Wszystko przed nami

chat-dymki
14

Mimo pozorów spokoju i energicznej akcji polityków, globalny kryzys gospodarczy ma się dobrze i już wkrótce wybuchnie ze zdwojoną siłą. Mówi się nawet, że to co miało miejsce do tej pory to preludium kolejnej fazy „wielkiego wybuchu”, jaki nas czeka.

Końca nie widać

W Stanach Zjednoczonych, gdzie obecny kryzys się rozpoczął, mimo wpompowania przez rząd setek miliardów dolarów w postaci programów ratunkowych nie tylko się nie poprawia, ale wręcz pogarsza. Zdaniem ekspertów firmy Fitch Ratings Ltd, zajmującej się m.in. oceną ryzyka kredytowego, amerykańskie centra handlowe, biurowce, hotele, budynki fabryczne zadłużone są po szyję i wyżej. Podobnie, jak dwa lata temu rynek mieszkaniowy, tak teraz ten dopadły złe kredyty. Właśnie Donald Trump oświadczył, że nie ma pieniędzy na spłatę pierwszej raty (bagatela 53 mln dolarów) swego kilkusetmilionowego długu, jaki zaciągnął na budowę hotelu – kasyno Trump Tower w Chicago, skutkiem czego Deutsche Bank wziął go do sądu. Bo Deutsche Bank też ma kłopoty i nie może sobie pozwolić na jakiekolwiek straty czy nawet opóźnienia.
Padają duże hotele i centra handlowe w Arizonie, Michigan, Ohio, upadek grozi słynnemu kurortowi Hilton Head w południowej Karolinie, a to tylko kilka przykładów z brzegu. Ekonomiści Instytutu Misesa, jedynej organizacji akademickiej, która kryzys przewidziała i przed nim od lat ostrzegała, są zdania, że tuż po zakończeniu sezonu świątecznego, banki przejmą za długi co najmniej 20 procent amerykańskich centrów handlowych, hoteli, kin i kasyn. Jest to bardzo umiarkowany szacunek, gdyż upadłości zaczynają dopiero nabierać tempa; „Wszystko przed nami”? – ostrzegają eksperci od finansowania budynków komercyjnych.

To wszystko nic

Kryzys na rynku mieszkaniowym, znany jako subprime mortgage, to w porównaniu z tym, co dzieje się na rynku nieruchomości komercyjnych – twierdzi Henry Rosen, analityk firmy Fitch – mały pikuś.
Burmistrzowie Upper Arlington w stanie Ohio, Oakbrook Terrace pod Chicago wielu innych podobnych miasteczek martwią się, że z chwilą upadku znajdujących się tam centrów handlowych, ich miejscowości stracą pokaźne dochody podatkowe, a stopa bezrobocia wzrośnie z 5 do 12 -15 procent. Ucierpią budżety miejscowych dystryktów szkolnych, ośrodków pomocy społecznej, straży pożarnej a nawet policji utrzymywane z podatków od nieruchomości. Lukę we wpływach podatkowych będą musieli pokryć właściciele domów mieszkalnych a to może część z nich zachęcić do przeprowadzki. Wysokie podatki od nieruchomości zmniejszyły populację Nowego Jorku o 30 procent, podniesienie w Massachusettes podatku do nieruchomości zachęciło kilka tysięcy mieszkańców stanu do przeniesienia się do New Hampshire, gdzie stan wciąż trzyma podatki w ryzach.
Dawniej trudne długi można było negocjować, apelując do banków, aby poszły dłużnikowi na rękę. Dzisiaj jest to prawie niemożliwe. Gros długów uległo sekurytyzacji; zostały sprzedane na rynku wtórnym inwestorom, głównie funduszom emerytalnym, firmom ubezpieczeniowym i maklerskim, innym bankom, słowem instytucjom, które mają dość własnych problemów z płynnością. Inne są też zasady spłaty pożyczek hipotecznych na cele komercyjne. O ile kredyty rezydencjalne spłaca się powoi, w ciągu 30, czasem tylko w 15 lat, o tyle pożyczki na kupno biurowca, centrum handlowego czy kasyna rozłożone są zwykle na 5 -7 lat. Tylko w 2009 roku wolumen spłat wyniesie ponad 20 mld dolarów, a pieniędzy na to brak. Donald Trump, który miał spłacić swój dług do połowy listopada 2008 pieniędzy zwyczajnie nie ma i nikt mu nie chce ich pożyczyć. Perspektywa znalezienia lokatora na przestrzeń komercyjną też jest mizerna.
Bankrutują giganty handlu detalicznego: Circuit City, Linen and Things, zagrożone są sieci supermarketów: Sears, Home Depot, Foot Locker i wiele innych, które na razie zamykają swoje sklepy. Kryzys obniżył wartość większości nieruchomości, uniemożliwiając wielu ich właścicielom refinansowanie kredytu. Banki cierpiące na brak gotówki niechętnie udzielają nowych pożyczek. Fala niewypłacalności – informuje Fitch – ogarnęła Kalifornię, stan Nowy Jork, Teksas i Florydę, a więc główne, bo największe rynki w USA.
Jeśli dłużnicy nie znajdą nowych kredytodawców, banki wezmą ich budowle pod młotek, a że chętnych na kupowanie brak, to banki zostaną z niespłaconym długiem i budynkami. Doprowadzi to do dalszego spadku wartości całego rynku nieruchomości, deprecjacji zasobów inwestycyjnych i jeszcze większej ilości bankructw. Banki pociągną za sobą firmy ubezpieczeniowe, które inwestują w ryzyko, a to oznacza dramat. Nawet amerykańska gospodarka tego nie wytrzyma, zwłaszcza że politycy (czyli podatnicy) uwzięli się upadającym firmom pomagać, doprowadzając do jeszcze większej zapaści.
O tym, że wykupywanie przez rząd akcji upadających firm nie jest rozwiązaniem świadczy najlepiej to, że wraz ze wzrostem strumienia pomocy, rynek wcale się nie uspokaja. Lekarstwem na trudności jest bankructwo, które uwalnia zagrożone zasoby; ludzie, surowce, energia, kapitał przenoszą się do dziedzin, w których istnieją gwarancje ich należytego wykorzystania. Politycy jednak boją się go, jak ognia, stąd ich pęd do ratowania tonących – terapia gorsza od choroby.

Efekt pokrzywy

Co to ma wspólnego z nami? A no ma. Jeśli 100 tysięcy Amerykanów nie wyjedzie tej zimy na narty do Szwajcarii czy Francji, a kilkadziesiąt tysięcy innych zrezygnuje z zakupy mercedesa, audi czy bmw, wówczas tysiące szwajcarskich, francuskich hotelarzy i restauratorów, czy niemieckich pracowników firm motoryzacyjnych nie zarobi, nie kupią więc nowego zestawu bombek choinkowych z Polski, albo zrezygnują z zakupu nowych mebli z IKEA, wyprodukowanych w Polsce. Siłą rzeczy odczują to polscy producenci ozdób choinkowych i mebli. Zresztą sami też popełniamy kardynalne błędy, jak choćby zwiększanie wydatków publicznych, takich jak emerytury pomostowe, refundacja zapłodnienia in vitro, czy uleganie naciskom w sprawie emisji dwutlenku węgla i rzekomego globalnego ocieplenia. Pocieszające jest to, że premier Tusk nie boi się kwestionować unijnych programów ratunkowe i przyrzeka, że rząd nie będzie się zadłużać po to, by ratować biznes, ale kto wie, czy nie przerazi go riposta związków zawodowych, dla których ani świętości, ani roztropności nigdy za wiele. Tym bardziej, że najważniejszy nasz problem gospodarczy: prywatyzacja państwa odłożony został… ad calendas graecas. I dlatego w wyznaniu premiera, że „jest dużo gorzej, niż mogło się komukolwiek wydawać, jeszcze, nie mówię, pół rok temu, ale tydzień temu” nie ma cienia przesady. Kryzys ma charakter polityczny i jeśli politycy nie zdobędą się na odwagę i nie powiedzą swoim narodom, że nawet bogatych nie stać na dowożenie ludzi na zakupy, bezpłatną służbę zdrowia, darmowe nauczanie, dopłaty do energii, zasiłki dla nierobów a państwo opiekuńcze jest już passe, niewykluczone że czeka nas jedzenie pokrzyw.

Jan M. Fijor
„różne” 2008-12-02

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Kuszący pisze:

    Bardzo ważne słowa o ratowaniu tonącego de facto szklanką wody. Mnie interesowałoby jeszcze szersze spojrzenie na świat ze szczególnym uwzględnieniem Dalekiego Wschodu. Pozdrowienia.

  2. Jan M. Fijor pisze:

    A konkretniej? Nie interesuję się Dalekim Wschodem, ale czasem coś wpadnie mi w ręce więc mógłbym tu opublikować. Jedno jest pewne, że Chiny to już nie jest ten sam kraj co 10 lat temu. Będą nowe tygrysy: Wietnam, Kambodża, może też Birma. Mają okazję uczyć się na błędach Zachodu, więc dobrze im wróżę. Pozdrawiam JM Fijor

  3. ryskan pisze:

    A ja mam pytanie. Do jakiegoś czasu głównym Pana mottem było kupować nieruchomości. Teraz wiadomo, że kryzys głównie odbije się na tym rynku. Z drugiej strony pisze Pan, że Instytut Misesa przepowiadał katastrofę, więc miał Pan wiedzę co się może dziać. Brak logiki, wiedzy czy doraźne interesy? A może jeszcze coś innego? A może mimo wszystko na nieruchomościach najmniej się straci?

  4. Jan M. Fijor pisze:

    Na nieruchomościach nadal można wyjśc najlepiej i to w czasie kryzysu. Nawet dzisiaj jest to dobra lokata, ale nie wszędzie i nie za wszelką cenę. To, że ceny spadły nie znaczy, że rentowność spadła. Jest trudniej zarobić, ale w skali kilku lat – a taki jest horyzont inwestowania w nieruchomości – będzie to i tak lokata nr 1. Dlatego właśnie, widząc perspektywę ndchodzącego kryzysu zachęcałem do inwestowania w ziemię. I jeszcze jedno, sama wiedza o tym, że złe nadejdzie nie wystarczy do trafnej prognozy. Istotny jest timing, czyli znajomość; kiedy to nastąpi. Teraz też wiemy, że będzie inflacja (albo może nawet hiperinflacja), bo ktoś musi te deficyty budżetowe spłacić, kiedy to nastąpi jest wciąż zagadką. Ukłony JM Fijor

  5. ender pisze:

    Tak zupełnie z innej beczki (a może z beczki, którą jest powiązana z obecnym kryzysem). Co Pan myśli o tz. New Word Order, wprowadzeniem Amero itd ?

  6. Jan M. Fijor pisze:

    New World Order jest jak demokracja socjalistyczna, ani New ani ordder. Chodzi o kokietowanie publicznosci rozwiazaniami zgranymi od lat po to tylko, by utrzymac obecny establishment nieudaniczników i nicponi przy władzy. ja jestem za Old Order czyli wolność, konkurencja, odpowiedzialność. Pozdrawiam JM Fijor

  7. ender pisze:

    A co Pan myśli o chipach, które mają być wszczepiane ludności na świecie ? Jak to pogodzić z Chrześcijaństwem, wolnością człowieka ?

  8. krokodyl d pisze:

    panie jf bardzo cenilem sobie spotkania radiowe w chicago ale mam wrazenie ze p[an stoi w miejscu tyle sprytnych pomyslow a ciagle jakby rola 0.1 to co teraz ksiazka???? zona od perepeczi janosika on by tego nie zaakceptowal niech pan powie to taki goralski szlak mowimy o wszystkim nawet madrze ale jak by co to to odrazu cap za kase i caluj psa w nos zmien pan troche swoje decyzje moze to czas na dogadanie sie z innymi inaczej

  9. fan pisze:

    czy sadzi Pan że wszyscy czekają na święta i koniec roku? jak wyniki sprzedazy będą marne to dopiero ruszy lawina bankructw ? bedzie koniec kreatywnej księgowośći!

  10. jmf pisze:

    kREATYWNA księgowość ratuje prezesów przed linczem, ale jak się ludzie dowiedzą, co im zafundowano, to…Nie chcę być w skórzez CEO. Choć między nami mówiąc, nie jest to wina prezesów, lecz polityków i regulacji.
    Pozdrawiam
    JM Fijor

  11. Mathyjas pisze:

    Znam Pana z Chicago. Trzeba przyznać, że dla młodej ( podówczas ) inteligencji był Pan zdecydowanie najciekawszą postacią medialną. Intelektualnie i obyczajowo tak bardzo odbijał Pan od reszty, że rzekłbym, iż nic innego nie dało się czytać. W latach osiemdziesiątych mieszkałem 3 lata w Chicago i czytywałem często Relaks głównie ze względu na Pańskie artykuły! A teraz do rzeczy! Jaki widzi Pan dalszy przebieg wydarzeń? Jakieś bardzo poważne zawirowania?

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Niestety, czeka nas okres aroganckiej i agresywnej akcji politycznej, której skutkiem będzie przedłużanie się kryzysu. Za dzień, dwa umieszczę tutaj uzasadnienie ekonomiczne tego, co dzieje się w tramcie tzw. programów ratunkowych i ich konsekwencje. To może potrwać nawet 10 lat. Po drodze będzie wysoka inflacja, bezrobocie, rosnące ceny i – niestety – tendencje prosocjalistyczne, bo zdesperowani ignoranci będą szukać ratunku w „sprawiedliwości społecznej”. Jeśli Ameryka to przeżyje, pewnie stanie na nogi, ale jeśli się podda, to może oznaczać jej koniec. Wierzę jednak w mądrość wystarczającej ilości Amerykanów. Ukłony Jan M Fijor

  13. Marek Stempkowski pisze:

    Mówimy ciągle o narastającym kryzysie, którego nikt nie może zatrzymać.

    Panie Janie, czy nie warto by w tym momencie powiedzieć „STOP”
    akcji humanitarnej pod tytułem zadłużanie społeczeństwa.. i wyjść z ideą Nowej idei gospodarki..

    Najwyzszy czas zacząć inaczej myśleć o gospodarce.. bo jeżeli zaakceptujemy to co jest teraz.. to oczywistym jest że kryzys powróci .. z jeszcze większą siłą jak tylko siłą robocza pójdzie na emeryturę…

    to co mamy teraz to jest dopiero początek końca.

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Święte słowa. Państwo opiekuńcze należy odłożyć do lamusa. trudno jednak wytłumaczyć to zgraji nicponi i darmozjadów politykow, którzy na tej iluzji zbijają fortunę, dowodząc swej niezbędności. Przyjdzie jednak godzina prawdy i pieniędzy zabraknie. Tylko to może zatzymać kryzys, uświadamiając ludziom, że nieroby nie mogą żyć na koszt ludzi pracy. Oby otrzeźwienie nadeszło jak najszybciej, Ukłony Jan M Fijor

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *