Dlaczego upadł Lehman Brothers

chat-dymki
1

Gdy bank inwestycyjny Lehman Brothers czekało już niemal pewne bankructwo, jego prezes Richard Fuld wykonał jeszcze jeden telefon do człowieka, o którym sądził, że mógłby mu pomóc. Nie pomógł. Dziennikarze „Wall Street Journal” zrekonstruowali, jak doszło do upadku jednego wielkiego banku i dlaczego drugi został uratowany czytaj dalej…

W niedzielne popołudnie 14 września Fuld, pragnąc za wszelką cenę uniknąć upadku zatrudniającej 25 tys. ludzi firmy, zadzwonił do Charlotte w Karolinie Północnej, gdzie mieszka prezes Bank of America Kenneth D. Lewis. Dotychczasowe próby skontaktowania się z nim pozostawały bez odpowiedzi. Tym razem jednak żona Lewisa Donna odebrała telefon i powiedziała, że jeżeli Lewis będzie chciał oddzwonić, to oddzwoni. Fuld zaczął ją przepraszać, że zawraca jej głowę. – Tak mi przykro – mówił.

Wall Street przestało istnieć Z dzisiejszej perspektywy widać, że jego słowa mogły się również odnosić do modelu banku inwestycyjnego, który najlepiej uosabiał słowa „Wall Street”. W ciągu kilku godzin od wspomnianego telefonu Lehman ogłosił bankructwo. Po tygodniu Wall Street, jakie znaliśmy – słabo uregulowane, uwielbiające ryzyko i hojnie wynagradzające – przestało istnieć. Gdy Fuld coraz bardziej desperacko starał się w weekend uratować swoją firmę, szefowie trzech innych gigantów inwestycyjnych z Wall Street – Merrill Lynch, Goldman Sachs i Morgan Stanley – toczyli własne batalie, bo ich firmy znalazły się pod narastającą presją. Takiego weekendu Wall Street jeszcze nie przeżyło. Podczas poprzednich kryzysów jego szefowie jednoczyli siły, by uratować swój model życia. Tym razem finansowa dziura, którą sami wykopali, okazała się zbyt duża, a Fuld, który odmówił wypowiedzi na potrzeby tego artykułu, stał się pierwszym kozłem ofiarnym.

We wrześniu wielu uczestników amerykańskiej branży papierów wartościowych musiało w sposób spektakularny zacząć rozplątywać wiele nici. Bankierzy hipoteczni przyznawali Amerykanom kredyty na domy, na które nie było ich stać. Banki inwestycyjne pakowały te kredyty w skomplikowane instrumenty finansowe, których ryzyka nie zawsze rozumiały. Agencje ratingowe wyrażały swoją aprobatę, inwestorzy na potęgę pożyczali pieniądze, by kupować, a organy nadzoru ignorowały sygnały ostrzegawcze. Jednak w centrum tego wszystkiego znajdowało się czterech bossów z Wall Street, którym w okresie boomu płacono miliony dolarów, by właściwie zarządzali ryzykiem w swoich firmach. Szczegóły decyzji podejmowanych przez tych ludzi i negocjacje, o których w wielu przypadkach dowiadujemy się po raz pierwszy, pokazują, jak starali się oni nie dopuścić do uśmiercenia amerykańskich gigantów bankowości inwestycyjnej. Ich wysiłki znalazły kulminację podczas szalonego weekendu, od rana do nocy wypełnionego poufnymi negocjacjami i osobistymi potyczkami, których celem było utrzymanie ich firm na powierzchni. Przebieg tych wydarzeń zrekonstruowaliśmy na podstawie dokumentów firmowych i innych, korespondencji elektronicznej i rozmów z szefami z Wall Street, dealerami, przedstawicielami nadzoru, inwestorami i innymi osobami.

Upadek Bear Stearns nic nie pomógł W początkowej części minionego roku, kiedy kryzys finansowy pochłonął swoją pierwszą ofiarę Bear Stearns pozostali władcy Wall Street uznali, że oko cyklonu ich ominęło. Bear Stearns, najmniejszy z pięciu niezależnych banków inwestycyjnych z Wall Street, upadł w zaledwie kilka miesięcy po tym, jak nietrafione inwestycje w kredyty subprime zatopiły dwa jego fundusze hedgingowe. W marcu 2008 r. rząd zorganizował sprzedaż Bear Stearns dla JP Morgan.
Gdy Bear Stearns otarł się o śmierć, Rezerwa Federalna po raz pierwszy pozwoliła domom inwestycyjnym pożyczać pieniądze od rządu na niemal tych samych warunkach co banki komercyjne. Wielu ludzi z Wall Street uznało dopuszczenie banków inwestycyjnych do „okna dyskontowego” za rodzaj czeku in blanco, który trudno będzie odzyskać. Był to jednak również pierwszy krok, który dawał rządowi większy wpływ na słabo dotąd regulowaną branżę. W kwietniu prezes Morgan Stanley John Mack powiedział akcjonariuszom, że kryzys na amerykańskim rynku subprime zbliża się ku końcowi. Podobnego zdania był wtedy szef Goldman Sachs Lloyd Blankfein. Mack i Blankfein mieli pewne powody do optymizmu. Mack późno wprowadził Morgana w segment papierów hipotecznych i stosunkowo szybko zaczął sprzedawać aktywa, by pozyskać gotówkę. Goldman pod rządami Blankfeina był w jeszcze mniejszym stopniu zaangażowany w papiery typu subprime. Blankfein swój optymizm czerpał również z faktu posiadania góry rządowych obligacji i innych papierów wartościowych, które jego firma trzymała na wypadek kłopotów z finansowaniem. W drugim kwartale Goldman zwiększył te zapasy o ponad 30 procent, do 88 mld dol.
Poważniejsze problemy miał Merrill Lynch i Lehman. John Thain, były prezes Goldman Sachs i nowojorskiej giełdy, objął władzę w Merrill Lynch w grudniu 2007 roku. Szybko zaczął ciąć koszty, wystawiając między innymi na sprzedaż korporacyjny helikopter i wymieniając na piętrze, gdzie rezydował zarząd, prawdziwe kwiaty na sztuczne, co miało przynieść roczne oszczędności rzędu 200 tys. dolarów rocznie. Thain miał jednak również i poważniejsze problemy, jak na przykład warte 55 mld dol. wadliwe aktywa hipoteczne, które Merrill kupił pod rządami jego poprzednika. W ciągu kilku tygodni od objęcia sterów w firmie pozyskał ponad 12 mld dol. tak potrzebnego kapitału, w tym pięć miliardów od państwowej singapurskiej firmy inwestycyjnej Temasek Holdings, która zapłaciła 48 dolarów za akcję. Niektóre z tych transakcji okazały się kosztowne. Ponieważ potencjalni inwestorzy stawiali twarde warunki, Thain obiecał Temasekowi i innym, że jeżeli w ciągu roku Merrill sprzeda dodatkowe akcje zwykłe po niższej cenie, to firma im to zrekompensuje. W ciągu kilku miesięcy, gdy Merrill musiał dokonać wielkich odpisów z tytułu portfela papierów hipotecznych sprzedawanych obecnie za grosze, Merrill musiał pozyskać dodatkowe 25 dolarów na akcję. Merrill wyemitował dodatkowe papiery, by spłacić wcześniejszych inwestorów, rozwadniając akcje zwykłe o 39 procent. Rozwodnienie to w istocie kosztowało akcjonariuszy około pięciu miliardów dolarów, podczas gdy przy emisji akcji przeznaczonych dla Temasek mówiono o 2,5 mld dol.

Fuld negocjował zbyt twardo Lehman Brothers także stanął w obliczu konieczności dokonania miliardowych odpisów z tytułu nietrafionych inwestycji hipotecznych. W czerwcu Lehman poinformował o pierwszej stracie kwartalnej od 14 lat, czyli od czasu kiedy spółka weszła na giełdę. Pod rządami Fulda Lehman podniósł kapitał. Krytycy twierdzą jednak, że Fuld zbyt wolno oddzielał złe aktywa od dochodowych segmentów działalności banku. Stawiał też twarde warunki, tak że przynajmniej jeden potencjalny inwestor wycofał się z negocjacji.
Fuld nie po raz pierwszy musiał mierzyć się z trudnościami. Od czasu objęcia sterów w Lehmanie w 1994 roku rozszerzył działalność liczącej 158 lat firmy, która dotąd specjalizowała się w rynku obligacji, na takie lukratywne dziedziny jak bankowość inwestycyjna i handel akcjami. W tym czasie konsekwentnie dementował niesprawdzone plotki o kondycji finansowej firmy i zapowiadał, że pozostanie ona niezależna. – Tak długo, jak ja żyję, ta firma nigdy nie zostanie sprzedana – powiedział Fuld w grudniu 2007 roku według osoby, która z nim wtedy rozmawiała.
Latem 2008 roku Fuld wciąż nie tracił wiary, szczególnie że branża otrzymała prawo do korzystania z okna dyskontowego Fed. – Mamy dostęp do funduszy federalnych. Teraz nie możemy upaść – mówił Fuld swoim menedżerom. Jednak w piątek 12 września było już jasne, że upadłość może się okazać jedynym rozwiązaniem dla Lehmana. W ciągu tygodnia zaufanie do Lehmana gwałtownie spadło. Firma podała, że jej straty w trzecim kwartale mogą sięgnąć łącznie prawie czterech miliardów dolarów. Bank clearingowy Lehmana JP Morgan zażądał dodatkowych zabezpieczeń w wysokości 5 miliardów dolarów. Próby podejmowane przez Lehmana, by pozyskać pieniądze od jednego z banków koreańskich, spaliły na panewce. Agencje ratingowe ostrzegały, że jeżeli Lehman nie zbierze więcej kapitału w weekend, to musi się liczyć z obniżeniem ratingu. To oznaczałoby zaś, że firma musiałaby przedstawić dodatkowe zabezpieczenia dla już istniejącego długu, a nowe kredyty stałyby się droższe w obsłudze. Gdyby Fuldowi do niedzieli w nocy nie udało się znaleźć inwestora, ten tak kochający swoją niezależność prezes mógłby zostać zmuszony do ogłoszenia bankructwa swojej firmy.

Na początku tygodnia Fuld zwrócił się do Lewisa z Bank of America z propozycją kupna Lehmana. Jednocześnie jeden z przedstawicieli amerykańskiego Departamentu Skarbu skontaktował się z brytyjskim Barclays, sugerując, by ten rozważył objęcie pakietu w Lehmanie. Najwyżsi rangą menedżerowie Fulda spędzili piątek, krążąc pomiędzy kancelariami prawnymi obu oferentów.
Lehman rozważał również trzecią opcję. Poprzedniego wieczora doświadczony specjalista od postępowania upadłościowego Harley Miller z kancelarii Weil, Gotshal & Manges zaczął w sekrecie przygotowywać wstępną wersję wniosku o upadłość. Bankowi giganci budzą się ze snu Problemy Lehmana postawiły w stan gotowości resztę Wall Street. Tego ranka w sali konferencyjnej Merrill Lynch w centrum Manhattanu Thain rozmawiał przez telefon z radą nadzorczą Merrilla, zastanawiając się, jak opanować chaos. – Lehman upadnie, a potem grający na zniżkę zabiorą się za nas. Pokaż mi, jak to się może skończyć w inny sposób – ostrzegał jeden z członków rady Merrilla John Finnegan.
– Merrill ocaleje – powiedział Thain. – Nie jesteśmy Lehmanem – przekonywał, zauważając, że firma ma cenne aktywa, między innymi pakiet w BlackRock, rentownej firmie zarządzającej aktywami. Jednak klienci Merrill także zaczęli wycofywać pieniądze. Kurs akcji pikował. Szefowie firmy, w tym prezydent Merrilla Gregory Fleming, zaczęli wykazywać nerwowość. Fleming sądził, że znalazł idealnego partnera dla Merrilla. Bank of America ze swym solidnym bilansem i pionem bankowości detalicznej dobrze uzupełniałby się z Merrillem, który miał doświadczenie w obrocie akcjami i armię 16 tys. dealerów. Fleming obawiał się jednak, że Bank of America może zamiast tego kupić Lehmana. Fleming zadzwonił do długoletniego prawnika Bank of America Edwarda Herlihy’ego z kancelarii Wachtell, Lipton, Rosen & Katz. – Musimy pogadać – powiedział Fleming. Poinformowano go, że Thain będzie się starał dotrzeć do szefa Bank of America. – Wiem. Zobaczę, co da się zrobić – odrzekł Fleming. O 17 w piątek, po dniu, w którym klienci na potęgę wycofywali środki z Lehmana, zadzwonił telefon Thaina. Dzwonili z resortu skarbu. – Bądź w Fed o szóstej – poinstruowano go.

Wkrótce potem Thain wraz z Mackiem z Morgana i Blankfeinem z Goldmana zebrali się w siedzibie nowojorskiego oddziału Fed w centrum Manhattanu w pokoju, w którym niegdyś można było w gotówce odbierać odsetki obligacji skarbowych. Tę trójkę powitali władcy największej gospodarki świata – prezes Rezerwy Federalnej Ben Bernanke, sekretarz skarbu Henry Paulson, prezes nowojorskiego Fed Timothy Geithner i szef Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) Christopher Cox. To był wyraźny sygnał dla firm z Wall Street, że po latach monitorowania przez SEC wkrótce znajdą się także pod kontrolą wyposażonego w nowe uprawnienia Fed.
Przedstawiciele władz federalnych powiedzieli szefom z Wall Street, by ci wrócili rano. Jeżeli zamieszanie wokół Lehmana miało zostać rozwiązane, Wall Street powinno to zrobić własnymi siłami. Publicznej pomocy nie będzie. Rozwiązanie wypracowane przez samą branżę nie byłoby czymś bez precedensu. Podczas paniki rynkowej w 1907 r. finansista J.P. Morgan przekonał innych bankierów, by pomogli sfinansować pomoc dla podupadłych konkurentów. Rywale zjednoczyli się ponownie w 1998 r., broniąc systemu finansowego przed konsekwencjami upadku funduszu hedgingowego Long Term Capital Management.

Lehmanowi się nie uda Tym razem jednak problemów Fulda nie dało się już raczej rozwiązać. Tamtej nocy zespół Bank of America doszedł do wniosku, że portfel nieruchomościowy Lehmana wygląda gorzej, niż oczekiwano, w rezultacie zobowiązania firmy przekraczały prawdopodobnie aktywa. – Potrzebujemy wsparcia rządu, ale go nie otrzymujemy – powiedział swojej grupie główny negocjator banku Greg Curl. Niektórzy negocjatorzy byli przygotowani, by wcześnie rano odlecieć do kwatery głównej w Charlotte. Lewis nie przyjechał do Nowego Jorku na rozmowy w sprawie Lehmana. Zadzwonił do Fulda z Charlotte, mówiąc mu, że Bank of America nie może zrealizować tej transakcji bez pomocy federalnej. – Zatrzymamy zespół w Nowym Jorku, na wypadek gdyby sytuacja się zmieniła – powiedział Lewis. Fuld przybył do biura Lehmana w sobotę o siódmej rano ubrany w niebieski garnitur i takiż krawat. Rozmowy z Barclaysem wciąż trwały. Gdyby rząd zmienił zdanie, otwarta pozostawałaby też opcja z Bank of America. Merrill tymczasem rozpoczął własne podchody pod Bank of America. W swoim domu w Rye w stanie Nowy Jork Thain przygotowywał się do spędzenia dnia w siedzibie nowojorskiego Fed, kiedy zadzwonił telefon. To był prezydent Merrilla Fleming. – John, naprawdę musisz zadzwonić do Kena Lewisa – powiedział Fleming. – Daj mi jego numer – powiedział Thain, dopisując kolejną pozycję w swoim rozkładzie dnia. Czarny SUV Thaina zajechał przed siedzibę nowojorskiego Fed tuż przed ósmą rano. Szefowie wszystkich czterech banków inwestycyjnych – bez Fulda – już tam byli.

Urzędnicy federalni podzielili Thaina, Macka i Blankfeina oraz ich czołowych doradców na grupy. Jedna analizowała potencjalne konsekwencje upadku Lehmana. Zadaniem innej była wycena kontrowersyjnych inwestycji Lehmana w nieruchomości. Trzecia grupa, w której znaleźli się Thain i Mack z Morgana, miała przedyskutować opcję akcji ratunkowej dla Lehmana zorganizowanej przez samą branżę. Prezydent Lehmana Bart McDade zapoznał grupę z księgami finansowymi firmy, które przedstawiały dość ponury obraz. McDade nie odpowiedział na prośbę o wypowiedź na potrzeby tego artykułu. Mack kwestionował zdolność Wall Street do naprawienia rynku. Firmy mogłyby spróbować uratować Lehmana, twierdził, ale nie ma żadnych gwarancji, że za chwilę nie będą tego musiały zrobić z kolejnym konkurentem. – Jeżeli wejdziemy w tę transakcję, to gdzie to się skończy? – pytał. Kiedy McDade przedstawiał sytuację Lehmana, Thain doznał objawienia: „W przyszły piątek ja mogę siedzieć na tym miejscu”. Thain w pewnym momencie wyszedł, by spotkać się kierownictwem Merrilla. – Lehmanowi się nie uda – powiedział im. Merrill dogaduje się z Bank of America Thain sprzed siedziby Fed zadzwonił do szefa Bank of America w Charlotte. – Mogę tam być za kilka godzin – powiedział Lewis. Tymczasem w biurze Lehmana Fuld także wydzwaniał do domu Lewisa w Karolinie Północnej. Jego telefony pozostawały jednak bez odpowiedzi. – Nie mogę uwierzyć, że ten skur… nie odpowiada na moje telefony – powiedział do jednego ze swoich doradców. Tymczasem zespół upadłościowy Lehmana przystąpił do akcji. Wkrótce po 12 w południe Miller, szef pionu upadłościowego w Weil Gotshal, wysłał e-mail do kilku partnerów, nie wymieniając jednak nazwy Lehmana. Temat wiadomości brzmiał: „Pilne. Kryptonim: Ekwinokcjum. Desperacko potrzebuję pomocy w nadzwyczajnej sytuacji”.

Przez cały dzień prawnicy Millera pracowali z urzędnikami Rezerwy Federalnej, próbując zebrać informacje o Lehmanie. Ponieważ jednak całe kierownictwo Lehmana było zaangażowane w negocjacje z Fed i Barclaysem, prawnicy mieli problemy ze zdobyciem szczegółów, na których im zależało.
Tego samego popołudnia szef Merrilla spotkał się z prezesem Bank of America Lewisem w należącym do korporacji apartamencie w Time Warner Center. Podczas rozmowy w cztery oczy obaj panowie zgodzili się, że wszystko wskazuje na to, że Lehman zostanie zmuszony do ogłoszenia upadłości. Thain złożył wstępną ofertę: – Co powiesz na kupno 9,9-procentowego pakietu w Merrillu? – zaproponował. Lewis powiedział, że bank nie jest zainteresowany udziałami mniejszościowymi. Zasugerował, że Bank of America mógłby kupić całą firmę. – Nie przyszedłem tutaj sprzedawać Merrilla – odrzekł Thain.
– Ale ja tego właśnie chcę – skontrował Lewis.
Obie strony zgodziły się na kontynuowanie rozmów. Jednocześnie w nowojorskiej siedzibie Fed pod czujnym okiem przedstawicieli rządu toczyły się negocjacje Lehmana z Barclaysem. – Czy nie powinienem tam być? – dopytywał swoich doradców Fuld. Nie wiedział, że przedstawiciele rządu poinstruowali czołowych pracowników Lehmana, że mają trzymać Fulda z daleka od tych negocjacji. Na spotkaniach w Fed większość rozmów toczyła się kuluarach. Kiedy Thain wrócił do siedziby banku centralnego z rozmowy z Lewisem, doradcy Merrilla powiedzieli mu, że zwrócili się do nich przedstawiciele Goldman Sachs. Konkurencyjny bank był zainteresowany objęciem pakietu w wysokości 9,9 procent i proponował otwarcie linii kredytowej na 10 mld dol. Thain analizował tę informację, kiedy zwrócił się do niego Mack z Morgan Stanley. – Powinniśmy pogadać – powiedział. Szefowie Merrilla i Morgana umówili się na spotkanie wieczorem. Obie strony czuły, że mogą skorzystać na fuzji. Thain sugerował że transakcja powinna być zawarta szybko. Spotkanie zakończyło się jednak bez konkluzji. – Mamy posiedzenie rady we wtorek i wtedy się do ciebie odezwę – powiedział Mack na pożegnanie. Gdy Thain i jego doradcy opuszczali apartament, szef Merrilla zasugerował, że nie ma wielkich nadziei na transakcję z Morgan Stanley. – Myślę, że oni nie zdają sobie sprawy, jak nam się spieszy – powiedział.

Tymczasem w siedzibie firmy prawniczej Wachtell Lepton trwały negocjacje między Merrillem a Bank of America. O trzeciej w nocy negocjatorzy zamówili pizzę. Największe bankructwo w historii Tego wieczora w biurze Lehmana Fuld wciąż nie mógł się dodzwonić do Lewisa. Prawnicy z Weil przekopywali się przez dokumenty, przygotowując wniosek o ogłoszenie największego bankructwa w historii USA. Wreszcie pojawiła się jednak jakaś dobra wiadomość dla Lehmana. Barclays zgodził się go kupić, pod warunkiem że nie będzie musiał brać na siebie wadliwych aktywów hipotecznych. Wydzielony miał również zostać pion zarządzania aktywami. Fed sugerował, że syndykat banków i brokerów mógłby zebrać dość kapitału, by wspomóc osobną spółkę, która wzięłaby na siebie złe aktywa nieruchomościowe Lehmana. Kilka godzin później, w niedzielę o ósmej rano, Thain przybył do Time Warner Center na drugie spotkanie w cztery oczy z Lewisem. Domagał się wysokiej ceny za Merrilla mimo ostatniego spadku kursu akcji. Jednocześnie przedstawiciele Merrilla naradzali się z bankierami z Goldman Sachs. Niektórzy członkowie zespołu Merrilla wątpili, by Goldman mógł uratować firmę, przejmując 9,9-procentowy pakiet. Pete Kelly, główny prawnik Merrilla, także miał opory przed pokazywaniem konkurentowi firmowych ksiąg finansowych. O dziewiątej rano szefowie banków zjawili się w siedzibie nowojorskiego Fed na drugi dzień rozmów. Thain, idąc na spotkanie, miał już w rękawie kilka opcji dla Merrilla. W Lehmanie tego ranka Fuld poinformował członków swojej rady dyrektorów, by stawili się w siedzibie firmy. Oczekiwał, że do południa uzyska zgodę na sprzedaż Lehmana Barclaysowi. Pozostawała jedna przeszkoda: by sfinalizować transakcję z Lehmanem, Barclays potrzebował zgody akcjonariuszy. W niedzielę nie sposób było ją uzyskać. Do czasu przeprowadzenia głosowania Barclays potrzebował też wsparcia rządu amerykańskiego lub brytyjskiego. To wsparcie nigdy nie nadeszło, choć opinie co do tego, dlaczego tak się stało, są podzielone. Niektórzy obwiniają rząd amerykański o to, że nie chciał zaangażować swoich środków. Inni twierdzą, że to rząd brytyjski odmówił poparcia dla tej transakcji, bojąc się, że narazi ona Anglię na niepotrzebne ryzyko.

Prezydent Lehmana McDade i prawnik Cohen zadzwonili do Fulda z nowojorskiego Fed, żeby przekazać mu informację o Barclaysie. Fuld przełożył posiedzenie rady. Jeszcze raz zadzwonił do Charlotte, jednak znowu odebrała żona Lewisa. Wczesnym popołudniem rozeszła się wieść, że Bank of America rozmawia z Merrillem. Gdy Cohen zadzwonił z tą informacją do Fulda, ten powiedział: „Domyślam się, że to potwierdza nasze najgorsze obawy”. Teraz Thain z Merrilla był bardziej niż kiedykolwiek zdeterminowany, by zrealizować swój plan. Ponieważ perspektywy mariażu z Morganem wydawały się mgliste, Merrill skoncentrował się na Goldmanie i Bank of America. Fleming i główny negocjator Bank of America Curl targowali się o cenę. Ostatecznie stanęło na 29 dolarach za jedną akcję Merrilla. Fleming poinformował o tym Thaina. O 18 zebrało się kierownictwo Merrilla.
– Kiedy obejmowałem tę posadę, nie tak to sobie wyobrażałem – powiedział Thain członkom rady nadzorczej. Po zakończeniu posiedzenia, około 20, Thain zadzwonił do szefa Bank of America. – Decyzja była jednogłośna – powiedział Lewisowi. – Dogadaliśmy się.
Dużo bardziej ponura atmosfera panowała w siedzibie Lehmana. Prawnicy z Weila i menedżerowie Lehmana poinformowali sfrustrowaną radę nadzorczą o wynikach negocjacji w siedzibie Fed. – Uratowali Bear – powiedział Roland Hernandez, były prezes hiszpańskojęzycznej telewizji Telemundo i długoletni członek rady Lehmana. – Dlaczego nie nas?

Spotkanie skończyło się około 22. Fuld rozpiął marynarkę i wyciągnął się w swoim fotelu. – Myślę, że to koniec – powiedział. Lehman ogłosił upadłość kilka godzin później.
Kilka przecznic dalej szefowie Merrilla i Bank of America oblewali transakcję. – Oczekuję wspaniałego partnerstwa z Merrill Lynch – mówił Lewis około północy z kieliszkiem szampana w ręku.

z cyklu: Kryzys 2009
SUSANNE CRAIG, JEFFREY MCCRACKEN, AARON LUCCHETTI,
„WJS” 2009-01-08

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Piotr Baran pisze:

    Powinna to być nauczka dla dzisiejszego świata biznesu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *