Jedno cięcie

chat-dymki
9

Czy to nie oburzające, że nikt dotąd nie uświadomił górnikom, kolejarzom, nauczycielom i innym związkowcom, że żądając pieniędzy od rządu żądają de facto haraczu od swoich krewnych, przyjaciół, czy sąsiadów? Przecież rząd nie ma własnych pieniędzy. Wszystko co rząd posiada pochodzi z zaboru mienia obywateli, zwanych w tym kontekście podatnikami.

Lekcja ekonomii

Bądźmy jednak sprawiedliwi, gdzie przeciętny polski górnik, nauczyciel, pielęgniarka czy kolejarz mają się uczyć ekonomii, a w tym konkretnym przypadku, metod finansowania wydatków publicznych? Ich jedynymi nauczycielami są w tej dziedzinie eksperci ekonomiczni, politycy i dziennikarze, wypowiadający się za pośrednictwem gazet, radia i telewizji. Niestety, ich wiedza ekonomiczna jest albo mało obiektywna, albo pozostawia wiele do życzenia.
Większość autorytetów, w tym zawodowi ekonomiści, politycy i dziennikarze uważa, że to rząd albo partie tworzą dochód narodowy, budują drogi, szpitale, mosty i fundują nam renty i emerytury. Kilka dni temu sekretarz partii Napieralski, a potem profesor ekonomii, b. wicepremier i minister finansów, Hausner informowali, że to dzięki SLD gospodarka polska rozwijała się tak szybko po wejściu do Unii. Równocześnie profesorowie Osiatyński i Gronicki, oni też byli ministrami finansów, domagają się podwyżki podatków, aby rząd miał więcej pieniędzy na ratowanie gospodarki przed kryzysem i „tworzenie inwestycji w infrastrukturę”. W konsekwencji takich postaw nie dziwią obywateli ogromne tablice informacyjne towarzyszące np. budowie skrzyżowania czy stadionu, informujące, że środki na tę czy inną budowę pochodzą z agencji rozwoju regionalnego, od wojewody, lub jakiegoś innego urzędnika. Bo zdaniem establishmentu medialno – politycznego to nie przedsiębiorcy i ciężko pracujący Polacy dostarczają pieniędzy na budowę infrastruktury, tworzą miejsca pracy i utrzymują polityków, to czyni rząd!
Stąd, dla przeciętnego obywatela RP państwo (rząd) jawi się, jako kasa pełna pieniędzy, z której władza – jak chce to daje, a jak nie chce, nie daje. Coś, jak prywatny pracodawca, który – jeśli ma chęć albo dobre serce – to płaci ludziom dobrze, a jeśli jest chciwcem i oszczędza na płacach, zatrzymuje cały majątek firmy dla siebie. Skąd się te pieniądze wzięły i dlaczego rząd jednym daje, a drugim zabiera, tego nikt nawet nie stara się tłumaczyć. Dlatego, babcia, która ze swej skromnej emerytury, odejmując sobie od ust wspomaga budżet wnuka, który rozpoczął właśnie swą karierę zawodową i cienko przędzie, domaga się (nieświadomie), by tenże sam wnuk fundował jej coraz wyższą emeryturę. Podobnie myślą nauczyciele, górnicy, kolejarze i inni związkowcy, którzy też nie wiedzą, że państwo to właśnie ich wnuki, dzieci, siostry i wielu innych bliskich czy znajomych, którym chętniej by dali niż zabrali.

Święty Mikołaj

Teoretycznie, rząd – na wszystkich szczeblach administracyjnych – jest instytucją powołaną przez obywateli, służącą im, reprezentując ich interesy w sprawach, w których liczy się tzw. wspólna kasa. Co prawda, rząd tą kasą kieruje, lecz pieniądze (teoretycznie) należą do podatnika i jego interesom służą. Prawo dysponowania cudzymi pieniędzmi to silna pokusa, zwłaszcza gdy ma się wolną rękę, a kasa jest wspólna, czyli niczyja. I właśnie na tym braku określonego właściciela żerują politycy. Zamiast wydawać pieniądze zgodnie z wolą tych, którym mają one służyć, zaczynają je traktować jak swoje i wykorzystywać do przekupstwa grup, które mogą pomóc w reelekcji. Trudno się dziwić, pisał Ludwig von Mises, człowiek jest tylko człowiekiem i „najchętniej dba o swój własny interes”, tym bardziej, że obywatele, formalni właściciele wspólnej kasy, nie stawiają prawie żadnego oporu. Co więcej, polityk, który chętnie wydaje wspólne pieniądze jest uważany za dobrego gospodarza. Bez względu na to, czy pod pretekstem kupowania głosów buduje stację kolejową, stadion piłkarski, czy funduje obywatelom wcześniejsze emerytury. Nic dziwnego, że po jakimś czasie przyzwyczaja się do myśli, że to jego pieniądze i nie widzi nawet potrzeby tłumaczenia się z nich obywatelowi. To tak, jakby św. Mikołaj tłumaczył dzieciom, że prezenty, które im wręczył nie pochodzą od niego, lecz od taty i mamy tych dzieci.

Cięcie

Problemy zaczynają się dopiero wtedy, gdy na prezenty zaczyna brakować, a nieświadomi status quo nauczyciele, pielęgniarki, górnicy, kolejarze uwzięli się akurat, że chcą iść na wcześniejszą emeryturę. Wtedy zaczynają się schody – rząd wyjaśnia, który zawód jest uciążliwy, a który nie jest; że nikt nikogo nie zmuszał, by został nauczycielem, górnikiem kolejarzem; że generalnie to by chciał, ale nie może itp. Ludzie czują się rozgoryczeni, rodzi się napięcie, niepokoje, pachnie kryzysem.
Tymczasem wszystkich tych kłopotów można by uniknąć, gdyby za jednym cięciem sprywatyzować należące do państwa mienie, które i tak kiedyś zostało komuś skonfiskowane, pozostawiając decyzję o terminie (i finansowaniu) emerytury pracownikom. Rząd nie musiałby się martwić tym, że warunki pracy pewnych osób są uciążliwe, gdyż roztropny pracodawca w trosce o swoje zyski woli (albo nie woli, to zależy od tego, co mu się bardziej opłaca i na co się pracownik zgodzi) zainwestować w lepsze warunki pracy niż płacić wyższe pensje, a ludzie by szli na emeryturę za własne pieniądze i to wtedy, kiedy by tego chcieli. Rząd pozbyłby się tym samym kłopotów i mógł zając tym, co do niego należy (tworzenie warunków rozwoju, przestrzeganie prawa, polityka zagraniczna etc.), związkowcy dostali to, o co walczą, podatnik zaś odzyskał konstytucyjną władzę nad pieniędzmi swymi i swoich wnuków.

Jan M. Fijor
„” 2008-11-27

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Czarek pisze:

    Gratuluje Panu, zgrabniutki tekst, niestety podejrzewam, ze czytaja go tylko ci, co juz maja na ten temat takie wlasnie zdanie. A podejrzewam, ze politycy to w ogole „pochylaja sie z troska…” tu trzeba wpisac cokolwiek, pozdrawiam

  2. Krzysiek pisze:

    Jak to ‚rzad nie ma pieniedzy’? Przeciez rzad, jak sam mowi, na szarej strefie traci iles-tam rocznie. A zeby stracic to trzeba najpierw miec, prawda?
    No wiec wszystkie pieniadze, ktore sa wynikiem pracy sa de facto wlasnoscia rzadu, prawda?

  3. JM Fijor pisze:

    Dokładnie tak, jak pisze Krzysiek, myśli nie tylko rząd, obywatele też. Wszystko co zarabiamy należy do rządu, ktory łaskawie pozwala nam część zatrzymać dla siebie. Ja nie żartuję. Na tym pozwoleniu opiera się w Polsce powszechny szacunek dla rządu. Oraz na jego boskości, bo WŁADZA od Boga pochodzi. Nikt się nawet nie zastanowi, że rządem był Łyżwiński, Lepper, Ikonowicz i paruset innych nawiedzonych ignorantów, do których naród i MEDIA się MODLĄ.

    UKŁONY
    JM Fijor

  4. Tomek pisze:

    W dzisiejszym dzienniku dorzucili do tego kolejny wątek. Deweloperzy, którzy, ocenia się, do tej pory zarabiali jakieś 40% rocznie, niemiłosiernie windując ceny (przykład: nie umówione 6 a 9 tys. za metr) teraz przestraszyli się nadchodzącej bessy i chcą aby podatnicy wzięli na siebie ich ryzyko i zamortyzowali im straty. No i nic dziwnego, że „dziura budżetowa” to worek bez dna.

  5. Ewa z Wloch pisze:

    Czy moglby Pan wreszcie wyjasnic jak to jest, ze rzad nie ma wlasnych pieniedzy ? Sugeruje Pan, ze rzad nie ma ani zlotowki dopoki czegos komus nie odbierze i tego nie spieniezy. Ale to nieprawda ! Rzad rzeczywiscie nie ma wlasnych pieniedzy ale ma te pozyczone, ktore udaje, ze sa panstwowe. Moze by tak dac wreszcie rzetelna lekcje ekonomii i wyjawic skad rzad bierze ciagle pozyczki i dlaczego to robi.Jakie jest uzasadnienie tego, ze rzad pozycza papier, placac za niego jak za zloto – bo banknoty pozyczane z bankow zagranicznych sa bez zadnego pokrycia ! Banknoty rzad WINIEN, zgodnie z konstytucja, SAM DRUKOWAC i to w ilosciach niezbednych do obsluzenia calej gospodarki. Zadnym wyjsciem nie jest prywatyzacja ! Ona oznacza oddanie w prywatne rece – zwyczajowo droga ogromnej i ukrytej korupcji – tego, co zbudowala cala spolecznosc, no bo panstwowe to przeciez nasze, z NASZYCH podatkow powstale ! Probuje nadal z Pana wycisnac odpowiedz na podstawowe dla wszelkich ekonomicznych dyskusji i regularnie przemilczane pytanie: czyje sa pieniadze kursujace legalnie w danym panstwie, powiedzmy w UE ? Czyzby to bylo pytanie tak karkolomne, ze nie sposob na nie odpowiedziec ?

  6. jola pisze:

    jestem pod dużym wrażeniem tematu jaki poruszyłeś.To jest cala prawda,a w swojej prostocie aż kole w oczy. dlatego proponuję aby ten artykuł ukazywał się wszędzie gdzie tylko możliwe tak aby każdy Polak wreszcie uświadomił sobie na czym polega ekonomika rządu.Gratuluję.

  7. Ewa pisze:

    Dziekuje p. Joli. Zdecydowanie kobiety widza szerzej i czuja wiecej ! Temat zniewolenia monetarnego Naorodow jest cenzurowany we wszystkich prawie mediach, trzeba wiec liczyc na „poczte pantoflowa” i wrazliwosc oraz swiadomosc poddanych, mam nadzieje stopniowo zwiekszajaca sie . Pozdrawiam i polecam jedyna chyba w jez. polskim strone traktujaca temat naszego zniewolenia: http://www.demokracja-finansowa.pl

  8. Ewa z Wloch pisze:

    P. Fijor mowi, ze rzad nie ma wlasnych pieniedzy, sugerujac tym, ze rzad nie rzadzi ! Rzadzi od wieki wiekow ten, co ma pieniadze. Kto wiec rzadzi rzadem ??? Tyle czasu juz zadaje Panu to podstawowe i proste pytanie, a Pan zamiast krotko i dobitnie odpowiedziec pisze artykuly, z ktorych nic nie wynika, ktore sa niczym wiecej jak przelewaniem z pustego w prozne …
    Ewa

  9. Wojciech Mokwiński pisze:

    Krótko, zwięźle i logiczie. Nic dodać nic ująć. Wyjątkowo przejrzysty i logiczny wywód. Wszyscy powinni go przeczytać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *