To Rosati się myli, nie Tusk

chat-dymki
21

To nie przypadek, że żaden pakiet antykryzysowy, włącznie z programem ratowania gospodarki USA zwanym New Deal, nie działa. One po prostu działać nie mogą. Uzdrawianie kryzysów gospodarczych prowadzone przez rządy odbywa się kosztem sektora prywatnego, i to tej jego części, która odpowiada za wzrost gospodarczy. Niestety, większość polskich ekonomistów, włącznie z profesorami uniwersytetów tego nie wie.

Błąd w założeniu

W wywiadzie udzielonym reporterowi TOK FM prof. Dariusz Rosati, były minister finansów, guru od ekonomii, krytykując postępowanie rządu, nazwał brakiem roztropności ze strony rządu zaniechanie akcji kredytowej i pompowania w sektor publiczny tzw. pakietu ratunkowego, który ożywiłby gospodarkę. Niepokój prof. Rosatiego bierze się stąd, że „spada nam eksport, spada konsumpcja wewnętrzna, to niech chociaż rząd wydaje i podtrzymuje rozwój gospodarczy.” O sposobach ratowania gospodarki przed spadającym wzrostem pisał John Maynard Keynes, mistrz prof. Rosatiego i większości światowych ekonomistów, którzy nie zadali sobie trudu, by sprawdzić, że pomysły słynnego Anglika są warte funta kłaków i zostały skompromitowane jeszcze zanim się pojawiły. Uczynił to nasz krajan, urodzony we Lwowie, Ludwig von Mises.
Przekonanie Keynesa wzięło się stąd, że jego zdaniem, głównym czynnikiem stymulującym gospodarkę jest konsumpcja. Przekonanie to, z wrodzoną pewnością siebie, dzieli prof. Rosati, który uważa, że skoro konsumpcja stanowi aż ok. 2/3 produktu krajowego (PKB), zwiększanie jej posłuży wzrostowi. Mamy szczęście że p. Rosati nie jest ani premierem, ani ministrem finansów, gdyż od dawna wiadomo, że wysoki udział konsumpcji w PKB jest iluzją powstałą wskutek obowiązującego sposobu pomiaru PKB, polegającą na wliczaniu do produktu krajowego wyłącznie wyrobów konsumpcyjnych finalnych, z pominięciem faz pośrednich. Oszczędzę Czytelnikowi nużących rachunków, wyłożyliśmy je w tekście p.t. Nie kopiować, stwierdzając jedynie, że wtedy konsumpcja stanowi od 30 proc. (USA) do 40 proc. (UK) PKB. Natomiast głównym jego składnikiem są inwestycje!
Jeśli więc ktoś naprawdę chce ratować gospodarkę powinien wzmacniać inwestycje, a nie konsumpcję. Bez produkcji nie ma konsumpcji, panowie profesorowie, zauważył to już w XVIII wieku niejaki Jean Baptiste Say, formułując słynne prawo nazwane od jego nazwiska, które brzmi mniej więcej tak: „każda podaż ma swój popyt”, a nie jak chciał tego Keynes a teraz prof. Rosati: każdy popyt ma swą podaż. Ponieważ inwestować możemy tylko to, czego nie skonsumowaliśmy, gros inwestycji pochodzi zatem z oszczędności. I właśnie oszczędzania powinien się prof. Rosati domagać, a nie rozrzutności. To się zresztą pokrywa z intuicją każdego z nas. Myślę, że gdyby sam prof. Rosati znalazł się w trudnej sytuacji materialnej, to dla ratowania budżetu domowego nie zapożyczałby się na kupno plazmy, nowego samochodu, czy futer dla żony i córki, lecz zacisnął pasa, by oszczędzając wyciągnąć się z tarapatów. I takie rozwiązanie proponuje premier Donald Tusk oraz jego minister finansów, Jacek Rostowski, czym wzbudzają coraz większy podziw i uznanie wśród zagranicznych polityków, wyznających, podobnie jak prof. Rosati, fałszywy paradygmat Keynesa, a coraz wyraźniej widzących, że pakiety ratunkowe i megakredyty rządowe to gwóźdź do gospodarczej trumny.

Błąd w wykonaniu

Każde dziecko wie, że pieniądze którymi dysponuje rząd nie pochodzą z produkcji (lub usług),lecz są konfiskowane obywatelom w postaci podatków i innych podatkopodobnych opłat. Innymi słowy, rząd zabiera pieniądze tym, którzy produkują, a więc tworzą bogactwo, i wydaje je na publiczne cele konsumpcyjne, niekiedy też na inwestycje. Nie popełnimy większego błędu jeśli powiemy, że pieniądze skonfiskowane przez rząd w ramach pakietu ratunkowego posłużą w dużym stopniu wspieraniu słabszych, czy to obywateli, czy przedsiębiorców. Innymi słowy, rząd zabiera środki „twórcom bogactwa” (bo tylko producenci netto płacą podatki) i przeznacza je na konsumpcję i inne działania nie tworzące bogactwa. Dużym konsumentem jest sama biurokracja rządowa. W rezultacie rząd osłabia czynniki prowzrostowe i wzmacnia czynniki hamujące. Tym samym osłabia cała gospodarkę, wzmacniając proces jej upadku. Nawet inwestycje rządowe służące ogółowi obywateli nie są wolne od skazy, jaką jest państwowa, publiczna, czyli niczyja forma własności. Noblista, Friedrich von Hayek twierdził, że pieniądz w kieszeni obywatela (właściciela prywatnego) ma dwukrotnie większą wartość, niż w skarbcu państwa. Wynika to stąd, że właściciel dba o swoje pieniądze znacznie lepiej, znacznie bardziej je szanuje, niż urzędnik rządowy (samorządowy), który o nie nie dba, bo i co by mu z tego przyszło. Stąd mądrzy ludzie kładą tak silny nacisk na prywatyzację i domagają się pozbawienia państwa prawa do prowadzenia działalności gospodarczej i robienia konkurencji sektorowi prywatnemu (czyli podatnikowi). Marnotrawne jest nawet dobre i mądre państwo, a wynika to z natury tego państwa i natury człowieka.
Konkludując: jeśli chcemy mieć silną gospodarkę powinniśmy postępować wedle maksymy:

(…) Budżet powinien być zrównoważony, skarbiec pełny, dług publiczny minimalny, arogancja urzędnicza utemperowana a oni sami pod kontrolą. Ludzie muszą się nauczyć, że środkiem ich utrzymania ma być praca, a nie pomoc publiczna.” Słowa te wypowiedział w 55 roku p.n.e. Marcus Tullius Cicero. Od tego czasu nic się ani w naturze państwa, ani obywateli nie zmieniło i m.in. dlatego gospodarcze pakiety ratunkowe, ignorujące ten fakt, nie działają!

Kryzys 2009
Jan M. Fijor
„różne” 2009-02-02

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Chris50 pisze:

    A na czym Rosati zarobił? Bo nie na przedsiębiorczości czy pracy własnej (chodzi mi o budowę biznesu).

  2. JMF pisze:

    Wątpię czy na czymś zarobił. To typowy przedstawiciel klasy próżniaczej, a tacy są zwykle bez osiągnięć. Ma profesurę, ale na ekonomii zna się niewiele. Co widać po powyższym. Nie jest wyjątkiem. Taka charakterystyka pasuje do 98 procent polskich uczynych ekonomistów.
    pozdr

    JMF

  3. Bruner pisze:

    kolejny dobry text i swiete slowa na koniec:) ja powtorze moje pytanie z poprzedniego wpisu? Jak pan widzi przyszlosc Euro? narazie szybuje do gory .. pieniadze rowniez rozdaja jak w USA a moze i bardziej- niektore panstwa sa na skraju bankructwa.. ja sam mieszkam w Irlandii i ten kraj na serio zmierza do upadku, przejedli caly dobrobyt za porzyczone pieniadze..- a jakby przeciw temu Euro pnie sie w gore. Jaka jest Pana opinia na ten temat ? tak jak z Dolarem? szybko padnie? pozdrawiam i bede wdzieczny za odpowiedz

  4. JMF pisze:

    Nie jestem prorokiem, choć gołym okiem widać, ze euro niedługo zacznie mieć problemy z deflacją. Zaczną spadać ceny, sprzedaż i produkcja. Strefa euro jest w lepszej sytuacji niż dolar, więc pewnie relacja do waluty amerykańskiej poprawi się. Jeśli Polska utrzyma kurs nieinterewencji możemy wrócić do poziomu 3-3,2 zł za euro.

    Pozdrawiam
    JM Fijor

  5. J1234 pisze:

    A jaki widzi pan przyszłość dolara? Ostatnio zostało wyprodukowane chyba dość sporo dolarów w postaci kredytów i być może wydrukowanych na papierze. Niby powinno to spowodować inflację, spadek wartości dolara a jak na razie dolar trzyma się dobrze. Może jakiś pomysł na artykuł o możliwych scenariuszach głównych walut świata?

  6. Jan M. Fijor pisze:

    Inflacja w USA jest ogromna, ale narazie – z braku gotówki, żeby przetrwać – firmy sięgnęły po wszelkie możliwe źródła pieniędzy i to sprawia wrażenie spokoju. Popyt na gotówkę jest silny, ale jak się uspokoi, wejdziemy w fazę inflacji. Dolar będzie spadać aż osiągnie poziom odpowiadający swej wartości (mierzony w cenach), które rzecz jasna wzrosną. Dlatego też uważam, że aprecjacja dolara wobec złotówki jest chwilowa i potrwa być może do 3,80 – 4 zł za dolara. To też będzie zależeć od złotego, ale jeśli Tusk nie załamie się pod naciskami populistów i ignornatów z PiS czy SLD, a najgorsze są MERDIA,to złotemu wróżę dobrą przyszłość. Oby tak dalej! Pozdrawiam Jan M Fijor

  7. Bruner pisze:

    Dziekuje za odp.Wyrasta nam pan tu na walutowego goru:) co do deflacji mysle ze jest ona przejsciowa jako ze kraje Euro ratuja sie Keynesem zadluzajac sie jeszcze bardziej itd… co tylko poglebi kryzys i ciekawe czy slowa M. Friedmana sie sprawdza ze euro nie przetrwa. Co do EUR-PLN bardzo ciekawe kiedy kasa zacznie naplywac do polski z powrotem – gielda ze zlotowka znowu w dol, dolar tez pikuje, ciekawe czasy:) pozdrawiam

  8. mk pisze:

    obejrzałem „Money As Debt” i z tego co zrozumiałem wynika, że aby nie doszło do prawdziwego kryzysu (cokolwiek to jest), to musimy się zadłużać i zadłużać bo inaczej zabraknie pieniędzy. To w końcu może Rosati ma rację – póki są money as debt to trzeba się zadłużać. Żeby było normalnie trzeba zmienić system monetarny. Jak to jest?

  9. JMF pisze:

    Brunerowi i innym: ja nie jestem guru, opieram swoją wiedzę na pracach szkoły austriackiej a także na doświadczeniu z kryzysu z 2000 roku, kiedy dałem tyłów, bo słuchałem keynesistów. Proszę jednak traktować swoje pieniądze z pełną odpowiedzialnością. Ja mogę tylko zaznaczyć, że wszystko co tu piszę traktuję sam poważnie i stosuję się do tego, decydując o własnych pieniądzach. A zatem Caveat Emptor i sukcesów.
    Jan M Fijor

  10. Bruner pisze:

    Ten guru to byl z przymruzeniem oka:) ale dobrze jest zawsze zasiegnac opini kogos madrego. Zatem „umiesz liczyc licz tylko na siebie” 🙂 pozdrawiam

  11. Jarek pisze:

    Brawo za artykuł i dzięki za ignorantów i populistów z PiS 🙂 Mam tylko nadzieję, że ich elektorat nie jest już tak zdyscyplinowany… i nie będzie powtórki.

  12. laik pisze:

    A co można powiedziec o franku szwajcarskim i kredytobiorcach zadłużonych w tej walucie??Czy jest dla nich nadzieja?

  13. Bruner pisze:

    Do laika – kto bierze kredyt w walucie innej niz zarabia to spekuluje.., poza tym franek byl pol roku temu po 2 teraz jest ponad 3 a za pol roku moze byc.. itd kredyty sie bierze na 30 lat itp.. osobiscie mysle ze jest nadzieja:)

  14. Prawicowiec pisze:

    „…te wypowiedział w 55 roku p.n.e. Marcus Tullius Cicero…” święte słowa, ale w 55 r p.n.e nie było telewizji, teraz miliony gamoni słuchają za przeproszeniem ‚profesorów’ a nie czytają ani książek ani publicystyki, potem za przeproszeniem ‚demokracja’ pozwala takim głosować na tych swoich ‚profesorów’ i innych ‚mędrców’… szkoda gadać, trzeba jakąś wyspę kupić i założyć państwo o nazwie ‚Wolnolandia’, może tam byłoby normalniej…

  15. Marcin pisze:

    Mam pytanie, jezli ktos wezmie kredyt hipoteczny w zlotowkach na 35 lat a za 5 lat polska przyjmie euro, co w tedy z rata kredytu, zalkladajac ze jest stala przec caly okres, jak zostanie ona obliczna w euro, po kursie w dniu wejscia euro? moze sie okazac ze rata bedzie o kilkanascie procent wyzsza czyz nie tak? zastanawiam sie nad kupnem mieszkania z tad ta obawa.

  16. Jan M. Fijor pisze:

    Przewaznie obowiazuje kurs dnia transakcji, przeliczanie to forma transakcji. Jesli nie trafil pan na jakąś wyjątkową okazję, albo płaci pan wyjątkowo wysoki czynsz, to ja bym teraz niczego wartościowego nie kupował. Niech pan spróbuje znaleźc prywatny kredyt np. od właściciela, który nie może sprzedać a musi. Powodzenia Jan M Fijor

  17. Homoeconomicus pisze:

    Świetny felieton. Popieram i pozdrawiam!

  18. Kuba pisze:

    Ja natomiast mam inny problem. Niedługo skończę studia, a bardzo chciałbym wziąć kredyt hipoteczny (nie mogę dalej mieszkać z rodzicami, a wynajem nie ma najmniejszego sensu) i tu rodzi się pytanie: kiedy będę mógł ten kredyt dostać i się nie wkopać? jak długo będzie trwał ten kryzys? ps jestem totalnym laikem ekonomicznym…

  19. Jan M. Fijor pisze:

    Jeśli rząd nie zmieni stanowiska i nie ulęknie się niepoważnych i błędnych koncepcji opozycji z PiS i mediów, i nadal będzie zaciskał pasa, unikał zadłużania i zostawi gospodarkę samej sobie (czyli nam wszystkim) przewiduję dla Polaków scenariusz optymistyczny – 2-3 lat kryzysu. Jesli jednak zacznie się ratowanie, pakiety a la te w USA (Paulson i Obama), to możemy się nie wygrzebać przez 10 lat. Mój scenariusz jest taki; Europa i USA ze swymi „pakietami ratunkowymi” będą długo dołować, zaczną więc rozglądać się za jakąś jaśniejszą perspektywą (alternatywą). I tutaj pojawi się szansa Polski. Zacznie do nas przypływać kapitał, pieniądz wzmocni się, euro/dolar potanieje, kredyt też a wtedy można zacząć myśleć o kredytach hipotecznych. Do tego czasu należy oszczędzać i ciężko pracować (ewentualnie uczyć się). Po czym poznać, że jest już dobrze? Po tym, że dzięki napływowi inwestycji zagranicznych złoty zacznie się umacniać, a trend ten utrzyma się przez kilka miesięcy. Teraz tylko nie dajmy się zwariować keynesistom, pokonujmy zwątpienie i uczmy się ekonomii. Powodzenia Jan M Fijor

  20. Maciej Pieńkowski pisze:

    Zgadzam się z Panem, ale skąd brać środki na wypłaty emerytur? (Wg mnie te ostatnie powinny być równe i minimalne, a resztą niech zajmą się ludzie sami).

  21. Suchy pisze:

    Świetny tekst. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *