Witajcie w trudnych czasach

chat-dymki
6

Światowy rynek finansowy, w tym rynek polski, znajduje się w zapaści. Rządowe programy ratunkowe, choćby nie wiem jak potężne, są iluzją, która tylko pogarsza sytuację. Nie ma złudzeń – czeka nas trudny czas. Czy to oznacza, że należy czekać z założonymi rękami?

Jest źle

Ktoś, kto rok temu kupił za 1000 dolarów amerykańskich akcje renomowanej kanadyjskiej firmy telekomunikacyjnej, Nortel, miałby dzisiaj niespełna 150 złotych. Podobną wartość ma po roku tysiącdolarowy portfel akcji linii lotniczej, Delta Airlines, która jeszcze pięć, sześć lat temu konkurowała o miano największej linii lotniczej świata. Akcje innego (niegdyś) giganta high tech, amerykańskiej firmy, Enron, kupione rok temu za te same 1000 dolarów są dziś warte ok. 50 złotych. Jeszcze gorzej wyszlibyśmy kupując za 1000 dolarów rok temu akcje WorldCom – dzisiaj warte zaledwie 15 złotych. Gdybyśmy zamiast akcji kupili za 1000 dolarów piwa w puszkach, wypili je i puszki (aluminium) sprzedali w skupie surowców wtórnych mielibyśmy ponad 650 złotych. To nie żart. Taki jest obraz dzisiejszego rynku inwestycyjnego. Gwoździem do jego trumny była afera Bernarda Madoffa (grudzień 2008), jednego z najbardziej renomowanych menadżerów od pieniędzy, byłego prezesa giełdy NASDAQ, który sprzeniewierzył 50 miliardów dolarów ulokowanych u niego przez najmożniejszych tego świata, jak Spielberg, Zuckerman, (wydawca i nowojorski deweloper), Spring (jeden z czołowych inwestorów w papiery wartościowe), wielkie amerykańskie i zagraniczne centrale związkowe, banki, w tym Santander, Unicredit (właściciel naszych PeKaO S.A. i BPH), koreańskie fundusze emerytalne, szwajcarskie i amerykańskie firmy ubezpieczeniowe.

Wieje grozą

W polskich finansach wieje grozą i niepewnością. Spadają indeksy giełdowe, spada wartość złotego i rentowność obligacji. Nawet banki tracą na atrakcyjności. Zapoczątkowany w końcu grudnia spadek oprocentowania nabrał tempa. Z AIG banku zniknęła lokata na 9 procent, z MultiBanku lokata na 8,08 proc., a z Nordei dziesięcioprocentowe depozyty. Obniżają oprocentowanie BPH, Millenium, Citi Handlowy, nawet w Getin Banku „opłaca się” mniej. Słabym pocieszeniem jest spadek oprocentowania kredytów hipotecznych do poziomu najniższego od 12 miesięcy, zwłaszcza że spadającym odsetkom towarzyszą prowizje sięgające 4 i więcej procent, a tańsze kredyty walutowe (zwłaszcza te we frankach szwajcarskich) są trudniej dostępne. Na domiar złego, nie wiadomo co będzie z rynkiem nieruchomości. Polska Federacja Rynku Nieruchomości informuje na przemian, albo o systematycznym spadku ceny mieszkań, albo o stagnacji na rynku. W Zakopanem i Sopocie, a więc najgorętszych do tej pory rynkach kraju, mimo spadku cen o ok. 15 procent, nie ma chętnych na ponad tysiąc mieszkań. Duża niepewność panuje na rynku gruntów rolnych i działek budowlanych. Entuzjazmu nie budzą nawet rekordy sprzedaży stuzłotowych obligacji skarbu państwa, których w 2008 roku sprzedano ponad 61 mln, a więc dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Kończy się boom właścicielom kantorów, gdzie zaczyna brakować walut. Trudno się dziwić, złoty w ciągu ostatnich pięciu miesięcy osłabił się w stosunku do dolara ok. 60 procent, do euro o ok. 35 procent. Jedyne żniwa w finansach trwają na rynku kredytów konsumenckich, ale i tutaj ryzyko niewypłacalności pożyczkodawców sięga szczytu.
W panikę wpadają główni analitycy i eksperci wielkich domów maklerskich i firm finansowych. Trudno się dziwić, z parkietów wyparowało w 2008 roku ponad 150 mld złotych, połowa budżetu kraju. Część stara się uspokoić gniew inwestorów, większość jednak szuka nowej bezpiecznej pracy. Ci nieliczni, którzy zdecydowali się stawić czoła kryzysowi zalewają potencjalnych klientów ofertami, które z roztropnością mają mało wspólnego. Wtórują im medialni guru, w rodzaju Piotr Kuczyńskiego, przekonujący – co prawda już nie w silne fundamenty polskie gospodarki, ale jednak – do korzystania z kryzysu i spekulowania na funduszach inwestycyjnych amerykańskich, azjatyckich, czy w polskich obligacjach. Uaktywnili się nawet pośrednicy od nieruchomości i deweloperzy, którzy przekonują, że czeka nas hossa na Florydzie, w Krakowie i Zakopanem.

Inflacja czyli jeszcze gorzej

Nowojorscy marchandzi, a także dealerzy od luksusowych jachtów w Nicei, Monte Carlo czy na Key West skarżą się ostatnio, że nawet milionerzy liczą dziś kasę i targują się. Zdaniem komentatora CNBC stagnację przeżywa rynek dzieł sztuki i innymi dobrami luksusowymi. Obroty londyńskiego Christie i innych domów aukcyjnych, mimo ogromnego wzrostu cen i presji inflacyjnej spadają. O ile wartość arcydzieł wciąż rośnie, o tyle sprzedaż jest żmudna, a poszukiwanie dobrego kupca trwa niekiedy lata. Co prawda, ceny złota i kamieni szlachetnych rosną, ale jest to wyłącznie skutek panicznego popytu na nie. Ludzie boją się trzymać gotówkę. Inflację czuć w powietrzu. Ekonomiści Instytutu Misesa z Alabamy, jedynego trustu mózgów, który ten kryzys przewidział, mówią nawet o hiperinflacji. I chyba się nie mylą, skoro w połowie grudnia inwestorzy kupowali obligacje amerykańskiego skarbu państwa przy ujemnej rentowności, a dokładniej, przy oprocentowaniu równym „zeru”, płacąc do tego prowizję maklerską. Kryzys, któremu właśnie na imię inflacja pożera wszystko – majątek ruchomy, nieruchomości, dzieła sztuki, konta emerytalne, a nawet kolekcje wytwornych win, których wartość (w stałych cenach) nie rośnie od ubiegłego sezonu. Po wklepaniu w google.com pytania: „jaka będzie dobra lokata inwestycyjna na 2009 rok”, odpowiedź brzmi: NONE! Przez najbliższe kilka lat nie będzie czegoś takiego jak dobra inwestycja. Złym doradcą są banki centralne, które zamiast oprocentowanie podnosić i inflację studzić uparły się gospodarkę ratować tym samym lekarstwem, którym ją do inflacją doprowadziły.

Nie ma wyjścia?

Ostatnie 15 – 20 lat to lata taniego kredytu, który przyzwyczaił inwestorów do szybkiego zysku. W swej pysze, której dorównuje tylko ich ignorancja nabrali przekonania, że inwestowanie polega na „koszeniu kasy”, a ryzyko i strata to pojęcia z innej bajki. Zatracono zdrowy rozsądek, zapominając, że od bezpiecznych pieniędzy są banki i lokaty terminowe, zaś wszelkie inne papiery (mniej lub bardziej wartościowe), spekulacje gruntami, czy handel dziełami sztuki to nie maszynka do robienia pieniędzy, lecz ryzykowne, długoterminowe przedsięwzięcie, w które należy wchodzić mądrze, wyłącznie z pieniędzmi, bez których nasz standard życia nie ulegnie pogorszeniu, i licząc na siebie.
Kryzys nie potrwa wiecznie, ale 5-10 lat potrwać może. Jeśli horyzont czasowy naszych inwestycji jest krótszy należy o inwestowaniu zapomnieć. Jeśli jednak inwestujemy na studia dla dzieci, które mają obecnie 2-3 lata, na emeryturę, która nastąpi za 20 – 25 lat, czy po prostu mamy luźne pieniądze, bez których możemy się obejść, można kupować akcje (w OFE lub na Indywidualnych Kontach Emerytalnych), pod warunkiem, że reprezentują one firmy silne, solidne, produkujące głównie dobra konsumpcyjne i to z dziedzin high tech (bioinżynieria, energetyka, farmaceutyka). Ten sam horyzont czasowy odnosi się do kupowania nieruchomości, ziemi rolnej i każdej innej lokaty ryzykownej. Jeśli czasu mamy mniej, inwestowanie odradzam. Tradycyjne „schrony antyinflacyjne”, takie jak złoto, kamienie szlachetne, antyki, dzieła sztuki itp. nie wróżą dobrze. Amerykański ekonomista, Henry Hazlitt w Inflacji przypomina, że z chwilą nadejścia trudnych czasów, pozbywamy się tych precjozów za pół darmo.
Na inflację nie ma silnych, to bezwzględny żywioł, który nie oszczędza nikogo. Można, jedynie łagodzić jej skutki. Jak? Primo, nie działać pochopnie. Nie przerzucać pieniędzy z funduszu do funduszu, bo to kosztuje i nic nie daje. Cały rynek jest w depresji. Trzymaj się zasady: jeśli nie musisz tracić, to nie trać. Dopóki swej lokaty inwestycyjnej nie sprzedasz stratę masz na papierze. Jeśli mimo wszystko pieniądze są ci potrzebne dziś, przełknij stratę i zwróć się do zaufanego doradcy podatkowego, żeby ci pomógł odpisać ją od dochodu do opodatkowania.
Secundo, ogranicz zbędne wydatki. W czasie kryzysu królem jest gotówka. Jeśli pomimo ambitnych planów budowy domu, masz gdzie mieszkać, zapomnij na razie o budowie. Samochód jeździ, zapomnij o nowym. Z wycieczką na Karaiby czy wczasami na Helu też poczekaj do lepszych czasów. Jeśli nawet straciłeś zaufanie do swego doradcy (maklera), zmień doradcę, lub zajmij się swoimi inwestycjami samemu. Tertio, pod żadnym pozorem nie wolno się zadłużać, a jeśli jest to możliwe, zalecam jak najszybszą spłatę dotychczasowych długów. Quarto, mimo iż dno obecnego kryzysu jest daleko przed nami, nowym inwestorom polecam starą zasadę: „kupuj wtedy, gdy inni sprzedają, sprzedaj wtedy, gdy inni kupują”. Wbrew swej prostocie nie to jest wcale banał. Większość ludzi boi się i reaguje odwrotnie. Stąd, bardziej opanowanym i zdyscyplinowanym polecam banki (Dominet, Fortis, Polbank), w których dla kwot powyżej 20 tysięcy złotych wciąż można znaleźć lokaty w granicach 7-9 procent. Jeśli ktoś ma większe ambicje, doradzam technikę zwaną „dollar-cost-average” i polegającą na systematycznym inwestowaniu w papiery wartościowe pewnej stałej kwoty. Wybierz akcje firmy, której produkty lubisz i cenisz, inwestuj w nią stałą kwotę. Nawet przy spadającej cenie jednostki „papieru” korzystasz na tym, że taniej kupisz więcej akcji (lub jednostek funduszy). Po kryzysie, gdy gospodarka wróci do normy większa ilość akcji (jednostek) przyniesie większy profit.
A równocześnie czytaj mądre książki; ucząc się, podnosząc kwalifikacje stajesz się bardziej konkurencyjna (y) od innych. Dlatego, najlepszą inwestycją na trudne czasy jest edukacja, w kształtowanie charakteru, w kreatywność – słowem: inwestowanie w rozwój osobisty lub/i we własny interes. Chodzi o to, żeby się nie cofnąć, nie stracić pracy, biznesu. Dopiero z chwilą zakończenia kryzysu, albo tuż przed jego końcem, uzbrojeni w wiedzę, odporni na panikę i stres możemy poszaleć przy szukaniu okazji, których będzie wtedy od liku. Jeśli się do tego nie przygotujemy, zostanie nam jedynie zbieranie aluminiowych puszek i butelek.

Jan M. Fijor
„Gazeta Antykryzysowa” 2009-03-08

Udostępnij mądry artykuł!

Komentarze

  1. Mokka pisze:

    Proszę Szanownego Pana co sie stanie z moja pożyczką jeśli moj pozyczkodawca zbankrutuje??? Czy sprzeda dług ???

  2. Jan M. Fijor pisze:

    Pańska pożyczka niestety zostanie przejęta przez syndyka, albo następcę praswnego, albo nowego właściciela. Czasy Bonnie and Clyde skończyły się dawno. Ktoś jest w posiadaniu hipoteki pańskiego zastawu i w razie niewypłacalności po nią sięgnie. Ukłony Jan M Fijor P.S. Trzeba się męczyć, wytężać, ale pożyczkę spłacać.

  3. Mokka pisze:

    Dziękuje za szybką odpowiedz.
    Pozdrawiam

  4. Jan M. Fijor pisze:

    NASZ CZYTELNIK NASZ PAN! Pozdrawiam jm Fijor

  5. Pawel pisze:

    Chciałem spytać czy nie obawia się Pan wybuchu jakiegoś dużego kinfliktu zbrojnego. Wojny potrafią wybychać z głupich powodów a teraz duża grupa ludzi może stawać się bardziej zdesperowana. Czy w związku z tym czy nie lepiej gromadzić w skarpecie gotówkę by w razie draki mieć za co kupić cokolwiek? Czy zakup legalnej broni palnej to zła inwestycja? Mam nadzieję że dekadentyzm aż tak bardzo nie kuje w oczy.Pozdrawiam

  6. JM Fijor pisze:

    Pan Paweł ma rację. Jeśli kryzys będzie się pogłębiać, zagrożenie konfliktem sbrojnym wzrośnie. Dla nieudolnej władzy, która nie pottrafi przyznać się do winy za spowodowanie kryzysu, znacznie wygodniej jest zrzucić winę na innych; imigrantów, Chiny, Żydów etc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *