przedstawiciela Partii Demokratycznej, szczególnie wrażliwej na losy mniejszości. Mimo tego, coś w niej było na rzeczy. Ameryka, w tym i amerykańskie banki od dawna sparaliżowane są ustawodawstwem antydyskryminacyjnym, zakazującym wynajmowania lokali przedstawicielom mniejszości, zwalniania ich z pracy, czy odmowy udzielenia kredytu – bez względu na to, jak racjonalne byłyby przyczyny tej odmowy. Jednakże powoływanie się na CRA to tylko półprawda. Wprawdzie wśród ofiar foreclosure jest wielu przedstawicieli „dyskryminowanych mniejszości”, nie oni stanowią większość kredytobiorców z grupy NINJA i grupy zalegających dłużników. Jeśli zatem nie oni są winni, to kto?

Cała prawda

Prawdziwe korzenie kryzysu są głębsze i mają głównie charakter polityczny. Należą do nich: kosztowna wojna na Środkowym Wschodzie (300 mln dolarów dziennie), rozrzutna polityka w zakresie finansów publicznych podnosząca deficyt budżetowy do niewyobrażalnych rozmiarów (30 bilionów dolarów), interwencjonizm, czyli ręczne sterowanie gospodarką przez polityków i będąca jego konsekwencją luźna polityka monetarna FED. Z jednej strony, George W. Bush, po swoim wątpliwym zwycięstwie wyborczym w 2000 roku chciał Amerykanów kupić, już to darmowymi lekami dla emerytów, już koncesjami dla rolnictwa i przemysłu oraz świadczeniami socjalnymi na niespotykaną dotąd skalę, z drugiej zaś po zamachu z 11 września 2001 potrzebne były ogromne pieniądze na wojnę z terroryzmem. O ile Stany Zjednoczone stać by było na każdy z tych wydatków z osobna, o tyle prowadzenie ich równocześnie jest dla gospodarki tego kraju ponad siły. Skutkiem nałożenia się welfare na warfare było pojawienie się inflacji.
I to jest główne nieszczęście!
Jeśli bank centralny, powołany do kontrolowania płynności na rynku pieniężnym, pompuje do banków komercyjnych miliardy dolarów, licząc im za te pieniądze niewiele powyżej 1 procenta w skali rocznej, a czasem nawet mniej, to trzeba naprawdę dużej wyobraźni, odpowiedzialności albo pesymizmu, by z takiej okazji zrezygnować. Ekspansja kredytowa zapoczątkowana przez prezesa banku centralnego USA, czyli Rezerwy Federalnej (FED), Alana Greenspana, a później z powodzeniem kontynuowana przez jego następcę, Boba Bernanke miała posłużyć całej gospodarce, tymczasem przysłużyła się wyłącznie politykom, którzy z powodzi monetarnej korzystali, finansując wojnę i socjal, właśnie welfare i warfare. Banki zalane tanim pieniądzem oferowały kredyty za pół darmo i to każdemu, nawet NINJA, patrząc przez palce na perspektywy ewentualnej niewypłacalności. A przecież już ponad pół wieku temu Ludwik von Mises, a później Murray N. Rothbard ostrzegali, że drukowanie pieniędzy bez oparcia ich na oszczędnościach i realnych dobrach jest wysoce ryzykowne. Nie dość, że daje to przedsiębiorcom zły sygnał n.t. kondycji gospodarki, to na dodatek wywołuje inflację, czyli s p a d e k s i ł y n a b y w c z e j pieniądza, a w konsekwencji wzrost cen. Bo to nie wysokie ceny ropy naftowej, jak to się gładko mówi w radio, tv i na większości uniwersytetów, wywołują inflację, lecz inflacja wywołuje wysokie ceny ropy i wszystkiego innego. Wzrost inflacji zmusił w końcu FED (w połowie 2007 roku) do powstrzymania podaży pieniądza, a tym samym do podniesienie oprocentowania kredytów, a ponieważ w okresie boomu gros kredytów udzielanych na kupno nieruchomości miało oprocentowanie zmienne, z chwilą korekty ceny pieniądza, koszty obsługi kredytu wzrosły powyżej zdolności finansowych wielu kredytobiorców. Ci ostatni tracili domy, banki zaś płynność. Zamiast pozostawić wtedy rynek samemu sobie, aby dokonał oczyszczenia gospodarki z podmiotów, które dobrowolnie i świadomie podjęły błędne decyzję, nie dają sobie rady więc muszą upaść, rząd wraz z FED zaczął to wszystko ratować; najpierw poprzez wzrost płynności czyli ponowną obniżkę stóp bazowych, następnie poprzez bezpośrednią pomoc finansową dla zagrożonych instytucji, aż wreszcie nacjonalizując upadające firmy.
Jeśli już Biały Dom ma tak wielkie serce, to zamiast rabować biednych i dawać bogaczom, mógł pomóc niewypłacalnym posiadaczom nieruchomości i podarować im pieniądze na spłatę hipoteki, tak jak daruje firmom finansowym. W ten sposób ci ostatni uratowaliby swe domy, a banki otrzymały swoje pieniądze. Rozwiązanie równie szkodliwe, ale znacznie bardziej „ludzkie”.

Socjalizm

Nietrudno zgadnąć, że z rządowego programu ratunkowego wyszły nici. Inflacja wzrosła do poziomu nie notowanego od 12 lat. Co gorsza, biznes, który zwykle nie zna kulisów programów ratunkowych i skomplikowanych interwencji monetarnych uznał, że skoro pieniądz jest taki tani i jest go tak dużo, znaczy gospodarka jest rozgrzana i będzie się rozwijać. Nastąpiła seria błędnych decyzji inwestycyjnych, w wyniku których straty poniosła także motoryzacja, potem transport, budownictwo i parę innych sektorów. Jednocześnie wprowadzeni w błąd inwestorzy giełdowi kupowali papiery nadal, doprowadzając do ich sztucznej aprecjacji. Popularnym wehikułem inwestycyjnym stały się zsekurytyzowane długi hipoteczne. Kiedy dłużnicy przestali je spłacać, obligacje których długi hipoteczne były zastawem stały się kawałkiem papieru. Gdy rynek poznał prawdę; kiedy dowiedział się, że te papierowe „papiery” stanowią główny majątek takich potentatów finansowych, jak Lehman Brothers, Merril Lynch, AIG i wielu innych parkiety zaczęły się walić. I wtedy politycy, którzy nie tak dawno uspokajali Amerykę, że „finanse kraju są pod kontrolą” postanowili wpompować w gospodarkę jeszcze większe ilości papieru, za które chcą ratować banki, powiększając deficyt budżetowy, osłabiając pieniądz i rabując zwykłych ludzi z dorobku ich życia. Dobitnym przykładem takiej polityki jest chociażby nacjonalizacja banków Fannie Mae, Freddie Mac, upaństwowienie giganta ubezpieczeniowego AIG, oraz quasi nacjonalizacja (w następstwie bankructwa) banku Washington Mutual. W konsekwencji wielu biznesmenów jest dziś przekonanych, że bez względu na to, jak dobrze (czy źle) pokierują swoimi firmami, rząd i tak weźmie za to odpowiedzialność. Za tę ich beztroskę musi zapłacić podatnik, któremu wmawia się, że jest to kryzys kapitalizmu. Tymczasem zrzucanie winy za kryzys na kapitalizm to absurd. Istotą kapitalizmu jest wolność, konkurencja, poszanowanie własności prywatnej, równość szans, a nie redystrybucja, czyli zabieranie jednym i dawanie drugim. To czystej wody socjalizm!

Prawdziwy winowajca

Rację ma zatem Jesse Jackson, kiedy pyta: „Jak to możliwe, że gdy prywatne banki przynoszą zysk to jest on prywatną własnością, a gdy są straty to płaci je cały naród?” A no możliwe, zwłaszcza pod nieobecność mechanizmów zabraniających rządowi prowadzić (niemal) nieskrępowaną politykę monetarną, której kosztami i tak obciążą obywateli. Oto cytat znakomicie oddający jej istotę: „Pod nieobecność standardu złota, nie ma sposobu na uchronienie oszczędności obywateli przed inflacją. (…) Gdyby standard złota istniał postępowanie rządu (tworzenie inflacji – przyp. red.) byłoby nielegalne. (…) Zniesienie go umożliwia ten podstępny sposób finansowania wydatków państwa z deficytu. (…) Taka ukryta konfiskata majątku obywateli odbywa się w zamian za obietnicę polityków utrzymywania państwa opiekuńczego.” I pomyśleć, ze autorem tych słów, i to już 40 lat temu, był sam…Alan Greenspan. I to jest prawdziwy winowajca obecnego kryzysu. Bez zrozumienia tego fakt i usunięcia jego przyczyny amerykański kryzys nie tylko się pogłębi, lecz ponadto rozleje na cały świat. Polska z iluzją państwa solidarnego, opiekuńczego i podobnymi mechanizmami ich finansowania niewątpliwie stanie się jedną z jego ofiar.

z cyklu: Kryzys 2008
Jan M. Fijor
„Bank” 2008-10-12

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Stanisław pisze:

    Bobry tekst, ale coś mi tu nie gra , jeśli jak piszesz – „Bo to nie wysokie ceny ropy naftowej, jak to się gładko mówi w radio, tv i na większości uniwersytetów, wywołują inflację, lecz inflacja wywołuje wysokie ceny ropy i wszystkiego innego.”
    – , to jeśli cena ropy spadła w z $160 .00 za baryłkę do $80 .00 to inflacja też się zmniejszyła o połowę …?

    Winni kryzysu są tak bankierzy jak i ludzie , kredytobiorcy.
    Jedni z chciwości, a nie z rozrzutności, dawali kredyty na lewo i prawo, nie sprawdzając wiarygodności klientów, a z drugiej strony ci co brali te kredyty myśleli, że ceny domów będą rosły w nieskończoność i praca będzie zawsze.

    Większa wina jest po stronie bankierów bo jak by nie dali to owi by nie wzięli.
    Coś jak z prostytutką ………. tylko finansową.

    Masz rację, że odpowiadają za to politycy tacy jak Busz.
    Jego odpowiedzialność jednak widzę gdzieś indziej.

    Jego najbliźsi kumple jak Wolfowitz i inni namawiali go do wojny z Irakiem, bo to ropy bedzie dużo , a i Izrael będzie zadowolny.
    Ci koledzy za wpasowanie Busza i gospodarki USA na minę poszli zawiadywać Bankiem Światowym (Wolfowitz) , też zreszto udanie…….. ( zupełnie jak Bartoszewski z LOTem !)

    To nie welfare zdołował gospodarkę , ale chciwość, która przesłoniła oczy lichwiarzom.
    Jestem ostatnią osobą ,która by cieszyła się z ingerencji państwa w gospodarkę.
    W tym wypadku trzeba stwierdzić ,że albo towarzystwo lichwiarskie gra fair i ma na to wolną rękę, albo idzie do pierdla za to, że naraża naród na straty, albo, to co ja nie lubię, ale jestem skłonny zaakceptować , należy rozliczyć ekipę rządzącą stawiając ją przed trybunałem stanu , za to że pozwoliła lichwiarzom na geszefty .
    Jeśli obecnie lekarstwem jest nacjonalizacja banków , to dlaczego banki w ogóle nie powinny być nadzorowane przez rząd „in the first place” ?

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Kredytu bylo duzo, bo rzad potrzebuje pieniedzy na wojne. I te pieniadze sa rozprowadzane przez banki komercyjne, ktore dostajac je za pol darmo chętnie pożyczały, żeby na takiej okazji zarobić. Chciwość banków to pół winy, drugie pół, to ekspansja kredytowa wywołana przez bank centralny. Trochę też głupota ludzi, którzy brali kredyt na procent zmienny, licząc na zysk spekulacyjny. kredyt zmienny jest tani, ale tylko na krótko, potem drożeje. Z chwilą, gdy rynek runął, spekulanci nie mogli szybko sprzedać domu i pozbyć się długu. Zostali z nim, a potem stracili domy. Ot, w wielkim skrócie taki był mechanizm. Sciskam Jan M Fijor

  3. Ewa pisze:

    Przykro mi nie zgodzic sie z teza, ilustrujaca winy walacego sie sytemu. Cala prawda to nie to ! Cala prawda tkwi jedynie w braku suwerennosci monetarnej ( a wiec i ekonomicznej i co za tym idzie panstwowej ) tzw. demokracji, a od strony technicznej – w samej istocie pieniadza.
    Pieniadze kosztuja rzady niesamowite kwoty, podczas gdy te pieniadze faktycznie nie kosztuja prawie nic ! No bo co to jest pieniadz i ile on moze kosztowac, zwazywszy ze cala istniejaca masa monetarna sklada sie z niczego innego jak z … impulsów elektronicznych ( ponad 90 % ) i w kilku procentach z papieru ?
    Politycy sa winni o tyle, ze sa JEDYNIE lokajami kliki bankierskiej, która sprawuje faktyczne i zakulisowe rzady.
    Ci politycy, którzy tej wladzy sie przeciwstawili, zostali zgladzeni ( J.F. Kennedy w pare miesiecy po emisji rzadowych dolarów WOLNYCH od DLUGU ).
    Czyli dopóki Narody nie zechca zrozumiec istoty pieniadza, sa skazane na cierpienia. I zaden parytet zlota niczego tu nie rozwiaze ( chociazby z tej prostej, technicznej przyczyny, ze zlota nie posiejesz o ono nie wyrosnie … ) .
    Pozdrawiam z Wloch coraz bardziej sie staczajacych …
    Ewa

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Pani Ewo, na miłość Boską, wszystko co rząd posiada zabiera obywatelom. Rząd nie ma swoich pieniędzy. On je zawłaszcza, kradnie lub marnotrawi. Niech pani nie wymaga od narodu rozumienia istoty pieniądza, nie rozumiejąc jej sama. To arogancja i pycha! ukłony Jan M Fijor

  5. Ewa pisze:

    Przede wszystkim: dla kazdego, dla calej ludzkosci jest sprawa podstawowa rozumienie istoty pieniadza. Ja wlasnie wymagam od tzw. wolnej informacji stawianie na rozpowszechnianie informacji o naturze pieniadza, ktora to informacja jest najbardziej strzezonym sekretem swiata. Bez rozumienia istoty pieniadza wszystkie analizy ( tzw. ekonomiczne czy polityczne ) sa przelewaniem z pustego w prozne. Niestety, z duza przykroscia i rozczarowaniem widze, ze Pan do rozumienia istoty pieniadza nie przyklada zadnej wagi ( i podejrzewam, ze nie ma Pan o niej bladego pojecia ). Fakt, ze jakas Ewa poruszyla ten temat Pan irytuje, zamiast zaciekawic, wobec czego widzi Pan jedyna forme obrony przed Ewa i jej wiedza w arbitralnym ( NICZYM nie uzasadnionym ) posadzieniu jej o nierozumienie ( sic ! ) .
    Ja natomiast, w imie sprawy wyzszej wagi, przejde do porzadku dziennego nad ta Pana pycha i zapytam ( o ile mozna ? ):
    CZYM jest pieniadz ?
    SKAD on sie bierze ?
    CZYJA wlasnoscia sa pieniadze bedace w obiegu ( dla ulatwienia tej analizy mozna posluzyc sie euro lub dolarem, bo w przypadku zlotowki sprawa jest podwojnie wynaturzona ).
    Mowi mi Pan, ze rzad nie ma swoich pieniedzy, ze je zawlaszcza i kradnie. Ale to jest dopiero POCHODNA kwestii, z ktora sie zwracam. Ja chcialabym wiedziec DLACZEGO rzad nie ma swoich wlasnych pieniedzy. Jest jasne i zrozumiale dla kazdego, ze sile i wladze posiada ten, kto posiada wladze monetarna, tj. prawo i monopol emisji pieniadza. Jesli wiec panstwo jest tej wladzy pozbawione, to jest organizmem w rekach tych, co te pieniadze tworza. Po co wiec caly ten spektakl z wyborami skoro faktyczna wladza nie lezy bynajmniej w rekach panstwa i jego przedstawicieli ? Glosujmy od razu na prezesow bankow centralnych ktorzy pelnia faktyczna – i nie majaca nic wspolnego z demokracja – wladze !
    Zacznijmy wiec od istoty rzeczy, a wiec od natury pieniadza ( ktora bardzo dobrze rozumiem i chyba tego najbardziej sie Pan obawia … ).
    Odwagi !
    Ewa

  6. Szymon pisze:

    Drobny błąd: Community Reinvestment Act jest z 1977r, były owszem spore zmiany za Clintona.

  7. Jan M. Fijor pisze:

    Sorry, wydawało mi sie, że to bylo za Clintona. Ukłony Jan M Fijor

  8. kurt pisze:

    Taaak.
    CRA to w roku 1997 kończył 20 lat.

    To i „Bob Bernanke” wystarczająco obrazują „wiedzę” autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *