Nie kopiować

chat-dymki
17

Wbrew przekonaniu większości Polaków tworzone i wdrażane przez zachodnie rządy pakiety antykryzysowe i stymulacyjne są błędne i gospodarce szkodzą. W tej sytuacji nie tylko nie musimy, ale i nie możemy ich kopiować!

Papugowanie

Od kilku tygodni toczy się w Polsce ożywiona dyskusja na temat pakietu antykryzysowego, jaki rząd powinien przedstawić, a nie przedstawia. O ile, początkowo, pakietu domagała się opozycja, zarzucając rządzącej koalicji bierność i bezczynność, o tyle obecnie domaga się ich już niemal każdy, na czele z czołówką polskich ekonomistów: prof. prof. Kołodko, Osiatyńskiego, Gronickiego, Hausnera czy Orzechowskiego. Nawet znany z niechęci do etatyzmu i interwencjonizmu publicysta Gazety Wyborczej, Witold Gadomski opowiada się za państwowym stymulowaniem konsumpcji.

Koronnym argumentem zwolenników pakietu antykryzysowego jest przykład innych krajów. Tak postępują rządy wszystkich cywilizowanych krajów – mówi posłanka PiS, Aleksandra Natalli – Świat. Gdyby to rozwiązanie było złe – komentuje prof. Witold Orłowski – to by go nie stosował prezydent Stanów Zjednoczonych, bądź co bądź najpotężniejszego kraju na planecie. Podobne stanowisko dominuję dyskusję publiczną, a także uliczną. Niech rząd bierze przykład z innych, mądrzejszych i zrobi coś – zwraca uwagę mój współpasażer z przedziału kolejowego. Popiera go reszta pasażerów. Jedynym nie zainteresowanym pomysłem wydaje się być minister finansów i chwała Bogu. Obawiam się jednak, że wkrótce ugnie się pod naciskiem mas ignorantów, którym nie wystarczy fakt, że mimo potężnych pakietów antykryzysowych, ani w Wielkiej Brytanii, ani w Islandii, ani nawet w USA gospodarka nie tylko nie drgnęła, lecz co gorsza brnie w coraz większy kryzys, zubożając miejscową ludność.

Paradygmat Keynesa

Dlaczego potrzebny jest pakiet ratunkowy?
Z dwóch powodów. Oba powody zostały opisane w Ogólnej teorii zatrudnienia, procentu i pieniądza, autorstwa wybitnego ekonomisty (ekonomisty?) brytyjskiego, Johna Maynarda Keynesa, który mniej więcej 90 lat temu doszedł do słusznego wniosku, że jeśli konsumpcja jest głównym składnikiem Produktu Krajowego, to stymulacja konsumpcji w czasach kryzysu, kiedy konsumpcja spada, doprowadzi do wzrostu gospodarczego.

Twierdzenie to brzmiało mniej więcej tak: każdy popyt ma swą podaż. Innymi słowy, jeśli zwiększy się popyt (poprzez np. zniżki podatkowe, wydatki publiczne, subsydia etc.) wówczas uruchomi się podaż (czyli produkcję) i gospodarka ruszy. Jego konsekwencją było zobowiązanie polityków, aby wespół z ekspertami ekonomicznymi i przedsiębiorcami ratowali gospodarkę w czasach kryzysów, pompując w nią pieniądze potrzebne do stymulowania konsumpcji. I chociaż spostrzeżenia Keynesa były typowym mechanizmem interwencjonizmu, stały się szybko obowiązującym paradygmatem tzw. ekonomii wolnorynkowej, pozostając nim do dzisiaj. I chociaż niedługo przed ukazaniem się opus magnum Keynesa, urodzony we Lwowie, wybitny filozof i ekonomista austriacki, potem amerykański, Ludwig von Mises, powołując się m.in. na osiemnastowiecznego ekonomistę francuskiego, Jean Baptiste Say’a, który twierdził, że jest odwrotnie i to każda podaż ma swój popyt, ostrzegł świat przed ingerencją rządu w gospodarkę. Przestrogę (paradygmat) Misesa zbagatelizowano, uznając paradygmat Keynesa za słuszny.

Błąd Anglika

Problem w tym, że to nie Keynes, a Mises ma rację. Ekonomista brytyjski popełnił bowiem błąd już w samym założeniu. To nie konsumpcja jest głównym składnikiem PKB, lecz oszczędności i inwestycje. Pozorna dominacja konsumpcji bierze się ze sposobu liczenia PKB, który – w części dotyczącej udziału konsumpcji – uwzględnia wyłącznie finalne dobra i usługi konsumpcyjne, ignorując to co gospodarka wytworzyła w stadiach pośrednich. Np. W PKB zajdzie się wyprodukowany telewizor LCD, ale nie będzie w niej wyprodukowanego w kraju tworzywa sztucznego, z którego zrobiona jest obudowa odbiornika. Jest chleb, a nie ma zboża, z którego powstała mąka, z której chleb ten został upieczony. Licząc w ten sposób, z jednej strony zaniża się wartość PKB, z drugiej zaś, zawyża wkład konsumpcji, który w krajach rozwiniętych przekracza niejednokrotnie 2/3 PKB. „Gdyby w PKB uwzględnić także fazy pośrednie – uważa Mark Skousen, ekonomista amerykański i wykładowca Columbia Business School – wówczas okaże się, że konsumpcja nie stanowi ani 70 procent (USA), ani 65 procent (Wielka Brytania), ani nawet 57 procent (Niemcy), lecz co najwyżej 40 procent (USA), lub 35 procent (Wielka Brytania), ustępując pola pozostałym składnikom.

A jakie to składniki? W skład PKB wchodzą, obok konsumpcji, wydatki rządowe, handel zagraniczny netto (eksport minus import) oraz INWESTYCJE, które przy założeniu, że wydatki rządowe są w danych warunkach stałe, stanowi od 50 do 55 procent PKB. Tym samym na pozycję lidera wśród czynników stymulujących rozwój gospodarczy wychodzą inwestycje. I to jest wniosek rozsądny. Właśnie o tym myślał J.B. Say (1767-1832), pisząc że „podaż ma swój popyt”, czyli to produkcja stymuluje konsumpcję, a nie odwrotnie, jak utrzymywał Keynes. Ponieważ produkcję stymuluje kapitał, a czynnikiem stymulującym powstanie kapitału są oszczędności, to właśnie ciułanie i inwestycje, a nie rozrzutność i konsumpcja prowadzą do prosperity. Pokrywa się to zresztą z naszym codziennym doświadczeniem. Gdy jest z kasą źle, to trzeba zacisnąć pasa, a nie kupować nowe telewizory, futra czy jeździć na Karaiby.

Siła przyzwyczajenia

Mimo iż prawa ekonomii w skali makro nie różnią się od prawa ekonomii w skali mikro, paradygmat Keynesa jest tak silny, że nawet całkiem rozsądnym ludziom odbiera rozum.
Czy to oznacza, że w rządach Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Wielkiej Brytanii, czy we władzach Unii Europejskiej nie ma ludzi mądrych, którzy by wiedzieli, że paradygmat Keynesa jest błędny i dlatego nie działa? Odpowiedź na to pytanie podał niespełna pół wieku temu wybitny myśliciel amerykański, Thomas S. Kuhn, który zauważył, że do momentu powstania nowego paradygmatu, ludzkość posługuje się paradygmatem starym, nawet jeśli jest on błędny. Z tego to powodu odkrycie Kopernika przez ponad 160 lat ustępowało paradygmatowi Ptolomeusza aż się Galileusz nie uparł.

Wzorujmy się zatem na mądrym i odważnym kanoniku z Fromborka i zamiast kopiować cudze, ale błędne pomysły zwolenników Keynesa, sięgnijmy po paradygmat Misesa, tym bardziej, że jego twórca też wywodzi się z ziem polskich. Ta nasza odmienność jest wielką szansą!

z cyklu: Kryzys 2009
Jan M. Fijor
„Bank” 2009-01-27

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. MB pisze:

    Myślę, że mądrych ludzi jest dużo, ale mają własny interes do załatwienia i dlatego kradną pieniądze podatników nazywając to pomocą. Tak jest łatwiej i przyjemniej zarabiać wielkie pieniądze. Co możemy na to poradzić, przecież wybory niczego nie zmieniają? Jeżeli mówię, ja prosty człowiek, w towarzystwie osób wykształconych, że najlepiej nic nie robić i czekać spokojnie na upadek firm, które były źle zarządzane i nie zasługują na pomoc, to jestem odbierany jak oszołom, który na niczym się nie zna. Od wszystkich słyszę, że przecież np. firmy samochodowe muszą istnieć, bo miejsca pracy, bo czymś musimy jeździć itd. A ja mówię, czy myślicie, że jak np. Ford upadnie, to nie będzie można kupić innych samochodów? Wtedy właśnie zadziała wolny rynek i pozwoli przetrwać lepszym!!! Ludzie znajdą zatrudnienie w nowych zakładach i koniec. Wolny rynek, to piękna sprawa. Wszystkiego nauczy, szybciej, niż każda mądra książka. Nie potrzeba żadnego przygotowania, wielkiego kapitału, tylko trzeba mieć chęci do pracy i trochę odwagi.
    Wszystkim naszym politykom zaleciłbym prowadzenie przez rok sklepu warzywniczego i tylko tym, którzy przynajmniej utrzymaliby sklep, pozwoliłbym później rządzić. Chyba niejeden przejrzałby na oczy i zaczął trochę inaczej myśleć.
    Pozdrawiam!
    PS
    Bardzo jasno, ciekawie i przystępnie pisze Pan swoje teksty dziękuję.

  2. dex pisze:

    Ciekawy artykuł jak zwykle 🙂

    Mam do Pana prośbę o opinię dotyczącą przyszłości dolara. Ten wątek powtarza się co jakiś czas ale i sytuacja jest bardzo mobilna, więc pozwolę sobie zapytać raz jeszcze 

    Słychać głosy że tak wysoki kurs dolara (wysoki w porównaniu z kursem np z lica 08) jest przejściowy i że pod koniec roku i później możemy mieć doczynienia z solidną dewaluacją dolara (związany z wdrożeniem pakietu pomocowego Obamy).
    Co Pan o tym sądzi ?

    I jeszcze jedno pytanie – w kogo Pańskim zdaniem wcześniej i mocniej uderzy inflacja – w USA czy Polskę .

    pozdrawiam Pana i wszystkich czytelników

  3. JM Fijor pisze:

    JA BYM OD DOLARA UCIEKAL. Zaraz jak tylko przestanie się wspinać, trzeba dolara sprzedać. Tam jest ogromna inflacja i nie zanosi sie na nic lepszego. Obama i jego ludzie chcą skorzystać z okazji i za cudze firmy ratować gosp..pardon…ukraść dużo pieniędzy.
    Ukłony
    Jan M Fijor

  4. JMF pisze:

    Przed chwilą słyszałem wywiad z premierem Tuskiem i jestem nim zachwycony. Czyżby jaiś cud się stał? Choroba Klausa jest zaraźliwa? Jesli rząd nie będzie ratować gospodarki, to możemy dojść nawet do 3-4 procent wzrostu – jako jedyni w Europie.
    Pozdrawiam
    Jan M Fijor

  5. dex pisze:

    Dziękuję za opinię, myślę podobnie, pozostaje pytanie do jakiego poziomu będzie się wspinał ? :)) mam Pan jakiś typ ? może dobić do poziomu z roku 2000 ?

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Ja sprzedaje na wysokosci powyzej 3,80 zl, a jesli stanie na 3,6 na dluzej, to sprzedam po 3,60 zl. To jest polsrodek, bo inflacja jest w Europie wszędzie, dlatego natychmiast kupie jakąs inną walutę; yen albo yuan, w ostatecznosci frank szwajcarski, bo jest poza strefa euro. Sa sygnaly, ze rusza amerykanski rynek nieruchomosci. Ceny spadly o polowe, to jest bardzo duzo, zwazywszy ze spadek trwal niespelna dwa lata. takiej deprecjacji nie bylo od lat 1930. Moze wiec tam nalezy lokowac cash? pozdr jmf

  7. dex pisze:

    jeszcze jedno – jakoś nie można się dodzwonić pod nr telefonu podany na stronie.
    pozdrawiam serdecznie

  8. Jan M. Fijor pisze:

    Prosze probowac na 0-600-745-945. Ze stacjonarnym mamy problemy; poczta glosowa nie dziala. Uklony JM Fijor

  9. mk pisze:

    Jak zwykle interesujący felieton, który jest klarowny i logiczny jak kryształ górski. Zgadzam się z tezą o bezsensowności „pomocy” ze strony rządu dla gospodarki oraz z uwagą, ze nawet redaktor Gadomski – ostoja liberalnych poglądów gospodarczych – trochę wymiękł i skłania się ku pewnym interwencjom. Ja sam jestem małym przedsiębiorcą (ok. 40 osób zatrudnionych) od wielu lat i jawne marnotrawstwo pieniędzy podatników czynione przez polityków, myślących tylko o następnej kadencji lub słupkach sondażowych, napawa mnie złością i poczuciem bezsilności.
    Zastanawiam się jednak i proszę o ewentualne wzmocnienie ideowo słusznego, liberalnego kręgosłupa, czy chwilowe, mocno kontrolowane poluzowanie zasad wolnorynkowych nie może przynieść pozytywnych efektów. Przyrównałbym to do przyjęcia środka dopingującego, które w sytuacja ekstremalnych jest stosowane i daje pozytywne efekty końcowe. Nie mam tu na myśli szlachetnej rywalizacji olimpijskiej, ale sytuację bojową, gdzie na przykład w odniesieniu do pilotów samolotów stosuje się nawet środki narkotyczne pobudzające chwilowo, lecz pozwalające na wykonanie ekstremalnego zadania. Pilot po takim wyczynie musi oczywiście odpocząć w dwójnasób, ale efekt końcowy jest pozytywny. Podobnie gospodarka, na pewno będzie musiała odchorować interwencje rządowe, zakłócające działanie wolnego rynku.
    Zastanawiam się jednak, czy lekkie poluzowanie fiskalne i inflacyjne pobudzenie podaży nie byłoby korzystne dla gospodarki traktowanej jako całość. Oczywiście na inflacji najbardziej tracą ci, którzy na końcu reagują na zwyżkę cen, czyli nauczyciele i duchowieństwo, ale trudno. Może warto poświęcić komfort niektórych grup społecznych, ale jednak przyspieszyć pozytywne procesy gospodarcze. Ogólnie keynesism jest trochę pociągający tak pociąga nas dobra whisky, joint albo dziewczyna, niekoniecznie porządna. Czy jednak życie z używkami i odrobiną ryzyka nie jest ciekawsze?

  10. JMF pisze:

    Na metode klina klinem jest już za późno. Teraz już żadne środki nie pomoga. Keynesizm, jak piszę, jest tak atrakcyjny, jak narkotyk na nałogowca na głodzie. Jeśli chce się wyleczyć musi pocierpieć. Jeśli sobie pofolguje, tak jak pan chce, to zginie.
    Pozdrawiam i życzę cierpliwości. Ja piszę o nadejściu kryzysu od prawie 3 lat. Był czas się przygotować.

  11. TomTom pisze:

    Witam. Chciałem zapytać o Pana poglądy na przystąpienie do strefy wspólnej waluty w obecnych okolicznościach. Zrobiła się z tego w sumie sprawa polityczna. Spór się rozgrywa na znanym wszystkim froncie. Z jednej strony Tusk ostatnio zachowuje się coraz bardziej rozsądnie (ex. zapowiedzi ograniczania wydatków budżetowych), jednakże polityka pana Skrzypka oraz RPP w kwestiach monety również wydaje się być rozsądna. Czy w takiej sytuacji pośpiech nie jest złym doradcą? Może paradoksalnie skoro platforma jako pierwszy rząd o kilkunastu lat przejawia zdroworozsąkowe chęci uzdrawiania gospodarki, lepiej byłoby poczekać i wejść do euro na lepszych warunkach? Wydaje mi się, że gdy sytuacja na świecie się ustabilizuje dojdzie u nas w kraju do kolejnej wojny propagandowej w bardzo merytorycznej sprawie. PS. Wyrazy uznania za kolejny bardzo dobry tekst. Pozdrawiam

  12. Jan M. Fijor pisze:

    Mądra wypowiedź n.t. euro: jeśli euro przetrwa kryzys, to wejdziemy. Gros naszych polityków nie zważa na interes obywateli, a nawet swój własny, chcą mieć rację za wszelką cene. I to im wystarczy. Tak było w Polszce zawsze i dlatego w świecie uważają nas za naród półgłówków. Trudno się dziwić. Pozdrawiam JM Fijor

  13. Paweł pisze:

    Super artykuł, robi Pan wspaniałą pracę.
    Mam pytyanie odnośnie kursów walut, wypowiedział się Pan nt. dollara i waluty do których można uciekać. Czy mógłby Panw swojej uprzejmości podać prognozy dla funta? Sprzedawać już? Czy warto uciekać w akcje rodzimych spółek? lub jakiś tajwańskich?

  14. Jan M. Fijor pisze:

    Funt trzyma się dzielnie – od wiekow nie przekracza 0,45 kg, ale funt sterling jest wart funta kłaków. Tyle co gospodarka brytyjska. nie uciekać, bo to oznacza stratę, co najwyżej lokować (ale nie teraz) pieniądze w akcje azjatyckie. Co do dolara, to sprzedaż należy moim skromnym zdaniem rozpocząć pod koniec lutego. Złoto zacznie się dźwigać i wtedy…srebro zresztą też. Moje typy na złoto – od 1500 do 2000 dol za uncję pod koniec 2009. Srebro, tradycyjnie, 2-3 procent wartości złota, czyli od 30 do 60 dol. (może mnawet i 100 dol.) za uncję. Ja tak wartościuję, ale ja nie mam licencji, więc mogę się mylić. Słuchajcie więc p. Kuczyńskiego. Pozdrawiam Jan M Fijor

  15. Paweł pisze:

    Dziękuje za odpowiedź. Rozumiem że pewności Pan nie ma ale kto ją ma? Rozumiem więc że funty szterlingi należy sprzedawać gdy dolar będzie na wysokości 3,8 zł (3,6 zł przy zastoju) Moje laickie oko analizatora uważa że waluty te są ze sobą powiązane (jak i euro). Rządy użytkowników tych walut właściwie prowadzą tożsamą politykę pieniężną. Waluta rodzima jest niepewna ze wzgledu na zbyt bliskie zaprzyjaźnienie naszego kraju z UE:). Wniosek jest taki sprzedawać funty szterlingi przy rzeczonym kursie i natychmiast kupować waluty o których Pan pisał (czemu frank szwajcarski?) Raz jeszcze dziękuje i pozdrawiam

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Uwaga: FUNT jest słabszy od dolara. Ja bym funtów nie trzymał. Wątpię nawet, czy funt przebija dolara, by b yła opłacalna zamiana funtów na dolary. Frank szwajcarski jest walutą silną a przede wszystkim znacznie bardziej konserwatywnie kierowaną przez bank centralny niż euro. pozdrawiam JM Fijor

  17. Bruner pisze:

    Witam, kolejny dobry text – brakuje mi tylko przykladow ze keysizm jest zly-tak zeby go calkiem dobic:) co do dolara, pelna zgoda ze padnie-juz wczesniej przedstawialem moj scenariusz, ktory rozni sie troche od Pana-chodzi mi o timing- mysli Pan ze jest juz tak zle, ze luty-marzec dolar zacznie leciec w dol? osobiscie uwazam ze jeszcze troche sie pociesza obama i jego planem i wtedy obudza sie z reka w nocniku- mysle do pol roku. MAm jeszcze pytanie co do Euro jako ze pracuje w IRL i chcialbym sprzedac Euro – i jestem bardzo ciekawy Pana opini na temat przyszlosci tej waluty- w tej chwili szybuje do gory- inflacja tez jest nieunikniona i rowniez pytanie jak dlugo to pompowanie potrwa?? Dzieki i pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *